Jump to content

Wszystkie Drogi prowadzą do Equestrii Writer's Cut [NZ][Crossover][Adventure][Human?][Comedy][Violence][Slice of Life][Dark][Alternate Universe][Rewrite]


Recommended Posts

Gdzieś tam jest napisane (jestem zbyt leniwy by szukać), że będzie kontynuacja po sezonie 4 który już się skończył, więc mam cichą nadzieję, że niedługo pojawi się prolog kolejnych przygód Marona.

Link to comment
Share on other sites

Szybcy jesteście, ale póki co muszę usystematyzować parę spraw, bo sezon 4 dał mi sporo możliwości na rozszerzenie historii. Spokojnie, obiecałem, więc będzie plus przygotowuje inne rzeczy jeszcze.

Link to comment
Share on other sites

Sezon 4 zakończył się już ładnych pare godzin temu, a kontynuacji jak nie było tak nie ma... no jak tak można :D

Na szczęście zostało mi jeszcze do obejżenia ponad 200 odc Naruto Shippuuden, więc chwilowo na nudę nie nażekam, ale jak wstawisz część drugą nieco szybciej to się nie obrażę.

Link to comment
Share on other sites

Opisy były przeswietne tutaj, wiec mam nadzieję ze utrzymasz poziom. ;) I mam tez cichutką nadzieję, że bohater będzie nieco mniej OP,ale charakter mu się nie zmieni. Polubilam go,ale jak nauczył się języka obcego w jedną dobę to nieco zbyt dużo na kogokolwiek.

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Jest plan, jest początek prologu, jeszcze mam konsultacje co do fabuły plus robię trochę niespodzianek z jedynką. Mam trochę na głowie, ale na pewno się pojawi - to wam obiecuję. 

Link to comment
Share on other sites

I mam tez cichutką nadzieję, że bohater będzie nieco mniej OP,ale charakter mu się nie zmieni. Polubilam go,ale jak nauczył się języka obcego w jedną dobę to nieco zbyt dużo na kogokolwiek.

kto nie czytał niech nie otwiera spoilera(bo to spoiler)

On się go nie nauczył tylko sobie przypomniał a to jest różnica

Edited by Night Sound
Link to comment
Share on other sites

Wow... Po prostu Wow...

 

Dziękuje, Dolarze, za mocną, ostrą i srogą opinię na temat mojej pierwszej fikcji. Od czego tu zacząć...

 

Jak sam napisałem na początku, jak i potem ty - to była moja pierwsza fikcja jakakolwiek powstała. w niej pojawiało się i pojawia multum błędów, które wiem, że są, a teraz, jak wytknąłeś mi te, których nie byłem świadom, poczułem, że to, co stworzyłem, było... Słabe? Nie, raczej niedorobione...

 

Co do korektora - odpowiem na to tak. Jak zaczynałem, uważałem, że ten fik nie zdobędzie jakiejkolwiek sławy i utonie pomiędzy wszystkimi innymi. Byłem i wciąż jestem niezmiernie wdzięczny osobom, które się zgłosiły i pomogły mi z tym całym bałaganem. Strona techniczna nadal u mnie leży, kwiczy i przebiera nogami, lecz wciąż z tym walczę, starając się pisać coraz lepiej. A że korektor całkowicie zmył się wtedy, nie odpowiadając na moje prośby, został odsunięty i zrobiłem błąd, że nowego, lepszego nie poprosiłem o pomoc. Tak więc tutaj to mea maxima culpa...

 

Co do podpunktów związanych z oceną. Nie powiem, że jest mi miło czytać to, co spartoliłem, ale jestem ci wdzięczny. Za co? Miło jest dostawać pochwały i słodkie słowa, ale właśnie coś takiego jak ty zrobiłeś mi brakowało. Porządnego objechania w i nazad. Opisy - tak, użyłem wielu kolorów i czasami były długie, ale właśnie te opisy mi dawały największą frajdę i też chciałem przybliżyć innym kolory, których nie znają. Charaktery Mane6 może i nie pasują tak, jak w serialu, ale na tamtą chwilę takie było moje wyobrażenie i podejrzewam, że dalej będzie dla niektórych nieprawidłowe. 

 

Maron... Ta postać też była ciężka do zbalansowania z racji tego, że była właśnie Alicornem. Starałem się jak mogłem, by nie była taka, jak wszyscy opisują alicorny IMBA, ale jak widać, nie udało mi się. Cóż, człowiek uczy się na błędach, jak to się mówi, a jak ktoś ich nie wskaże, wciąż będzie je popełniał. Co do językowych morderstw w stylu uskrzydlony jednorożec, to był zabieg zmniejszający powtórki, podobnie jak w innych przypadkach, lecz ponownie wspomnę podpunkt o stronie technicznej.

 

Sama historia? Nie przeczę, jest sporo już widzianych motywów, lecz próbowałem je podać w lepszym sosie, by je dało się zjeść bez marudzenia. Jest ciężko coś nowego czy raczej nowatorskiego napisać, przyznam się bez bicia i parę motywów jest podpatrzonych od innych (tak, te porównania do Nyx, mimo, że nie chciałem, i tak się pojawiły, chociaż później próbowałem to pod komedię zmienić). Miało tu być spojrzenie na wszystko z przymrużeniem oka, co raz się udało, raz nie.

 

Krytyka boli... Bardzo nawet jak jest sroga... Ale to własnie dzięki niej wiem, co muszę zmienić. Dziękuję ci Dolarze z całego serca za to wszystko i mam nadzieję, że chociaż część zniszczeń zdołam naprawić. 

 

Tak więc ogłaszam parę spraw porządkowych:

1) Sequel zawieszam do odwołania - jak naprawię jedynkę dopiero siądę do dwójki

2) Wszystkie projekty związane z fikiem również zawieszam - dopiero na pełnowartościowym produkcie mogę cokolwiek dalej zrobić

3) Potrzebuję 3-5 naprawdę solidnych korektorów na wczoraj. 

4) Czytelnicy, wybaczcie mi podpunkt 1 i 2

5) Ci co czytają teraz i płaczą z powodu technicznych spraw - przepraszam za to, ja poprawię wszystko

 

A i olbrzymia prośba do komisji Oskarów - nie szczędźcie mi jadu do błędów tego fika. Mówcie wszystko, co jest źle, a ja poprawię w miarę możliwości i wyciągnę odpowiednie wnioski. Człowiek nie jest nieomylny i doskonale o tym wiem.

 

Na tę chwilę to wszystko i czekam na kolejne pochwały/reprymendy/oceny co do tej fikcji. 

 

[Edit] Te tę podkreślone są związane z jedną z bolączek w sprawie stylistycznej. Ci co znają to wiedzą...

Edited by M.a.b
  • Upvote 3
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...
  • 2 weeks later...

Knock, knock, hear the clock...

 

 

W wyniku różnego rodzaju zaszłości zostałem jurorem Fanfikowych Oskarów. Tak się złożyło, że Wszystkie Drogi dostały bardzo wiele nominacji w różnych kategoriach. Doszła osobista ciekawość - czym jest ten fik, który dostał aż dwadzieścia jeden głosów na tag Legendary? Do tego wszystkiego wiele uzasadnień było bardzo rozsądnych, a niektóre argumenty mocne. Potem jednak pojawiła się wyraźna sprzeczność w postaci oceny Dolara. Czasem się z nim zgadzam, czasem nie, ale przyznaję - zainteresował mnie kompletnie odmienną opinią. Więc jeszcze bardziej podjudzony, ugryzłem ten wielorozdziałowiec jako pierwszy z listy. Co sądzę? Oj, mam wiele do powiedzenia!

 

 

Ostrzegam, że komentarz może być chwilami gorzki. Mało tego, być może nawet okrutny. Zachowam tyle obiektywizmu, ile tylko będę w stanie, postaram się zauważyć jak najwięcej szczegółów, dobrych i złych stron fika. Nie da się jednak ukryć jednego, podstawowego faktu. Obiektywizm obiektywizmem... A subiektywnie fanfik zwyczajnie mi się nie podobał. Nie, że nie przypadł mi do gustu, nie że widziałem lepsze - nie podobał mi się. Dlaczego? Och, śpieszę wyjaśnić:

 

 

Graj muzyko!

 

 

Ten komentarz nie może mieć standardowej formy, bo i dzieło jest innego kalibru. To były dwadzieścia cztery rozdziały i długi epilog, więc naprawdę było co oceniać. Nie jakieś tam krótkie próbki, tylko kompletne, ukończone dzieło. Dlatego nie narzucam sobie jakiegoś schematu recenzowania, będę pisał różne przemyślenia, umownie powiedzmy - luzem. Trochę o tym, trochę o tamtym...

 

 

Zacznę od czystej strony technicznej. Z tego co widziałem w komentach - Drogi miały za sobą korektę. Nie ma tutaj tragedii, tekst jest nawet czytelny, choć czcionkę można byłoby zmniejszyć. Błędów nie ma od zatrzęsienia, ale i tak jest ich za dużo. Normalnie wzruszyłbym ramionami na taki stan, a może nawet powiedział, że "ok", ale nie tu. Ten fanfik miał kilku korektorów, co więcej po ilości pozytywnych ocen, nominacji i głosów na specjalne tagi, można uznać, że fanfik pretenduje do tytułu dobrego. Dlatego korektę należy zrobić, by pojawiające się sporadycznie literówki nie raziły. Ot czasem brakuje polskich znaków albo liczba mnoga jest niepoprawna. Jednak nie ma sensu o tym rozmawiać, autor szuka korektorów, więc sprawa jest zamknięta. Sam zaznaczyłem kilka rzeczy w pierwszych rozdziałach, ale potem przeniosłem się na czytnikowe PDFy, więc nie miałem jak zaznaczać. Zresztą przyśpieszyłem czytanie, jak tylko mocno byłem w stanie, więc automatycznie dostrzegłem mniej.

 

Druga sprawa z błędami mniej typowymi. Niektóre zdania brzmią nie po polsku, albo przez zły szyk, albo dziwne określenia. Jeśli ktoś oglądał jakiś TVNowski serial okołodokumentalny jak Detektywi, Sędzia Anna Maria Wesołowska, może dostrzec w niektórych wypowiedziach podobieństwo do słów postaci z tych seriali. Tylko tam była to celowa stylizacja, by ich słowa brzmiały "bliżej ludzi". Tutaj, w dziele literackim jest to niedopuszczalne i wymaga bezwzględnej poprawy. W dialogach czasem może przejść, ale nie w narracji i u postaci, które uważamy za inteligentny i obeznane z językiem.

 

Ogólnie - przydałby się jeszcze jeden... bardziej edytor niż korektor, który wypunktowałby takie miejsca. Autor sam powinien nanieść tego typu poprawki, bo nawet w takim wypadku nie powinno się ingerować w jego tekst.

 

 

Skoro temat błędów i technikaliów mam za sobą, mogę rzucić więcej niż kilka słów na temat stylu. Już pomijając fakt opisanych wyżej błędów, bardziej skupiając się na ogólnych wrażeniach.

Styl wybitnie nie przypadł mi do gustu. Przyznaję, że da się do niego przyzwyczaić, przyznaję, poprawia się z czasem. Jest jednak po prostu... nawet nie o to chodzi, że spowalnia tempo czytania, bo i tak byłem w stanie czytać dość szybko. Bardziej o to, że nie jest ani trochę elegancki i zdecydowanie przedobrzony, przez co miejscami ocierający się o kicz.

Przykłady? Usilne szukanie słów zastępczych dla kucyków z głównej szóstki. Ja wiem, że wielu też o to się mnie czepia i wiem, jakie autor mógł mieć motywy robiąc to. Rozumiem. Ale pisanie "pastereczka" o Applejack, bo słowa "pomarańczowa klacz", "kowbojka", "farmerka" i "AJ" już padły kawałek wyżej. Unikajmy przesady.

Niektóre zdrowo wydumane kolory. Gdybym pił kolejkę za każdą dziwną nazwę koloru, nie przeżyłbym trzeźwy żadnego rozdziału, a poważnie nachlałbym się na niektórych akapitach. Kolejny raz - nie ma nic złego w ładnych i nietypowych nazwach koloru, ale trzeba znać umiar. Gdy każdy pojedynczy kucyk jest scharakteryzowany przez dwa dziwne kolory, kiedy dodaje się "morwowy" do kolory grzywy Rarity... To nie jest strona w którą chcemy iść. Kolorów jest zdecydowanie za dużo.

Obco brzmiące zdania. Nie chodzi mi o ewidentne błędy, ale czasami wyraźnie czuć obcokrajowość.

No i bolączka - niepasujące określenia. Głównie czepiam się paskudnych anglicyzmów, jak "mane six", "canterlock" czy "fangirl". O ile w przypadku zostawienia piosenki lub nazwy czarów ma to nawet odrobinę sensu, to w kilku przypadkach brzmi to nie tylko źle, ale nawet prostacko. Sam zastanawiam się, według czego zostało ocenione tłumaczyć - nie tłumaczyć. Inne złe określenia to mówienie o Maronie per "bohater" na samym początku tekstu, to słowo wybitnie psuje obraz przy takiej narracji.

 

Opisy podchodzą pod styl, ale zasługują na trochę inny punkt widzenia. Styl mi nie pasował, a opisy, będące przecież jego pochodną... To naprawdę kolejny problem.

Wielu chwaliło ten tekst właśnie za nie. Mówili, jak to w fanfikach opisów zupełnie nie ma. To prawda, wiele dzieł fandomowych można spokojnie przekonwertować do dramatów, tak się nie powinno pisać, by opisów nie było. Tu jednak opisów jest wyraźny nadmiar, nawet nie ze względu na ich liczbę, po prostu, może to zabrzmieć nietypowo, ale najczęściej nie mamy potrzeby ich znać. W większości to napisane ze zdecydowaną przesadą, drobiazgowe rozpiski otoczenia i widoków. Nie musimy tego wszystkiego znać, bo tylko spowalnia nas to w zaznajomieniu się z kreacją świata, fabułą i akcją. Co więcej, na tle długaśnych opisów "krajobrazowych", tym bardziej widać, jak mało jest opisania zachowań bohaterów, targających nimi emocji, jakichkolwiek przemyśleń na temat świata, czy w ogóle czegokolwiek, co warto wiedzieć. Tego jest po prostu niewystarczająco wiele.

Właśnie, pojawia się tu smutny motyw wyjaśniania niemal wszystkich zawiłości świata w dialogach. Uważam, że to makabryczny mankament! Czasem niektóre stwierdzenia bohaterów, co robią, co czują, kim są, wypadają wręcz absurdalnie. Jak w niektórych anime, gdzie postacie mówią co robią na bieżąco. W paru miejscach wypadło to iście tragicznie, gdy Maron komentuje co robi.

Narracja nie jest tylko miejscem na obraz i otoczenie! Jest gruntem, na którym budujemy kreację świata, pokazujemy odczucia bohaterów, przekazujemy informacje.

Niektórzy przywołują taką zasadę "pokaż, nie wyjaśniaj". Tutaj ta zasada sprowadza się do opisów otoczenia i tylko tego. Jako, że większość fabuły i rzeczy ważnych dla tego fika pojawia się w dialogach, często podane w monologach, mamy ciągłe wrażenie wyjaśniania nam, ciągnięcia za rączkę. Prostym zabiegiem przeniesienia wielu rzeczy do narracji można byłoby wiele poprawić.

Mimo wszystko, taka jest moja wizja stylu. Może komuś innemu opisy i całość przypadają do gustu? Opinii będzie tyle, ilu ludzi. Takie jest jednak moje zdanie, niezbyt pochlebne, mam też smutną obawę, że mimo wszystko znajdą się tacy, którzy się pod tym podpiszą.

 

 

O humorze krótko:

Miejscami uśmiechnąłem się w tekście, nigdy jednak nie miałem pewności, czy to przez faktyczny zamysł autora, czy przez dziwne imponderabilia tekstu. Zdecydowanie za dużo żartów o czwartej ścianie. Nie wszystkie wstawki bohatera o tym, co widział w serialu, a jak jest naprawdę, są dobrze zrobione, niestety.

Powiedzmy, że zasługuje na tag [komedia] na tyle, by go mieć.

 

 

Bohaterowie. Skrajność tego tekstu. Wędrówka od jego najlepszej strony do najgorszej. Wyjdę od tego, co tekst podarował nam najlepszego:

 

Bohaterowie poboczni! Tak! Perełka i największa radość Dróg. Inspektor i jego asystentka! Zastępca dowódcy gwardii i jego podoficerowie! Marynarze! Night Wind (zebrogaz... do teraz mnie to boli)! Po prostu fajni! Praktycznie tylko epizodycznie występują, z małym wpływem na fabułę, ale jak miło się ich ogląda! Ich rozmowy, zachowania, bolączki... wszystko to znacznie bliżej mnie niż główni bohaterowie i fabuła! Polubiłem ich, naprawdę. Mieli w sobie iskrę, jakiś pierwiastek życia, coś... ujmującego.

A Maron? Yhh...

Głównym problemem Marona nie są jego olbrzymie talenty, powodzenie u płci przeciwnej, ponadprzeciętna wiedza, inteligencja czy zdolność do magii. To wszystko czyni bohatera sztucznym, ale jeszcze go nie zabija. Prawdziwą bolączką jest to, że zdaje się niespójny i nielogiczny. Zbyt skrajny w swoich cechach. Dosłownie, w jednym momencie zarozumiały, przechwalający się wiedzą zdobytą z serialu (poważnie, nikomu to nie wydało się nigdy niepokojące?), zgryźliwy i skłonny do gniewu, by zaraz potem unosić się godnością i honorem, błyszczeć przykładem, poświęcać się dla innych i stanowić wzór cnót. Dodać do kreacji jego odwagę, umiejętność stawiania czoła przeciwnościom, w kontraście z ogromnym narzekaniem na wszystko i pewnego rodzaju brakiem ogarnętosci... Brr... Raz skrajnie cny Maron, raz zwyczajny wredniak, z którym sam nie chciałbym mieć do czynienia, taki mądry, taki zdolny, tak chętny pokazać, jaki to on mądry i zdolny. Narracja potęguje to uczucie, niestety.

Sam... co poradzić, mam kompletnie inną wizję bohatera, z którym mógłbym się utożsamiać. Takiego dobrego w sposób bardziej... "codzienny", a nie wyczynowy. Ale kolejny raz - moja opinia. Co jak co, ale jestem jednak pewien, że Maron może stać się ulubieńcem czytelników. A że moim się nie stał? Tak bywa.

Antagoniści:

Zwyczajnie kiepscy. Jeśli sztampa w ich zachowaniu miała być celowa - gratuluję! Jeśli nie... ups! Przede wszystkim zbyt często rzucają tekstami o własnym źle i nienawiści do bohatera. Po drugie, są po prostu tandetnie słabi. Kto się okazał najpotężniejszy? Zwykły truteń! Tak, jakiś pomocnik prawdziwego bossa zrobił więcej krzywdy, niż ta cała parada nierówności. No i zbytnia przesada z drugim, dobrym dnem. A jeśli tej przesady nie ma, to niczym Nergal, zepsuci do szpiku kości! Jeszcze do tego zbyt podatni na gniew.

Szarzy łotrzy są fajni, jak są zrobieni dobrze. Serialowy Discord był świetny, bo do końca nie wiedzieliśmy, na ile on tę walkę traktuje poważnie, do końca istniały podejrzenia, że to zabawa, a on zwyczajnie dał się pokonać. Rozrabiał, ale z jakim urokiem! A szarość jest fajna, gdy autentycznie widzimy dylematy złego, jak powoli stacza się w mrok. A tu, przekonują, zapraszają do dobra, a ten nie bo nie i toczy pianę z pyska.

Rodzina Alikornów spoko, bez rewelacji, ale spójnie i okejkowo. Kolejna z mocnych stron fika.

Celestia i Luna - przesadnie łatwo je poruszyć i wywołać u nich emocje, mają za mało powagi, poza tym w porządku.

Discord - w retrospekcji tragicznie zbyt zły, potem miejscami problematycznie przesadzony w chaosie i dowcipie, ale jak się ustabilizował, naprawdę dobry. Mimo wszystko mocny punkt.

I zło numer jeden. Główna Szóstka!

Ta kreacja jest po prostu tandetna. Nie mogę użyć innego słowa, które opisze moje odczucia. Bohaterki są po prostu oddane licho i źle. Czasami zdają się być nijakie, wręcz nie do rozróżnienia, a czasami tak boleśnie przerysowane... Hej, ten kucyk ciągle mówi o zabawie i przyjęciach, to przecież Pinkie Pie! Och, ten cały czas się jąka i boi, jak nic Fluttershy. Ten mówi z wyższością i wymuszoną elegancją - Rarity, tamten z wiejskimi wstawkami - AJ. Tylko niesmacznie przerysowany sposób wypowiedzi czyni je tymi postaciami. Kartonowe sobowtóry.

I Twilight. Ała... ała... Moim zdaniem najgorsza kreacja. Ciągle wściekła, ciągle krzyczy, gdzieś podział się jej urok, zdolność do obiektywnego spojrzenia i to, że jednak jest klaczą mądrą i inteligentną. A wątek z "matkowaniem"? Koszmarny, do tego wszystkiego odegrał tak istotną rolę. Po przemyśleniu ucieszyłem się, że o tamtych postaciach było tak mało, bo gdy o Twilight było dużo, dostaliśmy taką abominację.

Od znakomitych bohaterów pobocznych, przez znośnego Discorda i rodzinę alikornów, po łotrów, M6 i Twilight. Przepaść, po prostu przepaść.

 

 

Fabuła. Istotny element fika. Czytałem o tych zwrotach akcji i twistach, niespodziewanych wydarzeniach i przemyślanych zabiegach na tychże...

Przez cały fanfik kiwnąłem głową na dwóch zwrotach fabularnych. Pod sam koniec.

Koniec końców ta fabuła istnieje. Mało tego, jest kompletna i rozpisana, niestety - w moim mniemaniu kiepska. Od początku wiedziałem, kto będzie bossem, od początku czułem, jak skończy się konkurs, szliśmy po nitce do kłębka, aż do końca opowiadania.

Istotnych pytań "o co tu chodzi?" i ogólnych zagadek dla mnie za mało, a te co były zbyt proste. Niestety, tak wiele dało się przewidzieć... Tak mało miałem pola do spekulacji...

Coś, co umownie nazwiemy "zawiązywaniem fabuły" miało jeden istotny mankament. Było robione zbyt szybko i bez pomysłu. By naprawdę dostać obuchem niespodzianki fabularnej, trzeba zasiać ziarno wcześnie. A tutaj niestety, wzmiankę o drugim dnie smoka poznajemy chwilę przed spotkaniem z nim i to w sposób tak nieprzekonujący... By rozdział potem poznać wyjaśnienie. Taka jest smutna prawda, że gdy chce się zebrać plony zaskoczenia, trzeba o nie dbać przez cały tekst, splatanie jest procesem, który należy zacząć od początku, by olśnić. Tu zostało to zrobione za późno.

Do tego wszystkiego pojawiało się zbyt dużo rzeczy, nazwijmy to "wygodnych". A to zwój, a to ukąszenie Pierzastego Węża (przy nagłym pojawieniu się Shinninga w serialu fandom słusznie się denerwował), a to amulet... Wiele dałoby się naprawić, jakby o tym nieśmiało wtrącić wcześniej, jak z tym Wężem, ale niestety - nie uczyniono tego.

Mimo wszystko fabuła konsekwentnie wędruje do końca, z takimi sobie zakrętami, ale jednak. Ostatecznie wszystko odbyło się tak, że da się to uznać, a nawet miejscami uznać za rozsądne.

Pojawiały się sporadyczne paradoksiki i małe dziury fabularne. A to: jeśli dziedzice pierwszych alikornów mają ciągnący płeć przeciwną urok, to czemu tak mało zaakcentowano miłość ogierów do księżniczek? Jak alikorny zdołały przekazać zwój, skoro praktycznie nie były w stanie ingerować? Dlaczego było wspomniane, że Luna chroni sny, a nie uchroniła ich na początku fanfika? Ale to naprawdę nic, wszyscy jesteśmy ludźmi, każdy, nawet najlepszy fanfik i najlepsze dzieło, mają dziury. To normalne. Problemem jest to, że ogólny poziom pozwala mi je dostrzec, gdyby bohaterowie, akcja i wszystko inne było ciekawsze i bardziej przyciągało moją uwagę, nigdy nie skupiłbym się na takich szczegółach.

 

 

Ostatnia rzecz - ogólne wrażenia i kreacja świata.

Yhh... Przynajmniej nie było shippingu. Tak, to żaden argument, sam po prostu ich nie chciałbym go widzieć i go tu nie było, więc się ucieszyłem.

Ostatecznie, ani sama fabuła, ani styl nie przeszkadzał mi tak bardzo jak to, na czym właściwie skupiał się ten fanfik. Jakby odrobinę inaczej naświetlić wydarzenia, nadać bohaterom więcej emocji. Tutaj emocje sprowadzają się do jednej, dwóch kwestii, by potem dać się porwać wydarzeniom. A to Fluttershy boi się smoków, manifestuje, jak to boi się iść, ale przekonują ją i idzie, koniec wątku. A to Maron tęskni za domem, potęsknił dwa akapity, koniec wątku. Odpowiednich scen, tego moim zdaniem potrzebują Drogi. Szkoda, że już na to za późno.

I jeszcze krótko o rozkładzie scen. Początek... niezbyt... Potem do rozdziału około XI (konkurs) tekst miarowo i dość szybko się poprawiał, by potem na wysokości końca konkursu znów pikować w dół. Wielkie przygody nie przypadły ma do gustu tak bardzo, jak ta pewna namiastka normalności. Być może kwestia gustu, ale powiem, że całość wypadłaby lepiej, gdyby utrzymała klimat i poziom rozdziałów przygotowania do konkursu i jego początku.

 

No i ostateczne podsumowanie:

Jak mówiłem, fanfik mi się nie podobał. Moim zdaniem jest po prostu za lichy oferuje za mało, został napisany zbyt źle. W żadnym razie autor nie osiągnął poziomu godnego potępienia, wręcz przeciwnie, napisał jednak kompletny fanfik z perełkami. Warto byłoby jednak poprawić jego błędy, zastanowić się nad jego treścią, a na przyszłość wyciągnąć z tego jakieś wnioski. Z tego co wiem, powoli następuje progres, tyle dobrego. Tak czy inaczej, ja nie wrócę do lektury, do ogólnego zachwytu też się nie przyłączam, wręcz przeciwnie, krzywię się z lekka.

Podobnie jak Dolar, nawet po pełnych poprawkach nie oddałbym głosu na żaden z dwóch specjalnych tagów.

 

To tyle, dziękuję.

 

Pozdrawiam serdecznie autora i czytelników!

 

PS: Mimo wszystko i tak czuję się za łagodny. Sądzę, że to dużo mówi.

Edited by Alberich
  • Upvote 7
Link to comment
Share on other sites

Dziękuję, Alberich za tę długą ocenę, którą wystawiłeś co do tego fika. Równie surowa jak i u Dolara, co mi bardzo schlebia, bo wszystko zostało wyłożone odpowiednio ostro. 

 

Lecę z wyjaśnieniem co do tagów. Ja nie spodziewałem się sporej publiczności, właściwie myślałem, że fik będzie tylko kolejną zapomnianą opowiastką bez polotu, ale odzew przeszedł moje wszelkie marzenia, a wszystkim, co głosowali i im się podobało, również dziękuję. Jak poprawię jedynkę, postaram się napisać dwójkę znacznie lepiej, oczywiście z pomocą innych, którzy będą chcieli. Planuję też Spin-offy dla poszczególnych postaci i więcej SoL w postaci One Shot, ale to później, o ile - najpierw pierwowzór.

 

To, co powiedziałem już wcześniej, przy poście Dolara, to się nie zmieniło i nie mam zamiaru się kryć - fik ma swoje słabe strony, które zostały już wspomniane, jak i te, które sam odkrywam, czytając ponownie wszystko i poprawiając. Sam temat jest dość drażliwy, bo Human in Equestria to częsty i źle oceniany tag, lecz przyznam się bez bicia, lubię takie pisać, a ten był najpierwsiejszy z pierwszy. Pierworodne dziecko, które ma swoje wady, lecz kocham je i chcę dla niego jak najlepiej, jak i innych fikcji. 

 

Widzę podobieństwo co do opinii  i co mogę rzec - smutno mi, że nie udało mi się odpowiednio "wpaść" w rytm serialowy, ale taka wtedy była moja wizja, te półtora roku temu (z grubsza). W czasie, jak będę poprawiał, postaram się ponaprawiać wszystko i byłbym niezmiernie wdzięczny za "wytknięcie" wszystkich drażniących błędów. Jeśli nawet ma być to grad pocisków w komentarzach, kompletna lista baboli wielkości encyklopedii czy cokolwiek innego - każda forma będzie dla mnie jak nagroda i poprawię na tyle, na ile będzie mi pozwalała struktura fika.

 

Chciałbym podziękować użytkownikowi GoForGold, co teraz poprawia większość "baboli" fika i wiem, że strona techniczna się poprawi. Tak samo jak i moje poprawki dodadzą trochę "prawidłowości", lecz nadal potrzebuję kogoś, kto mi pomoże... A Korektorów/Edytorów niestety nie ma za bardzo chętnych...

 

Wygrać Oskara? Heh, nie, to się nie zdarzy za milion lat... Drogi są zbyt słabą powiastką, by dostać taki zaszczyt. Ale i tak już dostałem swoją najcenniejszą nagrodę, za którą dziękuję - wskazanie co jest źle i co mam poprawić. To jest warte więcej niż cokolwiek. Czekam dalej na opinie sędziów i nadal podtrzymuję prośbę o jad co do błędów.

 

I ostatnie słowo na dziś - przyjmę każdą formę pomocy, by fik stanął na nogach dumnie, nie będąc pośmiewiskiem. 

Edited by M.a.b
  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Dobry, czy tu hejcą?

Gdy zobaczyłem, ile osób uważa "Wszystkie drogi..." za opowiadanie genialne, ucieszyłem się, że zostało nominowane i że wreszcie będę mógł je przeczytać - w końcu dobrych fanfików nigdy za wiele.

A potem zacząłem czytać. I całą tę iluzję wspaniałości diabli wzięli.

 

[spoilerS, SPOILERS EVERYWHERE!]

Już sama fabuła nieco odstrasza: oto poznajemy głównego bohatera, młodego mężczyznę, któremu jest w życiu źle, mieszka w pełnym zła i przemocy świecie, a jedynym światełkiem jest serial wiadomy. "Ale to już było", chciałoby się zanudzić.

 

Drugą rzeczą, która zniechęca do czytania, są opisy. Ja rozumiem, opisy są ważne, pozwalają lepiej poznać świat przedstawiony, ale tutaj przedobrzyłeś. Są po prostu za długie i zbyt dokładne, przypominają mi nieco opisy przyrody z "Nad Niemnem". Przy okazji warto tu wspomnieć o sposobie, w jaki opisano barwy. Wszędzie mamy różne ecru, burgundy, kolory otoczakowe... Większość z nich jest nieznana przeciętnemu czytelnikowi, przez co trzeba je sprawdzać na wikipedii (albo prosić o wyjaśnienia płeć piękną; swoją drogą, jak kobiety zapamiętują te wszystkie barwy?). Kolorystyczny Verlaxizm, przerost formy nad treścią. I do tego te przetłumaczone nazwy zaklęć, vide nieszczęsny Aging Spell...

 

Żeby chociaż te opisy były poprawne technicznie. Ale gdzie tam! Znikające ogonki przy ę, ą, brakujące przecinki i insze tego typu babole psują odbiór fanfika. Na domiar złego wiele zdań napisano nie-do-końca-po-polsku: niby wszystko da się zrozumieć, ale oczy bolą przy czytaniu.

 

Dobra, teraz kwestie fabularne. Muszę się zgodzić z Dolarem, że bohaterowie poboczni ci się udali. Agenci tajnej organizacji rządowej ratują początkowe rozdziały, a wojskowa eskorta powinna otrzymać własnego spin-offa. Mają swoje wady i zalety, sprawiają, że świat przedstawiony żyje. Szkoda tylko, że przy obcowaniu z nimi należy stosować zasadę "spieszmy się kochać drugi plan, tak szybko odchodzi". Za to bohaterowie główni to inna para kaloszy. O ile Discord pod koniec potrafił sprawić, że się uśmiechnąłem, a księżniczki wyszły ci znośnie, to cała reszta... jedno wielkie NOPE. Mane6 nie wygląda tu jak znane z serialu powierniczki, a Twilight jest tak denerwująca, że miałem nadzieję, iż zginie, najlepiej na samym początku. Tragedia, panie!

 

Antagoniści też sobie nie radzą; są strasznie sztampowi i przerysowani, ciągle tylko udowadniają, jacy to oni nie są źli i potężni, po czym i tak dostają łomot, nie mogąc nikomu zrobić krzywdy. Nie ma tego poczucia, że oto pojawia się ktoś, kto może zagrozić całemu światu, a już na pewno bohaterom. Wynika to pewnie z kreacji głównego protagonisty: IMBA OP alicorna, który już jako źrebię wszystko wie, wszystko umie, lecą na niego wszystkie klacze, ze wszystkim sobie poradzi, a jak sobie nie poradzi, to patrz wyżej. Taki sponyfikowany Kim Dzong Un. Ba, nawet udziela porad w zakładach pracy, tj. w maszynowni statku! (Kim Maron Un wynalazł też telefon!) Całkiem niezły motyw z nieznajomością języka poszedł w diabły już w pierwszych rozdziałach, a szkoda, bo mógł nieco ubarwić tę postać.

 

Fabuła jest zł... wróć, fabuła jest momentami niezła. Zdarzają się te lepsze chwile, gdy czytelnik jest czymś zaskakiwany, aczkolwiek jest ich mało. Co gorsza, występują błędy fabularne, jak na przykład naprawa statku. W jeden dzień. Przy użyciu wytopionych tego samego dnia części. Wytopionych w środku dżungli, gdzie do najbliższego wychodka jest pięć dni drogi, a suchego doku nie ma. I do tego naprawiają kadłub ZŁOTEM! Już złote zbroje (hejt!) robią ze mnie Hulka, a  tu CAŁY ZŁOTY STATEK! (HEJT2!)  Główny bohater po przemianie w źrebaka postanawia nie zdradzać swojej tożsamości, po czym... popisuje się swoją wiedzą zarówno naukowo-techniczną, jak i tą wyniesioną z serialu. Najlepsze jest to, że w nikim nie wzbudziło to podejrzeń. Aż dziwne, że agenci Biura do Spraw Pegazorożców śledzili go tak długo...

 

Wbrew pozorom, jak na pierwsze opowiadanie, "Wszystkie drogi..." są całkiem strawne, zwłaszcza jak na twój pierwszy fanfik, jednak wymagają doszlifowania, i to porządnego. Popraw go, a będzie niezły, chociaż nadal nie na tyle, by zasłużył na [legendary].

Edited by Gandzia
  • Upvote 4
Link to comment
Share on other sites

Gandzia, to akurat przystosowanie ewolucyjne i spadek po kulturach zbieracko-łowieckich. Faceci (łowcy) mają lepszą orientację przestrzenną i lepszy refleks (szybsza reakcja na poruszające się obiekty), kobitki (zbieractwo) lepiej rozróżniają barwy. Trochę też cecha osobnicza i kwestia wykształcenia (artyści plastycy :I).

O "Drogach" nasłuchałam się dużo, jednak wstręt do humanów w kucolandzie (wstaw kiepski żart o politologach i fast-foodach) jak dotąd skutecznie powstrzymywał mnie przed lekturą. Niewykluczone, że w końcu się przemogę i dorzucę coś od siebie.

Link to comment
Share on other sites

Kolejny dzień, kolejna ocena.

 

Wiem, wiem już o tych wszystkich błędach, o których mówisz Gandzia, bo raczej pokrywa się to zarówno z Dolarem, jak i Alberichem. Mówiąc szczerze, kolejny raz jest nacisk na te same rzeczy, jak i znów te same bolączki. Maron OP (co rozumiem zarówno przez walkę na końcu i czary [co jak wiemy, było spowodowane pewnym zaklęciem zamieniającym życie na magię, ale spoko, kumam], znajomość wiedzy [w końcu chyba był dorosłym ze świata ludzi, gdzie takie pierdoły są znane i uczone, plus do tego telefonu - nie stworzył go, a tylko usunął niepotrzebne rzeczy z działającego prototypu, ale ok, rozumiem zarzut]. Trochę to się kłóci, bo on już kilkukrotnie widział się z kostuchą i raz w końcu "randewu" się dokonało, co też OP raczej nie spotyka, lecz powtórzę się - wiem o tym. On był kreowany, by wiedział, ale co czar to był słaby, bo miał mało "staminy" itd.), źle zrobionymi Mane Six, fabułą, szybkością wszystkiego i tak dalej...

 

Szyk i technikalia - moja bolączka od zawsze, cały czas z tym walczę, co akcentuję. Od czasu tego fanfika napisałem multum maszynopisogodzin, wciąż szkolę się, by brzmiało to lepiej, ale nie zawsze to wychodzi. Mam naleciałości z innych języków i tak mi pozostało niestety. Co do ą, ę to po prostu czasami Alt nie zadziałał, a ja ani prereaderzy nie odnaleźliśmy tych baboli. Ale dzięki osobom, co mi pomagają, to wszystko powinno się poprawić. 

 

Tłumaczenia - wiem, część tłumaczyłem, część nie, ale powiedzmy sobie szczerze - czy mam być albo 100% ang albo 100% Pl? Sowalicja z PL - nope i to szerokim łukiem. Ok, Liga Znaczkowa była tłumaczona, ale to na prośbę jednego z Pre. I nadal tłumaczyć rzeczy nie będę z powodu, że ja wolę jednak angielskie nazwy. Dzielna Do - również podziękuję.

 

Złoczyńcy może nie wyszli tak jak chciałem, ale oni mieli wyglądać sztampowo. Przerysowałem, ok, ale są przynajmniej wyraźni, wiadomo, że są źli. Teraz widzę, że przesadziłem w niektórych przypadkach, ale to się da naprawić

 

Kolory - hmm, jakby to powiedzieć. Raz, że od tego są te nazwy, by ich używać, a dwa, że miałem tu na celu edukowanie. Tak - chciałem, by czytelnicy się trochę pomęczyli, szukając koloru, by go poznali i może nawet zapamiętali, by nowe farby odróżniać, nie decydując się na oko mieszalnika, a na własne oraz by faceci rozróżnili niebieski od morskiego czy szafirowego. Paleta barw to nie 16 podstawowych kolorów. Ale i na to mam już radę. 

 

Nie będę kłamał - miałem chwilę załamania w związku z tak ostrą krytyką fika przez sędziów, nawet chciałem zrezygnować całkowicie ze wszystkiego, ale Dolar w porę mnie otrząsnął, za co mu dziękuję.

 

Poprosiłbym jednakże o nowe, nie powiedziane wcześniej błędy, bo akcentowanie tych samych wciąż i wciąż mija się z celem. Zrozumiałem i wezmę je sobie do serca, ale proszę - pokażcie mi inne i możliwości poprawy danego stanu rzeczy. 

Pozdrawiam

 

PS. Oznajmiam wszem i wobec, że zacząłem pisać rewrite WDPDE, gdzie dość mocno zmienię wszystko, uwzględniając to, co mi już powiedzieliście, lecz na ile to zrobię - zależy od całości. Nie będę zmieniał motywów dobrych, średnie i złe poprawie, dodam parę nowych, a całość umieszczę w tym samym temacie, a stare skomasuję dla potomności, by zobaczyli różnicę. Ci, co chcą mi pomóc z tym, zapraszam na PW. 

Edited by M.a.b
  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Fajnie by było jakbyś pomyślał o spinoffie z gwardzistami tak jak sugerował Gandzia. Wiem, że takie wątki poboczne to przysłowiowe utrapienie (nie mogłem się powstrzymać :crazytwi: ), ale to ma w sobie gigantyczne możliwości.

Link to comment
Share on other sites

w związku z tak ostrą krytyką fika przez sędziów

 

Cóż, byłoby to łagodniejsze, gdyby ten fic nie otrzymał tylu głosów na EPIC. Taki tag sugeruje, że mamy do czynienia z dziełem naprawdę bardzo dobrym i tego też sędziowie oczekiwali, a jednak po przeanalizowaniu całości wyszło, że fic dostał epika na wyrost, stąd reakcja.

 

Ale dobrze, że jednak nie zdecydowałeś się rzucić tego wszystkiego w diabły, bo wierzę, że było ci ciężko po tylu pozytywnych komentarzach nagle otrzymać kilka potężnych negatywów. To faktycznie może zniechęcić :P

 

 

 

Kolory - hmm, jakby to powiedzieć. Raz, że od tego są te nazwy, by ich używać, a dwa, że miałem tu na celu edukowanie.

 

Ale też co za dużo to niezdrowo. Edukować można poprzez dialogi bohaterów (np. ktoś się pyta kogoś, co to to "ecru", no to ten drugi wyjaśnia - ot, edukacja i znamy nowy kolor!), a nie przez narrację. To odciąga od treści, takie szukanie po książkach/internetach, co to :yay: jest ten kolor. Dlatego lepiej operować mniej... skomplikowanymi odcieniami, np. lawendą przy określeniu chociażby sierści Twalot.

Edited by Niklas
Link to comment
Share on other sites

ad Up

 

Ja rozumiem, lecz to nie ode mnie zależało. Epica dostałem dzięki czytelnikom, którzy polubili przygody Marona, za co, ponownie, dziękuję z całego serca. Mam nadzieję, że Editor's Cut również się tak spodoba. A co do kolorów, to jak mówiłem, mam na to sposób, lecz z nich nie zrezygnuję.

Link to comment
Share on other sites

„Wszystkie Drogi Prowadzą do Equestrii”… Dzieło bardzo popularne, znane i lubiane. Z tagiem EPIC! Gdyby nie znane mi wcześniej z innych źródeł fragmenty, to rozczarowałabym się bardzo. Określiłabym to jako typowy pierwszy fanfik. I jak na typowe dzieło nowicjusza, to nie jest najgorsze… Ale, ale! To ma 24 rozdziały! I nikt nie powiedział Mabowi STOP. A trzeba było. Bo w ten sposób, setki fanów, zero krytyki, to się nie dojdzie do niczego.

Zacznę może od tego, że generalnie nie przepadam za Human In Equestria, a ten fanfik jest wielką sztampą tego typu. Jest sobie brony, którego życie jest do zadu, nagle przy pomocy artefaktu trafia do Equestrii jako imba alikorn.

Co jest nie tak? Hmm… Zacznijmy od tego, że miałam wrażenie, iż się zgubiłeś i nie wiesz w jakim kraju Maron mieszka. Polska? Stany? Trochę konsekwencji z nazewnictwem, a nie kompletny miszmasz. Czytam dalej, a tam praca w pseudomacu, zły szef i ogólnie tak bardzo złe życie.

Trafia do Equestrii i co się dzieje?

zaginiony książę, kuzyn księżniczek, patron wiedzy, bardziej idealny niż Mary Sue, tak bardzo imba i OP, prawie bóg, zakompleksiony bo jest ogierem alikornem

Zaraz po trafieniu do kraju pastelowych taboretów, wylądował w Everfree, napotyka Mane 6, wskrzesza Twilight, pokonuje smoka w jej umyśle… Tyle poświęcenia! Magia typu „Celestia tego nie zrozumie, bo jest za słaba i za głupia! Wow!”… Dodatkowo, jeśli nie wie co robić, to słyszy głosy, które mu pomagają.

Od początku obstawiałam, że to jego rodzice, alikorny z Equestrii i dobrze trafiłam. Cały ten fanfik jest mega przewidywalny i nie zdziwiłam się w ani jednym momencie.

Na początku Mane6 chcą go zabić, bo myślą, że zabił Twilight, więc chłopina ma problem. Nie zna języka, więc się nie wytłumaczy. Ale trafia do Zecory, która rozwiązuje jego problemy, Twi się respi, więc klacze przepraszają i trafia do Biblioteki w Ponyville.

Potem uczy się języka w jedną noc, a podręczniki do magii żre jak chipsy. Co z tego, że taka Twalot uczyła się tego latami. On opanuje w sekundy!

Motywy, że nie zna języka i ma formę źrebaka były całkiem fajne, ten pierwszy jednak został schrzaniony całkowicie. Nasz Scientusik dał radę w jedną nockę, więc… Mam mówić coś więcej? Autor poszedł na łatwiznę i to widać. Po prostu fajny pomysł go przerósł i to widać.

Dalej mamy Marona chodzącego do szkoły. Wszyscy na niego lecą, nawet Granny Smith [to akurat żart], ale serio, te CMC, które niemal chciały z nim robić orgię, to mnie przerażały, a ja w końcu jestem złem wcielonym. Później jest to wyjaśnione, ale imho kiepsko. Dlaczego? Bo czy wszystkie ogiery Equestrii zaczynają niemal orgazmować na widok Królewskich Sióstr? No chyba nie.

Dalej jest konkurs talentów.

Maron oczywiście wygrywa, na początku udawałeś, że nie, ale i tak się nie nabrałam, czytałam w życiu za dużo kiepskiego fantasy, no i sama takie trollingi stosuję.

Oczywiście dzieją się rzeczy niezwykłe, a dobry, szlachetny, TEN który świat uratuje [co było wiadome od początku] wykazuje się szlachetnością i dobrocią w stosunku zebrogaza [pegaz x zebra- też na początku myślałam, że to jakiś GAZPROM albo gaz bojowy, ewentualnie coś typu Cyklon B]… Wieje nudą.

W zasadzie, to mogłabym zjechać każdy fragment, bo fabuła całościowo jest do luftu i raczej już nic z tym nie zrobisz, chyba, że ponownie napiszesz, ale mi się po prostu nie chce. Jestem chora, mam rozwalone łapy i nie jestem w nastroju do bycia miłą i wyrozumiałą Cahan.

Dlatego zajmę się kreacją postaci?

Zacznę oczywiście od Marona Scientusa, alter ego Maba. Maron myśli, że zna się na biologii, ale się myli. Maron nie wie nawet jak koń jest zbudowany, a że nie jest parzystokopytny, lecz nieparzystokopytny, to dopiero dla niego abstrakcja. Scientus jest mega potężnym, szlachetnym, dobrym, blablabla, chętnym do pomocy… Nie, proszę! On nie ma żadnych wad. To chodzący ideał. Wszystkie na niego lecą. Jeszcze ma durne kompleksy, by być bardziej Gary’m Stu.

„Trudne Sprawy: Maron Scientus ma problem, bo jest ogierem alikornem.”

Operator Żelaznej Dziewicy wstał i zaczął klaskać.

No, poważnie? Kto normalny traktowałby to jako problem? To nie jest Seksmisja i świat feminazizmu, a on ma problem, bo jest ogierem! Zakłada, że będzie miał problem, bo ma skrzydła i róg? Bo w serialu nie było faceta pegazorożca?

Z mojego, na ludzki: widzisz w życiu trzy klacze kuca walijskiego, jesteś człowiekiem, widziałeś masę innych zwierząt. To tylko pierwsze kucyki jakie widzisz. Potem ktoś ci pokazuje rodzaj męski. Dziwisz się, że istnieje? Nie.

Był bronym. Uczy się z prędkością światła. Potrafi nauczyć się wszystkiego. Jest mega silny. I czytelnie rysuje człowieka, podczas próby rysowania paszczą! Latać uczy się w 2 sekundy…

Biała Bogini! Zmiłuj się nade mną, że musiałam to czytać! To najgorzej wykreowany bohater świata, przebija chyba nawet Richarda Cyphera z „Miecza Prawdy”, a to sztuka.

Avaritius albo Malavaris - typowy czarny charakter? Serio, on jest płytki i do zadu. Dlaczego? Siedzi na miejscówce i czeka, ma własne Blood Fall, tysiąc i jednego głupich pachołków, wali pseudomroczne teksty i miał tragiczne dzieciństwo. Smuteczek. Plusy, bo to smok i to złoty, a nie czerwono-czarny.

Snappers - jeszcze gorszy niż jego szef. To samo co wyżej + głupi śmiech. Miało być mrocznie, wyszło głupio.

Loża Bufonów i inne Bigmouthy - serio? Gorzej się tego zrobić nie dało. Mamy walkę ze złymi dręczycielami, którzy są niedobrzy do szpiku kości. Taki podział na dobro i zło, jak w bajkach typu „Jaś i Małgosia” jest według mnie czymś niedopuszczalnym w dziełach przeznaczonych dla dorosłych.

A teraz… Mane6

NIE! NIE! NIE!

Najgorzej oddane bohaterki kanoniczne w historii fanfików. Miałam wrażenie, że zrobiłeś po wycinku jakiś dwusekundowych scen z serialu, olałeś całość, przerysowałeś i wyszło, jak wyszło. Klacze stały się nijakie do szpiku kości, są chyba tylko po to by wychwalać Marona, matkować mu i… właściwie to tyle.

Księżniczki za to zachowywały się jak nastolatki, ich rozmowy dyplomatyczne były na poziomie „z kumplem na grillu”. Nie czuło się od nich ani krzty majestatu.

Dolar chwalił postacie drugoplanowe. O ile kuce z biura do pegazorożców, coś tam, były naprawdę fajne, o tyle reszta nie zapadła nawet w moją pamięć, no może poza panem, który mówił „Co za utrapienie!”. Na pewno są to najlepsi bohaterowie fika.

Sombra… Yyy… Nie, nie i jeszcze raz nie! Król Cieni na usługach jakieś przyzadziasa? Nie kupuję tego.

Opisy. Niektórzy chwalą to opko za nie. Ja nie. Zbyt szczegółowe, niepotrzebne i ze złym doborem przymiotników, który wcale nie miał sprawiać, że wygląda to komicznie. Określiłabym to jako „przerost formy nad treścią”. Opis dachów, fug między kaflami, każdej pierdółki typu spłuczka od kibla… Co to kogo obchodzi? Opisy mają nadawać klimat, ale jeśli przesadzimy i zaczniemy używać nieadekwatnego słownictwa, to wygląda to źle.

Na dodatek starasz się używać mądrych słów, a robisz to źle. Wybitnie źle, np. „na ścianach wisiały miecze, coś tam i gladiusy”. Gladius jest rodzajem miecza. Podobnie robiłeś z kolorami typu „czerwono-karmazynowy”. Karmazynowy jest odmianą czerwieni. Albo się używa koloru podstawowego, albo odcienia.

Tak, kolory! Robisz to źle, daltonisto. Zapytałam kilkanaście osób i wszystkie uznały, że Fluttershy nie jest złota, ani szaro-złota, tylko jasnożółta. Bawisz się w jakieś dziwaczne odcienie i to zupełnie niepotrzebnie. Ja rozumiem niektóre z nich. Ale „w kolorze gumiguty” to była już przesada…

A anatomia konia… Wysłać Ci tablice anatomiczne? Pytałeś się mnie też, czy koń może aż tak zgiąć nogę w stawie pęcinowym. Może. A może to ja jestem jakaś dziwna, że strony dla wetów wertuję, kiedy o kucach piszę…

Właściwie to generalnie- jeśli się o czymś pisze, to najpierw należy zebrać o tym wywiad. Bo inaczej wychodzi nie za fajnie.

I teraz coś ciekawego! U Ciebie potrafi wystąpić jednoczesny przesyt dialogów, jak i ich niedomiar. Miało to miejsce w niektórych dialogach, podczas których bohaterowie trajkotali jak najęci, a cały świat nagle znikał. Były to miejsca ścian dialogów.

„Wszystkie Drogi Prowadzą do Equestrii” mają bardzo różny poziom rozdziałów. Nad większością się załamywałam, zarówno ze wzglądu na wyjątkowo źle napisane postacie, dziwaczne opisy i kiepski styl, z wyjątkowo okropnym szykiem zdań. Ale, ale! Niektóre czytałam z przyjemnością. Np. rozdział 24, który mile mnie zaskoczył.

Jest to opowiadanie przewidywalne do szpiku kości i w obecnej formie nie poleciłbym go nikomu. Jest w nim jednak parę naprawdę dobrych pomysłów i myślę, że po sporych przeróbkach mogłoby być nawet dobre. Rodzina alikornów, biuro do spraw pegazorożców, nauka w szkole, brak znajomości języka, więź z Avaritiusem, nauka w Equestrii - gdyby to tylko lepiej poprowadzić… Tak, to jest fanfik zmarnowanego potencjału. Typowe błędy początkującego [wydziel dialogi i dorób akapity], któremu nikt niestety nie pomógł.

A, co do korektorów! Nazwy nauk typu „zoologia” piszemy z małej litery.

Edited by Cahan
  • Upvote 5
Link to comment
Share on other sites

Dzięki Cahan, za tą wypowiedź. 

Nie będę powtarzał kolejny raz tego samego, co już powiedziałem wcześniej. Rewrite już piszę, poprawię wiele rzeczy, ale przewidywalności nie wiem czy się pozbędę. Ciężko jest napisać coś nieprzewidywalnego, a jak już się napisze, to mało kto to czyta (Patrz Jumpin the Multiverse, gdzie nic nigdy nie jest do końca wiadome, co się stanie.) Twoje opinie też uwzględnię w Rewrite, ale nie będę zmieniał podejścia do kuców i anatomii. Nie będę pisał, że padł na nadgarstki czy chwycił coś w staw pęcinowy, bo po prostu brzmi to dość dziwnie. Tak samo jak stuprocentowa poprawność biologiczna. Nie napiszę, ze Chrysalis miała skrzydła muchy domowej, bo to już przesada... I to naprawdę, licząc nawet moje kolory.

 

Ad kolorów - brałem je z oficjalnych opisów z Wikii, więc akurat tu winić trzeba tych, co pisali. Nie wierzycie - sprawdźcie angielską Wikię na którejkolwiek klaczy. Sprawdzałem tablice kolorystyczne i malarskie. Część z tych mieszanych kolorów też istnieją, ale żeby od razu per daltonista? To było dość przykre.

 

Co się da, to poprawię, ale czy zechcecie czytać? Wątpię. Ale mówię - to mój pierwszy fanfik, ma błędy, lecz osiągnął więcej niż mogłem sobie wymarzyć. To oczekuję na ostatnie gorzkie słowa od ostatnich sędziów, a potem zobaczymy, co się stanie.

Edited by M.a.b
Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
×
×
  • Create New...