Jump to content

Nowy świat TCB [ZAPISY]/[GRA]


Magus
 Share

Recommended Posts

Sinister

- To skoro jest taki rozumny to niech nauczy się korzystać z kalendarza - Stwierdziła patrząc na drapanego Stalkera pod brodą który cicho mruczał i spoglądał na nią ukradkiem z dziwnym zadowoleniem - Biała klacz nie czekając dłużej poszła na górę jakby nie chciała przebywać z tym stworem w jednym pomieszczeniu.

- E, we dwie - Sinister poprawiła Crimson. - White nie pali ale to już chyba powinnaś wywnioskować - Po czym nic nie dodając więcej widząc że jej goście zbierają się do wyjścia obróciła się i najwyraźniej na nowo zaczęła kreślić krąg. Musiała już to robić wiele razy ponieważ podłoga nosiła już ślady licznego drapania kredą po jej powierzchni. 

- Trochę - Odpowiedziała White na ostatnie pytanie skierowane do niej. - Ale bardziej się bałam konsekwencji jeśli okazałoby się to prawdą. 

 

Batty

- Naprawia to co spieprzyła Crystal - Powiedziała na szybko pozbywając się ze swojej głowy hełmu wiedząc że teraz będzie jej zawadzać. - I Order dobrze prawi, jeśli stąd nie zwiejemy zostaniemy tu na zawsze - Dodała po czym rzuciła się za nim do ucieczki. Niestety mimo dużego wysiłku wyraźnie została z tyłu, jako klacz i w dodatku w cięższym pancerzu nie miała zbytniego pola do popisu. Obejrzała się za Pearl ponieważ najpewniej miała ten sam problem co ona. Przystając na chwilę lewitacją odpięła siedem zaczepów które trzymały element zbroi na tułowiu i jak się okazało to wystarczyło by odciążyć medyka z większej części ciężaru. Po czym znowu ruszając do przodu pomyślała o sobie wykonując to samo. - Lance, dasz radę? - Spytała nadal będąc zajętą. 

 

Baza

- Co u licha? - Spytał Chlorine wyglądając przez właz na nagłe, nietypowe jak dotąd zachowanie ich przeciwników... Który mimo miażdżącej przewagi postanowił się wycofać lub nazywając to mniej chwalebnie uciec. Po czym uznając że ten problem rozwiązał się sam spojrzał na Speara a potem na Sand Storm'a. - Em, ja jestem raczej mechanikiem a nasz jedyny medyk wybrał się prosto w paszcze tych kreatur... Więc chyba musimy poczekać. 

Link to comment
Share on other sites

Crimson Pumpkin

- Jesteś urocza - powiedziała w jej kierunku Crimson kiedy powoli wychodziły z domu Sinister. - Jednak obie wiemy, że konsekwencje byłyby znikome. Jestem kucykiem ziemskim, w obecnym świecie to znaczy tyle, że jestem warta tyle ile brud pod kopytami. Nie mam rodziny, więc nikt nawet nie zwróci uwagi na moje zniknięcie - wzruszyła kopytami i spojrzała na Pumpkin. - A u ciebie gwardia jest milsza?

- Nie bardzo... - powiedziała cicho. - Mój kolega kiedyś próbował porozmawiać z gwardzistami o tym, że mamy ciężkie warunki pracy. Za karę zaciągnęli go na pręgierz i kilkukrotnie batowali, nie pozwalając nam do niego podejść, ale kazali nam patrzeć

- Trzeba przyznać, że wyobraźni to im nie brakuje - westchnęła Crimson kiedy powoli zbliżały się do przejścia. W okolicy panował spokój, a fakt, że szły za dnia zdawał się nie zwracać uwagi gwardii gdyby jakaś tu jeszcze była. Nawet stworzenia z lasu były dziś podejrzanie cicho. W końcu dotarły na miejsce. - Dawno mnie tam nie było za dnia. To, która pierwsza? - Pumpkin wyraźnie schowała się za White, chyba bojąc się tam wrócić. - No dobra, to idę pierwsza - zaraz potem wbiegła w szczelinę i za nią zniknęła.

- Mogę pójść razem z tobą? - spytała cicho Pumpkin patrząc na White.


Świątynia

- Dziękuje - powiedziała Pearl w kierunku Batty, kiedy ta jej pomogła. Najpewniej była ciekawa o co chodzi, ale nie zadawała pytań tylko biegła starając się dotrzymać tempa innym. Liczne ryki, które zaczynał docierać ze wszystkich stron był jak dodatkowa motywacja nie mówiąc o wyładowaniach magii, które rosły z każdą chwilą za nim.

- Poradzę sobie - powiedział przez zaciśnięte zęby Lance. Batty mogła pomyśleć w pierwszej chwili, że jest na nią zły z jakiegoś powodu, ale powód jego irytacji szybko się wyjaśnił. Jego róg coraz bardziej iskrzył, najwyraźniej starał się skupić na zaklęciu. Przed oczami całej grupy pojawiło się światło słońca, a przy tym i wyjście. Był tam również wyczerpany buntownik, którego zostawili, ale nadal żywy. Wtedy stało się coś niespodziewanego, bo Pearl nagle zahaczyła kopytem o jeden z kamieni i potoczyła się niedaleko uwięzionego buntownika głośno przy tym sycząc.

- Skręciłam kopyto... Uciekajcie beze mnie...

- Nikt nie zostanie - powiedział znów przez zaciśnięte zęby Lance i kiedy byli już blisko buntownika i Pearl nastąpił silny błysk i wszyscy znaleźli się pod bazą. Lance padł plackiem na ziemię, wyraźnie wyczerpany po tej teleportacji, a Pearl zrzuciła swój hełm i oparła się grzbietem o ścianę bazy.

- Patrzcie - pokazała kopytem na miejsce gdzie znajdowała się świątynia. Stwory zalewały ją niczym mrówki mrowisko, a nad górami uderzały czerwone błyskawice. Nawet świątynią chmury zaczynały przybierać barwy purpury, a potem nastąpiła eksplozja fioletowego światła. W miejscu gdzie stała świątynia została pusta przestrzeń, zniknęły nawet góry, które były w pobliżu. - Nie rozumiem...


Canterlot

- Niewielu ma szansę zobaczyć cesarzową, a na żywo jeszcze mniej. Ci którzy jednak mieli szansę na ten zaszczyt opowiadali jak bardzo to na nich wpłynęło - powiedział gwardzista po niewielkiej chwili kiedy ich prowadził. - Dziś dojdzie do pewnej zmiany - dodał po niewielkiej chwili. - Ktoś z nami stanie na bramie, warto żebyś paru rzeczy się poduczył przy tym nietypowym dniu - nim zdążył wejść w szczegóły znaleźli się na zewnątrz gdzie czekało na nich dwoje kucyków. Był tam kolejny z oddziałów śmierci cesarzowej, ale nie tylko, bo i ogier którego Dawn mógł raz zobaczyć, ten sam który miał rozpoznawać podmieńców.

- To jest ten twój? - spytał gwardzista przełożonego Dawna.

- Tak, już wczoraj się sprawdził - rekrut idący niedaleko wyglądał na wyraźnie niezadowolonego tą sytuacją

- No dobra, to chodźmy na te cholerną bramę im szybciej to się skończy tym lepiej. Nie wiem jaki podmieniec wchodziłby główną bramą, ale rozkaz to rozkaz

- Desperatów nie brakuje - powiedział przełożony Dawna. - Sam się o tym wczoraj przekonałem

- Ta, pewnie masz racje, chociaż stanie pod tą cholerną bramą mi się nie uśmiecha

Link to comment
Share on other sites

Peace Order

 

Starał się nie odstawać za bardzo od grupy, widząc upadek Pearl zawrócił w jej stronę, jednak momentalnie zostali teleportowani.

Po wydostaniu się ze świątyni rozejrzał się nerwowo spodziewając się, że została w środku - jednak trafiła na zewnątrz, razem z resztą. 

- Więc... to by chyba było na tyle.

Widząc, że po chwili wszyscy doszli do siebie powiedział podniesionym głosem.

- Mamy z Batty coś ważnego do przekazania, ale wydaje mi się, że powinniśmy to zrobić dopiero, kiedy spotkamy się z grupą z wewnątrz. Jeżeli oczywiście przeżyli.

Następnie zbliżył się do Pearl.

- Jeżeli nie dacie rady tego naprawić - służę pomocą.

Uśmiechnął się.

 

Sand Storm

 

Słysząc huk pochodzący z zewnątrz zwrócił się do środka pojazdu.

- Dobrze zatem, zabierajmy manatki, wychodzimy i rozchodzimy się w swoją stronę, starając się nie powybijać wzajemnie, co zważywszy na fakt tego, że są z nami podnóżki Crystal nie będzie łatwe. No chyba, że ktoś przekonał ich, żeby poszli z nami.  Trzeba dotrzeć do reszty, to poskładają tego gagatka.

 

Dawn Spark

 

Kiedy gwardzista wspomniał o kimś do spotkania miałem cichą nadzieję, że będzie to Midnight,  jednak stało się coś całkiem innego - na miejscu pojawił się ten mniejszy kretyn.

Uśmiechnął się po słowach drugiego żołnierza.

- Zawsze wydawało mi się, że to słabsze jednorożce stoją na bramie, a szwadrony wykorzystywane są tylko do specjalnych, bardziej ofensywnych zadań. Jak jednak widać Cesarzowa potrzebuje nas również i tutaj.

Spojrzałem z pogardą na kujona, widząc niezadowolenie wymalowane na jego pysku.

Kim ty niby myślisz że jesteś?!

Po dotarciu na miejsce stanąłem obok mojego przełożonego. Obserwowałem sytuację spoglądając co chwilę na drugiego wybrańca.

A więc Crystal nie objawia się każdemu,  jednak moja służba tutaj ma jakiś głębszy cel.

Link to comment
Share on other sites

Batty

- Cholera w tym się nie da biegać - Stwierdziła Batty już bez większości elementów swojego pancerza. 

- Nie zostały stworzone do tego celu - Odpowiedziała Fire idąc w kierunku już nieprzytomnego buntownika i Pearl że skręconym kopytem. - Dasz sobie radę? - Spytał ją a w jej głosie nawet pojawiła się odrobina troski. Mimo to najpierw zaczęła oglądać ledwo żywego towarzysza by zobaczyć czy może mu jakoś pomóc.

- Właściwie to prawie bez różnicy, najwyżej ktoś komuś by powtórzył - W zasadzie wyszłoby na to samo. - Ale faktycznie, dzięki tej teleportacji jesteśmy już niedaleko - Spojrzała na Lance'a czy po takim wyczynie nie jest zbyt zmęczony i szczerze mówiąc sama by wreszcie odpoczęła po ostatnich wrażeniach. - Powinni żyć, nie zajęło nam to długo a jak byliśmy w tej symulacji to podobno czas się zatrzymał.

 

Baza

- Raczej każdy wszystko ma przy sobie - Wyszedł na zewnątrz pojazdu razem z torbą zawierająca raczej najbardziej podstawowe opatrunki i spojrzał na Speara oceniając czy jest mu jakoś pomóc. Nie był ku temu chętny... Ale jednak Pearl która była przecież gwardzistą na to nie patrzyła.

Link to comment
Share on other sites

Baza

- Spokojnie, miewałam już gorsze sytuacje - uśmiechnęła się do swoich towarzyszy, a potem jej róg otoczyła aura, która zaraz pokryła jej ranne kopytko. Nie minęła chwila, a znów mogła nim poruszać. Zaraz potem spojrzała na swojego dowódcę leżącego plackiem na ziemi i do niego podeszła.

- Nic mi nie będzie - powiedział ciężko oddychając przez usta, a potem ściągając hełm. - Muszę tylko chwilę odpocząć, jestem wyczerpany, chyba pierwszy raz od dawna mam wrażenie, że mogę zasnąć i się nie bać - słabo się uśmiechnął do swoich towarzyszy. - Zakładam jednak, że każdy inny gwardzista na moim miejscu powiedziałby, że jestem nienormalny, patrząc na naszą grupę - spojrzał zaraz jednak znów na Pearl. - Pomóż ich towarzyszowi, wystarczająco wycierpiał - klacz kiwnęła głową i podeszła do wyczerpanego buntownika, który zaraz mógł poczuć przyjemne ciepło na swoim ciele. Lance spojrzał teraz na Batty i Ordera. - Zechcecie powiedzieć co dokładnie się stało i co macie na myśli mówiąc, że czas się zatrzymał? Nie ruszyliście się przecież, cały czas was widzieliśmy, a potem to coś było wolne... To bez sensu

Jak się okazało poza strużką krwi, która kapała teraz z ust Speara, nie było widać żadnych zewnętrznych obrażeń. Najwyraźniej obrażenia jakie doznał musiały być zewnętrzne, więc ciężko było tu coś ocenić gołym okiem, poza tym, że ogier bardzo powoli oddychał.


Canterlot

- Czym tak właściwie się naraziłeś, że dali cię na bramę? - spytał gwardzista przełożonego Dawna kiedy powoli się zbliżali na miejsce.

- Skąd wniosek, że się naraziłem?

- Sam wiesz, to najgorsza robota. Nudno jak cholera i ta czujność... Stąd też nie zobaczycie cesarzowej

- Ja mam jednak wrażenie, że nas cesarzowa potraktowała wyjątkowo. Nie każdy podoła takiej pracy. Musiała wierzyć, że ja i mój protegowany będziemy czujni, mimo trudności tego zadania - gwardzista już nic nie dodał, bo powoli cała czwórka stanęła niedaleko bramy.

- To tu was zaatakowali wczoraj?

- Mój protegowany nabrał podejrzeń - spojrzał na Dawna, a potem na drugiego milczącego rekruta, który nadal zdawał się wrogi. - A twój jak wykrywa podmieńców?

- Po prostu są durne - odpowiedział rekrut zanim zdążył jego przełożony. - Wystarczy dobrze się przyjrzeć, zawsze coś zwalą w tym swoim kamuflażu, zresztą ich zachowanie też je zdradza. Cesarzowa na pewno wie, że mam najbardziej wyjątkowy talent wśród rekrutów. To kwestia czasu, aż mnie wyniesie pierwszego

- Pewność siebie bywa głupia - skomentował to przełożony Dawna.

- A ty jesteś tak pewny swoich możliwości? - spytał drugi gwardzista teraz Dawna.

Link to comment
Share on other sites

Sand Storm

 

Sand skończywszy podpalać wskoczył do środka pojazdu, starając się mieć oko na Speara. Przyłożył mu kopytko do piersi.

- Ej stary, wytrzymaj jeszcze chwilę.

 

Peace Order

 

Podszedłszy do Lance'a wziął wdech, po czym zaczął opowiadać.

- Zatem w skrócie. Ta istota przeniosła nas do innego wymiaru, zatrzymując tutaj czas. Powiedział nam kim są i dlaczego do tego wszystkiego doszło. Poszliśmy z nim na układ - będziemy chronić artefakty przed Crystal, a on w zamian zabierze te potwory do innego wymiaru. Problem jednak jest taki, że jeśli to spieprzymy... nasz świat zostanie ponownie zalany, i tym razem nikt już nam z tym nie pomoże.

Przymknął oczy.

- Nie możemy pozwolić Crystal na zdobycie tych przedmiotów, albo wszystko będzie stracone. Problemem jednak jest to, że wy teraz o tym wiecie.

Otworzył je, spoglądając w stronę Pearl i Speara.

- Jeżeli wrócicie do gwardii będziecie musieli wszystko wyśpiewać, a wolałbym, żeby to nie nastąpiło. Jeśli jednak będziecie próbowali milczeć ona to wykryje, a za ukrywanie czegokolwiek przed cesarzową grożą surowe konsekwencje.

Znowu zrobił sobie krótką przerwę.

- Ja i Batty nie damy sobie rady z ochroną tych przedmiotów, nie sami. Dodatkowo jeśli ona się o tym dowie będziemy mieć kłopoty. Mam do was prośbę. Chodźcie ze mną.

Zanim ktokolwiek zdążył mu przeszkodzić, kontynuował.

- Mam zająć się rozmowami pokojowymi między siłami FOL'u i pro equestriańskimi. Sami nie damy sobie rady z Crystal, a nawet przywrócenie księżniczek nie będzie tak podłe jak to. Mieliśmy problem w postaci bardziej radykalnych jednostek, jednak udało nam się je przepędzić. Problem tylko w tym, że dalej mają dość solidną bazę. Jeśli uda nam dogadać się z rojalistami, to damy radę posprzątać ten syf. Moi ludzie widzą, że nie były takie złe. Dalej chcemy jednak autonomii i liczymy na to, że docenią one pomoc z naszej strony i zostanie ona przez nas uzyskana. Mój pomysł jest taki, że wrócicie ze mną do bazy, gdzie niczego wam raczej brakować nie powinno, uzbrojenie i prowiant otrzymacie. Następnie kiedy rozmowy zostaną ukończone będziecie mogli zostać z nami, albo dołączyć do strony rojalistycznej.

Zamilknął na chwilę.

- Zrozumiem jednak, jeśli odmówicie, Spear najprawdopodobniej dokonał by tego samego, więc zanim stąd odejdziemy zostawimy mu trochę prowiantu, podleczymy i uśpimy zaklęciem, po czym odejdziemy. Nie będziemy go krzywdzić, nie możemy jednak ani powiedzieć mu co tutaj miało miejsce, ani też co zrobicie. Jeśli jesteście temu przeciwni - podziękuję wam za pomoc i pójdziemy w swoją stronę. Czy masz Batty coś do dodania?

Spojrzał w jej kierunku, uśmiechając się lekko.

 

Dawn Spark

 

Spojrzałem na rekruta, z widocznym na moim pysku obrzydzeniem.

- Bez Cesarzowej jesteśmy niczym, to jej wola i podarki nas prowadzą. Nie masz żadnego talentu, wszystko należy do niej. I trochę więcej szacunku do starszych stopniem, albo osobiście przeciągnę cię przed bramą wejściową.

Skierowałem wzrok na drugiego gwardzistę.

- Póki nasza Pani mnie prowadzi wierzę w swoje możliwości, wiem, że ona mnie w tym wspiera. Jeśli byłbym sam, moje umiejętności nie byłyby niczym imponującym.

Następnie spojrzał w kierunku bramy.

- Skoro ufa nam wystarczająco, aby przydzielić nas do kontroli gości wchodzących na uroczystość to mi to wystarczy. Widzę ją w swoich snach, jeśli zasłużę - bardzo możliwe, że spotkamy się także i w świecie cielesnym. Ale teraz skończmy gadać o sobie i skupmy się  na zadaniu. Dziękuję za możliwość wypowiedzi.

Po rozmowie skupiłem wzrok na wchodzących starając się wypatrywać jakichś podmieńców. Jeśli zrobię to przed nim - dam radę go upokorzyć, a i być może zmusić do ataku, co nie skończy się dla tego zbyt pewnego siebie robala szczęśliwie.

 

 

 

 

Link to comment
Share on other sites

White i Sinister

- I nie pozdrawiaj tego huja ode mnie! - Wydarła się Sinister będąc nadal w piwnicy i wiedziała że Crimson już raczej jej nie usłyszy ale nie obchodziło jej to.

- Nie o to mi do końca chodziło - White odpowiedziała raczej zmartwiona na wieści jak gwardia teraz traktuje kucyki ziemskie. - A bardziej o problem że Sinister mieszka pod jednym dachem ze stworem który najpierw udaje miłego by potem ciebie zabić tylko... dla swojej przyjemności? - Zapytała nie będąc pewna i raczej nie spodziewała się odpowiedzi od Crimson. Nie widziała jednak innego powodu skoro Stalker najprawdopodobniej nie musiał się niczym żywić. W drodze do portalu raczej zachowała milczenie rozpaczając w środku swojej głowy. Zadawała sobie pytania czy to wszystko jej wina że to co próbowała ochraniać rozpadło się w zaledwie jedną noc... I najprawdopodobniej nigdy nie zdobędzie czegoś co pozwoli to odwrócić by wszystko było jak dawniej... Czy życie w końcu złamało jedno z jej najpiękniejszych marzeń? Życzenie żeby jedność wygrała z niezgodą i kłamstwami? Z wizją jednego kucyka który kosztem innych chciał zbudować coś co kłóciło się z sumieniem czy z wartościami które wyznawała White. Nagle się jednak ocknęła gdy dotarli na miejsce na tyle by być w stanie odpowiedzieć Pumkin.

- Jasne... - Zbliżyła się do portalu ale zaczekała na klacz przy niej żeby mogły przejść w jednym czasie. - Cały czas będę razem z tobą dopóki nie odprowadzimy ciebie do twojej rodziny.

 

Batty

- Chyba ten nietypowy, wspólny cel zmienił trochę nasze postrzeganie - Odpowiedziała Fire na słowa Lance'a gdy mówił że mógłby się teraz położyć i nie bać o swoje życie... Ale miał racje. Jeszcze przed tym raczej nie miałaby oporów by wyciągnąć pistolet i strzelić mu w głowę jednak teraz to byłoby nieco nie na miejscu. Potem w milczeniu przysłuchiwała się nowinom niesionym przez Order'a by potem tylko krótko to skwitować jednym zdaniem. - To w końcu czego ta Crystal chce? 

- Władzy i mocy która chyba wykracza poza nasze zrozumienie - Dodała otwierając swoją książkę odwracając ją tyłem i zaczynając pisać na ostatniej stronie która teraz była pierwszą nowej opowieści. - I warto dopowiedzieć że jeśli zawiedziemy możemy być jak ten stwór to nazwał za śmierć wszelkich istnień... Więc to się nie tyczy tylko tego świata. - Zaczęła coś pisać ołówkiem. - Jak to było? - Zapytała samą siebie. - Zniszczenie, czas, energia, kreacja, życie, śmierć i rzeczywistość. Tak się nazywają chyba te artefakty... Crystal ma już energię z tego miejsca i pytanie czego jeszcze jej brakuje...

 

Baza

- Zgaduje że naszej ekspedycji udało się to co mieli zrobić skoro te pokraki nam odpuściły... - Spojrzał jeszcze na Spear'a dosyć ponuro wiedząc że raczej nie ma jak mu pomóc... A Pearl czy Batty lub chociażby Lance który mogli władać leczącą magią nie wiadomo gdzie są. Przetransportować go również będzie dosyć trudno bo podnosząc go może sprawić że jedno z być może złamanych żeber przebije płuco lub zrobi coś jeszcze gorszego. - Trzeba byłoby go zabrać na zewnątrz tylko jak? - Rozejrzał się w poszukiwaniu czegoś co mogłoby posłużyć za coś w rodzaju noszy ale niestety nie znalazł nic co mogłoby się nadawać. - Kati weźmiesz go wyniesiesz? - Spytał smoka licząc na pomoc ale zapomniał o pewnym fakcie...

- A co ja? - Odpowiedziała jakby urażona. - Niańka dorosłego ogiera? 

- Dobra, w zasadzie mogłem się spodziewać takiej odpowiedzi... - Dodał i zeskoczył z maszyny. - To jedyna opcja to najwyraźniej ich poszukać - I ruszył przed siebie w stronę wyjścia. 

 

 

Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

Pumpkin wstrzymała na chwilę oddech. To co musiała przeżyć w czasie niewoli najwyraźniej odbiło się na jej psychice, bo jeszcze chwilę się wahała jakby nie chciała już widzieć tego miejsca. W końcu jednak zebrała się w sobie i wbiegła wspólnie z White w przejście. Pierwsze co można było poczuć, to jak zwykle rewelacje żołądkowe, ale Pumpkin najwyraźniej była już na to gotowa po ostatniej podróży i teraz tylko na chwilę usiadła próbując dojść do siebie.

W dzień Czarny rynek wydawał się być nawet większy, a zewsząd maszerowały kolejni chętni żeby skorzystać z jego usług. Można było dostrzec nawet kilka hipogryfów kierujących się do tego ogromnego fortu, w którym odbywały się wszelkie nielegalne atrakcje, za które normalnie można było spędzić nawet całe życie w lochu.

- Chwilę wam zajęło - powiedziała nagle Crimson powoli do nich idąc. - Matko, ale tu gorąco - potarła kopytem czoło i miała racje. W nocy powietrze było bardziej rześkie, a teraz było duszne, ponadto słońce zdawało się przypiekać wszystko na skwar. - Możemy tam nie wchodzić - powiedziała nagle Crimson. - Tylko wtedy zrobimy okrężną drogę, a przy tym słońcu i piachu może nam to zająć nawet godzinę lub lepiej. Idąc przez rynek zrobimy to w pół

- Nie chce żebyście się przeze mnie męczyły - Pumpkin potarła kopytkiem czoło. - Dam radę...

- Ja tam mogę iść na około, jak trzeba - Crimson wzruszyła kopytami i spojrzała na White. - Wybór należy do ciebie. Okrężna droga oznacza, że nikt jej nie będzie szukał, bo jesteśmy poza granicami prawa Christiana, ale nie mamy też ochrony gwardii w tym momencie, jeśli ktoś zacznie się do nas dowalać musimy liczyć tylko na siebie, no i trasa będzie znacznie trudniejsza przez piach i ten skwar


Baza

- Poczekajcie, bo tego chyba jest za dużo jak na jedną sprawę - Lance próbował sobie to wszystko ułożyć w głowie. - Wiem, że połączył na wspólny cel, ale... Zdajesz sobie sprawę o czym mówisz? - spojrzał teraz na Ordera. - Wiemy, że istnieją ruchy oporu nadal wierne księżniczką, ale oni was nienawidzą - spojrzał na Ordera i Fire. - Nie bierzcie tego do siebie, po prostu mówię jak jest. Kiedy byłem jeszcze sierżantem złapaliśmy jednego z nich, nie jestem dumny z tego co tam się stało - pokręcił lekko głową. - Uważają jednak, że to wy stworzyliście cesarzową za pomocą tej swojej nauki i wymknęła wam się spod kontroli. Winią was tak samo jak ją za swoje cierpienie. Nie mówiąc, że nadal jest przeszłość. Wielu z nich straciło całe rodziny w czasie pierwszych integracji z ludźmi. Nie wiem czy będą potrafili od tak wam to zapomnieć dawne krzywdy - Pearl powoli odsunęła się od buntownika, który już powinien czuć się lepiej po jej leczeniu.

- Poza tym nadal panuje wojna - nagle dodała. - Podmieńce i gryfy tylko szukają okazji żeby zgarnąć moc Crystal i zdobyć ją dla siebie, pod ich władzą może nie być dla nas lepiej podobnie i dla was. Chrysalis widzi w was tylko jedzenie, a gryfy jeszcze zanim się zmieniliście widziały w was tylko łyse małpy. Jeśli zrobicie coś nierozsądnie, dacie im okazje na zdobycie władzy

- No właśnie i te rzeczy, o których mówicie... - wtrącił nadal zdezorientowany Lance. - Księżniczki zawsze mówiły, że klejnoty harmonii to najpotężniejsza moc. Jak to możliwe, że istnieje coś takiego o czym mówicie i same tego nie kontrolowały?

- Czy to nie wasz żołnierz? - nagle zmieniła temat Pearl widząc jak z bazy wychodzi jeden z buntowników.


Canterlot

- Jakbym się naćpał przed snem też bym widział cesarzową - rekrut wykpił jeszcze słowa Dawna nim wszyscy zamilkli. Pierwsza godzina i znów był silny skwar, a na dodatek panowała straszna nuda. Gwardziści stali niczym pomniki czekając na wszystko, co może się ewentualnie zdarzyć, a rekrut przypatrywał się każdemu z odwiedzających Canterlot.

- Cesarzowa mogłaby nas obłaskawić strumieniem deszczu - westchnął ponuro jeden z gwardzistów, ale nie przełożony Dawna.

- Mają awarię w fabryce pogody - powiedział teraz ponuro przełożony Dawna. - Deszcz ma wrócić za dwa dni

- Awarię? O czym ty gadasz?

- Wiem tylko tyle, że to prawdopodobnie był sabotaż, podejrzewa się oddanych dawnej władzy, ale już podobno panują nad sytuacją

- Cholerni... Zawsze coś zepsują - spojrzał ponuro na bramę. - Wiesz, że wieczorem mam trening?

- Z prawym kopytem cesarzowej?

- Ta... Ostatnio po treningu tydzień wracałem w pełni do formy. Czasem mam wrażenie, że nie jest jednorożcem...

- Co ty gadasz? Nie widziałeś rogu?

- Tak... Ale on walczy jak alicorn bez skrzydeł, czy to ma sens?

- Nie sądzę - do bramy zbliżyła się drobna klacz wyglądała na trochę roztrzepaną lub przerażoną kiedy zwykli gwardziści prosili ją o dokumenty. Kiedy sięgnęła po swoją torbę, ta rozsypała całą jej zawartość. Piskliwie zaczęła przepraszać i szybko zaczęła zbierać swoje rzeczy, co jakiś czas oglądając się na wszystkie strony. Rekrut, który ją zobaczył tylko pogardliwie prychnął jakby nie warta była jego uwagi.

Link to comment
Share on other sites

Sand Storm

 

Kiedy miał już zabrać się do wyjścia z bazy został uprzedzony przez Chlorine'a.

Nie mając nic innego do roboty zbliżył się do Spear'a, po czym wylewitował z torby pierścień, który założył na jego róg.

- To tak jakbyś mimo ran próbował zrobić komuś jeszcze kuku.

Po założeniu antymagicznego pierścienia przyłożył głowę do klatki piersiowej jednorożca, nasłuchując rytmu bicia serca.

 

Peace Order

 

Patrzył na rozmówców w skupieniu.

- Kuce również są bez winy, jestem raczej pewny, że wspólny cel nas połączy, poza tym ta bardziej radykalna warstwa... jakby to powiedzieć... obraziła się? Po usłyszeniu o pomyśle rokowań pokojowych z rojalistami zwinęli nam sporo sprzętu i założyli nową bazę, którą nie tak dawno znaleźliśmy. Jest ich sporo, ale to my mamy przewagę liczebną. Wśród nich skryła się cała reszta sadystów, a przynajmniej tyle wynika ze sporządzonych przez nas dokumentów. Jako gest dobrej woli uwolnimy wszystkich przetrzymywanych przez nas zakładników, a jeśli po rozbiciu drugiej grupy znajdziemy kogoś żywego - również oddamy go nim. Tak jak mówiłem wcześniej, możecie póki co dołączyć do nas - nikt nie zrobi wam krzywdy. Po tym wszystkim wrócicie do domów i miejmy nadzieje - będziecie mieć spokojne życie.

Zrobił chwilę przerwy, po czym kontynuował.

- Nie mamy zamiaru przejść w otwartą wojnę, chcemy dobrać się do elementów harmonii i wykorzystać je do przywołania księżniczek, one z ich pomocą powinny dać sobie radę z Crystal. Poza tym... możliwe, że same o tych artefaktach nie wiedziały, możliwe, że pochodzą one z innego wszechświata, z tego samego, z którego urwała się Crystal. Nie mamy pojęcia o prawach czasu i przestrzeni, ale nasi naukowcy podejrzewają, że skoro uniwersum ludzi i kuców zderzyło się ze sobą, to między nie mogło wkraść się jeszcze inne - to, z którego przybyła ona. 

Spojrzał w kierunku nadciągającego buntownika.

- Tak, to jeden z kuców ze środka. Miejmy nadzieję, że nikomu nic się nie stało.

 

Dawn Spark

 

Nie mogłem się powstrzymać od pogardliwych spojrzeń w kierunku jednorożca. Po uwadze na temat ćpania nie wytrzymałem, cedząc przez zęby.

- Będę z przyjemnością obserwował, kiedy w bólu będziesz tarzał się we swojej własnej, bezwartościowej krwi.

Następnie nie mogąc tolerować widoku tego kretyna skupiłem się na pracy. Kiedy klacz przewróciła się pomogłem się jej podnieść, po czym wylewitowałem jej rzeczy przed swoje oczy, przeglądając je dokładnie. Gwardziści przyglądali się w ciszy.

- Jeżeli nie ma Pani złych zamiarów, to jaki jest powód tego roztrzepania? Jesteśmy tutaj po to, aby was chronić, prawda? Chyba, że...

Nie kontynuowałem mowy dalej przeglądając papiery. Skupiłem szczególną uwagę na pieczęciach, ponieważ poprzez podglądanie dokumentów wymienianych przez moich rodziców byłem w stanie z łatwością je rozpoznać.

Link to comment
Share on other sites

White 

- Ale ważne że jesteśmy - Wysiliła się na uśmiech mimo znowu buntującego się żołądka który jednak już się nieco przyzwyczajał. - I mogłam wziąć parasol - Stwierdziła bez zastanowienia czując żar lejący się z nieba. Następną chwilę spędziła nad rozważaniem którą drogę powinny wybrać bo tak naprawdę obydwie nie były wolne od zagrożeń. - Wydaje mi się że przejście przez czarny rynek będzie bardziej odpowiednie - Spojrzała na Pumpkin. - Co prawda istnieje szansa że nadal będą ciebie szukać ale nie wyglądasz tak samo jak wtedy więc raczej z łatwością się wykręcimy 

 

Batty

- Jednostki łatwiej połączyć niż całe narody czy co dopiero oddzielne gatunki - Fire wyraziła swoim krótkim stwierdzeniem co sądzi o pomyśle Order'a po czym spojrzała na Lance'a z dziwnym rozbawieniem - Stworzyliśmy Crystal, a to ci dopiero... - Pokręciła głową, najwyraźniej ta nowina była dla niej nowa. - Gdybyśmy mieli taką technologię to zamiast stosować dializy byśmy hodowali chorym w probówce nowe nerki - Buntownik potraktowany zaklęciem leczącym na pewno miał już się lepiej ale mimo to nadal był skrajnie wyczerpany i najwyraźniej zapadł w sen. - Dzięki Pearl - Rzuciła na szybko przypominając sobie że wcześniej w żaden sposób nie zareagowała na jej pomoc. - I tak... Może nie żołnierz ale mechanik - Kucyk który wyszedł ze środka zbliżył już się wystarczająco by móc przekazać wiadomość.

- Spear - Wypowiedział ciężko dysząc. - Wy tu sobie urządzanie piknik - Przerwał biorąc duży łyk powietrza. - A on się wita z kostuchą - Dodał zdziwiony widząc że dyskusja trwa w najlepsze. - Zasugerowałbym że potrzebuje jakiegoś medyka. 

 

Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

- No to jak sobie pani życzy - Crimson posłała delikatny uśmiech obu klaczom i zaczęła je prowadzić w kierunku czarnego rynku. Jak zwykle kiedy tylko zbliżyły się do zabudowań musiały stanąć w kolejce. Przed trzema klaczami stał jakiś ogier trzymający na łańcuchu nietypowe stworzenie. Przypominało to trochę wilka, ale z ciałem wielkim jak u niedźwiedzia i zdecydowanie większych zębach, nie mówiąc, że kształt pyska wydawał się bardziej szpiczasty niż u wilka. Stworzenie wyraźnie kuliło się i stękało jakby nie chciało iść ze swoim właścicielem, chyba wiedziało co je będzie czekać. Pumpkin, która do tej pory rozglądała się w milczeniu skuliła się lekko i cofnęła za White kiedy zobaczyła na ścianie plakat ze swoją podobizną. Informacja na plakacie była dosyć jasna.


Poszukiwana własność

Almonda Lime'a
Każdy kto ją widział proszony jest o kontakt, nagroda za informacje.


- Już się za nami stęskniłaś Crimson? - powiedział nagle jeden z gwardzistów, kiedy inni obsługiwali ogiera z dziwnym stworzeniem. - Zwykle tak szybko nie wracasz

- Mam urlop, sam wiesz, w mieście się nie uwalę jak tu, więc trzeba szaleć

- Ta... Jeśli o tym mowa, byłaś wczoraj chyba z inną klaczą - spojrzał na Pumpkin. - Już tamta ci się znudziła?

- A co książkę o mnie piszesz?

- Raczej jestem ciekawski, z baru gdzie odbyła się wczoraj rozróba i który ty znasz, aż za dobrze zniknęła klacz, ale zapewne nic o tym nie wiesz

- A wyglądam jakbym miała kogoś porwać?

- Wyglądasz jakbyś chciała kogoś zamordować - krzywo się uśmiechnęła, a ogier spojrzał teraz na White. - A ty oczywiście panienko też nic nie wiesz i łazisz za tą menelką z braku lepszych znajomych?


Baza

- Czekaj... - westchnął Lance chwilę chodząc w kółko. - Rozumiem waszą nienawiść do cesarzowej, ale ona jest kucykiem jak ja czy Pearl. Chyba nie sądzisz, że w innym świecie też jest nasza rasa? Księżniczki też jej raczej nie zmieniły w kucyka... To bez sensu - potarł się lekko po głowie. - Poza tym wszyscy wiedzą, że elementy przepadły kiedy księżniczka Twilight i jej przyjaciółki zaatakowały cesarzową, podobnie jak Discord i kryształowe serce. Poza tym nawet jeśli ta grupa sadystów jest mała, to zawsze może urosnąć i stanowić dla was też zagrożenie

- Nie masz za co dziękować, to moja powinność. Lekarz niezależnie od strony ma leczyć nie zabijać - uśmiechnęła się do Fire, aż nagle nie przybiegł mechanik. - Spear? - powiedziała wyraźnie speszona i zaraz się podniosła.

- Dobra, potem pogadamy dalej - powiedział równie speszony Lance. - Nie mogę pozwolić żeby mój żołnierz umarł, prowadź - powiedział nerwowo do ogiera i nie czekając na reakcje innych pobiegł wspólnie z Pearl za nim. Kiedy tylko znaleźli się na miejscu Pearl szybko podeszła do towarzysza.

- Jest słaby... Co się stało? - spytała patrząc teraz na innych, którzy z nim byli.


Canterlot

Klacz słysząc Dawna mrugnęła trochę speszona i spuściła wzrok nic nie mówiąc. Mogła być nieśmiała lub przestraszona, ciężko powiedzieć, ale nie protestowała kiedy Dawn zaczął przeglądać jej papiery. Obaj gwardziści również skierowali ram wzrok, ale nie mieszali się do sytuacji. Natomiast zwykli gwardziści pilnujący na co dzień bramy wyglądali na zakłopotanych jakby nie wiedzieli co mieli zrobić z tą sytuacją. Rekrut, który denerwował Dawna też nie mieszał się, tylko stał z boku z krzywym uśmieszkiem na całą sytuacje.
Jak się okazało w papierach nie było nic nadzwyczajnego. Klacz nazywała się Sunshine Almond i miała dziewiętnaście lat, a urodziła się Baltimare.

- Przepraszam - powiedział nagle jakiś męski głos w kierunku Dawna. Jak się okazało obok klaczy stanął jakiś duży ogier, a kiedy tak się stało klacz opuściła ponownie wzrok i wbiła go jeszcze bardziej w ziemię. - Mam nadzieje, że moja siostra nie narobiła problemu, jest bardzo nieporadna. Wiem, że to skaza dla jednorożców, ale sam pan rozumie - uśmiechnął się do Dawna. - Jeśli jednak coś zrobiła, to zapewniam, że zostanie ukarana

Link to comment
Share on other sites

Peace Order

 

Po wieściach od mechanika ruszył do środka za resztą kucy.

 

Sand Storm/ Peace Order

 

Sand widząc wbiegających odsunął się od leżącego Speara.

- Trochę dostał, schowaliśmy go w czołgu, żeby te ścierwa bardziej go nie pokiereszowały. Ma bardzo słabe tętno, po gruchnięciu przy uderzeniu wnioskuję, że kilka kości ma połamanych. Powodzenia, mam nadzieję, że dacie radę go poskładać - jeszcze nie dostał ode mnie kopa.

Widząc Ordera uśmiechnął się, odchodząc z nim na bok.

SS: Wszystko się udało? Gdzie te stwory pobiegły?

PO: Długa historia, powiedzmy tylko, że dowództwo musi usłyszeć coś ekstra. Już nam nie zagrażają.

SS: Więc kończymy cyrk z tymi konikami i wracamy do zadania?

PO: Tak, tak zrobimy.

SS: Więc idealnie, po powrocie do bazy pomożesz mi się wytłumaczyć dlaczego tyle sprzętu wyparowało. Poza tym... dobrze was widzieć.

Przybili sobie kopytka, a następnie rozeszli. Sand oparł się o ścianę obserwując w spokoju sytuację, a Peace podszedł do Pearl.

- Mogę jakoś pomóc?

 

Dawn Spark

 

Po przejrzeniu dokumentów wszystko wyglądało dobrze. Oddałem je klaczy.

- Bardzo dziękuję za współpracę. Prosiłbym mniej się stresować, nie jesteśmy tutaj po to, aby zrobić Pani krzywdę.

Ukłoniłem się jej. Następnie skierowałem wzrok na jednorożca, który przedstawił się jako jej brat. Nie podobało mi się to - widocznie nie boi się nas, tylko niego. Przemoc domowa? A może nie jest tym, za kogo się podaje?

Po dodaniu wątku o karze wykrzywiłem minę. Jak to rozegrać?

Spojrzałem na klaczkę.

- Proszę przejść za nas i poczekać chwilkę.

Uśmiechnąłem się, po czym zwróciłem w kierunku ogiera.

- Kara? Nie, nie jestem zwolennikiem przemocy domowej.

Zacząłem mieć przeczucie, że trafię na coś ciekawego. Jeśli nie jest changelingiem to i tak spróbuję go udupić, nikt poza Cesarzową i Szwadronami nie ma prawa na wydawanie kar.

- Poproszę o Pańskie dokumenty, dodatkowo mój towarzysz zajmie się przeprowadzeniem krótkiej analizy.

Zwróciłem się do drugiego rekruta, przybierając wyraz/ton gwardzistów stojących obok.

- Nie będziesz cały dzień wygrzewał tyłka nic nie robiąc, sprawdź go. 

Czekałem na podanie dokumentów, jednocześnie oczekując na podejście rekruta do ogiera. Jeśli potencjalny przeciwnik zaatakuje, to on będzie stał najbliżej, toteż dostanie za swoje.

 

 

Link to comment
Share on other sites

White 

,,To był jednak zły pomysł'' - Pomyślała jak tylko zobaczyła plakat z podobizną klaczy którą ledwo co wczoraj poznała i wyrwała ją z okowów niewolnictwa. Nie mogła jednak już zmienić obranej drogi, było już na to za późno więc trzeba było brnąć dalej i zrobić wszystko by wyjść z tego bez problemów. - Będzie dobrze - Szepnęła do Pumkin idąc przy jej boku i poczekała chwilę by nie wtrącać się w rozmowę którą przeprowadzał gwardzista czarnego rynku - Menelką? - Spytała z urażeniem zmieszanym z oburzeniem. - Nie zadaje się z marginesem społecznym bez domu a Crimson ma nawet łóżko - Chyba nawet delikatnie puściła do niego oko. - I oczywiście że nic nie wiem - Dodała zdziwiona jakby to powinno być oczywiste. - Gdy rozpętała się ta rozróba wyobraź sobie że akurat zmierzałam w stronę toalety ale chyba nie będziesz mnie dopytywać co takiego tam robiłam? 

 

Batty

Chlorine uznał że zrobił to co powinien i nie śpieszył się za resztą, podobnie jak Fire która najwyraźniej zamierzała z nim pogadać.

- Prosto i na krzyżówce w prawo - Rzucił jeszcze zdaniem by trafili na miejsce.

Batty natomiast ruszyła ze Lancem i Pearl raczej bez trudu ich doganiając, wyglądało na to że bez pancerza biegało jej się dużo lepiej. 

- Starczy ci magii by mu pomóc? - Spytała zastanawiając się czy to nie będzie problemem. Chyba już wyleczyła dosyć sporo osób jednak nie wiedziała jak silna jest jej moc co było dość ważnym czynnikiem. 

 

Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

Crimson posłała delikatny, a zarazem dwuznaczny uśmiech w kierunku White, kiedy ta stanęła w jej obronie i do niej mrugnęła. Gwardzista Christiana pilnujący bramy wyglądał za to na nieco zaskoczonego, a jednocześnie zniesmaczonego zachowaniem White. Ciężko było stwierdzić czy podziałała na niego tak myśl o tym co mogły wyrabiać dwie klacze po nocach w łóżku Crimson, czy raczej to jak White zaczęła mówić o swoim pobycie w toalecie. Zmarszczył lekko brwi i teraz spojrzał na chowającą się z tyłu Pumpkin, najwyraźniej dopiero ją dostrzegając.

- Ja się tym zajmę - powiedział nagle inny gwardzista, nie dając mu szansy zapytać klaczy.

- Poradzę sobie

- Wszystkie mają udać się na przesłuchanie, są oskarżone o kradzież i napaść - Crimson otworzyła szeroko oczy, co wskazywało, że sama nic z tegonie rozumie.

- Skoro tak, to zabieraj je

- Pójdziecie ze mną - powiedział nowy gwardzista. Crimson zaczęła się wahać zastanawiając co zrobić. Jej kopytko błądziło w okolicy torby gdzie zapewne trzymała swoje zabawki, ale ostatecznie zrezygnowała najpewniej z powodu ilości gwardzistów jakie je otaczały. Powoli i bardzo niechętnie ruszyła za gwardzistą. Pumpkin przełknęła ślinę, ale również to zrobiła.

- Ej gościu jestem stały klientem, chyba jesteś nowy, bo wcześniej cię nie widziałam - mówiła Crimson kiedy szli dalej. - Wszyscy mnie tu znają i nigdy nic nie skosiłam. Robiłam rozróby, ale były legalne, a te dwie? Widzisz jak wyglądają? Sądzisz, że któraś mogłaby coś zwinąć?

- Jestem pewny, że nie - powiedział nagle się zatrzymując i spoglądając teraz na White, a jego oko zmieniło się na niewielką chwilę na oko podmieńca. - Nie sądziłem, że tak szybko znowu się spotkamy. Mogę wam jakoś pomóc?


Baza

- Jestem sanitariuszką, takie jak ja są zawsze gotowe zrobić naprawdę wiele żeby uratować naszych pacjentów - uśmiechnęła się słabo do Fire, a potem spojrzała na Ordera. - Potrzebuje mokrego zimnego ręcznika, ktoś musi mi potrzeć trochę głowę. Jestem już wyczerpana jeśli taki znajdziesz, to mi wystarczająco pomoże - westchnęła i przyłożyła róg do Speara. Na jej głowie pojawiły się krople potu i lekko zmarszczyła brwi.

- Nie pozwolę żeby którekolwiek z was zginęło po tym wszystkim - powiedział nagle Lance i nachylił się do Pearl. - Skoncentruj moją magię i swoją na nim. Większe szanse, że się na powiedzie

- Jesteś wyczerpany po teleportacji i licznych atakach

- Spokojnie, dam radę. Znosiłem już gorsze rzeczy


Canterlot

- Oczywiście - powiedział ogier i zgodnie z poleceniem powoli podszedł we wskazane miejsce. Klacz również to zrobiła opuszczając wzrok i nic nie mówiąc. W tym czasie drugi rekrut stanął jeszcze na chwilę koło Ordera.

- Uważaj frajerze, ostatniego takiego jak ty posłałem na wózek - powiedział rzucając mu ostrzegawcze spojrzenie, a potem podszedł do ogiera. - Skąd pan pochodzi?

- Ja i moja siostra pochodzimy z Baltimare

- Baltimare? Niezła dziura - ogier tylko wzruszył kopytami kiedy ten przeglądał jego papiery. - Co jest nie tak z pana siostrą?

- To dosyć delikatna sprawa...

- Jest opóźniona czy po prostu nieudana? - klacz najwyraźniej to słyszała, ale zdawała się nie reagować na obelgi.

- To raczej zaczęło się przy urodzeniu

- Czemu przyjechaliście do Canterlotu?

- Siostra ma podejść do rytuału, pomyśleliśmy, że tutaj może zdołają nam powiedzieć co jest z nią nie tak

- Z góry da się założyć kto jest nieudany. Moją kuzynkę za oblany rytuał wywalili do lasu Everfree, ale nikt nie płakał

- Mam jednak nadzieję, że tu się obejdzie bez tego - gwardziści się przysłuchiwali, ale zdawali się nie reagować na te grę słowną.

- Dobra papiery zdają się zgadzać, jeszcze tylko - spojrzał w oczy ogiera niezwykle intensywnie. - No cóż, jak dla mnie wszystko z wami w porządku, chyba, że ten drugi ma jeszcze jakieś problemy życiowe do was

Link to comment
Share on other sites

Peace Order / Sand Storm

 

Sand dalej przyglądał się w ciszy, kiedy Peace zbliżył się do niego.

PO - Masz jakiś materiał?

SS - Ta, w torbie jest sporo bandaża, chyba nawet trochę wody destylowanej.

PO - Dzięki.

Peace zbliżył się do torby, wyciągając to, czego szukał. Następnie zwinął bandaże w dwa fragmenty, wylał na nie wodę po czym zaniósł Pearl, kładąc jej na głowie. Następnie uczynił to samo, tym razem przekazując drugi Lance'owi.

- Proszę, mam nadzieję, że to wystarczy.  Bądźcie ostrożni.

Usunął się kawałek dalej, obserwując dalszy ciąg wydarzeń.

 

Dawn Spark

 

Reakcja rekruta wzdrygnęła mną. Mam nadzieję, że ta pajacerka przed Gwardzistami zostanie przez nich zapisana, a on za karę trafi na zabawę do Autora. Przechodząc zatrzymałem się przed nim, mówiąc cicho.

- Po dzisiejszym dniu widzimy się na arenie. Nie będę tolerował twojego braku szacunku do służby, a co za tym samym idzie do Cesarzowej. Walka o wszystko, wygrany decyduje o losie przegranego. 

Nie słuchałem już tego, co rekrut miał do powiedzenia, tylko zbliżyłem się do klaczy.

- Powtarzam Pani, jeśli istnieje jakiś problem, zagrożenie życia lub zdrowia może nas Pani o tym poinformować, gwardia nie pozwoli skrzywdzić żadnego obywatela. Jeżeli  jednak rzeczywiście udaje się Pani na rytuał, i jakimś cudem nie zostanie on zdany pomyślnie oraz narazi się Pani na agresję kogokolwiek, proszę o podejście do ośrodka szkoleniowego Szwadronów i prośbę o widzenie z Dawn Sparkiem, zorganizuję nocleg i jakąś pomoc materialną.

Ukłoniłem się lekko, odchodząc do gwardzistów. Następnie patrzyłem na nią, czekając na jakiś sygnał z jej strony. 

Boi się. Ten kutas znęca się nad nią. Proszę daj tylko jeden znak a rozszarpię go na strzępy.

Link to comment
Share on other sites

White

Trochę się speszyła gdy Crimson odwzajemniła uśmiech odwracając wzrok lekko w inną stronę by nie patrzyć na nią bezpośrednio... Ale chyba przyniosło to zamierzony efekt. Przynajmniej do czasu aż nie przyszedł inny gwardzista chyba już lepiej poinformowany o tym co działo się w barze. Szybko zaczęła się zastanawiać kto mógł widzieć ich akcje lub połączyć fakty na tyle by móc ich oskarżyć by spróbować za w czasu przygotować sobie coś na wzór wytłumaczenia sprawy która nie wyglądała zbyt kolorowo. Mimo wszystko ruszyła za gwardzistą... I jak się okazało to wszystko przestało być potrzebne. 

- Nawet nie wiesz jak bardzo się ciesze że ciebie widzę - Powiedziała z ulgą jednocześnie zdziwiona sobą że skierowała takie zdanie w kierunku podmieńca. - I w zasadzie chyba pomogłeś wystarczająco? - Spojrzała pytająco na Crimson jakby liczyła że się wtrąci. - Kierujemy się w stronę wyjścia i już chyba nie powinno być przy nim takich problemów z pytaniami. 

 

Batty

- Ej nie zapominajcie o mnie - Wtrąciła się Batty wiedząc że prawda jest taka że ona najmniej używała magii... I może nie wyrywała się by leczyć każdego używając swojego rogu nie znaczyła to że nie może się podzielić jej częścią. Podeszła do Pearl i Lance i również się nachyliła dając do zrozumienia że również chce uczestniczyć w tym uczestniczyć. 

Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

Widok oka podmieńca z pewnością zaskoczył nieco Crimson, która szeroko otworzyła oczy. Pamiętała coś, że White miała z nimi na pieńku i była gotowa do walki, chociaż nigdy do tej pory z podmieńcami nie walczyła. Rozejrzała się po czarnym rynku zastanawiając się czy będzie na tyle głupi żeby zaatakować tutaj, ale potem sobie przypomniała sytuacje z wczoraj i zaraz wszystko zrozumiała. Gorsza sytuacja była z Pumpkin, która na widok nietypowego oka niemal pisnęła z przerażenia, na całe szczęście Crimson szybko zatkała jej usta zanim zdążyli się zdradzić

- Tak... Wyjść nam raczej nie zabronią, no i dzięki za pomoc - powiedziała po niedługiej chwili, a podmieniec kiwnął głową, ale zanim odszedł spojrzał na White.

- Królowa już ma swoje siły w Equestrii, zajmują strategiczne miejsca. Pragnie pochłonąć moc Crystal dla siebie, musicie unikać zbliżających się igrzysk. Jakby co będę niedaleko, aż nie opuścicie tego miejsca - powiedział na koniec, a potem wmieszał się w tłum.

- Ten to potrafi robić dramatyczne wyjścia - wetschnęła Crimson kręcąc głową, a potem zaczęła prowadzić je dalej. - Chyba nie ma sensu mieszać się w walki podmieńców i Crystal, nie sądzę, że wynik tego starcia w jakikolwiek sposób mógłby być dla nas użyteczny - Pumpkin nic nie mówiła nadal tym wszystkim przerażona, widać było, że powrót tutaj nie był dla niej łatwy. - Swoją drogą... Jeśli serio uważasz moje łóżko za wygodne, to zapraszam częściej na noc - rzuciła jej delikatny uśmieszek żeby rozluźnić sytuacje.


Baza

Pearl i Lance z wdzięcznością uśmiechnęli się do Batty kiedy ta do nich dołączyła. Wcale w końcu nie musiała tego robić, bo zapewne też nie przepadała za Spearem. Oboje również podziękowali Orderowi za przygotowane mokrych bandaży dla nich. Pearl zmarszczyła lekko brwi, a jej róg otoczyło światło to samo stało się z Batty i Lancem, a na ich czołach pojawił się pot. Batty mogła zauważyć, że stało się to bez jej woli, a przepływ energii powoli zaczął ją jednocześnie osłabiać. Wszyscy nadal stali wokół, kiedy Pearl skupiała energię na rannym gwardziście, stali tak dobre pół godziny bez ruchu i tylko mimika mogła zdradzać, że czują zmęczenie, aż w końcu Pearl przestała. Zarówno ona i Lance wyglądali na zmęczonych, Batty też mogła czuć lekkie zawroty głowy.

- Czy ktoś wie jaki pociąg we mnie walnął? - powiedział nagle głos Spera kiedy powoli wstawał masując sobie kark.

- Więcej go raczej nie zobaczysz - słabo uśmiechnęła się do niego Pearl.

- Przynajmniej jedno z głowy - odetchnął ciężko Lance. - Zbyt wiele żyć przepadło bezpowrotnie. Nie byłem w stanie uratować nikogo więcej, zawiodłem naszych i ten wstyd zostanie ze mną do końca życia - spojrzał na Fire i Batty. - Wiemy już co planuje Order, a co wy chcecie zrobić? Macie zamiar zostać w tej kostnicy? Cesarzowa zna jej lokalizacje skoro na wysłała


Canterlot

- Musi pan wybaczyć mojej siostrze - znów powiedział ogier w kierunku Dawna wyręczając przy tym klacz. - Moja siostra jest niemową, ma tak od urodzenia - klacz spojrzała na chwilę na Dawna i przytaknęła uderzając się lekko kopytkiem w szyje. - To spore obciążenie dla naszej rodziny

- Nie dziwne - mruknął drugi rekrut. - Każdy wie, że jednorożec z takim kalectwem jest niewiele więcej wart niż kucyk ziemski. Czemu jej nie wyślecie na wieś?

- Jest również słaba fizycznie, nie wiadomo jakby się to skończyło, ale ostatecznie jak nie będzie wyjścia... - klacz znów opuściła wzrok. - Mamy jednak nadzieje, że rytuał zdoła ukazać nam jakiś jej potencjał

- Powodzenia - splunął na bok. - Jak dla mnie możecie iść dalej, chociaż widać z góry, że tylko tracicie czas

Link to comment
Share on other sites

Peace Order

 

Po uzdrowieniu Spear'a odczuł satysfakcję. w międzyczasie załatwił Batty kolejny opatrunek, który umieścił na jej głowie.

Następnie gdy wszyscy dochodzili już do siebie zwrócił się do gwardzistów.

- Powtarzam ofertę, jeśli po tej... porażce wrócicie do Gwardii najprawdopodobniej zabiją was bez wahania, lub też spróbują ukarać w jakiś inny sposób. Z nami nie stanie się wam krzywda, a kiedy już uda się dogadać z rojalistami - wrócicie do swoich, i prawdopodobnie pomożecie wrócić do tego, co było wcześniej. Jeśli jednak chcecie wrócić, to rozejdziemy się w pokoju.

 

Sand Storm

 

Eh, szkoda, że tym razem nie uda nam się nikogo aresztować. Sam nie wiem czy uratowanie tego przygłupa było dobrym pomysłem.

Stanął obok Peace'a, grzebiąc przy panelu sterowniczym przy swoim mundurze.

- Nawet zasięg się poprawił, czekamy na wsparcie, czy wracamy na własne kopyto?

 

PO/SS

 

Order zwrócił się do Storma.

PO - Duża grupa zwraca niepotrzebną uwagę, poza tym jeszcze nie mamy broni, którą możemy wykorzystać przeciwko szwadronom. To trochę utrudnia sprawę.

SS - No dobra, to czeka nas krótki spacerek. A mogłem więcej czasu spędzić na naukę teleportacji.

 

Dawn Spark

 

Spojrzałem ostatni raz w stronę klaczy kiwając głową. Może być lekko upośledzona, ale dalej jest jednorożcem. Dalej ma potencjał, który takie miernoty zawsze niszczą.

Widząc splunięcie rekruta wzdrygnęło mną po raz kolejny, jak on śmie tak hańbić naszą służbę?! I dlaczego gwardziści mają go w dupie?

- Możecie iść, miłego dnia.

Ustawiłem się obok opiekuna, z wyraźnym zażenowaniem wymalowanym na moim pysku. Mam nadzieję, że wytrzymam tu z tym knypem do wieczora, wolałbym się na niego nie rzucać. Nie teraz, nie na służbie.

Zniszczę go, jeszcze tylko kilka godzin. 

 

Link to comment
Share on other sites

White

- Dzięki - Również rzuciła na odchodne nadal mając mieszane odczucia. Był podmieńcem ale mimo to... Innym. Tak go określiła wymijająco by nie powiedzieć dobrym. - Pytanie tylko co gorsze - Stwierdziła odpowiadając na słowa Crimson dotyczące Crystal i Królowej. - Tak szczerze moje jest lepsze ale aktualnie wokół niego pełni warte pewne robactwo... - Zastanawiało ja czy takie ryzyko powrotu nie czyni jej przypadkiem bezdomną, przynajmniej w tym momencie. 

 

Batty

- Ja? - Odpowiedziała pytaniem ma pytanie najwyraźniej nieco skołowana. - Zamierzam to co wcześniej a to bardzo l tylko krótki postój - Usiadła na podłodze przecierajac czoło ścierka od Ordera. - Udać się do Equestrii a tam kogoś znaleźć...

- Ta, zostaniemy tutaj - Stwierdziła Fire zaraz po tym jak Batty skończyła mówić. - Ta kostnica to nie tylko grób waszych ale i naszych - Najwyraźniej również mieli niedokończone sprawy w tym miejscu. - Szczerze mówiąc mam nadzieję że Crystal nie uznaje nas za tak głupich by spodziewała się takiego ruchu - Lekko się uśmiechnęła. W tym czasie Chlorine wraz z uleczonym buntownikiem minął Pearl i resztę rzucając tylko krótkie, lekko oschłe ,, dzięki". - Może ryzykowne ale czasami to jedyne wyjście.

Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

- Zawsze mogę pomóc w dezynfekcji - lekko się uśmiechnęła. - Do walki z robalami raczej mnie wpuszczą do stolicy jednorożców - puściła oczko do White kiedy szły dalej. Nikt ich już nie zaczepiał kiedy szły, wszyscy zajęci byli swoimi interesami. Kiedy na rynku nie było Sinister inni dilerzy na tym korzystali sprzedając swoje towary. Natomiast gdzieś w głębi rynku dochodziły potworne ryki kiedy potwory ścierały się na arenie. Ponownie trwały też aukcje, ale tym razem nikt nie handlował kolejnym klaczami tylko maszynami zniszczenia czy biżuterią i artefaktami. Mimo to Pumpkin, aż zadrażała kiedy znów zobaczyła to miejsce. Nawet gwardziści zdawali się już nie zwracać uwagi na klacze patrolując teraz tylko okolice. W końcu po dobrej godziny drogi zaczęły docierać do jednej z kolejnych bram. White i Pumpkin mogły się przekonać jeszcze bardziej jak rozległe jest to miejsce i jak wiele jeszcze nie widziały, bo rynek zdawał się ciągnąć w każdą stronę jeszcze przez wiele kilometrów niczym niewielkie miasto. W końcu Crimson stanęła i wyciągnęła papierosa.

- Ostatni posterunek - mruknęła patrząc na kolejkę zbierającą się do wyjścia i zapalając fajkę. - Tam będzie już czekał powrót do domu, to która wejdzie pierwsza tym razem?

- Naprawdę nie wiem czy kiedykolwiek się wam odwdzięczę - pierwszy raz głos Pumpkin stał się tak radosny, chyba już czuła, że jest w domu.


Baza

- O jakiej ofercie on gada? - powiedział zaskoczony Spear. - Jak dużo mnie ominęło i gdzie te skurwiele?

- Nie sposób tego opowiedzieć krótko, to naprawdę długa historia - Pearl lekko się do niego uśmiechnęła, a potem spojrzała na buntowników, którzy jej podziękowali. - Taka moja rola - dodała do nich również się uśmiechając, aż nie spojrzała na Ordera. - Muszę odmówić propozycji. Jestem lekarzem, nie żołnierzem, wyruszyłam na te ekspedycje żeby pomagać innym, a nie zabijać. W Canterlocie mieszkają moje dwie młodsze siostry, jeśli nie wrócę trafią do przytułku, a boje się pomyśleć co im zrobią jeśli w dowództwie dowiedzą się, że zdradziłam - wbiła wzrok w podłogę.

- Żaden szanujący się żołnierz nigdy nie zdradza dowództwa - powiedział znowu Spear. - Poza tym na mnie też ktoś czeka w Canterlocie, obiecałem, że wrócę

- Nie mogę zostawić swoich żołnierzy - powiedział ponuro Lance, a potem spojrzał na Fire. - Nie macie też powodu aby nam ufać. Na pewno jednak nie zdradzę waszego położenia dowództwu. Wierze, że wspólna walka rodzi więzi między żołnierzami, silniejsze niż rozkazy, a po tym co wszyscy tu przeżyliśmy raczej nasze łatwo się nie rozerwą


Canterlot

Kiedy jednorożce zniknęły służba znów wróciła na normalne tory, ale nic nowego się nie działo. Podmieńce najwyraźniej nie były na tyle głupie aby wchodzić główną bramą albo rekrut nie był w stanie żadnego zlokalizować, nikt też nie zachowywał się podejrzanie przez co czas ciągnął się niemiłosiernie. Rekrut, który przyszedł tu z Dawnem w końcu oprał się o ścianę pozwalając sobie na odrobinę wygody, a w kierunku Dawna nagle poleciała butelka z wodą. Jak się okazało jego przełożony mu ją rzucił.

- Pozwól na chwilę - powiedział w jego kierunku. Kiedy Dawna szedł do swojego dowódcy rekrut jeszcze szepnął w jego kierunku. Ktoś dostanie dziś klapsa. - Nie powinieneś brać wszystkiego za bardzo do siebie, są rzeczy do których nie możemy się mieszać - powiedział mu  w końcu przełożony kiedy już się oddalili tak żeby nikt ich nie słyszał.

Link to comment
Share on other sites

Peace Order / Sand Storm

 

Peace spojrzał w ich kierunku z rezygnacją, podejrzewał, że chociaż Lance zostanie ukarany.

- Szanuję waszą decyzję, gdybym był wami - poza Lance'm zrobiłbym dokładnie to samo. Jeśli chodzi o nas... najprawdopodobniej w najbliższym czasie też nie będziemy się tutaj zbliżać, mamy ważniejsze cele.

Zwrócił się w kierunku Batty.

- Zatem mamy wspólny cel. Jeśli kiedykolwiek natkniemy się na siebie i będziesz potrzebować pomocy, postaram się jej udzielić.

Ukłonił się zwracając w kierunku Sanda.

- Dobra, spadamy. 

Sand ziewając głośno uśmiechnął się, i ruszył za Peace'm spoglądając się w kierunku Spear'a.

- Uratowaliśmy ci dupsko rekrucie,  więc użyj chociaż resztki godności i nie wystawiaj nikogo, ok?

Mrugnął w jego kierunku, po czym ruszyli w stronę wyjścia z bazy.

 

Dawn Spark

 

Po oddaleniu z gwardzistą od reszty wypiłem butelkę jednym haustem, a następnie przemówiłem.

- Przepraszam za moje zachowanie, ale uznałem za stosowne interwencję. Jesteśmy przedłużeniem woli Cesarzowej, a jej zależy na dobrze jednorożców, toteż i ja chcę im jak najbardziej pomóc. Poza tym byłem w stanie łatwo wywnioskować, że była ofiarą przemocy domowej, a jest to zabronione prawem.

Nie dałem gwardziście kontynuować, mówiąc dalej.

- Poza tym ten rekrut swoim zachowaniem zhańbił imię naszej Pani, i nawet jeśli was to nie rusza dla mnie jest to niedopuszczalne. Wyzwałem go na pojedynek po dniówce, i mam zamiar ukarać go za to, czego się dopuścił. Wierzę w misję Cesarzowej, i będę jej służył z całych sił, aby ta misja została wypełniona.

Po przemowie spojrzałem w jego twarz, oczekując odpowiedzi.

 

Link to comment
Share on other sites

  • 3 weeks later...

White

- Mam nadzieje że nie będzie to niezbędne... Tak naprawdę to ciekawe jak bardzo zalazłam im za skórę - Uśmiechnęła się trochę nieszczerze. - Czy po prostu po paru tygodniach mi odpuszczą uznając że nie jestem warta zachodu czy jednak nie będą tego robić dopóki mnie nie dopadną - Spojrzała w kierunku aukcji gdzie wczoraj Pumkin została sprzedana zupełnie jakby czyjeś życie dało się wycenić. - Zabijanie ich mija się z celem bo przyślą kolejnych i to byłaby raczej kwestia czasu zanim przypadkiem któreś z kopyt by mi się nie potknęło podczas walki... Ale jedna sprawa na raz - Stwierdziła krótko najwyraźniej chcąc urwać ten temat. - Musimy kogoś odprowadzić do domu i najlepiej bez dalszych problemów... - Stanęła tuż obok Crimson w kolejce. - A to jest jakaś różnica? Chyba ich nie powinno obchodzić dokąd się udajemy chyba że samo używanie tych portali trzeba zapłacić - Spojrzała na nią pytająco. 

 

Batty

- To prawda że nie mamy powodu wam ufać... - Zaczęła Fire patrząc na Lance'a. - Przez co na pewno będę miała problemy utrzymać swój autorytet bo wielu skrytykuje tą decyzje ale nie widzę siebie w sytuacji w której teraz rozkazałabym się was pozbyć. Bez nas byście nie przetrwali tego ale my bez was również. Najprawdopodobniej chcielibyśmy spalić to miejsce uznając że tu mają gniazdo... A potem jeśliby się udało gorzko byśmy się zdziwili - Pokręciła głową. - Po prostu o nas nikomu nie wspominajcie i to powinno wystarczyć. Crystal ma to co chciała i wątpię że wyśle tutaj jeszcze kogoś - Uśmiechnęła się przechodząc na inny temat. - Ale jest jeszcze jedna sprawa. Wspominałeś że chcieliście pochować swoich... Lepiej to zrobić wcześniej niż później zanim zjawi się tu reszta mojej ekipy bo mamy bardziej stonowanych osobników ale też tych narwanych... Wiesz jak jest - Stwierdziła będąc niemal pewna że też z tym się spotkał. - I dopilnowanie ich może być trudne. 

 

- To całkiem możliwe w zasadzie - Batty odpowiedziała Orderowi. - Może w tym momencie mamy dwie różne drogi jednak spotykają się na samym końcu - Stwierdziła i ruszyła za nimi gdy skierowali się do wyjścia. - Ale mam jeszcze jedną prośbę. Możliwe że mój kontakt w Equestrii... Się urwał - Trochę ciężko przeszło jej to przez gardło. - I chciałabym wiedzieć gdzie mogłabym ciebie znaleźć w takim wypadku. 

Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

- Możesz też poczekać, aż sami się pozabijają, skoro planują atak na Crystal to raczej długo nie pożyją i po wszystkim wycofają się i dadzą ci spokój - wzruszyła kopytami. - Skoro cesarzowa widzi wszystko, to już pewnie wie, że się na nią szykują - powoli ruszyła naprzód kiedy kolejna osoba się przesunęła i wróciła do sprawy portalu. - Nie ma różnicy, raczej chodziło mi o sensacje żołądkowe po podróży - rzuciła delikatny uśmiech White i właśnie wtedy nadeszła ich kolej.

- Wynosicie coś? - spytał gwardzista patrząc podejrzliwie.

- A co chcesz mnie zrewidować? - rzuciła mu krzywy uśmieszek.

- Dobra idźcie już - machnął z niechęcią kopytem, a Crimson zaczęła powoli iść przed siebie. Gwardzista nic już nie powiedział też White i Pearl. Kiedy tylko znalazły się poza murami Crimson lekko się rozciągnęła i spojrzała na White.

- Coś ze mną nie tak, że tak do siebie zniechęcam? - rzuciła jej nieco zmartwione spojrzenie zadając to pytanie.


Baza

- Nie jestem po waszej stronie i nigdy was nie poprę, ale nie jestem szują - skrzywił się Spear w kierunku Sanda. - Mam nadzieję, że nigdy już się nie spotkamy, bo szczerze mówiąc dziwnie byłoby teraz ze sobą walczyć

- To trochę dziwnie zabrzmi, ale będzie mi was naprawdę brakowało - powiedziała nagle Pearl. - Gdyby to był inny czas i okoliczności to myślę, że moglibyśmy zostać przyjaciółmi. Jeśli kiedyś zobaczę was umierających na polu walki możecie na mnie liczyć

- Jeśli twoi żołnierze zaczną podważać twój autorytet to znaczy, że nie rozumieją jak wspaniałego dowódce mają, to był honor walczyć z wami po jednej stronie i masz też racje musimy się pośpieszyć - zasalutował Fire, a potem spojrzał na Batty.  - Jeśli zmierzasz do Equestrii możesz iść z nami, ale musiałabyś poczekać, aż skończymy chować naszych zmarłych


Canterlot

- Wiesz co się dzieje kiedy stajemy się jednością z cesarzową? Chyba nie, bo zakładasz, że nie reagujemy. Uczucia często przeszkadzają, a my musimy się ich wyzbyć. W naszych działaniach nie ma gniewu rozpaczy czy chęci zemsty. Nie stajemy się też psychopatami bez serca, dla których zabijanie staje się rozrywką. Cena mocy jest wielka, ale wierzymy cesarzowej dlatego oddajemy jej wszystko czym byliśmy, jesteśmy i będziemy, bo jej wierzymy. Jeśli uważasz, że twój towarzysz jest niewarty łaski cesarzowej to poczekaj, aż ona to oceni, w innym wypadku będziesz musiał pogodzić się z własną niewiedzą. Ona widzi więcej niż którekolwiek z nas, to ona nas kuje niczym żelazo, aż staniemy się jej bronią. Nie możemy też mieszać się w sprawy innych. Jeśli ta klacz poprosi dostanie schronienie i ochronę nawet nie mówiąc wystarczy, że tylko da znak, ale nie możemy wiedzieć co dzieje się w jej domu, a kierowanie się przeczuciami nigdy nie przynosi zadowalających rezultatów, rozumiesz?

Link to comment
Share on other sites

Peace Order / Sand Storm

 

Peace stanął na chwilę, szepcząc Batty do ucha.

- Każdy żołnierz u nas posiada swój identyfikator, kiedy natraficie na naszych I uda wam się porozumieć wystarczy go podać razem z imieniem, a następnie poprosić o lokalizację.  Mój numer to 1375. Przy odpowiedzi zostaniesz skierowana do bazy lub też w miejsce, w którym się znajduję. Jeśli kiedyś odwiedzisz którąś z baz, w której będę się znajdować postaram się, aby załoga przekazała ci jeden z naszych podręcznych komputerów, wtedy będzie dużo łatwiej.

Następnie odsunął się kawałek, uśmiechając się.

- To my już się stąd zabieramy, to dla mnie zaszczyt, mogąc służyć u waszego boku.

 

Kontynuowali drogą w stronę wyjścia z bazy. 

 

SS: Nie uważasz, że powinniśmy tutaj wkroczyć? Napotkamy praktycznie zerowy opór, a jeśli uda nam się ten teren przekopać...

PO: Nie, skoro lojaliści już tu byli to bardzo możliwe, że kiedyś tu wrócą. Póki co musimy chować się pod ziemią, po dogadaniu się z resztą buntowników poczekamy jak nasi naukowcy wymyślą jakąś skuteczną broń na szwadronersów. Uzbroimy całą resztę, a później przejdziemy do ofensywy.

SS: Ta, a po wszystkim uwolnimy Księżniczki, mane6, one pokonają Crystal a następnie wszystkich nas wpieprzą do lochów, albo wyślą w inne, równie zabawne miejsce. Nie podoba mi się ten plan.

PO: A masz lepszy pomysł? Celestia może okazać nam litość, może przy okazji ułaskawić. Jeśli już pozbędziemy się opozycji w naszych szeregach, to reszta z pewnością się dopasuje, będziemy żyć długo i szczęśliwie.

SS: Chyba tylko wtedy, kiedy wypierze nam wszystkim mózgi.

PO: Szczerze? Mi to pasuje. 

SS: Ehh...

Po wyjściu z bazy ruszyli na zachód.

 

Dawn Spark

 

Po słowach gwardzisty ponownie chwilę zajęło mi pomyślenie nad własną odpowiedzią, nie zgadzałem się, ale w sumie... mówi prawdę.

- Tak jest, skoro Cesarzowa wszystko widzi mam nadzieję, że nie ominie go kara. Chciałbym jednak, abym to ja mógł ją wykonać, jeśli oczywiście możliwe. Dziękuję, sir.

Wróciłem pod bramę, skupiając się ponownie na zadaniu.

Mam nadzieję, że pozwolą mi urwać mu łeb, bez żadnych konsekwencji.

Link to comment
Share on other sites

White

- Jeśli Crystal widziałaby wszystko... - Przy kontroli nawet nie odezwała się słowem uznając to za zbyteczne. - To wydaje mi się że udaremniłaby ten atak zanim by się publicznie pojawiła. Tak byłoby o wiele bezpieczniej dla niej - Stwierdziła robiąc małą przerwę. - Więc albo ta plotka jest przesadzona albo czuje się tak pewnie że nie przejmuje się tą sprawą jednak żeby się przekonać musimy poczekać na ten dzień który to zweryfikuje - Pokręciła głową a potem, widząc zmartwione spojrzenie Crimson delikatnie uśmiechnęła się. - Wiesz, jeśli nadal pilnowałabym porządku zapewne również bym się do ciebie zniechęciła... - Powoli zaczęła. - Ale to było kiedyś. Tak jest najwyraźniej przez twój sposób bycia który stwarza nieco problemów ale czasami w zasadzie wychodzi to na dobre - Na chwilę spojrzała w kierunku Pumpkin. - Więc mi to jak na razie nie przeszkadza. 

 

Batty

- Pearl - Zaczęła Fire. - Rozumiem twoją dobroć ale wydaje mi się że jeśli zostanę śmiertelnie ranna to raczej na pewno zostanę złapana przez innych... A wtedy czeka mnie egzekucja przed publicznością - Stwierdziła. -Więc wydaje mi się że nieudzielenie pomocy to będzie dla nas akt miłosierdzia - Potem skierowała wzrok na Lance'a i odpowiedziała mu wojskowym pozdrowieniem - Nie każdy zrozumie chociażby tymczasowe połączenie sił z... jakby nie patrzeć przeciwnikiem bo mamy różne cele - Mimo twardych faktów nazwanie trójki gwardzistów wrogami przyszło jej z trudem. - Ale mam pewien pomysł - Rozejrzała się w lewo a potem w prawo sprawdzając czy nie usłyszą tego uszy które nie powinny. - Dacie radę udawać że po tym co tu się stało nienawidzicie Crystal? Na pewno trochę by to załagodziło sprawę. 

 

Batty również przystanęła widząc że Order chce powiedzieć jej coś na ucho. Przez chwilę się zastanawiała czy są to tajne informacje czy po prostu nie chciał by usłyszeli to gwardziści. - Dzięki - Odpowiedziała również szeptem a potem już normalnym tonem dodała: - Powodzenia na szlaku, nie dajcie się niczemu zeżreć - Po czym zawróciła i dołączyła do reszty. - W zasadzie moment wytchnienia po tym co przeszliśmy się przyda - Odpowiedziała Lance'owi mimo że jedna sprawa cały czas nie dawała jej spokoju ale z drugiej strony... Jeden czy dwa dni dużej różnicy nie zrobią. - A w grupie jednak podróżuje się bezpieczniej więc skorzystam z tej oferty. 

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...