Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Magus

Nowy świat TCB [ZAPISY]/[GRA]

Recommended Posts

White 

Jak tylko znalazła się w środku budynku uznała że Pumpkin mogła mieć rację co do tego by tutaj poszukać Crimson. Zwykły, typowy motel zdawało się być miejscem gdzie mogła się zatrzymać po nieprzespanej nocy... I nie było tu tyle kucyków co mogło by na ną donieść. Zanim nadeszła ich kolej w kolejce do recepcji czekała dosyć niecierpliwie, raz nawet spojrzała za siebie chcąc sprawdzić czy patrol nie kieruje się w tą stronę ale zaraz skupiła się i starała się zachowywać naturalnie. Szło jej to bez najmniejszego problemu, przynajmniej do momentu aż starszy jednorożec nie zachowywał się w sposób jakby ją znał. - Tak... - Odpowiedziała po krótkiej chwili zdezorientowania. - To znaczy czy mógłby mi pan przypomnieć numer pokoju w którym śpi? - Spytała grzecznie zastanawiając się o co chodzi w tej sytuacji. Na pewno tutaj wcześniej nie była a więc ktoś musiał się za nią przebrać? Czy to była Crimson która wynajęła sobie pokój pod przykrywką? Tylko nie miała jak się rozdwoić... Nie myślała jednak nad tym jak to możliwe, za chwilę wszystko się okaże. - Potrzebuje czegoś od niej. 

 

Batty 

- Jak stoję z siłą? - Zapytała nieco zdziwiona tym pytaniem trochę wcinając się w jej słowa. Wcześniejszą groźbę o braku kolacji najwyraźniej puściła mimo uszu najwyraźniej uznając taki akt za zbyt złowrogi i okrutny że nawet nie była w stanie jego powtórzyć. Mimo to uśmiechnęła się delikatnie wiedząc że miecze bywają obusieczne. - A czy szlachetny jednorożec nie powinien umieć wyczarować sobie skrzydeł? - Jej zaskoczenie nie odpuszczało i teraz nawet zmarszczyła brwi... - Skoro tak to mogę jakiś substytut zapewnić. - Nie czekała na odpowiedz Pearl i podniosła ją powoli lewitacją wydając przy tym dźwięk jakby był to dla niej ogromny ciężar. - Tak w zasadzie tobie brak kolacji by się przydał. - Dodała wredną uwagę z udawanym wysiłkiem. Przenosiła ją swoją magią nad piaskami, centymetry nad niewielkimi wydmami by potem podnieść jej lot najwyraźniej z zamiarem wykonania beczki... Ale wtedy Batty ziewnęła i chyba straciła koncentracje i Pear przez sekundę mogła poczuć jak swobodnie upada. Wszystko jednak wyglądało na zaplanowane i zanim uderzyła w ziemie została chwycona ponownie. - Ups, niech mi pani wybaczy! - Powiedziała nieco z paniką w głosie ale jednak wyszczerzyła zęby w uśmiechu 

 

Sinister

Dla Sinister ta rozmowa zdawała się ciągnąć zdecydowanie już za długo ale raczej nie mogła nic na to poradzić. Wiedziała jednak że musi bardziej uważać by znowu nie powiedzieć paru słów za dużo jak na przykład co było w tej przeklętej świątyni. Z drugiej strony tak naprawdę nie zrobiła tam nic złego, nikogo nie skrzywdziła i obaj o tym wiedzieli. Tylko reszta społeczeństwa dostało bajkę o tym że jaka to jest niebezpieczna... - Może tak a może nie. Jakbym miała odpowiedzieć jednym słowem podziałabym ,,zależy''-  Odpowiedziała na jej pierwsze pytanie. Zdawało się że dla Sinister to bez różnicy czy rozmawia z klaczą czy z ogierem. Jedyną oznaką zdziwienia było podniesienie uszu jakby chciała lepiej usłyszeć w jakiej formie mówi o sobie gwardzista.  - I co w związku z tym? - Odpowiedziała po chwili przerwy nieco prowokującym tonem. - Nie pierwszy raz ktoś udaje tego kim nie jest i oszukuje, tak w życiu po prostu jest i jedyne co wypada to się przyzwyczaić - Zastanawiała się co robi teraz Star, od dłuższego momentu się nie odzywała... Miała tylko nadzieje że nie patrzy na tą klacz bo wraz ze wcześniejszym ostrzeżeniem nie skończy się to miło. Chyba że demon pustki zmienił zdanie, nie powiedziała jednak tego jasno więc Sinister wolała nie ryzykować. - Obie wiemy że nie zrobiłam nic złego więc nie, nie będę uciekać. - Postawiła twardo na swoim ale ciężko było określić po co. Przecież jeśli chciała żyć mogła po prostu wybrać ucieczkę... - Jeśli w takim razie masz mnie zabić zrób to teraz - Dodała bez emocji jakby naprawdę było jej wszystko jedno. Prawda była taka że nie chciała tutaj zginąć bo miała niedokończone sprawy... Ale czasami ma się po prostu dość. - A jeśli nie i niczego ode mnie nie chcesz to z chęcią odejdę - Zaakcentowała ostatnie słowo. 

 

Tymczasem Star, jako że była odwrócona w kierunku gwardzisty widziała jak klacz zdejmuje z głowy hełm i odsłania swoje prawdziwe obliczę. Eteryczna postać wydawała się mocno zaskoczona, może trochę oszołomiona tym widokiem ale też jakby... zawiedziona. Najwyraźniej bardziej liczyła na ogiera. Nie wtrącała się jednak w rozmowę tylko lekko się uśmiechnęła gdy jej niegdyś podwładna nieco zmieniła podejście co do gwardzistki. Wiedziała dlaczego tak się stało... Bo działo się to za każdym razem gdy ktoś oskarżał ją o coś czego nie zrobiła czy dawał jej oznakę że wcześniej kłamał. - Takie ciało nie może być naturalne prawda? - Spytała z wyraźnym zainteresowaniem którego źródło było dosyć oczywiste. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Baltimare

- Cóż... - wydukał wyraźnie zdezorientowany ogier, Pumpkin też wyglądała jakby miała teraz masę pytań do White. - To pani płaciła za pokój, a przy tym nie mogę zaprzeczyć, że dała pani pokaźny napiwek za co szczerze dziękuje - podrapał się pod brodą. - Chyba wzięła też pani klucze... - Pumpkin znów spojrzała zaskoczona na White. - A tak... Pamiętam... Wzięła pani klucze i powiedziała, że wrócić popołudniu, a tamtej pani mam nie budzić do tego czasu, ale wychodzi, że wróciła pani wcześniej - Mrugnął wyraźnie zaskoczony. - Zgubiła pani klucz? Nic nie szkodzi jest zapasowy, ale powinna pani uważać, bo za kolejny już będę musiał pobrać opłatę - Niemrawo się odwrócił do klaczy ściągając klucz z charakterystyczną zawieszką dwadzieścia dwa. - Pokój na piętrze drugi na końcu korytarza w rogu, ale przecież pani to wie, przepraszam - Recepcjonista podał klucz White, a Pumkin cicho szepnęła do jej ucha.

- Co się tutaj dzieje? - spytała z wyraźną niepewnością.


Pearl

Zaraz gdy tylko wzniosła się w powietrze zaczęła krzyczeć, ale bynajmniej nie ze strachu, był to okrzyk pełen radości i ekscytacji. Wyciągała kopyta jakby chciała złapać nimi gwiazdy na niebie. Ciekawe jednak było, że gwardziści przy ognisku nie zwracali uwagi mimo, że najpewniej je słyszeli. Najwyraźniej oboje uznali, że klaczom przyda się nieco rozrywki, zwłaszcza po wszystkim co je spotkało. Pearl wydawała się też puścić mimo uszu uwagę Batty o jej wadzę, a nawet kiedy ta ją niemal puściła, gwardzistka nie wydawała się przerażona, zupełnie jakby już w pełni zaufała drugiej klaczy. Gdy jednak w pewnym momencie znalazła nad Batty, nie było to co prawda wysoko, ale była jednak nad nią, krzywo się uśmiechnęła i teraz to jej róg zaczął święcić i się momentalnie teleportowała opadając na grzbiet klaczy przed sobą.

- Teraz jednak to ja chyba powinnam prosić o wybaczenie - powiedziała niemal troskliwie. - To co tam mówiłaś o mojej wadze? - spytała nadal leżąc brzuchem na jej grzbiecie.


Las Everfree

Spojrzała niezwykle chłodno na Sinister, zupełnie jakby jej wzrok miał dać odpowiedź, co do jej przyszłego losu. Gdy padło pytanie Star, na niewielką chwilę oczy klaczy się zmrużyły, a jej róg zaczął intensywnie świecić. Nie było tajemnicą, że zbierała się tam istnie destrukcyjna magia, łatwo można było wyczuć, że teraz mogłaby zdezintegrować nawet wielką skałę stojącą jej na drodze. Energia zbierała się coraz mocniej, aż nagle i niespodziewanie przestała. Niedawno zebrana magia zaczęła powoli zanikać, aż całkiem nie zniknęła, a na pyszczku klaczy nie pojawił się cwany uśmiech. Zbroja na jej ciele zaczęła się zmieniać, przyjmując formę brązowej kurtki z wełnianym kołnierzem, a sierść przybierać kolor żółci, gdy grzywa stała się biała.

- Mogłabym cię zabić lub puścić - lekko zmarszczyła brwi. - Mam jednak inny pomysł - wyszczerzyła lekko zęby. - Zapewnisz mi rozrywkę, nie pamiętam, kiedy z kimś tak ostatnio rozmawiałam, więc chce zobaczyć jak to jest bawić się twoimi oczami, oczywiście nie musisz się zgadzać - uniosła sugestywnie przednie kopyto. - To jednak mogłoby mnie urazić - powiedziała już znacznie mniej przyjemnym tonem, a potem spojrzała kątem oka na Star. - Chcesz się przekonać jak bardzo potrafi być naturalne? - Ciężko było stwierdzić, co kryło się w tym pytaniu, bo ton klaczy skrył wszelkie emocje, kiedy je zadała.


TAJEMNICZA BUDOWLA POŚRÓD LASU

Wokół ruin nie było niemal śladów życia, a kucyki najwyraźniej nie miały zamiaru zapuszczać się wgłąb lasu. Nie było możliwości aby ktoś mógł podążyć za nim, aż tak daleko. Nie było tu również śladów buntowników walczących z cesarzową czy jej wojska, ale las wokół, nie wydawał się wcale taki spokojny jak mogłyby się wydawać. Gdzieś pośród gałęzi w jego gęstwinach pojawiały dziwne bardzo prymitywne, ale z pewnością niebezpieczne dźwięki. Stworzenia zamieszkujące pośród drzew raczej nie były pokojowe i lepiej było ich unikać. Z pewnością czaiło się tam też coś dużego, bo co jakiś czas widać było jak drzewa się trzęsły, być może to dlatego kucyki unikały obecnie lasów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

TAJEMNICZA BUDOWLA POŚRÓD LASU

 

Drzwi te były dosyć masywne o stylistyce i budowie typowym dla dworku, lub pałacu.

Ogier od chwil stanięcia przed nimi zaczął czuć niepokój a nawet narastający strach spowodowany faktem, że nie wiedział, co znajduje się drzwiami, bo chodź sama budowla była praktycznie zniszczona, to jednak ta  część budowli z wejściem do wnętrza, oraz dwie inne widoczne elementy  gruzowiska była w miarę cała.

Spoglądając tak na ruiny zaczął zastanawiać się, czy odtworzyć drzwi i wejść do wnętrza, czy też opuścić to miejcie i polecieć dalej, 

Ostatecznie po namyśleniu się postanowił że wejdzie do wnętrza.

Najpierw jednak wzbił się w powietrze w celu zrobienia rekonesans gruzowiska z góry rzucając na siebie chwile wcześniej zaklęcia nierozpozowalności ażeby każdy przybywający w pobliżu, czy przelatujący nie poznał, z kim ma do czynienia.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

White 

Również była zdezorientowana podobnie jak ogier z recepcji z tą różnicą że nie chciała dać po sobie tego poznać... Mimo że nie do końca jej to wychodziło. - Musiał mi chyba gdzieś wypaść... - Powiedziała zupełnie jakby zastanawiała się jak to się mogło stać. - Przepraszam za ten wypadek, dopilnuje by sie nie powtórzył - Wzięła klucz i odwróciła się do recepcjonisty bokiem. - Dziękuje panu. - Odebrała klucz i dopiero teraz rzuciła spojrzenie na Pumpkin mówiące że sama za bardzo nie ma pojęcia co tu się dzieje. - Nic tu nie ma sensu. - Powiedziała będąc już na piętrze. - Chyba że... - Nagle przystanęła jakby coś do niej dotarło. - Cholera jasna, wrobili ją. - Zdała sobie sprawę że jej przyjaciółka może nie wiedzieć o kogo chodzi więc szybko uzupełniła. - Podmieńce - Rzuciła cicho. - Zabrali ją w nocy, potem rozbili oddział co by się zgadzało bo Crimson nie zabija. - Dla White przynajmniej na razie było to prawdą, nigdy nie widziała by pozbawiła kogoś życia. - A dziś rano podszyli się pode mnie. - Z każdego wyjaśnienia niestety to chyba najbardziej wiarygodne. - Słuchaj, jeśli tak było to ktoś może jej pilnować. Zaczekaj tu i jakby co... Ratuj się. - Pumpkin mogła zauważyć że White nie miała swojej broni jakby jej zapomniała. Mimo to ruszyła dalej w kierunku drzwi wraz z kluczem z zamiarem ich otwarcia. Nie wiedziała co spotka po drugiej stronie ale zdawała się nie bać. 

 

Batty

Trochę się skrzywiła gdy Pearl znowu ja zaskoczyła. ,,Nawet nie krzyknęła'' - Pomyślała i aż pokręciła głową z niezadowolenia. Dalej zastanawiała się jakby tu ją przestraszyć gdy nagle coś ją przygniotło... Dosyć spore coś sądząc po masie bo z płuc Batty zostało momentalnie wydarte powietrze owocując dość głośnym ,,ugh''. Przez moment wydawało się że się udusi co Pearl powinno naprawdę dać do myślenia ale jej poduszka na szczęście w porę otrząsnęła się z szoku i odpowiedziała. - Chcesz mnie zabić? - Spytała jakby całkiem poważnie ale bez gniewu... Jedyne co zdradzało Batty to jej delikatny uśmiech po którym poprzednie przedstawienie mogło się wydawać jedynie grą aktorską. - Kurde chyba zapisze się do tej gwardii jak tak dobrze karmią... - Parsknęła śmiechem jakby wyobraziła sobie reakcję Speara na tą wiadomość.

 

Sinister

Znowu nie oglądała się za siebie i jedyne co robiła to zdawała się czekać na wyrok... Tak naprawdę jednak się zastanawiała czując całą tą niszczycielską potęgę czy znowu ten demon z nią pogrywa czy teraz już naprawdę przegięła. ,,Poniekąd śmierć nie wydaje się taka zła'' - Przyznała przed samą sobą niezbyt wiele myśląc o otoczeniu. Na swój sposób to pomagało... Mimo że zachowywała się jak źrebak który zamykał oczy gdy miało się stać coś złego. Jak zwykle jednak najgorsze nie nadeszło a Sinister zdawała się powoli oswajać do tego dziwnego zwyczaju... I w pewnym momencie nawet wydała dźwięk jakby próbowała powstrzymać parsknięcie śmiechem. 

- Nie zrozum mnie żle ale nie jestem kurtyzaną by kogoś zabawiać - Sinister najwyraźniej lubiła stąpać na krawędzi. ,,I wolałabym żeby nikt nie bawił się moimi oczami'' - Dodała już w myślach nie mając na tyle odwagi by powiedzieć to na głos. - Jestem jedynie ćpunką i pracoholiczką. Moje życie to dragi, praca i okazjonalne integracje z kucykami. - Mówiła luźno, dość szczerym tonem. Nietypowe podejście jak na nią. - Jak Ci mogę zapewnić coś co ciebie zainteresuje? - Puściła Stalker i odwróciła się dopiero teraz do niej twarzą. Zobaczyła już nowy wygląd gwardzistki co nieco zdawało się ją zdziwić ale nie kwestionowała tego a po prostu przyjęła do wiadomości. - Słuchaj, musimy dzisiaj?  - Zapytał nagle. - Coś wymyślę... - Najwyraźniej nie chciała odmówić ale nie miała pojęcia co zaproponować. - Chyba że... Dawno tego nie robiłam ale mogłabym spróbować - Sprawiała wrażenie jakby trochę się uśmiechnęła. 

 

Star tymczasem wydawała się zaniepokojona bardziej niż Sinister podczas kolejnego pokazu siły nowo poznanej klaczy. Najwyraźniej bardziej martwiła się o swoje życie... I wyraźnie była niezadowolona z tego jak zachowywała się jej podopieczna. Zawsze była zbyt krnąbrna i nierozważna, nie myślała o ryzyku i tego co mogłaby osiągnąć gdyby zdecydowała się być bardziej... Po prostu posiadać odpowiednią twarz do danej sytuacji. Gdy przedstawienie się skończyło pokręciła głową i milczała czekając na swoją kolej. 

- Tak - Odpowiedziała bez wahania na zadane jej pytanie. - Szczególnie jakbym dostała swoje... 

Edited by Shey

Share this post


Link to post
Share on other sites

Baltimare

- Podmieńcy wrobili Crimson? - wydusiła z siebie Pumpkin po niedługiej chwili szoku, ale najwyraźniej nie chciała odpuścić i nadal ruszyła za White, mimo niebezpieczeństwa. - Ale to bez sensu... Jak podmieńce mogły znaleźć się na naszej farmie? Przecież to... - Chyba nie wiedziała co powiedzieć, bo równie szybko urwała, nadal poruszając się za towarzyszką. - Dlaczego chcieli wrobić Crimson? Przecież ona nie miesza się do ich spraw - mówiła na głos, gdy obie weszły na piętro, o którym mówił recepcjonista. Jak się okazało na korytarzu było pusto, chyba, że podmieniec przybrał formę jakiegoś przedmiotu. Pumpkin nawet niepewnie poruszyła okoliczną dużą doniczkę, ale ta nie zareagowała w żaden sposób. Klucz, który dostała White też idealnie pasował do pokoju, o którym wcześniej słyszała. Wewnątrz pomieszczenia był bałagan, wiele rzeczy leżało porozrzucanych, a w powietrzu unosił się charakterystyczny zapach potu. Niewiele było widać przez opuszczone żaluzje, ale słychać było delikatne pochrapywanie. Jak się okazało na dużym dwuosobowym łóżku spała klacz, której tak szukały, teraz cała zawinięta była w pościel. Jasno jednak było widać, że nie była tu wcześniej sama, bo na łóżku były wyraźne ślady, że ktoś wcześniej musiał stąd wstać, zostawiając ją samą.


Pearl

Pierwsza reakcja Batty nieco zaskoczyła, klacz. Zaczęła się nawet zastanawiać czy przypadkiem nie przesadziła i naprawdę jej czegoś nie zrobiła. Na całe szczęście szybko się okazało, że nic się nie stało, a jej niedawna reakcja była tylko kolejnym wygłupem ze strony jej towarzyszki. Pokręciła lekko głową patrząc teraz na nocne niebo i oparła wygodniej kark o bok klaczy. Niewielką chwilę milczała obserwują liczne świecące punkty na ciemnym niebie, aż zdecydowała się w końcu coś powiedzieć.

- W gwardii są całkiem surowe zasady, ale ty pewnie byś to przetrwała - słabo się uśmiechnęła. - Na pewno byłabyś lepszym żołnierzem niż ja. Sama nienawidzę przemocy, ale ktoś musi pomagać cierpiącym - westchnęła ponuro. - Ta której szukasz... Co zrobisz jeśli odkryjesz, że nie żyje? - nagle lekko posmutniała. - To znaczy... Nie myślę tak, ale chyba powinnaś przemyśleć taką ewentualność - powiedziała bardziej ponuro.


Las Everfree

- Czy wyglądam na kogoś kto potrzebuje kurtyzany? - powiedziała dość chłodno na pierwsze stwierdzenie Sinister. - Jedyne co mnie zabawia, to przetrącanie kości kolejnym gwardzistom, mają zapewniać mi rozrywkę, ale to nudzi na dłuższą metę - skrzywiła się niechętnie. - Nikt nie może mi dorównać, bo jestem... - uniosła na chwilę kopytko patrząc na nie ponuro, ale nie dokończyła tej myśli. - Jeśli bym cię puściła, to uciekniesz, bo się mnie boisz, musiałabym więc zabrać ciebie ze sobą, żeby mieć pewność, że wywiążesz się z umowy - Jej ton sugerował, że wcale nie żartowała z tym pomysłem. - Jak do tej pory improwizujesz i zapewniłaś sobie moją uwagę, co możesz mi wierzyć jest dość rzadkie - lekko przekrzywiła głowę. - To jaką masz być może myśl? - Nim jednak Sinisterodpowiedziała spojrzała na Star. - Nie mam pojęcia jak długo nie żyjesz, ale chyba twoje ciało zmieniło się już w proch, gdyby było coś tam jeszcze ciekawego, to mogłabym je odtworzyć za pomocą magii krwi, ale byłabyś pewnie osłabiona jakiś czas - wzruszyła ramionami. - Zresztą nie mam jak na razie powodu aby to robić


TAJEMNICZA BUDOWLA POŚRÓD LASU

W pobliżu nie było śladów jakiekolwiek kucyka, budowla musiała być od dawna opuszczona i najwyraźniej nie przyciągała do siebie zarówno buntowników jak i gwardzistów cesarzowej czy nikogo postronnego. Powodem najwyraźniej był las, którego starano się unikać. Co ciekawe nawet niebezpieczne stwory zamieszkujące las nie zbliżały się za bardzo do budowli, zupełnie jakby istniała niewidzialna ściana dzieląca te ruiny od reszty okolicy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

White 

- Ja, Pearl. To ja - Powiedziała kręcąc głową jakby chciała żeby okazało się to tylko złym snem. - To wszystko moja wina - Położyła po sobie uszy gdy prawda zaczynała powoli ją przygniatać. Nie powtrzymało ją jednak to od wejścia do pokoju, wiedziała że będzie musiało jakoś przetrawić to co się stało a im wcześniej tym lepiej... Uciekanie od podobnych sytuacji jeszcze nigdy w życiu jej nie pomogło. Po drodze rzucała krótkie spojrzenia na porozwalane rzeczy zastanawiając się czy Crimson mogła walczyć ze swoimi napastnikami i niestety przegrać... Gdy wreszcie skierowała wzrok na śpiącą przyjaciółkę White jakby zapomniała o Pumpkin. Westchnęła widząc to w jak bardzo beztroskim stanie się znajduje... Gdy tak naprawdę groziło im wszystkim niebezpieczeństwo zarówno ze strony gwardii i podmieńców. Co do tych pierwszych raczej wątpiła że uwierzą w prawdę bo wydawała się tylko ckliwą, nieszczęśliwą historyjką wymyśloną na poczekaniu by tylko uniknąć sprawiedliwości. Z kolei drudzy byli po prostu robalami, z tym się raczej nie dyskutuje a rozgniata kopytem. 

- Ja się wmieszałam w ich sprawy a pokonując trójkę z nich najwyraźniej tylko bardziej ich wkurzyłam - Wróciła do tematu i zaczęła wyjaśniać. - I najwyraźniej chcą żebym zapłaciła za to krzywdząc innych... Albo dorwać mnie - Skrzywiła się. Naprawdę wykorzystywali szemrane metody... Jednak czy takowe istniały gdy ktoś po prostu chce osiągnąć swój cel? - Na szczęście jest cała - Powiedziała oceniając stan Crimson. - Trzeba ją obudzić i jakoś ją stąd zabrać - Podeszła do łóżka ale nadal trzymała pewien dystans jakby nie chciała poczuć ciężaru kopyta wyrwanego ze snu kucyka. Zdała się jednak na odwagę i szturchnęła ją w bok będą gotowa odskoczyć...

 

Batty

- Nie za wygodnie Ci? - Spytała gdy lekko się obejrzała za siebie i dostrzegła że ktoś opiera swój kark o jej bok. Chwilę potem, gdy nie otrzymała odpowiedzi również zamilkła i poświęciła swoja uwagę gwiazdom.... A raczej jednej, konkretnej. Tej od której Batty wyznaczała kurs swoich wędrówek. To dzięki niej nigdy nie zgubiła drogi do domu, mimo że od trzynastu lat nigdy tam nie dotarła. Winiła to tym że był zbyt na uboczu i zbyt nie po drodze... Wiedziała  jednak że zawsze może tam wrócić i to liczyło się najbardziej. 

- Nie jest to dla mnie komplement - Skitowała krótko jednak chwilę potem wysiliła się na dłuższą wypowiedz. Pearl akurat na to zasługiwała. - I nie wiem czy dałabym radę się podporządkować zasadom które ustalił ktoś inny niż natura - Skrzywiła się. Nie do końca wiedziała dlaczego jest w tym stylu ale zwalała to na swoje usposobienie albo coś co miało miejsce zanim straciła pamięć. - A wy idziecie tam gdzie wyśle was przełożony - Zamilkła na chwilę zbierając myśli ale w końcu kontynuowała. - Ktoś musi ratować życie, White... Zawsze starała robić to samo więc chyba byś się z nią dogadała - Wysiliła się na krótki, nikły uśmiech. Był dość wymuszony. - Nie wiem, na razie staram się o tym nie myśleć. Czeka nas jeszcze trochę drogi i lepiej być czujnym.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Baltimare

Nawet jeśli Pumpkin chciała coś powiedzieć po zwierzeniu przyjaciółki, to chyba nie miała odpowiednich słów. Na pewno jej współczuła, co jednoznacznie wskazywało jej spojrzenie, ale było także pewne, że to wszystko przerastało tak prostą klacz jak ona. Mimo tego gdzie jakiś czas temu była więziona, to nie potrafiła sobie wyobrazić jak to jest wpaść w konflikt z takimi stworzeniami jak podmieńce, sama pierwszy raz widziała je zresztą na czarnym rynku. Gdy tylko weszły do pokoju gdzie miała przebywać ich kolejna przyjaciółka, złapała się nieco przerażona za pyszczek, nie była pewna co zrobili Crimson, ale bała się, że było to coś strasznego. Sama Crimson co ciekawe po szturchnięciu kopytem otworzyła niezwykle leniwie oczy i niewielką chwilę wydawała się zdezorientowania, aż nie zobaczyła White i słabo się uśmiechnęła.

- No dzień dobry, słoneczko - powiedziała rozciągając się na łóżku i rozglądając po pokoju. - Gdzie ja jestem... - spytała zdezorientowana i znów spojrzała na White kręcąc głową. - Wiedziałam, że coś tam ukrywasz, ale muszę przyznać, że mnie zaskoczyłaś. Wtedy jak przyszłaś w nocy i mnie wyciągnęłaś na miasto, to całkiem miła niespodzianka... - skrzywiła się łapiąc za wyraźnie bolącą głowę. - Co my tak właściwie wczoraj odwaliłyśmy? Nie pamiętam kiedy się tak uwaliłam żeby mieć taką dziurę w pamięci - rozejrzała się po pościeli wokół i mrugnęła zaskoczona. - Czy my? - Najwyraźniej była w szoku, że ich wyjście mogło mieć taki finał.


Pearl

- Bardzo chciałabym ją poznać - powiedziała nieco sennym głosem, patrząc na niebo. - Z twojej opowieści wynika, że możemy być całkiem podobne charakterami - zaczęła lekko ziewać. - Mam szczerą nadzieję, że ją znajdziemy, bo obiecuje, że ci pomogę jak tylko będę potrafiła - słabo się uśmiechnęła. Nie wydawała się też zdenerwowana tym co powiedziała wcześniej Batty o gwardii. - Wiesz... Mimo koszmaru jaki mnie tu spotkał, to cieszę się, że mogłam spotkać kogoś takiego jak ty i naprawdę nie mam za złe, że spisałaś mnie na straty przy naszym pierwszym spotkaniu, chciałaś w końcu przeżyć, to... - nie do kończyła, bo powieki nagle jej opadły i klacz zasnęła.

Share this post


Link to post
Share on other sites

TAJEMNICZA BUDOWLA POŚRÓD LASU

 

Tymczasem ogier badał ruiny pod kątem poszukiwania jakichkolwiek niezawalonych miejsc, czy pomieszczeń, z nawet żywych istot, ale po kilkunastu godzinach wstępnych i szybkich oględzinach nie natrafił na żywych. Jeżeli zaś chodzi o pomieszczenia było podobnie, to też skupił się odrobinę skrupulatniej na obserwacji zrujnowanej budowli.

Share this post


Link to post
Share on other sites

White

Można powiedzieć że odetchnęła z ulgą gdy Crimson nie była na nią zła... Przynajmniej w tym momencie. 

- Cześć rozrabiako... - Odpowiedziała na jej powitanie zastanawiając się nad swoją dalszą kwestią. Nie wiedziała od czego zacząć ale wiedziała że musi się streszczać, czas w tym momencie był ważny. - Nie sądzisz że taka nagła zmiana charakteru mogła wydać się podejrzana wczoraj w nocy? - Zapytała próbując ją nieco naprowadzić.  - Cieszę się że się dobrze bawiłaś ale nie wiem co wczoraj robiłaś - Otworzyła ze zdenerwowania szerzej oczy gdy uzmysłowiła sobie że podmieniec który ukradł jej wygląd mógł zaciągnąć Crimson do łóżka. - I mam nadzieje że wy nie... Nie ważne - Nie dokończyła ale musiała przejść do rzeczy. - Na miasto wyciągnął cię podmieniec a teraz jesteś poszukiwana przez gwardię i twój wizerunek wisi na połowie ulic... Jak to ujęli, ,,nie unikniesz najgorszej kary za podniesienie kopyta na strażników dzisiejszego porządku''. Wiem że to pewnie nie ty ale mam wrażenie że gwardia nie będzie słuchać wyjaśnień - Nakreśliła jej sytuację w jakiej się znaleźli. - Nikt nie ma opuszczać miasta ale my musimy się stąd jakoś wydostać. Masz jak się przemalować lub zmienić wygląd? - Zapytała i rozejrzała się za jej torbą. Zastanawiała się czy posiada tam farbę czy cokolwiek do charakteryzacji. - I musimy się umyć bo podmieńce znajdą nas wszędzie. 

 

Batty

- Może jeszcze masz tą szansę... - Odpowiedziała już śpiącej towarzyszki. Wyglądało na to że Batty sama nie wiedziała czy mieć nadzieję czy ją porzucić... Pokręciła głową i uzmysłowiła sobie że naprawdę z chęcią by teraz zapaliła ale nie miała co. Nigdy nie przywiązywała do tego wagi w przeciwieństwie do Kati która na pewno posiadałaby co najmniej dwie paczki. - To dobrze że nie masz mi tego za złe - Dodała wiedząc że i tak Pearl jej nie słyszy. - Gdy z nikim się nie zostaje na dłużej łatwo się rozstaje z każdym - Skrzywiła się wracając myślami do smoczycy którą też zostawiła za sobą. Wiedziała że ta chciała udać się z nią, Batty nie miała nic przeciwko temu jednak to raczej nie miało szans się udać. Nie w tej nowej Equestrii. Wstała i delikatnie podniosła Pearl lewitacją tak by jej nie obudzić. - Minął zaledwie dzień a ja już zaczynam tęsknic za tym łuskowcem? - Spytała samą siebie po chwili ściszonym głosem... A potem skierowała się do obozu już więcej do siebie nie mówiąc. Miała ten zwyczaj, prawdopodobnie po to by nie zapomnieć jak to się robi podczas długich, samotnych wędrówek. Czasami jednak objawiał się w nie do końca prawidłowych momentach ale... Wzruszyła ramionami wiedząc że i tak tego nikt nie słyszał. 

Edited by Shey

Share this post


Link to post
Share on other sites

Baltimare

- Czekaj... - powiedziała nagle Crimson, unosząc kopyto, w ten sposób dając znak, że potrzebuje chwili aby zebrać myśli. - Przyszłaś do mnie w nocy... Znaczy chyba nie ty... - skrzywiła się w wyraźnej irytacji. - Pytałaś mnie o wiele rzeczy... Znaczy najpierw wysłuchałaś, potem byłaś taka miła i chciałaś żebyśmy razem gdzieś poszły, fakt było to dziwne, ale i miłe, a teraz mówisz mi... - Sama myśl o tym musiała ją zniesmaczyć. - Kurwa... Mam nadzieję, że ja i tamta serio nie... - Wtedy też otworzyła szeroko oczy jakby dopiero do niej dotarło co powiedziała teraz White. - Zabiłam? Ale ja nigdy nikogo nie zabiłam... Nie jestem święta i parę razy kogoś do szpitala posłałam, ale chyba nikogo jeszcze nie zabiłam... - spojrzała na Pumpkin jakby miała nadzieję, że ta powie, że to jakiś żart, ale klacz patrzyła tylko na nią smutno. - Czyli teraz jestem wyrzutkiem? W sumie nic nowego... Może znajdę sobie dziuplę na czarnym rynku - westchnęła ponuro, patrząc w okno. - Nic nie mam, bo nic nie brałam, ty miałaś stawiać, a ja jak debilka dałam się nabrać - Nagle mocniej zmarszczyła brwi. - Już tu są... - Faktycznie pod budynkiem zebrał się niewielki oddział gwardii. Crimson nagle obróciła się do towarzyszek. - To mnie szukają nie was, jakoś sobie poradzę, uciekajcie, bo jeszcze bekniecie za współudział

- Nie możemy, prawda White? - pisnęła Pumpkin patrząc ze strachem na towarzyszkę.


Obóz

- Już po randce? - rzucił zrzędliwie Spear, widząc jak Batty niesie klacz na grzbiecie. - Słychać was było, aż za dobrze i chyba wolę nawet nie myśleć, co tam wyrabiałyście - Nie skomentował, że jego towarzyszka spała. Sama Pearl też nie rzucała się w czasie transportu i nie przebudziła się, musiała być naprawdę wyczerpana.

- Starczy już - powiedział ponuro Lance, a zaraz potem spojrzał na Batty. - Możesz położyć ją przy ognisku, a potem samej się położyć, wezmę pierwszą wachtę, Spear kolejną, a potem ty lub Pearl - spojrzał na śpiącą towarzyszkę. - Może ona powinna, w końcu, to my jesteśmy żołnierzami, a o świcie wyruszamy w drogę


TAJEMNICZA BUDOWLA

Wnętrze budowli okazało się już w niektórych miejscach zmurszałe. Najpewniej istniało nawet czasem zagrożenie, że coś się nagle zwali. Mimo wszystko większość konstrukcji wydawała się stabilnie trzymać. Wokół widoczne były różne korytarze, które przywodziły na myśl na swój sposób labirynt, a pod niektórymi ścianami stały zbroje, lecz te zdawały się pochodzić z bardzo odległych czasów. Wiele z nich było nawet zardzewiałych. Widać było jednak również gobeliny, lecz te zostały tak zdewastowane, że ciężko było stwierdzić co mogły dawniej przedstawiać. Widoczne były również ślady walki, ale nie bronią, a raczej magią, zniszczenia świadczyły jasno o używaniu tu dużej mocy magicznej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

TAJEMNICZA BUDOWLA

 

Dogłębna analiza obiektu przyniosła  efekt w postaci odnalezienia paru wejść bardziej, lub mniej zablokowanych na kilku wysokościach. Jednakże ogier nie zamierzał sprawdzać i odgruzowywać każde zablokowanych wejść do pomieszczeń nie tylko z uwagi na fakt, że trwało by to zbyt długo, ale także dlatego, że poczuł zmęczenie. Także głód i pragnienie dało mu się we znaki. 

 

Z tego też powodu alicorn po wylądowaniu zwyczajnym chodem zaczął badać otoczenie wokół budowli, a raczej jej otoczenia znajdującego się  po tej samej stronie, co samo gruzowisko,  gdyż na przeciw gruzowiska był las. 

 

Co prawda w trakcie wcześniejszego przelotu skrzydlaty jednorożec z początku uznał, że dworek jest otoczony przez las, ale nie docenił przy tym obszary, który po wylądowaniu był większy, jeżeli chodzi o przestrzeń wolną od drzew typowych dla lasów.

 

Teraz, gdy był na ziemi, mógł on sprawdzić lepiej ten obszar, gdzie też znajdowały się dwie o wiele mniejsze i także zrujnowane budowle.

Po podejściu do nich spostrzegł, że jeden z nich nie jest duży, lecz raczej był w czymś w rodzaju skrytki nie mającej charakteru obronnego, zaś drugi z nich przypominał mu spichlerz, w którym po odnalezieniu odpowiedniego miejsca udał się spac rzucając czar niewidzialności na wypadek, gdy ktoś lub coś zakłóciło jego sen.

Edited by Król Etirenus

Share this post


Link to post
Share on other sites

White

White swoim smutnym spojrzeniem starała się nie do końca patrzyć w oczy Crimson. ,,A może powinnam ich zabić?' , Pomyślała o tej trójce podmieńców. ,,Może wtedy daliby mi spokój... A teraz wychodzi na to że Crimson zostanie wyrzutkiem i to tylko dlatego że wcześniej ocaliłam kapłana Crystal.'' Nie chciała w to wierzyć ale ciężko zaprzeczyć istnieniu faktom które sama widziała. - Nawet jeśli ktoś Cię widział jak kogoś zabijałaś... To nie byłaś ty - Powiedziała szeptem chcąc dać jej do zrozumienia że dla niej jest niewinna a cały ten burdel to fiesta urządzona przez sługusów Chrysalis. Oczy White co chwilę zmieniały położenie, najpierw patrzyły się w dół a potem w lewy górny róg jej pola widzenia jakby chciała znaleźć jakiejś wyjście z tej sytuacji. - To nie może tak być - Nadal mówiła cicho ale głos był przepełniony protestem i... Jakby gniewem ale trzymanym na wodzy. Coś jak wzbierająca fala która jeszcze nie wiedziała gdzie ma swój kulminacyjny moment. - Bo to przeze mnie jesteś w tym bagnie... - Wyglądało na to że White nie chce odpuścić i tak po prostu uciec jednocześnie skazując na dożywotnią niedolę swoją przyjaciółkę. - Ja... Ja to postaram się odkręcić... Przecież ktoś musiał Cię widzieć na mieście - Przyśpieszyła tempo mówienia. - Wyjaśnimy sprawę bo znajdziemy jakieś alibi. znowu będzie wszystko w porządku. 

 

Batty

- Zazdrościsz? - Spytała krótko Speara mimo tego że Lance najwyraźniej chciał zakończyć ten temat zanim zacznie się na dobre. Nie była jednak jego podwładną więc w zasadzie mogła to łatwo zignorować. Z drugiej strony i tak nie chciało jej się rozmawiać z tym zrzędliwym osobnikiem więc tylko zmarszczyła brwi... I jej spojrzenie zdawało się wyrażać jedynie jedno krótkie zdanie: A co ciebie to obchodzi?. Uratowała mu życie więc przynajmniej mógłby być mniej złośliwy... Zwłaszcza w momencie w którym każdy był zmęczony. Położyła Pearl przy ognisku wcześniej upewniając się że na ziemi nie ma większych, tych mniej wygodnych kamieni a obok niej swoje miejsce znalazł jeden z owoców którego nawet nie zdążyła zjeść. - Miałeś szansę na randkę w pewnej dziurze ale nie moja wina że Ci się nie spodobała. - Spear na pewno wiedział o którą chodzi a Lance mógł pomyśleć że chodziło o bazę buntowników. Przynajmniej tak uznała Batty. - Wezmę trzecią - Znała się nieco na wartowaniu i wiedziała że ta na ogół uznawana jest na najgorszą. Podobno w tym czasie sen stawał się najgłębszy. Sama ulokowała się z tej samej strony ogniska co Pearl ale w pewnej odległości od niej. Po chwili położyła się na boku opierając głowę o plecak a pod nim był jej pistolet, zawsze wolała mieć go przy sobie z różnych względów. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Baltimare

Crimson wpatrywała się w gwardię zbierającą się przed budynkiem i marszczyła przy tym brwi. Jeśli się bała to zręcznie to ukrywała. Mimo wszystko słuchała White do końca, obserwując jak gwardziści powoli wdzierają się do środka. Znów odwróciła wzrok i teraz spojrzała na swoje niedawne towarzyszki słabo się przy tym uśmiechając. Nie wydawało się aby było to fałszywe. Powoli podeszła do nadal przygnębionej tym wszystkim White, a następnie położyła jej delikatnie kopytko na grzbiecie.

- Smutek nie pasuje do twojej urody - powiedziała z nieznikającym uśmiechem i nim mogła zareagować szybko cmoknęła ją w usta. - To tak na wszelki wypadek gdybyśmy się już nie spotkały i w ramach przeprosin - Właśnie wtedy White mogła poczuć silne uderzenie w żołądek. Crimson po raz pierwszy spoglądała na nią smutno gdy jej kopyto niespodziewanie uderzyło jej towarzyszkę. Pumpkin patrzyła na to wszystko zszokowana, najwyraźniej nic nie rozumiejąc. Crimson zaraz skierowała na nią wzrok. - Kiedy się skończy pomóż jej wyjść, nikt się do was nie przyczepi, bo będzie wyglądało na napaść z mojej strony - Znów spojrzała na White i ponownie rzuciła jej kolejny słaby uśmiech nim wybiegła prosto na korytarz. Przez chwilę słychać było okrzyki wściekłości gwardzistów i kilka przekleństw typowych dla tej klaczy, ale chwilę później nie było słychać już nic. Z oczu Pumpkin nadal płynęły łzy, a warga się jej trzęsła, ale wyciągnęła kopyta ku White aby pomóc jej wstać.

- Musimy iść - mówiła niemal piskliwym głosem.


Obóz

Spear rzucił Batty nieprzyjemne spojrzenie, kiedy ta wspomniała o tamtym incydencie, ale wyraźnie nie chciał poruszyć tego tematu. Lance też nie wydawał się szczególnie zainteresowany tym co wyprawiają jego podwładni i ich gość. Zgodził się również na to aby Batty przejęła ostatnią wachtę, co jasno sugerowało, że jej ufał. Spear tego nie skomentował, a tylko poszedł na swoje miejsce i położył się na poduszce, którą stworzył z pomocą swojej magii. Samej Pearl nie wydawało się przeszkadzać spanie na twardej ziemi, bo wyglądała na kompletnie pogrążoną w śnie, co jakiś czas poruszając kopytami i coś mrucząc pod nosem. Lance w tym czasie wspiął się na najwyższą skałę i obserwował całą okolice wokół. Czas płynął w najlepsze i nie wydawało się aby coś miało się stać. W pewnym momencie Batty mogła poczuć jak ktoś porusza ją kopytem. Gdy otworzyła oczy mogła dostrzec Speara nad sobą.

- Twoja kolej, chyba, że mam budzić Pearl - powiedział zrzędliwie jak to on i spojrzał na nadal śpiącą obok niej klacz. Na niebie widać było pierwsze ślady zbliżającego się powoli poranka.


TAJEMNICZA BUDOWLA

Noc wydawała się spokojna, a przynajmniej nic nie zbliżało się do ogiera do takiego stopnia aby mógł poczuć zagrożenie. Z lasu wokół co jakiś czas dochodziło wycie wilków i inne dźwięki, które z pewnością należały do czegoś niebezpiecznego. Las przez to mógł się nawet kojarzyć z dziką puszczą. Co jakiś czas wiatr również dawał o sobie znak poruszając gałęziami. Noc przemijała powoli, a na niebie pojawiły się pierwsze ślady poranka. Poza tym jednak pojawił się nowy dźwięk czegoś co musiało być w pobliżu i poruszało się dość nietypowo.

Share this post


Link to post
Share on other sites

sam ogier spałnie z zwracając na to,  że w pobliże miejsca gdzie nocuje, ktoś się zbliża. Jego myśli znajdowały się w ,,krainie snów.'' Ponadto był niewidziany dla otoczenia. A zasnłą dość szybko nie zwarzajac na głód, ponieważ był wyjątkowo zmęczony.

Share this post


Link to post
Share on other sites

White

Trochę się zdziwiła widząc na twarzy Crimson ten nikły uśmiech... Wydawał się nieco nie na miejscu w tej sytuacji bo nie wyglądało na to że miała plan. - Ale... - Próbowała jeszcze coś odpowiedzieć ale ktoś skutecznie jej to przerwał niespodziewanym buziakiem a chwilę potem poprawił uderzaniem w żołądek. White zgięła się w pół i upadła na podłogę, podobnie jak Pumpkin w pierwszej chwili wyglądała zszokowana takim obrotem sprawy ale to szybko ustąpiło grymasowi spowodowanym przez ból. Oddychała ciężej przez chwilę trzymając się za trafione miejsce... Jako jednorożec nie była zbyt wytrzymała na ból, zwłaszcza jeśli ktoś wiedział jak go zadać. Tylko szczerze mówiąc mogła się spodziewać tego co tu się wydarzyło ale tak to już jest jeśli coś nam przysłania trzeźwy osąd sytuacji. Tym czymś dla White było poczucie winy i żal bo mogła temu zapobiec jeszcze wczoraj... Gdy Crimson rzucała jej ostatnie spojrzenie mogła odnieść wrażenie że nawet nie jest zła a jeśli już to na siebie że przed tym ciosem się nie uchyliła. 

- Ta... - Odezwała się ale mimo krótkiej, twierdzącej odpowiedzi jeszcze chwilę poleżała na deskach i sama wyglądała jakby zamierzała wylać parę łez ale raczej nie ze smutku. Podmieńce chciały ją ukarać w inny sposób więc to zrobiły w najbardziej tchórzliwy i niemoralny sposób jaki mogły... Ale chyba nie chciała się mścić a raczej mieć po prostu od nich spokój. Pytanie tylko czy to był koniec. - Nie płacz, może coś na to poradzimy... - Tylko nie miała pojęcia jak, Crimson ucieczką sama potwierdziła swoją winę ale z drugiej strony, czy i tak zostałaby wysłuchana przez gwardię? W coś takiego ciężko było uwierzyć. White chwyciła kopyto Pumpkin i wstała wyglądając przez okno. Miała nadzieje zobaczyć po prostu nie złapanego uciekiniera.

 

Batty.

- To już...? - Spytała ledwo słyszalnym głosem ale mimowolne przewrócenie na drugi bok poszło jej całkiem sprawnie. Zupełnie jakby miała osobny pasek energii do tej czynności... Bez wątpienia pobudka bardzo musiała ją zaskoczyć jakby noc okazała się nieco za krótka jednak nie zamknęła ponownie oczu i powoli wstała. - Skoro mnie obudziłeś to bez sensu żeby ona jeszcze wstawała- Wydawała się mocno nieobecna, może dlatego że dla kucoperzy ranek to nie była dobra pora do aktywności. Mimo to nie była zła jakby kontaktowała że dzień wcześniej sama wyraziła taką wolę. - Zaraz się ogarnę, idź spać - Faktycznie, z każdą chwilą miała bardziej otwarte oczy i mniej śpiący głos. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Baltimare

Pumpkin nie miała najwyraźniej tyle odwagi co White, bo nadal stała jak skamieniała. Sama jednorożec podeszła do okna w bardzo złym momencie. Właśnie mogła zobaczyć jak kucyk, którego poznała nie tak dawno temu jest właśnie wyrzucany brutalnie z budynku. Pyszczek Crimson był posiniaczony, nie mówiąc o limie oraz spływającej z nozdrzy krwi. Okoliczne kucyki się tylko temu przyglądały, ale nikt nie reagował, a Crimson też nie wydawała się być w stanie dalej walczyć. Na ulicę wyszli zaraz gwardziści, ale nie wydawali się chętni aby pomóc pojmanej. Jeden z jednorożców nawet uniósł ją w powietrze i brutalnie rzucił o ziemię. Najpewniej powtórzyłby to gdyby nie inny, który go zatrzymał. Spętali Crimson linami i nie czekali, aż się pozbiera tylko zaczęli ciągnąć po ziemi ledwo żywą klacz. Wśród gapiów jednak widać było również uśmiechającą się klacz, która pomachała Crimson zupełnie jak na pożegnanie, a potem zaczęła odchodzić w głąb tłumu.

- Oni ją zabiją - pisnęła Pumpkin. - Jutro ją powieszą albo gorzej... - z trudem była w stanie złapać powietrze.


Obóz

- Mam nadzieję, że wiesz co robisz, bo powierzamy ci nasze życie - rzucił niechętnie Spear, ale faktycznie wyglądał na wyczerpanego i długo się nie buntował, a zamiast tego poszedł się położyć. Nie trwało długo nim z jego strony zaczęło dochodzić ciche chrapanie. Pearl również nadal spała, musiała być bardzo wyczerpana, chyba nawet jako gwardzistka nie przywykła do wczesnego wstawania. Lance również odsypiał swoją wachtę śpiąc z boku. Ognisko już całkiem zdążyło zgasnąć, a słońce wznosiło się coraz wyżej. W obozie panował spokój, ale na widoku Batty mogło ukazać się coś niezwykłego, bo z ziemi wylazło coś co przypominało czterometrową gąsienicę. Stworzenie nie poruszało się w ich kierunku, ale mimo to nie wyglądało nadzwyczaj przyjaźnie i mogło to dać wniosek, że pod nimi również może czaić się zagrożenie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

White

Mimo że znała się z Crimson dosyć krótko zdążyła ją polubić. Co prawda, z początku nie sądziła że będzie to możliwe ale z biegiem czasu coś się zmieniło... A teraz patrzyła jak gwardziści nie szczędząc przemocy wyciągają ją z budynku. Wzięła na siebie całą wagę tych okoliczności ratując zarówno Pumpkin jak i White. Już wcześniej biała klacz przeczuwała że Crimson jest dosyć solidną osobą, taką która nie odwróci się pod wpływem presji sytuacji od rodziny czy kucyka którego po prostu polubiła. W tym momencie tylko to udowodniła...

 

Popatrzyła na tłum który tylko stał... I nikt nie miał odwagi by coś zrobić ale nie zamierzała ich oceniać. Przecież sama nie miała wystarczająco woli by wystąpić przeciwko stróżom prawa mimo że wiedziała coś jeszcze. Znęcali się nad niewinną osobą, nie tym kucykiem co trzeba. Poczuła jak do oczu znowu napływają jej łzy bo znowu czuła się bezsilna... Jednak to nie było niczym nowym, tak było od tego przeklętego szturmu na Canterlot którego pamięta aż za dobrze. Próbowała się pozbierać ale udało jej się tylko na tyle by w codziennym życiu móc udawać że wszystko jest w porządku. Im dłużej stała przy oknie tym było gorzej bo teraz ktoś rzucił Crimson o podłoże a potem, zanim mogła mieć szansę na podniesienie się ciągnęli ją po ziemi. Zupełnie jakby traktowanie jak żywą istotę już się jej nie należało. A potem... Mimo takiego rozproszenia White coś zauważyła, coś co nie zgadzało się w tym całym obrazku. Klacz która jako jedyna wydawała się szczęśliwa, jedyna która pomachała kopytem.. Nie trzeba było dużo rozumu by od razu domyślić się kto to mógł być. 

- Wiem... - Powiedziała ze smutkiem. - Ale to jeszcze nie koniec. Oddaj klucz w recepcji. - Rzuciła przedmiot Pumpkin. - Ja być może zamierzam zrobić coś głupiego... - ,,I może w końcu się ogarnąć'', dodała w myślach i teleportowała się na koniec tłumu, tak by spotkać tego odchodzącego kucyka i nawet nie zamierzała przez moment spuszczać jej z oczu. Wiedziała o ich zdolnościach i nie chciała dać się nabrać jak źrebak. Zastanawiała się tylko kiedy ich spojrzenia się spotkają...

 

Batty

- Chyba wiem - Odpowiedziała udając niepewność. - W końcu jakoś dożyłam tych... - Zawsze ją to denerwowało bo chciała się pochwalić że wcale tak mało nie przeżyła ale... No właśnie nie wiedziała do końca ile. - Nie ważne. - Spojrzała jeszcze na niego dość niechętnie i przy okazji zastanawiała się co mu jest. ,,Przecież uratowałam go już dwa razy więc nawet jeśli teraz go zawiodę to jestem jeszcze raz na plusie'', pomyślała i nieco się uśmiechnęła. To nie miało żadnego znaczenia bo nie chciała ryzykować życia Pearl i Lance'a, oni byli więcej warci niż ten jeden dupek. 

 

Gdy się rozbudziła przypomniała sobie że nie zapytała czy na poprzednich wartach coś się działo ale jeśli Spear nic nie powiedział to zakładała że było spokojnie. Cieszyła się na tą myśl bo to oznaczało że w jej przypadku powinno być podobnie... Jednak prawo Murphiego było bezlitosne i dało o tym znać w postaci czterometrowej gąsienicy. ,,Co u licha?'', Pomyślała przystając w miejscu parę metrów od stworzenia. Broń co prawda miała przygotowaną... Ale to nie zawsze był najlepszy pomysł. Spotkała się z podobnymi zwierzętami i wiedziała że najprawdopodobniej i to jest czułe na drgania i dźwięk. Wzrok pod ziemią nie wydaje się potrzebny. ,,Ty ale nie chrap'', spojrzała się w stronę Speara i magią przekręciła mu głowę na bok by język nie utrudniał przepływu powietrza i przymknęła mu pyszczek by oddychał przez nos. Na ogół to pomagało a tą wiedzę wyniosła gdy nocowała na podłodze razem z innymi delikwentami w schronisku. Od tamtego momentu życie stało się dla niej o wiele prostsze. Gdy pozbyła się przynęty wypadało się zająć tym stworzeniem a więc wybrała większy kamień i uderzyła nim parę razy o ziemie symulując kroki zwierzęcia. Miała nadzieje że zachowa się w najbardziej przewidywalny sposób a tymczasem przyłożyła ucho do podłoża. Też miała dobry słuch i próbowała ocenić czy jest coś jeszcze pod obozem. Co prawda wątpiła w to ale wypadało się upewnić. 

 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Baltimare

Nawet jeśli Pumpkin miała jakieś wątpliwości co do tego co chciała teraz zrobić White, to nie dostała szansy ich wyrazić. Klacz zniknęła tak nagle i niespodziewanie, że wszelkie słowa utknęły jej tylko w gardle. W mieście natomiast pojawiło się zaskoczenie, kiedy nagle wśród kucyków pojawiła się niespodziewanie ta jednorożec. Okoliczni mieszkańcy szybko jednak wrócili do swoich zajęć i starali się nie zwracać na nią uwagi. Wszyscy zachowywali się, aż nazbyt spokojnie, zupełnie jakby niedawne straszne wydarzenia nie miały miejsca. Nikt nawet nie oglądał się na plamy krwi jakie zostawiła po sobie Crimson. Klacz, którą zdecydowała się śledzić White szła niezwykle spokojnie, nie ukazując sobą nic podejrzanego, a przynajmniej do czasu, aż się zatrzymała i niespodziewanie odwróciła patrząc na White. Nadal nie były tu same, bo wokół pełno było innych kucyków.

- Wybacz, ale mam wrażenie, że za mną idziesz - powiedziała niezwykle pewnym siebie tonem. - Chciałaś czegoś ode mnie czy to tylko przypadek?


Obóz

Zgodnie z przewidywaniami Batty, olbrzymi insekt skręcił w miejsce gdzie wywołała niedawny dźwięk. Insekt poruszał się dość niemrawo, wręcz leniwie, co sprawiło, że najpewniej łatwo mogli uciec gdyby zaszła taka potrzeba. Spear miał za to twardy sen, bo nawet nie zareagował, kiedy klacz go przekładała na inną stronę. Natomiast, kiedy przyłożyła ucho do ziemi mogła usłyszeć, że bezpośrednio pod nimi nic nie było, ale kilka metrów dalej coś z pewnością ryło pod powierzchnią i najwyraźniej było tego sporo.
W międzyczasie Pearl leniwie otworzyła oczy. W pierwszej chwili zupełnie nie rozumiała gdzie jest, ale szybko zrozumiała. Nie miała jednak pojęcia jak się tu znalazła. Potarła delikatnie kopytkiem oczy, próbując sobie przypomnieć co właściwie robiła wczoraj przed zaśnięciem. W końcu się podniosła i zaczęła się rozciągać lekko przy tym ziewając. Nagle dostrzegła też Batty, która już nie spała, a zamiast tego przykładała ucho do ziemi.

- Co robisz? - spytała nadal ziewając. - Jestem głodna, ty też? Może zrobię jakieś śniadanie - znów rozejrzała się po obozie widząc śpiących towarzyszy. - Długo spałam?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...