Jump to content

Kruchosc Obsydianu [NZ][Violence][Slice of life]


Ghatorr
 Share

Recommended Posts

Skoro przeczytałem, choć z pewnym poślizgiem czasowym, wszystkie dostępne w tej chwili rozdziały opowiadania, wypadało by dać autorowi jakiś sygnał i skomentować Kruchość Obsydianu. Tak jak wcześniej pisałem, czytałem fanfika z przerwami, i chociaż pamiętam różne rzeczy, to najświeższy pozostaje ostatni rozdział. Mimo tego jednak pozwolę sobie podjąć próbę skomentowania tego, co przeczytałem, jako całości.

Zacznę od stylistyki, gramatyki i innych tyk. Poza wyłapaniem jednego błędu na o ile się nie mylę osiem rozdziałów, nie stało się nic, co by mi jakoś przeszkodziło w czytaniu. Autor pisze dobrze, widać, że ma doświadczenie w tym co robi oraz pewien warsztat. Fik czyta się płynnie, akapity ładnie porozdzielane, większe całości tekstu także zaznaczone moimi ulubionymi gwiazdkami. Ogólnie miód i orzeszki. Zdania są dobrze sformułowane, niektóre bardziej, inne mniej rozbudowane, ale zawsze można łatwo zrozumieć o co chodzi. Czytanie jest też dość lekkie, a moja przerwa czasowa w przyswajaniu Kruchości nie jest związana w żaden sposób z próbami przebrnięcia przez tekst, tylko ze sprawami osobistymi. Na duży plus jest właśnie ta płynność i lekkość, nie ma w tekście fragmentów, które musiałbym przeczytać dwukrotnie lub zatrzymać się nad nimi na dłużej, by dowiedzieć się, co Ghatorr miał na myśli. Także podsumowując duży plus, błędów nie znaleziono.

Dalej, światotworzenie. Obsydianka to fik, którego akcja dzieje się wyraźnie po akcji serialu, i to widać. Świat, nawet Kryształowe Imperium, poszedł do przodu. Pojawiają się nowe maszyny, jak te kalkulatory magiczne czy podobne ustrojstwa, kucyki dorastają, mnożą się, ewoluują. Nawet monarchia zyskała na tym, że teraz wszystkie dawne powierniczki zostały księżniczkami, osiedliły się poza Ponyville, które w międzyczasie ewoluowało w Ponytown, założyły własne rodziny. Szkoła Przyjaźni jest bardziej rozbudowana, ma własny internat, nawet kody kreskowe już wymyślili! Są też postaci, które niestety jeszcze żyją,

Spoiler

jak Starlight Glimmer, która jest dyrektorką Szkoły Przyjaźni

ale to niestety to już moje osobiste odczucie, niż przytyk do autora czy jego tekstu. W mojej opinii Ghatorr wykonał bardzo dobrą robotę, mimo, że o wielu wydarzeniach dowiadujemy się sporadycznie dzięki interakcjom i dialogom między bohaterami. Tutaj przykładem może być chociażby

Spoiler

historia Papilii, który przed zostaniem kucharzem Twilight miał być jeśli się nie mylę jej mordercą, lub też z pewnością niebywała przygoda, jaką było uzyskanie przez Księżniczkę Przyjaźni własnego roju podmieńców, który z radością i czasem aż za mocnym entuzjazmem usługuje jej w zamku.

Czytelnik jest postawiony przed tymi zmianami z dwóch perspektyw.

Po pierwsze, z perspektywy Obsidian, której szok kulturowy i niedostosowanie do życia w przyszłości, w zupełnie innym świecie, niż ten do jakiego przywykła, stojącym na dodatek w rażącej sprzeczności z jej wychowaniem, jest bardzo dobrze oddany. Dla której wszystko jest nowe, i mimo pewnych hamulców, wspomaganych i nie do końca, niesamowicie ciekawe.

Po drugie, z perspektywy czytelnika, który ma tylko tę wiedzę, którą wyniósł z serialu, i ewentualnie jakieś swoje wyobrażenia jak to powinno wyglądać. Ghatorr wybrnął tutaj mistrzowsko, prezentując obraz interesujący, sprawiający, że z chęcią zapoznawałem się z różnymi ciekawostkami dalej, zastanawiając się wciąż, co jeszcze odkryję, jakie jeszcze odkrycia, postaci lub wydarzenia nie fabularne, ale poboczne zaserwuje mi Kruchość Obsydianu. Podobają mi się smaczki i nawiązania, jak na przykład uniwersytet w Cracow i sposób wypowiadania się mieszkańców tego miasta. Świat przedstawiony żyje, i zostało to dobrze oddane.

Wreszcie, strona fabularna. Mamy tutaj przedstawione dobre zawiązanie akcji oraz interesujący jej rozwój, wprowadzający różne wątki i postaci.

Spoiler

Bardzo podoba mi się zestawienie starego z nowym w umyśle Obsidian, jak na przykład jej wspominanie o lekcjach, dawnych mistrzach, czy pewne tiki jak to, że kuliła się na widok wskaźnika Twilight w czasie pierwszej lekcji. To i inne podobne wskazówki, jak na przykład nieopisany lęk na każde wspomnienie o teleportacji, każą mniemać, że Sombra był niezwykle surowy nawet dla swojej córki, i nie wzdragał się przed karaniem jej cieleśnie za przewinienia, nieposłuszeństwo czy głupotę. A przynajmniej to, co w jego mniemaniu nią było. W ogóle widać, jak Obsidian była poddana surowemu i dość przedmiotowemu wychowaniu, co stanowi oczywisty kontrast z tym, w jaki sposób traktuje ją Twilight. Widać, że Księżniczka Przyjaźni próbuje swoim podejściem zmienić córkę Sombry, i nawet poniekąd jej się to udaje. Charakter Obsidian nie stoi w miejscu, rozwija się i dostosowuje do sytuacji naokoło, a sama klaczka przejmuje, zarówno bezwiednie jak i z pełną premedytacją, niektóre nowe cechy. Całościowo, jej historia przypomina właśnie historię Twilight, tylko takiej mroczniejszej i bardziej zagubionej, która musi mierzyć się z nowymi wyzwaniami. Akcja toczy się spokojnie, z wzlotami i upadkami dla Obsidian, oraz poznawaniem nowych kucyków, jak Joy, Verderer, Starlight czy Ambrosia. Nie można ich nazwać przyjaciółmi, a w wypadku Ambrosii jest prawie całkiem odwrotnie, ale Twilight się nie poddaje.

Rozdział ósmy stanowi dobrą bazę pod względem rozwoju postaci i fabuły, i zdecydowanie rozbudza moje zainteresowanie, po tym jak Obsidian podchodzi do aspektu magii przyjaźni i zapoznaje się z Dziennikiem, który dostała od Joy. Nie w sposób jak Twilight, pełna chęci do nauki, lecz w sposób przedmiotowy. Jak tę magię zbadać i poznać, ale nie po to, by się po prostu czegoś nauczyć, pokonać kolejnego złola czy faktycznie nawiązać nowe więzi, lecz by tę magię wykorzystać przeciw innym, lub się przed nią obronić. Takie podejście sprawia, że z ciekawością wyczekuję na nowy rozdział, by zobaczyć, co będzie dalej, kim w końcu okaże się być Obsidian. Czy zdobędzie przyjaciół i poczuje, jakie życie może być piękne, czy czeka ją los jej ojca? Luna raczy wiedzieć.


I skończyłem. Komentarz może być trochę chaotyczny, i nie przeczę, że piszę go bez żadnego przygotowania, na świeżo i od razu po lekturze. Mam jednak nadzieję, że coś wniesie, a przede wszystkim, że zachęci Ghatorra do dalszego pisania. Czekam na więcej przygód Obsidian i jak na razie wystawiam Kruchości Obsydianu wysoką notę. Jeżeli miałbym ubrać ją w jakąś skalę, to po pewnym zastanowieniu niech będzie to bardzo mocne 8/10. Tak trzymać!

Edited by Po prostu Tomek
  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

  • 3 weeks later...

Rozdział V przeczytany.

 

Beware the spoilers!

 

Jakby to powiedzieć - nie jestem pod wrażeniem. Pomijając sceny w Kryształowym Imperium, które były ciekawe i ucieczkę Obsidian z pałacu, cała reszta niesamowicie mi się dłużyła. Maraton po lesie, bijatyka z drewnem, w końcu dotarcie do chatki Zecory... czytając miałem nadzieję, iż się to jak najszybciej skończy, a tu kolejne i kolejne strony... A potem kolejna postać, kolejny praworządny (a może chaotyczny) dobry. Tym razem jakiś ranger. Niby idea postaci ciekawa, ale póki co kompletnie mnie nie przekonał. Był zwyczajnie nijaki.

 

W sumie jedyną godną uwagi postacią był ten Star Chaser. Na tyle zadufany w sobie i nieostrożny i niekompetentny by być interesującym. Ciekawe czy jeszcze żyje? No cóż, przekonamy się.

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

  • 2 months later...

Po przeczytaniu siódmego rozdziału, dosyć długo zbierałem się do napisania komentarza, ale w końcu się udało.

Podoba mi się postać Obsydian. Pochodzi z całkowicie innego środowiska, była wychowana przez Sombrę i wymagających, wzbudzających strach nauczycieli. Mimo tego, że była księżniczką, nie zaznała luksusów lub wykwintnych potraw, wszystko było ograniczone do spełniania podstawowych potrzeb i nauki. Nie poznała też kultury swojego kraju. To wszystko powoduje, że właściwie wszystko co poznaje we współczesnym Ponytown jest czymś nowym. Dzięki temu możemy poznać wiele takich momentów, niektóre z nich są zabawne, a inne bardziej poważne a nawet smutne. Pokazuje to jak złożoną postacią jest Obsydian. Zabrakło mi trochę pomocy Twilight w poznawaniu świata przez Obsydian. Wydaje mi się, że nie skupiła się na tym co najważniejsze, czyli różnicach w strukturze społeczeństwa oraz w normach zachowań jakie współcześnie obowiązują. Na szczęście sytuację poprawia interwencja Joy, która chyba jako pierwsza mówi Obsydian o tym jak powinna się zachowywać i daje jej "Dziennik przyjaźni".

Ciekaw jestem jak dalej potoczą się losy Obsydian. Czekam na kolejne rozdziały.

Link to comment
Share on other sites

  • 3 months later...

Standardowe pisanie komentarza co rozdział? Standardowe pisanie komentarza co rozdział!

 

   Przeczytałem to bo wygrałem zakład. Znaczy w sumie to powinienem wtedy lepiej negocjować warunki wygranej, ale co się stało to się nie odstanie.:ppshrug:

W każdym razie mimo wszystko mi się spodobało.  Prolog to typowe wprowadzenie, które w sumie można nawet sobie na upartego odpuścić jeżeli nie macie tych dziesięciu - dwudziestu minut w swoim grafiku – bo wsadziliście tam obijanie się i przeglądanie instagrama – ponieważ wszystko praktycznie jest opisane w opisie fika, czyli ogólny opis wyglądu świata mamy opisany i tu i tam. Wiem, masło ziemniaczane.

 

   Interesująco natomiast zaczyna się robić w pierwszym rozdziale. Poznajemy bowiem intersującą prawdę o tym świecie, a mianowicie, że czarna magia to nie wybuchy i kryształy z ziemi, a zwykłe PUF! I nagle znikąd pojawiają się minibossowie na których można poexpić. 

 

   A tak serio to Ghat przedstawia nam ciekawą wizję Equestrii, w której każda z mane six została alikornem i teraz Twilight nie może sobie stwierdzić, że ona resocjalizuje jakąś Starlight albo innego złola, tylko musi to omówić z innymi i jeszcze demokratycznie zagłosować:grumpytwi:. Ta... Monarchia w oficjalnym endingu była lepsza, ale to powstało jeszcze przed dziewiątym sezonem, więc nie ma co się bulwersować, tym bardziej że wypada to całkiem przekonująco i z niecierpliwością czekam na rozwinięcie wątku. 

 

 

    Jednak jest jedna. Bardziej interesująca mnie rzecz nawet od samej Obsydian. Historia przebudzonych. Nie wiem jak wy, ale ja z chęcią poczytałbym, dlaczego jakiś kuc po ucieknięciu z kryształowego imperium nagle wraca i prosi Sombre o karę. Poza tym dlaczego zniknęli? (Bo tak właściwie to zniknęli, a potem zaczęli się pojawiać) No i czy naprawdę nikt nie jest na tyle mądry, aby ogarnąć, że lepiej zrobić rekonesans, bo miasto wygląda jakoś inaczej i te kuce chodzą w zbrojach i tak dalej?

 

  Sama Obsydian natomiast... Oj Jaczq czuję problemy. OGROMNE PROBLEMY. 

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Rozdział drugi is goooooooooood:godpony:

 

   Podoba mi się, że Obsydian nie jest małą i bezbronną klaczką, która tuli się do Twilight, bo: "O Celestio najjaśniejsza! Nigdy matki nie miałam, a ojciec to się nade mną znęcał i w ogóle bił! O Luno jaka ja biedna! Resocjalizujcie mnie bo mam depresję i nie chce żyć!"  Tylko jest podejrzliwa i logicznie myśli. Chociaż komiczne jest to z perspektywy czytelnika, ponieważ Obsydian wszędzie widzi spisek, kłamstwa i w ogóle tortury psychiczne, ale czytelnik wie, że Twilight i reszta żadnych takich motywów nie mają. 

 

   Fajnie też przebiega wątek rozwoju kryształowego imperium. Poza tym postacie zdają sobie sprawę, że zbytnie olanie tematu Sombry teraz odbija im się czkawką i powinni dowiedzieć się o nim jak najwięcej już wcześniej, najlepiej zaraz po pokonaniu go. Ale jak to powiedziała Flurry: " Sombra to teraz bardziej wygląda jak puzzle" więc w sumie dlaczego mieli się tym tematem przejmować? 

   Poza tym rozdział to głównie reakcja Obsydianki na to, że przespała sobie tysiąc lat i teraz będzie sobie mieszkać w jakiejś wiosce i mieć resocjalizacje. No i poznajemy jej znaczek... Oj będzie grubo... Już to czuję. :pinkiehappy:

 

 (Nie wiem o co cho, ale połączyło wypowiedzi. Od tego momentu mamy recke rozdziału trzeciego jak coś)

 

Eeee... Zacznie się coś dziać?:boredstarlight:
 

   Nie zrozumcie mnie źle. Fanfik jest według mnie na dobrych torach. Obsydian ewidentnie buntuje się w środku i chce wyrżnąć wszystkich co do nogi, mieć niewolników i w ogóle węszy spisek na każdym kroku, co mnie niezwykle bawi. Co chwila kombinuje jak by tu uciec, zdobyć więcej wolności, albo zastanawia się, co zrobiłby jej ojciec. Tymczasem Twilight ma to wszystko gdzieś, zaczyna ją uczyć o prawie swobodnej wypowiedzi, wolności, równości i tego typu bzdetach, karmi zupą pomidorową, której Obsydianka nigdy nie jadła, bo przecież taki ktoś jak ona to je tylko chleb z wodą i głoduje paręnaście tygodni, a na koniec pokazuje swoją magicznie poszerzoną bibliotekę i wspomina przy okazji o swojej drugiej (bo rozumiem, że pierwsza była Starlight) uczennicy, która wymyśliła sztuczną inteligencję znajdującą książki w bibliotece.

 

   Poza tym widać, że te wszystkie mane six i tak dalej nie siedziały od czasu serialu do rozpoczęcia tego fika na tyłkach i nudziły się, tylko faktycznie coś robiły. Ot Twilight została królową roju podmieńców, a Pinkie Pie zajęła się jednoczeniem podzielonych plemion jaków. Czy to dobrze? Według mnie tak i chętnie poczytałbym spinn-offy o takich akcjach, ale na razie to Ghatorr musi się wziąć za dokończenie tego fanfika. 
 

   Jednak brakuje tu czegoś jeszcze. Niby mamy tą niepewność wynikającą z powrotu przebudzonych, ale jednak nie czuję tego klimatu. Nie zastanawiamy się: "Kurde... Co znajduje się pod tym zamkiem i ile jest tych tajemnych przejść?", bo wiemy, że pewno sporo i czeka tam jakaś armia, potężny artefakt, albo inny pentagram który przywraca Sombre do życia po tym, jak został kilkunastotysięczną układanką. 

   Przebudzeni? Wiesz, że trafi się ktoś mądry kto ogarnie co się dookoła odjaniepawla i przeczeka temat lub coś, a potem będzie jakaś akcja ucieczki innych podwładnych Sombry razem z nim. Tu nie czuć żadnego sekretu, bo jaki niby miałby być? Jeżeli się zaskoczę, to będę wielce zaskoczony, ale wątpię. 

 

   W każdym razie ja wracam do czytania o podejrzliwej nastolatce, posiadającej ciekawą zdolność wypalania sobie emocji.

Edited by KLGDiamond
Połączenie wypowiedzi
  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Nauka. Książki. Nauka. Książki. Nauka.

Powiem, że ja bym nie pogardził takim życiem... A nie czekaj...

Ja po prostu czytam fiki zamiast książek... No i nie mogę sobie wypalić emocji...:boredstarlight:

 

   Jak wspomniałem wcześniej kolejny rozdział to głównie opis nauki i resocjalizacji Obsydian. Kręci się to wokół nauki oraz książek i nie byłoby ciekawe, gdyby nie parę zaistniałych tutaj rzeczy...

 

   Świat dookoła cały czas się rozwija, a raczej ukazuje nam swoje uroki. Bo kto by się spodziewał Crack... Znaczy Cracowa w tym fiku? Pewnie wielu bo z tego co pamiętam było o tym wspomniane rozdział wcześniej, ale nie powiem, że koncepcja miasta krów brzmi ciekawie. 

 

   Jednak główny wątek jest po prostu luźno i ciekawie opisany tak, że czytelnik się po prostu nie nudzi. Wszystkie interakcje pomimo śmiesznej logiki Obsy są zupełnie naturalne i nie wywołują innych reakcji jak właśnie śmiech, lekkie skonsternowanie, czy zdziwienie. Chemia między bohaterami po prostu jest widoczna (i chodzi mi o tą międzykuczą, nie szkolną). Twilight dla odmiany myśli i orientuje się, że jej podopieczna zna jednak jakiś dziwny czar, jednak działa to też z drugiej strony, gdzie Obsydian łapie, iż nie powinna używać go codziennie o tej samej porze. 

 

   Poza tym Obsydianka absolutnie nie radzi sobie w społeczeństwo. Jest totalnym zaprzeczeniem kontaktów międzyludzkich i to może nawet lepiej, że woli siedzieć w tej bibliotece cały dzień, zamiast wyjść na miasto, bo zaraz wszystkich wkurzyłaby tak, że roznieśliby ją na strzępy. 

 

    Ogółem fik opiera się na Obsydian i to widać. Jednak to dobrze że to widać, bo to najlepszy wątek w tym tekście. A teraz wybaczcie. Idę czytać dalej!:godpony:

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Ok... Widziałem całość... Nie mogłem się po prostu oprzeć pokusie!:pinkiehappy:
Pozwólcie więc, że ocenie dotychczasową całość.

 


   Kruchość obsydianu to naprawdę świetny fik, ale wiele nawiązań i wątków pochodzi bezpośrednio z serialu, więc warto go obejrzeć przed lekturą. Nie znaczy to jednak, że ktoś nieznający przygód mane six nie może się tutaj dobrze bawić. Ba! Nieznajomość przeszłości bohaterek może nawet pomóc w zżyciu się z główną bohaterką, ponieważ ona sama przespała całe tysiąc lat, a nie tylko i wyłącznie wydarzenia z serialu. Łatwiej nie mają też weterani kuców, ponieważ autor olał oficjalne zakończenie i kontynuuje opowieść na własnych torach, gdzie mane six zostały alikornami, a Sombra jak się okazuje był potężniejszy niż się zdawało.

 

   Bo o to przyszłość Equestrii jakieś 36 lat (o ile dobrze pamiętam) po zakończeniu serialu, a także co ważniejsze opowieść o przyszłości Kryształowego Imperium, które nie dało się skruszyć w tym brutalnym świecie. Wszystko teoretycznie jest git, mamy demokrację (to w sumie subiektywna ocena, że to jest poprawa na lepsze, ale mniejsza o to), Imperium się rozwija, ptaszki ćwierkają, główne bohaterki mają własne potomstwo, a także coś w stylu terytoriów (byle to do rozbicia dzielnicowego nie doprowadziło...).  Niestety ni z tąd, ni zowąd do Kryształowego miasta od tak wchodzi sobie jakiś minotaur. Prawie zabija parę kucy i ogółem sieje wpiernicz i zniszczenie. Na szczęście jednak nasza ulubiona wojowniczka, która otwiera wszystkim oczy, oraz podobno smakuje jak pewien rożek lodowy, pokonuje potwora i sielanka trwa dalej.

 

   Tyle że nie... Okazuje się, że takich gości jest więcej i teraz Cadence i Shining Armor nareszcie muszą zrobić coś poza magicznymi laserami miłości i polami ochronnymi, aby ocalić swoich poddanych. Co więcej jednym z tych – jak to nazwał autor – przebudzonych jest... Córka samego Sombry we własnej osobie. Tak. To jest Obsydian nasza główna bohaterka, która przez kolejne kilka godzin będzie jojczeć, że: "O Czcigodny Ojcze! Nikt mnie nie tytułuje jak należy! Łóżko jest za miękkie, pożywienie za dobre, a kuce zbyt miłe i nie chcą mnie bić! Szybko wracaj z grobu i pobij mnie, albo najlepiej zabij, abym odpokutowała za niezabicie tych księżniczek swoim jedynym ofensywnym czarem jaki znam przy osłabionych siłach i niedożywieniu!"

 

   Absolutnie tutaj nie wyolbrzymiam, ponieważ to właśnie z takimi problemami styka się główna bohaterka. Jedni mogą uznać to za żenujące, inni za męczące, ja natomiast uważam to za zabawne, ponieważ takie właśnie jest. Obsa rozbawia również, kiedy styka się z nowoczesnymi wymysłami cywilizacji, jak chociażby kod kreskowy który służy jej później do ciągłego porównywania czegoś, co jest posegregowane i ułożone.

 

   Ciekawe są również nowe postacie, a najbardziej podoba mi się chyba pewien filozof z Ponnyv... Ponytown, a także jedno z dzieci naszych bohaterek. O kim mowa? Oczywiście jak przeczytacie to się dowiecie!

   Trudno mówić dalej o Obsydiance bez spoilerów, a nawet spoilując dla tych, którzy lubią spoilery tutaj byłoby to zbyt niemiłe, abym się na to zdecydował. Czytanie o przygodach i problemach dziwnej nastolatki – która właściwie nie różni się za bardzo od tych dzisiejszych – jest zwyczajnie wciągające, a zabieranie możliwości poznania historii samemu wypada tu zbyt okrutnie. 

 

   Pomijając jednak wątek głównej bohaterki, ciekawie wypada także historia o sługusach Sombry. Okazuje się bowiem, że pojawiają się co pewien czas i mimo że większość udaje się wyłapać, to nie wszyscy są tak skorzy do współpracy jakby się mogło wydawać. Poza tym nasze zdziwione tym z jakiegoś powodu kuce odkrywają, że oprócz drogi do krzyształowego serca, były także inne tajemne przejścia i teraz trza szukać tam wskazówek na temat przebudzonych, bo głupie kuce nie zrobiły tego wcześniej. 

 

   No i Luna ma tutaj jakiś problem... Ale ona ma problemy w prawie każdym fiku, więc nie ma co narzekać. 

 

 

 

 

Werdykt jest jeden: Ghatorr ma pisać kolejne rozdziały, jak skończy trza mu dać rekomendację na epicki fanfik, a wy wszyscy którzy to czytają macie sami sięgnąć po ten tekst. 

 

Sayonara. Widzimy sie w komentarzach do wiedźmy!:portalflank:

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

  • 3 months later...

Kolejny fik, którego jakimś cudem nie skomentowałam, choć powinnam była to zrobić już dawno temu, szczególnie że prócz korekty robię tu prereading. Co obecnie sprowadza się głównie do krzyczenia na autora, że ma pisać. (Spoiler: nie słucha).

KO ma wiele zalet, spośród których wymienię kilka:

  • sam pomysł – uwielbienie autora do Sombry spowodowało, że wpadł on na ideę pisania nie o nim samym, ale o jego nastoletniej córce, co połączył z przesunięciem czasu akcji o kilkadziesiąt lat do przodu w stosunku do tego, co znamy z serialu. Podoba mi się ten punkt wyjścia i możliwość poznania tej nowej Equestrii z punktu widzenia kogoś, kto nie tylko urodził się ponad tysiąc lat wcześniej, ale też zna zupełnie inną wersję niektórych wydarzeń historycznych.
  • postaci, które od razu zapamiętuję i które wywołują sympatię – są dość zróżnicowane, by mi się nie mylić, mają przemyślane cechy i design, nie są tylko tłem.
  • widoczny rozwój Equestrii – widać, że pod rządami ośmiu księżniczek kraj nie stoi w miejscu, pojawiła się między innymi technologia oparta na kryształach, Ponyville rozrosło się w Ponytown, a dodatkowo pojawiły się znaczne wpływy kultury i sztuki Kryształowego Imperium.
  • przemyślane, prawdopodobne reakcje Obsy na współczesny świat – podobają mi się te szczegóły jak zbyt dosłowne rozumienie powiedzeń, zafascynowanie kodami kreskowymi i oburzenie postępującym w społeczeństwie Equestrii egalitaryzmem.
  • zróżnicowanie gatunkowe postaci, będące jednym z widocznych efektów istnienia Szkoły Przyjaźni – podoba mi się, że działająca od kilkudziesięciu już lat szkoła ma realny wpływ na stosunki Equestrii z innymi państwami, a kucyki uczą się tolerancji i (prawdopodobnie) nie panikują już na widok każdego nowego mieszkańca miasteczka, który nie wygląda jak one.
  • wspaniale irytująca Ambrosia – pomysł na arystokratyczną jednorożkę z obsesją na punkcie wsi i jej wyidealizowaną wizją jest cudowny w swoim absurdzie. Reakcje czytelników zresztą też.
  • charakterystyczny, ghatorrowy humor i styl, który skutecznie bawi i zaskakuje już od czasów Czterogodzinek.

Jak to przy wielorozdziałowcu, autor nie wystrzegł się też błędów:

  • charakterystyczny, ghatorrowy styl – wszystko fajnie, ale spróbujcie wstawić przecinki do zawiłego zdania pięciokrotnie złożonego. Czasem naprawdę nie wiem, co w danych miejscu zrobić, a najłatwiej by mi było dany fragment przepisać w prostszym stylu, zamiast zgadywać, jak należycie okrasić go interpunkcją.
  • bardzo wolne tempo, wprowadzanie wielu postaci i zbyt szczegółowe opisywanie rozmów, które można by streścić dwoma zdaniami w innej scenie – to wszystko powoduje, że mimo siedmiu wydanych rozdziałów czytelnicy nie wiedzą jeszcze, o czym tak naprawdę jest fik i na czym będzie skupiać się jego fabuła, a zamiast rozmów o jabłkach i deszczu na pewno woleliby więcej akcji z samą Obsidian.
  • bardzo duży udział znanych z serialu postaci – łatwo jest zrozumieć udział w fiku Mane 6 i ich dzieci mieszkających w Ponytown, ale na przykład fakt, że
Spoiler

królem Griffonstone został nikt inny niż Gallus, jest już trochę naciągane, podobnie jak miasto nazwane Flimflam.

  • oburzający mezalians księcia Blueblooda z Applejack – HE. RE. ZJA.
  • leniwy autor – przygotowując się do napisania tego komentarza, odkryłam, że ostatni rozdział został wydany ponad półtora roku temu, 16 września 2020! Mimo próśb, gróźb i zakładów Gamoń wciąż nie skończył następnego, a ja w zasadzie straciłam nadzieję, że KO zostanie dociągnięte do końca. Co boli mnie szczególnie, biorąc pod uwagę, że wiem, co powinno być dalej, jest to moim zdaniem dobre i ciekawe i chcę rozwinięcia fabuły, a Gamoń jest koszmarnym leniem i nie pisze, kryjąc się za milionem coraz to nowszych wymówek.

P. S. A Sombra nie żyje i nie wróci.

  • Like 2
  • DEJ! 1
Link to comment
Share on other sites

  • 4 weeks later...

Przeczytałam parę dni temu, czas na komcia.

Zacznę od tego, że cieszę się, że KO wróciło po tak długiej przerwie i mam nadzieję, że kolejne rozdziały ukażą się w miarę szybko (choćbym musiała szantażować autora przez najbliższe parę lat). Mam też nadzieję, że to co dostaliśmy, to raczej kwestia tekstu pisanego głównie po to by przełamać pisarskiego bloka, ponieważ te 44 stron pozostawiło po sobie... jedno wielkie nic. Gdyby napisał to ktoś inny i gdyby była to przerwa w akcji w tekście, który ma jej naprawdę dużo, to myślę, że byłabym nawet zadowolona.

 

Rzecz w tym, że to VIII rozdział KO, 44 strony SoLa, które nie prowadzą do niczego. Nie ma też za wiele humoru i ghatorryzmów, które by to podciągnęły na tyle, by dało się zapomnieć o wadach.  A te są znaczne - nie jestem osobą, której przeszkadza to, że w Obsydiance akcja jest dość powolna, a tekst skupia się na postaciach i ich relacjach, ba uważam, że to naprawdę przyjemne. Tylko są jakieś granice. Fabuła w tym rozdziale stoi w miejscu. Jedyne nowe rzeczy, jakie dostaliśmy, to lekcje Obsidian, jej interakcje z Papillą, Fireboltem oraz z Joy, ale nawet one za wiele nie wnoszą - Siddy jest zacofana, ale nie może uwierzyć, że nie, czcigodnieojcuje i nie umie w interakcje społeczne. A i przyjaźń jest tu tak samo powierzchowna jak w serialu. I uważam, że dobrze, że nie ma jakiejś nagłej przemiany, a wszystkie zmiany są powolne i naturalne - np. to, że może zacznie więcej jeść, by zbudować mięśnie, by lepiej walczyć. Fajnie też wychodzą pewne rzeczy - Obsy walczy jak walczy, bo uczył ją gryf. Trochę dziwne, że Sombra nie załatwił jej nauczyciela-jednorożca, w końcu oczywiste, że gryf, nie może korzystać z telekinezy, więc nie nauczy jednorożki walczyć tak jak powinna. Z drugiej strony, może zamierzał zrobić to później lub... Obsidian ma braki w edukacji, ponieważ Sombra nie chciał by była za silna. Bał się, że młoda się zbuntuje i go zdetronizuje. Brzmi jak coś, co by zrobił dobry dyktator, który znęca się nad własnym dzieckiem.

 

Obsy zastanawia się też nad swoją matką. I zastanawia mnie, czy to jakiś foreshadowing, czy scena, która nie ma głębszego znaczenia i po prostu jest częścią kreacji charakteru głównej bohaterki. Ciekawi mnie jak to się dalej rozwinie - czy zacznie szukać, drąży, czy w końcu odkryje coś, co sprawi, że zmieni zdanie o swoim czcigodnym ojcu?

 

Kolejną ważniejszą sceną jest rozmowa Twilight z Fluttershy i podane przez Księżniczkę Dobroci informacje. Ba, po tej scenie liczyłam, że jeszcze w obrębie tego rozdziału dojdzie do spotkania Flutterki i Obsydianki, a sprawa skażonych zwierząt pchnie fabułę do przodu. Tak się jednak nie stało.

 

Za to dostaliśmy sceny Firebolt-Proskenion i Ambrosia-Sebright, które określiłabym mianem "zapychacza najgorszego sortu" i znowu, może nie byłyby złe, gdybyśmy po prostu dostali więcej akcji. Ale tak, Firebolt i Proskenion dyskutują o Obsidian, którą jeden ma uczyć, a drugi zamienił z nią parę słów. Rozmowa brzmi trochę jak:

- Fajna laska?

- Nie wiem.

I nic nie wnosi. Zupełnie nic. Może to, że ci dwaj znają się z widzenia i Proskenion jest tym irytującym typem przymusowego kolegi, który sam wpycha ci się do życia, ładuje punkty w przyjaźń, a przez specjalną umiejkę i wysoką charyzmę sprawia, że za bardzo nie masz jak z tego zwiać, a czasami to sam wątpisz w to, czy w ogóle chcesz zwiać z tej relacji. Mimo wszystko, biedny Firebolt, szkoda, że ta interakcja na tym etapie w sumie nic nie wnosi.

 

Ale cały POV Ambrosii to: wujek dał jej 2 bilety, matka nie zdąży wrócić na czas, musi znaleźć towarzysza, nie ma kogo, bo wszyscy są zajęci lub zbyt wiejscy... Czy to doprowadzi do spotkania z Obsidian (mam nadzieję, że nie, bo wersja, w której Ambrosia zaprasza z własnej woli Siddy, której nie lubi i to w sumie z wzajemnością, byłaby naciągana jak gacie w rozmiarze XS na tyłek Kim Kardashian)? Chyba nie, chociaż niewykluczone, że to tylko podpucha. Ale podczas wielkiego obierania jabłek i kontemplacji chłopofilstwa, Ambrosia poznaje Sebę, córke króla Gallusa i królowej Silverstream, która dorabia u rodziny Apple, bo jej ojciec skąpi na kieszonkowe. Z jednej strony, to zabawne, że w tym świecie się potyka co krok o rodzinę królewską, a z drugiej... Akurat skąpy Gallus mnie rozbawił. Ale no, zakumplowały się. Spoko. Zaraz, o czym był ten fanfik?

 

No właśnie. Naprawdę nie wiem, co chłopofilskie POVy Ambrosii wnoszą do fabuły. Póki co, to córka Applejack jest po prostu bohaterką drugo, jeśli nie trzecioplanową i sama historia nie wskazuje na to, by to się za bardzo miało zmienić. Bo historia niemal stoi w miejscu. A obieranie jabłek i wsadzanie kolejnych postaci, które... nie robią nic sprawia, że naprawdę nie wiem dokąd to czasami dąży, ba wygląda jak kolekcjonowanie Pokemonów, tzn. OCków, które... gdzieś sobie są i mają jakiś design i osobowość, no i mnóstwo komiszów (niektóre dopiero powstaną w ilościach hurtowych!), a które nie mają znaczenia dla fabuły czy budowania głównych postaci.

 

Jeśli się mylę i Ambrosia, Proskenion, Firebolt, Sebix i ktokolwiek inny (może chociażby tamci Przebudzeni, hmm?) są ważni i spełniają inną rolę niż "są związani z X, który był w serialu), to udowodnij mi to w kolejnych rozdziałach. Jeśli te sceny były kluczowe, udowodnij mi to. Z przyjemnością doświadczę pokazu "jesteś gupia, Cahan, nie znasz się i nie dostrzegasz mojego kunsztu i geniuszu". W skrócie - pisz dalej, Gamoniu, pisz częściej, Gamoniu i rusz tę akcję do przodu. Podlej to radosnym szaleństwem, mniej się przejmuj, czy to poważne, sensowne i ułożone.

 

Zastanowiłabym się też mocno nad pewnym ograniczeniem liczby bohaterów. Kiedy jest ich dużo, to część z nich siłą rzeczy jest tylko tłem. I sądzę, że szkodliwe jest nadmierne rozwijanie tła. Weźmy takiego "Wiedźmina" i drużyny krasnoludów. Z grupy Yarpena znamy w sumie... Tylko Yarpena, reszta jest tłem, tylko wymienionym. Podobnie jest z grupą Zoltana - znamy Zoltana i Schuttenbacha. Jeśli jakaś postać dostaje więcej czasu antenowego, to robi się to w jakimś konkretnym celu.

 

Daję 6/10, stać Cię na więcej.

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

W końcu od dłuższego czasu uraczyłem się jakimś ficzkiem z MLP, i Oh Boy, nie byle jakim. I chociaż narzucają mi się oczywiste podobieństwa do Past Sins, jednak jest to coś innego, oryginalnego. Problemy z jakimi zmaga się pisarz i jego bohaterowie są specyficzne i ładnie ujęte na kartach opowiadania tworząc spójną i zgrabną całość. I muszę to teraz zaznaczyć: Ghatorr, byłby z Ciebie (jest?) dobry psycholog. Obsidian jest słodka i gorzka, buntownicza i zachowująca kamienny spokój, dobra i mroczna… No po prostu świetna kreacja postaci, a w dodatku – chociaż może źle to zabrzmi – na jej osobie jak na zwierzątku doświadczalnym mamy szansę prześledzić jak zmienia się psychika, jak nagina się ona wpuszczona w obcy system, jak błądzi, znajduje kompromis między dawnymi przyzwyczajeniami i nowymi wytycznymi, między światem zewnętrznym i wewnętrznym… A to wszystko okraszone w swobodny i humorystyczny styl.

 

O światotworzeniu już było w innych komentarzach, więc teraz trochę bełkotu psychologicznego. Odnoszę się do całego utworu. Uwaga na spoilery.

 

Zastanawia mnie, w jakim stopniu autor rozplanował i rozpisał sobie uprzednio fabułę, szkic tworzonego uniwersum, a w jakim rozwija wątki na freestylu. Pewnie coś pośrednio, jak to w pisarskim świecie bywa, ale chciałem docenić konsekwencję niektórych zdarzeń: przebiegła Obsidian znajduje w pamięci odwołanie do przysięgi składanej Twilight o wstrzymywaniu się przed agresją w kierunku innej istoty, ale tylko w obrębie Ponytown. Jakby mózg był matematyczny, to właśnie dodał do siebie macierze i wyszło mu, że Obsy, pozwalam ci sieknąć Starlight czarną magią.

 

Inny przykład, Papilla. Od początku wydawał mi się podejrzany, więc nie było dla mnie w VIII rozdziale zaskoczeniem, że ma trochę krytyczne zdanie na temat magii przyjaźni.

 

Co mnie urzekło to możliwość zastanowienia się jak ewoluują kwestie moralne i etyczne, jaki mają wpływ na funkcjonowanie społeczeństwa ale i życie pojedynczego obywatela, jak, dzięki wglądowi w myśli Obsidian i Twilight i ich rozmowom, możemy znaleźć logikę w różnych systemach politycznych i formach sprawowania władzy, strukturach społecznych, dlaczego się utrzymywały i dlaczego jeden jest w wybranych aspektach lepszy od drugiego. Oprócz tego razem z Obsidian próbujemy zrozumieć ideę magii przyjaźni i to w dwójnasób; z czystego zainteresowania i chęci zyskania przewagi nad „przeciwnikiem”. Dzięki temu autor może z czytelnikiem od podstaw rozpracować całą tą magię przyjaźni, jaki ma sens, jakie ma znaczenie psychologiczne i socjologiczne.

 

Obsidian jest zaiste ciekawom klaczom. Niektóre jej cechy mógłbym przypisać sobie z pewnego okresu życia (chociaż nie, nie jestem potomkiem mrocznego króla ani nie zahibernowano mnie na 1000 lat), więc może łatwiej mi jest zrozumieć… Zaraz, czy autor nie próbuje aby właśnie zrozumieć jak warunkuje się czarny charakter? No bo załóżmy, że Sombra nie przegrał, Kryształowym Imperium włada jego żelazne kopyto, a Obsidian realizuje jego niecne knucia i intrygi, sycąc się jego naukami, trenując pod zwierzchnictwem wyznaczonych przez niego sług, chłonąc esencję czarnej magii? Czy mogłaby wyrosnąć na kucyka okrutnego i bezwzględnego? Cóż, sprawy w fanficu potoczyły się jednak inaczej, więc się tego nie dowiemy.

 

Została wybrana ciekawsza opcja. Wyrwana z macierzystego środowiska, targana przez świat którego nie poznawała, prowadzona przez „słabe” kuce które się nad nią „litowały”, zobowiązana przeszłością i stawiająca niepewne kroki we współczesności, do tego nałogowo wypalająca sobie emocje… To tworzy mieszankę o sporym potencjale do poprowadzenia fabuły w interesującą stronę. Takie zabiegi jak nieplanowany wypad do Everfree czy inspekcja lizaka świetnie wyciągają z Obsidian jej tak bardzo naturalne, choć skrajne, zachowania. Poziom empatii Ghatorra względem Obsydianki is over 9000.

 

Ciekawszą jeszcze od Obsydianki kreacją postaci, choć nie postacią samą w sobie, jest natomiast według mnie król Sombra. Przede wszystkim dlatego, że nie występuje osobiście jako aktor na scenie opowiadania, ale jest budowany poprzez odwołania i nawiązania do niego, w szczególności cytaty pojawiające się w głowie jego córki. Gdyby wprowadzić go do akcji, byłby materialny, z krwi i kości, może przewidywalny, a tak narasta wokół niego taka mroczna aura, mityczna otoczka, jak wokół Xardasa z Gothica I i III, dopóki go nie spotkamy (kto grał ten wie).

 

Co do reszty postaci odniosę się ogólnikowo, zostały jak dla mnie opisane dobrze, choć bez rewelacji. Nie wiem, czy trudniej było rozwinąć charaktery na podstawie istniejących serialowych postaci, bo musiały stanowić ich continuum, czy wykreować nowe, bo trzeba nadać im unikalne cechy i odpowiednio wpleść w opowieść, ale jedne i drugie wyszły nieźle. Chociaż „genialne pomysły” Twilight to trochę egzageracja i pole do podśmiechujek, poza tym Twilight spełnia się w roli Twilight jak Twilight.

Kilka luźnych myśli.

 

Chciałem jeszcze zwrócić uwagę na to, jak ciepłe, serdeczne relacje i pozytywne uczucia (Joy) wypierają buntowniczą naturę i solo-walkę z całym światem (Obsydian). Jak to się skończy nie wiem, ale biedna ta Obsidian. Ops, sorry. Ulitowałem się nad nią.

 

Oprócz tego zagadnienie czy człowiek (kuc) jest z natury dobry. Cóż, każdy postępuje logicznie… Każdy rodzi się dobrym, ale poddawany złym wpływom może stracić rozeznanie co jest działaniem destrukcyjnym, a co konstruktywnym. Pojęcie dobra i odczuwanie empatii jest potrzebne społeczeństwu, żeby je spajało i nie popadało ono w dezintegrację. Obsidian zdaje sobie sprawę, że wyrządziła krzywdę bliźniemu i odcisnęło to w niej traumatyczny znak. W ogóle co ja pierdzielę, nawet bez tego faktu nie jest krzty zła, jeśli zło zdefiniujemy jako świadome czynienie krzywdy pośrednio lub bezpośrednio drugiej istocie.

 

Fajnie, że mamy pierwszorzędowy wgląd w zebrania alicornów. Trochę to rozjaśnia, w jaki sposób sprawowane są rządy w Equestrii.

 

Znalazłem lekkie nawiązanie do wolności sztucznej inteligencji w słowach Obsidian z VII rozdziału strona 2.

 

Ciekawi mnie, jak subiektywnie Obsidian odczuła ten skok czasowy o 1000 lat wprzód. To znaczy, są opisane jej myśli, ale to nie ten najwyższy stopień doświadczenia o którym mówi Platon, przeżycie czegoś. Czy „odczuła” go drastycznie, zmieniła się jej percepcja, czy to było jak zaśnięcie i przebudzenie się.

 

Co do narzekania…

 

Seriously, czy żarcie jest aż tak istotną wartością? Miałem wrażenie, że gdy ledwie zaburczy im w brzuchu to jakby odczuwali fizyczny ból, jakby byli na głodówce przez kilka dni i to zamknięci w jaskini, gdzie nie ma się skupić na czym innym tylko obiedzie który dominuje ich myśleniem. Ja rozumiem, że sztuka kulinarna to bogata dziedzina i autor może mieć zajawkę na szerokie opisy egzotycznych potraw, ale czasami szedłem za rozumowaniem głównej bohaterki, że oni są jednak pod tym względem naprawdę zepsuci.

 

Co więcej… Czasami miałem wrażenie, że pewne postacie były wprowadzone tylko po to, by znaleźć w nich refleksję zachowania Obsidian. Hm, może to i dobrze? W końcu to z jej punktu widzenia prowadzona jest narracja i jej świat zgłębiamy.

 

Jak dla mnie to nie minus, że postacie i wątki poboczne są rozwijane i tempo akcji jest powolne, ale w rozdziale VIII te same problemy z jakimi zmaga się Obsidian, z jakimi bije się w swoich myślach zaczynają się już nieco dłużyć.

 

Podsumowując, pożarłem bardzo obiecującego fica, więcej uwag nie pamiętam. Taka myśl mnie naszła, że w oryginalnym serialu kucykowym fabuła skończyłaby się na przeczytaniu przez Obsy dziennika przyjaźni, ściana końcowa, Myy Little Pooonyy, frieeeeeeends.

 

Ale nie, ona go zreinterpretuje dla swoich niecnych celów. Tylko czy w czasie swojego systematycznego planowania wskrzeszenia Sombry albo jego idei, nie zrozumie czasem czym jest ta przyjaźń? To w następnym odcinku. Pisz Ghatorr, bo dobrze Ci idzie. Dziękuję, do widzenia!

Edited by Favri
  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

I kolejny rozdział za mną. Przyznam, ze oczekiwanie trwało długo, ale w zamian dostałem sporych rozmiarów rozdział. Rozdział z jednej strony wypełniony treścią, a z drugiej taki trochę pusty. Ale po kolei. 

 

 

Zacznę od scen i elementów, które mi się w tym rozdziale podobały. Zdecydowanie szermierka z kucharzem. To chyba jedna z najlepszych jakie się tu pojawiły. Oglądanie Obsidian próbującej pokonać kucharza w szermierce było cudowne. Aż trochę czułem tą jej narastającą frustrację. 

Podobało mi się również to jak Obsidian zaczęla rozbierać magię przyjaźni na składowe. To jej analityczne podejscie jest urocze i mam wielką nadzieję, że będzie dalej rozwijane i zostanie jednym z głównych wątków (bo to niestety nie jest pewne, biorąc pod uwagę kilka innych wątków obecnych w fiku). No i Obsidian plus Joy. Ciekawy wybór na pierwszą przyjaciółkę, ale podoba mi się. 

Spoiler

Czekam aż w następnym rozdziale Obsidian odkryje, że ta przyjaźń ani trochę nie zwiększyła jej mocy. A może...

 

Ale mam też kilka uwag. A w zasadzie jedną, tyczącą się kilku scen. Mianowicie jest tu kilka fragmentów kompletnie do niczego niepotrzebnych. Chociażby ta akcja z biletami, czy rozmowa Prosceniona i tego drugiego o obsidian. Owszem, są całkiem spoko, ale mam wrażenie, ze nic w sumie nie wnoszą i tak trochę zapychają fabułę. No chyba, że Ghator jakoś je wykorzysta (na przykład Ambrosia zapraszająca jednak obsidian). Chwilowo jednak, trochę to meh. 

 

Ogólnie, przyjemny rozdział, choć nie pchnął fabuły aż tak bardzo do przodu. Czekam na więcej

 

 

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

  • 3 weeks later...

A więc bierzemy kromkę chleba, nóż i zaczynamy smarowanie. Dziś na warsztat idzie "Kruchość Obsydianu". Sam fanfik zaciekawił mnie, po tym jak społeczność discordowa zachęcała autora do dalszego pisania. Wszedłem, przeczytałem i co? Właśnie, zaczniemy najpierw od skróconej fabuły. Uwaga Spoilery!!!

 

Trzy dekady po ponownym pojawieniu się Kryształowego Imperium, złodupce Sombry budzą się z hibernacji i nie mogą pogodzić się ze stanem rzeczy. Jednym z przebudzonych jest Obsydian (btw męskie imię dla klaczki!?) Nastoletnia córka Króla Sombry. Twilight Sparkle bierze ją pod swoje skrzydła i próbuje przywrócić jej jasną stronę mocy. Tak w dużym skrócie .

 

Podoba mi się kreacja świata po trzech dekadach po fabule serialu. Mane6 zostały alicornami, tak jak w niektórych teoriach spiskowych o zakończeniu serialu. Pojawiło się nowe pokolenie. Poznaliśmy potomków Pinkie, Applejack, Fluttershy i Rainbow. Dziwi mnie fakt, iż Rarity, która lgnęła do ogierów jak pokręcona, nie doczekała się latorośli. Twilight Sparkle też jest bezdzietna. Bohaterowie starzeją się i mają coraz bardziej wywalone na to co dzieje się w Equestrii (tak, chodzi o Shininga).  Byle tylko było wygodnie w pałacowych pieleszach. 

 

Druga sprawa, podoba mi się nowy zamek Twilight i jego mieszkańcy. Płatny zabójca w roli kucharza to wyśmienity wybór, rój changelingów uznających Twilight za swoją Królową matkę i ogólny pałacowy klimat. Jest to opisane bardzo dobrze. Kreacja samej Starlight G. jest wręcz wyśmienita. Widać, że dojrzała i stała się typową mentorką. 

 

Obsidian. Główna postać wykreowana jest dobrze. Możemy poznać jej historię i typowe dla nastolatek "widzimisię". Dowiadujemy się, że jest córką Króla Sombry i przyszła na świat przed dziesięcioma wiekami. Wraz ze zniknięciem Kryształowego Królestwa, zapadła w letarg, przebudzając się 30 lat po jego powrocie. Wydaję mi się, że imię pasuje bardziej do ogiera. Smuci fakt, że klaczka nie jest dość przejęta zmianami jakie zaszły w Equestrii, a biorąc pod uwagę, że minęło 1000 lat, powinna być w niemałym szoku przez co najmniej dwa tygodnie. Dopiero wtedy powinno odbyć się jej szkolenie. Tymczasem Obsi ma wywalone. Uczy się od Twilight i pomniejszych nauczycieli, żeby mieć święty spokój. Sekretnie używa czarnej magii by wyczyścić umysł, lecz zostaje przyłapana na gorącym uczynku. 

 

Wątek poboczny traktuje o Mane6 i poszukiwaniu przebudzonych. Mamy zapowiedź powrotu króla w formie mrocznych kryształów pojawiających się tu i ówdzie. Czyżby Sombra przetrwał drugi zamach na swoje życie i może zregenerować się z samego rogu jak Wolverine czy inny Deadpool? Wszak wiemy iż Obsydia (wolę tą formę imienia) słyszy w głowie głos swego ojca i to, iż nie wiemy czy są to wspomnienia, czy po prostu umysł Sombry się uchował i zamierza powrócić. A może Obsydia ma być nowym ciałem Sombry? To mi coś przypomina… 

 

Może to i moje wypaczenia, ale widzę tu mocne nawiązania do Gwiezdnych Wojen. Pierwszym z nich jest rada alicornów. 12 klaczy spotyka się w jednym miejscu w formie hologramu, by omówić ważne państwowe sprawy zupełnie jak rada jedi. Starlight Glimmer zachowaniem przypomina starego Obi Wana i staje się autorytetem dla Obsydii i wreszcie wcześniej wspomniany przeze mnie domniemany wątek Obsydii jako nowego ciała Sombry. Czy tak będzie? Zobaczymy w dalszych rozdziałach.

 

Forma. Justowanie jest, błędów nie ma, aczkolwiek fabuła wlecze się jak flaki z olejem.  Dotychczasowe osiem rozdziałów skompresował bym do sześciu i sama akcją nabrała by werwy. Tymczasem mamy tu sztuczne rozciąganie tekstu. Co mi nie leży, to wątek książki kucharskiej z czasów dzieciństwa Obsydii. Mamy napięcie, mamy piękne budowanie wątku i... No właśnie i co dalej? Wątek po prostu został urwany jakby nic się nie stało. Nie mamy nawet potwierdzenia czy miała wywalone na jedzenie z jej czasów, ani nawet komentarza Twi w tej sprawie. Wątek po prostu się urywa i zaczyna nowy, zupełnie nie powiązany z tematem.  

 

Ghator i Rarity odwalili kawał dobrej roboty, lecz przed nimi jeszcze sporo pracy, by zakryć fabularnej dziury czy nieco przyspieszyć akcję. 6/10.

 

Ghator pisz dalej, bo jak nie, to wypuszczę moją wersję Obsydianki..

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

  • 4 weeks later...

Dziś delikatna odmiana - na forum trafia nie jeden, a dwa rozdziały, jeden normalny, a drugi specjalny, pozbawiony Obsidian i skupiający się na wydarzeniach w innym miejscu świata. Jeszcze mi nic w tym opowiadaniu krwi nie napsuło jak ten dodatek extra. 

Bardzo dziękuję Rarity i Gandzi za korektę, mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczycie, a szkody zadane psychice były tymczasowe. 

 

Rozdział VIII Extra – Pościg Applejack

Rozdział IX

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

No nareszcie. Nie tylko te dwa nowe rozdziały, co miały wyjść ponad pół roku temu, ale jeszcze zaginione wątki i akcja. I ghatorryzmy wróciły.

 

Rozdział specjalny okazał się... zaskakująco mało specjalny, sądzę, że powinien być uznany za normalny, ponieważ mam wrażenie, że był niezbędny. Bez niego Chrupkość Obsydianki byłaby po prostu niepełna. Bo tego... Mamy tych Przebudzonych, mamy kiciusia, mamy Applejack, która poleciała się nim zająć, ale wróciła i to miałoby być tyle? No bez jaj, chyba nie. Bez tego rozdziału czułabym się cholernie zawiedziona i oszukana.

 

Tymczasem mamy akcję, mamy humor, mamy nowych bohaterów, którzy są przedstawieni akurat na tyle, na ile jest to potrzebne (lub zabawne). Świat ruszył, tekst się odkorkował. W KOŃCU. To naprawdę była dla mnie ogromna ulga, szczególnie, że magia runiczna i kiciuś okazali się całkiem ciekawi i rzucający nowe spojrzenie również na Sombrę i Obsidian. Chociażby na to jak Sombra ją katował, ale według kiciusia ją kochał, a ona była słaba i do niczego.

 

Podobała mi się Applejack w tym rozdziale, a ja nie lubię Applejack, może dlatego, że w serialu zrobili z niej straszną idiotkę i prostaczkę. A ta tutaj... Jest całkiem inteligentna i sympatyczna. A jednocześnie na tyle znajoma by nie być out of character. Plus również za bliźniaków z Flimflamu, mimo że pojawił się tylko jeden (nie wiem który, mylę ich i nie mam pamięci do imion), ta scena była cudowna. Poza tym, dobrze widzieć, że ktoś jest kompetentny. Również pieski i ich lojalność tylko wobec Kryształowej Dynastii na plus.

 

W ogóle nie ma w tym rozdziale rzeczy, która mi się nie podobała, był zwyczajnie ciekawy i taki w sam raz. No i w końcu zobaczyliśmy, że są istoty, które są w stanie zagrozić alikornom (kiciuś mógłby zabić AJ, gdyby był rozsądniejszy). Swoją drogą - AJ powinna wypełnić rozkaz i dostarczyć go do schroniska dla zwierząt w Abyssini.

 

Ogółem - miło widzieć w akcji kompetentnych bohaterów, którzy robią coś innego niż magia przyjaźni. I trochę żartów.

 

Mimo wszystko, miałam wrażenie, że rozdział był wymęczony i pisany z trudem. Nawet nie wiem skąd i jak, ale to coś, co po prostu się wie.

 

IX wraca do Obsidian (i nie tylko) i kontynuuje wątek Fluttershy. Samo spotkanie z Księżniczką Dobroci było... Nieco rozczarowujące. Nie dlatego, że coś było źle, ale liczyłam na więcej interakcji tych bohaterek. No i Fluttershy ma zdecydowanie więcej rozumu niż Twilight. Zaczynam dochodzić do wniosku, że byłaby lepszą opiekunką Obsydian niż Twilight. Doświadczenie ze zwierzętami i źrebakami robią swoje. Poza tym... O dziwo wydaje się bardziej stanowcza - choćby ma rację z tym "księżniczkowaniem". Obsy jest teraz księżniczką niczego, chyba że chcą jej przyznać honorowy tytuł by jej nie było przykro. Myślę też, że karny pierścień antymagiczny by się jej przydał. Nawet na parę miesięcy.

 

Muszę też pochwalić potęgę ptaka Verderera. To jest fanserwis, o jaki nic nie robiłam!

 

No i Obsydian też ma ptaka... Zwierzęcy sidekick, jak cudownie... I do tego to imię... Ktoś straci płot. W sumie najciekawsze jest to, że ptak rozpoznał w niej rodzinę królewską. Niby jak? I jak one to robią? Czy chodzi o coś tak błahego jak sposób wysławiania się?

 

To jedna z paru rzeczy, które mnie mocno zaintrygowały, pozostałe to:

1. Obsidian nigdy nie widziała jak Sombra wypala sobie emocje. Pewnie dlatego, że tego nie robił, szczególnie, że wydaje się kimś, kto wyładowywał swój gniew często, chętnie i intensywnie. Zastanawiające jest to, że wypalał je podwładnym. Czy tylko po to by tłumić bunty? Jakie efekty uboczne, o których nie wiemy, ma to zaklęcie?

2. Co Obsidian zrobiła z Kryształowym Sercem? I czy to za to skatował ją Sombra, kiedy miała 5 lat?

3. Uwaga Proskeniona o jej rogu i wschodnim pochodzeniu. Cóż, Sombra musiał skądś pochodzić. Liczę na zbadanie tego kierunku.

4. Grób Sombry jest pusty. Czyżby czcigodny tatuś jednak żył, wbrew zapewnieniom autora? Ale co tam robi kryształowa róża? Działalność jakiejś jego kochanki? Czy w KO jest Radiant Hope?

 

Tyle pytań... Osobiście podejrzewam, że Sombra był weebem, który zgwałcił kryształową księżniczkę (lub na niej eksperymentował) i tak powstała Obsidian. A jej matkę zwyczajnie zabił. A samej Obsy z jednej strony nienawidził, a z drugiej potrzebował do czegoś...

 

Na plus interakcje Obsy i Proskeniona, misja w poszukiwaniu biblioteki, humor, interakcje Flutterki i Twilight. Na minus wątek Ambrosii, który jak zawsze nic ciekawego nie wnosił, ale w sumie był potrzebny by go domknąć po ostatnim pokazie chłopofilstwa.

 

Ogółem: bardzo na plus w stosunku do poprzednich, nudnych rozdziałów.

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

  • 2 months later...

Wiecie, Ghatorr - jeśli chce - potrafi być bardzo przekonujący, jeśli chodzi o namawianie ludzi do pisania komentarzy. Możesz odsunąć ten pistolet od mojej głowy?

 

Przeczytałem parę nowych rozdziałów i ogólnie bardzo mi się podobało. Jakoś polubiłem te perypetie młodej, nieprzystosowanej do życia w nowoczesnym społeczeństwie klaczy. Bardzo pomaga tu fakt, że Obsidian jest córką jednego z największych serialowych złoczyńców i jej uwielbienie do ojca widać za każdym razem gdy próbuje zrozumieć współczesny świat.

 

Miło też, że autor nie zapomniał o tym, że na potrzeby fanfika stworzył parę...naście innych postaci i faktycznie ich używa, w najgorszym wypadku coś planuje z nimi zrobić, a nie robią tylko jako fillery zapychające tło.

 

Nieco mniej podobały mi się sceny, hm, akcji? Chodzi mi tu głównie o wątek północny czy [tu był spoiler z niewydanego jeszcze rozdziału, czasem dobrze być korektorem mającym wgląd w przyszłe wydarzenia]. Rozumiem ich znaczenie dla narracji, budowania świata przedstawionego czy jego wpływ na kreację postaci głównej bohaterki, ale jak dla mnie - fabuła mogłaby się koncentrować tylko na slice of life w Ponytown i nadal czytałbym to z przyjemnością.

 

Technicznie jest bez zarzutu i nie piszę tego tylko dlatego, że mogłem maczać w tym palce. E-e. Wcale. Jestem skromnym człowiekiem.

 

PS. ObsyXVerderer OTP

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

  • 4 weeks later...

Przed wami szyderczy skrót Obsidianowej serii, a właściwie odcinka specjalnego, ale najpierw poznajmy historię kota, co runami miota. Zaczynajmy

 

A tak bardziej poważnie Rozdział 8,5 przypadł mi do gustu bardziej niż osiem pozostałych. Może dlatego, że jest to mała odskocznia od głównej bohaterki jaką jest Obisidian, a może dlatego, że Rarity w końcu pogoniła autora za zbyt wolne tempo akcji. Kto wie? Przejdźmy zatem do super skróconej wersji wydarzeń

 

Pocharatana Applejack przybywa do Twilight I zdaję jej raport z udanego polowania na Kota. Tyle w temacie.

Podoba mi się forma, z jaką się tu spotkałem. Mianowicie przeplatanie się rozmowy dwóch alikornic i historia pojmania sługusa Sombry. Jest to bardzo dobre rozwiązanie i hołduje złotej zasadzie "Nie opisuj, pokaż!" To zdecydowanie na plus. Rarity musi dopilnować, aby autor czasem nie popadł w samozachwyt, gdyż to często gęsto kończy się spadkiem jakości w kolejnych odsłonach. Iść w tym kierunku, a grzechy poprzednich rozdziałów będą mniej raziły w oczy. Fabularnie też jest niczego sobie, mamy tu osadę na zmrożonym wypizdowie, która zdaje się być pozbawiona życia, a jednak życie jest w tawernie gdzie Kot przetrzymuje swoich zakładników. Jeśli zaś chodzi o runy to bardziej pasowały by na kulturę nordycką. Tu zaś mamy nawiązanie do bliskiego wchodu, a samo ich użycie przeciwko malamutom przyniosło mi na myśl walkę Oogwaya z Tajlungiem. Malamuty zostały dobrze opisane. Wyobraziłem sobie te wszystkie furry arty krążące po internecie. Autor chyba chciał przedstawić je jako kozaki, ale niestety w forumowym multiversum jest miejsce dla jednego giga chada i myślę, że nawet nie trzeba wymieniać jego imienia. Użycie run jest całkiem spoko, rysujesz runę i umacniasz magią, proste i przejrzyste. Nie pasowało mi zaś to, że ostatniej runy nie napełniono magią zła, bo magia miłości jest silniejsza. Za bardzo harrypotterowe klimaty. Zaraz potem, gdy dochodziłem już do końca rozdziału, do głowy wpadło mi jeszcze jedno pytanie. Co z pazurami? Ucieszyłem się, że za chwilę Twi zadała to samo pytanie, jednak odpowiedź nie usatysfakcjonowała mnie w stu procentach. A I najważniejsze, cieszy mordka, gdy nawiązałeś do Catriny, złodupca z czasów kiedy byłem jeszcze dzieckiem. Taka łezka sentymentu. To był strzał w dziesiątkę.

Ghator robi postępy, fik nabiera tempa i robi się ciekawie. Aż chce się czytać
Mocne 2/10.

Ps. Pisz Gamoniu! :)

Edited by D.E.F.S
  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...