Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Magus

Nowy świat TCB [ZAPISY]/[GRA]

Recommended Posts

Okolice bazy

Spear nie odpowiedział, a kolejne błyski słabo rozświetlały ciemności dziury, w której przebywał. Poza dźwiękami promieni magicznych uderzających o kamienne ściany było tam jednak coś jeszcze. Nieprzyjemny dźwięk kojarzący się z insektem, którego Batty wcześniej zabiła, a był to ten dziwny wielki pająk. Nim jednak Batty miała szansę nad tym pomyśleć niedaleko niej pojawił się błysk świadczący o teleportacji. Mogła szybko zobaczyć, że był to Spear, ale nie sam. Ogier siłował się z dwoma pająkami takimi samymi jak wcześniej. Najwyraźniej będąc w dziurze chronił się barierą i tylko na chwilę ją opuszczał żeby wystrzelić promień magiczny, ale kiedy zaczął się teleportować bestie najwyraźniej na niego wskoczyły i w ten sposób pojawiły się tu z nim. Starał się trzymać jak najdalej obrzydliwe żuwaczki od ciała, ale bestie zdecydowanie miały więcej siły niż jeden jednorożce i powoli zbliżały się do jego ciała.


Las Everfree

Kiedy tylko Dawn zniknął aby przejść swoją próbę, córka Crystal ruszyła w kierunku, który tak bardzo ją przyciągał. Nie bała się tego miejsca, nawet najbardziej mroczne kreatury zamieszkujące obecnie las czy najbardziej ciemny mrok nie były w stanie wywrzeć na niej wrażenia. To wszystko było niczym przy próbach jakimi poddała ją matka tuż po narodzinach. Widziała miejsca i rzeczy jakich nie widział nikt inny, miejsca, których nikt nigdy nie powinien widzieć.
Mroczna magia działała na niczym magnes. Mało, który jednorożec potrafił bez szkolenia nad nią zapanować, właśnie dlatego te słabe jednostki uważały ją za przeklętą. Kiedy rytuał wykrył taką magię można było poddać obserwacji jednostkę odznaczającą się tym niezwykłym talentem i zadecydować o jej przyszłości. Teraz jednak była przekonana, że była to obca magia, nadal mroczna, ale z całą pewnością jej nigdy wcześniej nie czuła. Jakaś bestia zeskoczyła z drzewa prosto na nią, ale równie szybko padła martwa, a ona bez oporu zgniotła czaszkę martwego truchła i poszła dalej. Na jej pyszczku ukrytym pod hełmem pojawił się jeszcze szerszy uśmiech kiedy usłyszała jakieś głosy dochodzące z okolicy. To było dziwne... Była pewna, że słyszała dwie osoby, ale wyczuwała tylko jedną. Zupełnie jakby druga potrafiła całkowicie ukryć swoją obecność.

- Nie za późno na spacerki? - rzuciła w kierunku dobiegającego głosu.


W międzyczasie Dawn, który się przedzierał się przez gęste liście lasu Everfree mógł dostrzec nadal dziwnie panujący spokój, zupełnie jakby wszystkie bestie się nagle pochowały. Mimo jednak braku walki mógł dostrzec coś co powinno go zaniepokoić. Mimo, że nie zrobił jak do tej pory nic nadzwyczaj trudnego powietrze wokół ogiera było jakieś cięższe, tak ciężkie, że coraz trudniej było nim oddychać. Z czasem brak oddechu zaczął przemieniać się w zmęczenie i ból mięśni, a powieki ogiera stawały się tak ciężkie, że nawet okoliczny krzak wydawał się najbardziej wygodną poduszką. Tylko czy ten krzak nie wyglądał znajomo? Cała okolica, którą od dłuższego czasu poruszał się ogier wyglądała zupełnie tak samo. Na dodatek otaczająca go ciemność nic nie ułatwiała, tylko jego cień pozostawał widoczny. Czy jednak cień ogiera powinien być widoczny w takiej ciemności?


Pustynia

Dalsza podróż dwójki ogierów nie była już tak trudna. Nie napotykali kolejnych olbrzymich robali czy harpii. Być może to sąsiedztwo smoka odstraszało pomniejsze drapieżniki. Problemem jednak mógł być brak wody. W okolicy nie widać było żadnej osady, a skwarne pustynne słońce z pewnością nie chciało ułatwić im i tak już ciężkiej podróży. Dopiero po około dwóch godzinach ciężkiego i niezwykle męczącego marszu mogli dojrzeć nad horyzontem dziwny dym unoszący się w powietrze sugerujący jasno, że coś musiało w tamtej okolicy płonąć albo powoli dogasało. Mogli sprawdzić źródło dymu lub spróbować je ominąć, wybór należał do nich.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Peace Order / Sand Storm

 

Szli przez pustynię już kilka godzin. W trakcie podróży skończyła im się woda, wypatrywali więc jakiegoś jej potencjalnego źródła.

SS: Może jest tu gdzieś jakaś oaza, przydałby się nam jakiś pegaz do zwiadów.

PO: Pegaz w tych warunkach raczej nie wytrzymałby zbyt długo, za szybko się męczą.

SS: Trzeba zasugerować jajogłowym dodanie mapy do tego cholerstwa, ogarnęli komunikację, a nie potrafią załatwić głupiej mapy?

Order miał odpowiedzieć, zanim jednak to zrobił ujrzał dym.

PO: Zobacz, coś tam jest. Może tam znajdziemy to, czego szukamy.

SS: Eh... nie byłbym taki pewny, chociaż w naszej sytuacji chyba innego wyjścia nie mamy.

PO: Też tak myślę.

Nie zastanawiając się dłużej ruszyli w kierunku dymu.

 

Dawn Spark

 

Z czasem zacząłem odczuwać ogromne zmęczenie, powietrze wokół mnie wydawało się dziwne... a może to tylko jakieś halucynacje.

Drzemka w tym miejscu to samobójstwo, szedłem więc dalej, jednak po jakimś czasie zorientowałem się, że coś jest nie tak. Nie widziałem nic, poza swoim cieniem.

Hmm, gdzie ja wlazłem.

Zatrzymałem się na chwilę przymykając oczy.

Aha!

Najwyżej trochę rozjaśnię okolicę.

Skupiłem w rogu całą dostępną mi energię, a następnie wystrzeliłem w górę mocny wybuchający pocisk, uprzednio kuląc się i osłaniając polem siłowym.

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Batty 

Pomimo magicznych błysków dających pewne oświetlenie dużo nie widziała w tej dziurze... Ale po dźwiękach wnioskowała że dużo się tam działo i dziękowała sobie że nie zgrywała bohaterki która by tam po prostu skoczyła. Wiedziała że nie jest jedną z nich nie mówiąc już o tym że nieznane może zadać druzgoczący cios i nie zawsze chciała z tym igrać. Na szczęście Spearowi udało się zaklęcie teleportacji mimo że sprowadził gości. Takie było ryzyko ale ważne że się wydostał. Teraz mógł liczyć na pomoc drugiej osoby która prędko wzięła za cel jedno z tych stworzeń i pociągnęła za spust uwalniając dawkę magii. Szybkość jednak sprzyja niedokładności i pocisk chybił pająka. Batty nawet nie myśląc wzięła poprawkę i za kolejną próbą uśmierzyła ból istnienia pierwszego z przeciwników. To nie był jeszcze koniec ale jak na jej gust dało się to nazwać dobrym początkiem. Spostrzegła drugie zagrożenie ale był pewien problem - bezpośrednio za nim znajdował się Spear i wiedziała że najpewniej, jeśli zdecyduje się strzelić upiecze dwie pieczenie na jednym ogniu. To jednak dalece rozbiegało się z jej intencjami więc opuściła broń która upadła bezwiednie na ziemie i sięgneła po bagnet z zamiarem skrócenia tego stworzenia o żuwaczki by potem rozbebeszyć go tak dla pewności. Miała nadzieje że zdąży zanim stanie się coś złego. 

 

Sinister

Sinister usłyszała głos który w swojej arogancji miał odwagę się czepiać o godzinę w której się wybrała by podziwiać piękną okolicę a po nawet mogła zobaczyć jego właściciela na co prychnęła. ,,Na to mnie nie nabierzesz, jebańcu'' - Stwierdziła mając na myśli swój mózg. ,,Jakie szanse są że spotkam gwardzistę w tym lesie? Raczej małe bo nikt normalny tego nie patroluje.'' - Uśmiechnęła się zacięcie świętując w duchu kolejne zwycięstwo logiki nad chorymi wytworami swojej wyobraźni. Niestety zdażyła już zapomnieć że kogoś tutaj mieli szukać... I właśnie znaleźli się nawzajem. 

- Nie wydaje mi się - Jej ton głosu wskazywał na to że traktuje swojego rozmówce z góry. - Po za tym moje pozwolenie mam tam - Pokazała na Stalkera. Z krzaków wystawała mu jedynie opierzona głowa z lekko rozchylonymi szczekami by dało się podziwiać ilość zębów w jego arsenale i przednie łapy z pazurami. Tułów miał lekko pochylony jakby był gotowy do skoku jednak otwartej wrogości raczej nie ukazał a bardziej zaciekawienie połączone z ostrożnością. - I wyprowadzam je właśnie na spacer... - Zamierzała iść dalej ale... Mimo że była otumaniona końską dawką narkotyku coś jej nie grało w tym temacie. Od kiedy twory jej magii mogły widzieć twory jej wyobraźni? No właśnie tu mniej więcej leżał pies pogrzebany. - To ty to zrobiłeś prawda? - Zapytała już nieco spuszczając z tonu ale nie była zażenowana swoją pomyłką. 

 

Star w międzyczasie od razu wiedząc co jest na rzeczy spróbowała zagrać w pewną grę. Wiedziała że wychodzą naprzeciw potężnemu jednorożcowi biegłemu w sztuce magicznej i chciała zajść go od tyłu po szerokim łuku zostawiając Sinister z tyłu. To mogło być głupie ale jedynie gdyby żyła. Prawda była taka że jej tutaj nie było, nie miała żadnej mocy a więc nie mogła nikomu nic zrobić ale ona sama nie mogła paść celem ataku. Jedyne co ją motywowało do tego zachowania to po prostu dzika ciekawość czy ten gwardzista się zorientuje i chciała ją zaspokoić nie mając nic do stracenia. 

Edited by Shey

Share this post


Link to post
Share on other sites

Okolice bazy

Z całą pewnością pozbycie się jednego z tych robali znacznie pomogło Spearowi. Ogier mógł się teraz skupić na pojedynczym przeciwniku, ale nie miał okazji podziękować Batty za pomoc, bo nadal musiał jednak walczyć o własne życie. Mimo, że teraz było mu łatwiej, to pająk też nie chciał tak łatwo ustąpić, najwyraźniej też nie zwracając uwagi na śmierć towarzysza. Właśnie wtedy róg ogiera zaczął iskrzyć, aż nie wystrzelił w ciało robala promienia magicznego, który odrzucił go na spora odległość do tyłu. Spear opadł zdyszany na tyłek myśląc, że to koniec, ale nie przewidział, że chitynowy pancerz potwora jest silniejszy niż się wydaje. Właśnie dlatego stwór po niewielkiej chwili odwrócił się z grzbietu i skoczył, ale nie na ogiera, a Batty. Co gorsza najpierw w jej kierunku wyrzucił z odwłoku falę lepkiej pajęczyny żeby ją spętać.

- Uważaj! - wrzasnął ogier widząc całą sytuacje. Jednak był za daleko aby móc znowu zaatakować stwora.


Las Everfree

Nawet jeśli słowa Sinister w jakiś sposób trafiły do gwardzisty to ten tego w żaden sposób nie ukazał. Stał tam niczym posąg bez ruchu, cały czas się w nią wpatrując. Klacz nawet mogła pomyśleć, że gwardzista rzeczywiście jest tylko wytworem jej wyobraźni, a ona mówi tylko do siebie. Jedyne co mogło mówić, że nie jest to jedynie ułuda mogło wskazywać nieprzyjemne uczucie jakie mogła odczuwać klacz. Las Everfree dawno nie był bezpiecznym miejscem. Za czasów władzy księżniczek stał się miejscem zamieszkania nieprzyjemnych stworzeń, ale od czasu władzy Crystal, to miejsce zmieniło się w kłębowisko mrocznej magii, ale teraz aura była znacznie mroczniejsza niż zwykle. Nietypowy gość stojący na drodze Sinister przystąpił na przednie kopyto robiąc niewielki krok w jej stronę.

- Jaki on słodki, aż nie wiem czy go przytulić czy rozebrać kawałek po kawałku żeby zobaczyć z czego go zrobiłaś - powiedział w końcu nietypowy gość. Początek jej słów brzmiał niezwykle miło, można rzecz przyjacielsko, ale końcówka zabrzmiała jak groźba skierowana w kierunku strażnika Sinister. - Twoja magia jest taka przyjemna - powiedziała melodyjnym choć nadal zniekształconym głosem. - Dawno nie czułem czegoś takiego, aż mam ochotę pogłaskać twoją grzywę lub skosztować odrobinę ciebie. Przykre, że jednorożec o takim potencjale doprowadza się do takiego stanu - pokręcił głową z wyraźnym rozgoryczeniem. - Najpierw jednak dwie sprawy - róg rozmówcy Sinister rozświetlił się czerwonym blaskiem, a w jej stronę uderzył promień magiczny. Był na tyle szybko wystrzelony, że Stalker nawet nie miał okazji stanąć na jego drodze. Kiedy jednak trafił ciało Sinister, ta nie poczuła bólu, a przyjemne ciepło, a chwilę później zmysły klaczy zaczęły się wyostrzać. - To takie miłe spotkanie, szkoda abyś zwaliła je potem na winę substancji psychotropowych - powiedział niezwykle miły tonem gwardzista, a potem jego ciało otoczyło coś co przypominało czarna smołę. Sinister mogła wyczuć w tym niezwykle mroczną magię. Chwilę później smoła zmieniła się w bańkę, która przypominała przeciętne pole siłowe jednorożca jednak znacznie bardziej mroczne, ale na tym się nie skończyło, bo z bańki wyrosły smoliste kolce, które wystrzeliły w kierunku Star. Przeleciały przez widmo na wylot, ale nie można było zaprzeczyć, że zostały rzucone z ogromną siłą na co wskazywały połamane na kawałki za grzbietem Star drzewa. Czerń powoli zaczęła schodzić z ciała jednorożca, aż całkiem nie zniknęła. - To dziwne... Wyczuwam tu jeszcze czyjąś obecność, ale najwyraźniej ta osoba jest poza zakresem zaklęć z bólu fizycznego. Niezwykle przykre, bo miałem ochotę usłyszeć jej skamlenie o litość za tę żałosną próbę zajścia mnie od tyłu. Nienawidzę kiedy mi się przerywa - teraz Sinister mogła dostrzec, że rozmówca z pewnością nie żartował, bo jego ton stał się niezwykle groźny.


Kiedy w międzyczasie Dawn wystrzelił magiczną kule w powietrze, ta rozjaśniła otaczający go mroku ukazując wokół niego liczne gęsto rosnące drzewa, niebo, na którym przelatywały leniwie pojedyncze chmury. A także złowrogie oczy czające się między licznymi drzewami i coś co zadziwiało. Cień ogiera znów nie zachowywał się naturalnie, bo pod wpływem światła zaczął się dziwnie trząść i z trudem utrzymywał pozycję, w której obecnie stał ogier, co jeszcze ciekawsze niedawne zmęczenie i ciężki oddech zaczęły zanikać, zupełnie jakby cień stał się pasożytem, który do tej pory się na nim żywił kiedy panowała ciemność.


Zgliszcza

Kiedy dwoje ogierów dotarło na miejsce mogli zauważyć, że dym nie był spowodowany ogniskiem. Wszystko wskazywało, że do niedawna była tu mała wioska. Słowo była pasowało tu w sam raz, bo teraz zostały po niej tylko zwęglone resztki. Wszystko co dawniej tu stało ktoś najwyraźniej spalił i upewnił się żeby nic tu nie zostało. Najbardziej jednak mógł niepokoić widok na środku tego dawnego miasteczka. Nieprzyjemny swąd zwęglonej sierści i mięsa unosił się wszędzie, a powodem tego był wysoki stos pełen zwęglonych zwłok. Rozmiar mówił jasno, że palono tu zarówno źrebaki jak i dorosłych. Jednak wśród zgliszczy był nadal ktoś żywy. Starszy ziemski kucyka, ale było widać, że nie brakowało mu sił, chodził i zabierał ciała ze stosu, a potem wykopywał dla nich dziurę. Był tak pochłonięty pracą, że dopiero chwilę później zauważył intruzów.

- Szabrownicy? - spytał nie zaprzestając pracy. - Lepiej odejdźcie, nic tu nie znajdziecie, wszystko spalili, byli bardzo skrupulatni przy tym zadaniu, możecie mi wierzyć

Share this post


Link to post
Share on other sites

White

Wiedziała że to się dobrze nie skończy... Zwłaszcza że prawie złapali ich na gorącym uczynku jakim było zorganizowanie drobnej ale przyjemnej imprezy. Jak tylko jednorożec ze straży wszedł do środka można było zauważyć zmianę w zachowaniu White. To znaczy przybrała mniej rozbawiony wyraz twarzy, bardziej pasujący do chłodnej i dystyngowanej osobistości a nawet zadarła trochę nosa do góry jakby chciała sprawiać wrażenie że jest tutaj przypadkiem. Nie odezwała się z początku i pozwoliła sprawom rozegrać się według odgórnie ustalonej kolejności praktycznie nie zmącając ich swoją obecnością. 

 

Tak naprawdę nie wiedziała co ma począć w tej sytuacji by nie splamić reputacji rodziny Pumkin bo jeśli rozegra się tutaj walka... Nikogo nie ominie przesłuchanie kim była ta awanturniczka. Swoim aktorstwem chciała jedynie kupić trochę czasu ale Crimson nie mogła się powstrzymać i wcale nie pomagała. Oberwała promieniem i kolejny taki atak może skończyć się dla niej tragicznie. Nie wątpiła w to że ona ma plan jak się wydostać ale byli tu jeszcze postronni. White musiała coś zrobić i musiała zrobić to teraz... Więc delikatnie odchrząknęła posługując się przy tym gracją godną wyższych sfer zwracając na siebie uwagę tej poróżnionej interesami dwójki.

 

- Nie ma powodu do zmartwień panie... - Spojrzała na niego z dość mocnym chłodem jakby rozeźlona że się nie przedstawił. Nie musiała nawet udawać ponieważ w środku była wściekła za to co uczynił. Kontynuowała jednak dalej bez oporu wścielając się w swoją nową, wypaczoną dla potrzeb sytuacji osobowością. - I do marnowania drogocennej magii na kogoś takiego jak ona nawet jeśli to zaklęcie ofensywne ale jeśli już do tego doszło mam nadzieje że nauczy ją to chociażby odrobiny dobrych manier - Teraz skierowała wzrok na krótką chwilę na Crimson by dać jej do zrozumienia jakim rozczarowaniem się stała ale szybko wróciła do rozmowy z osobą na swoim poziomie. - Dostaje dzień urlopu na rok, już go wykorzystała i nie będzie sprawiać więcej problemów... I dopilnuje że jeśli jej język się nie poprawi, straci go.

 

Batty

Jak zwykle w walce często liczy się percepcja i refleks, to znaczy ten kto pierwszy dostrzeże i wyprowadzi cios na ogół odnosi zwycięstwo. Oczywiście zakładając że przeciwników nie dzieli przepaść mocy lub wytrzymałości a w tym wypadku... Raczej tak nie było, przynajmniej w ocenie Batty która by się mocno zdziwiła gdyby się pomyliła. Jeden padł, drugi wkrótce miał do niego dołączyć a potem pozostaje tylko zwinąć się z tego miejsca i dołączyć do reszty. Bardzo prosta sprawa zwłaszcza że Spear okazał trochę kompetencji jako gwardzista i wystrzelił promień magiczny w swojego przeciwnika odrzucając go do tyłu. - Bierz drewno i uciekamy zanim wyjdą... - Odprowadziła wzrokiem stworzenie i więcej nie zaprzątała sobie nim głowy uznając że po nim. W końcu taki atak nieźle by połamał większego kucyka. - Kolejne - Dokończyła zdaniem jednak coś było nie tak już w tej chwili. Czuła to a raczej słyszała swoim słuchem który dzień wcześniej był utrapieniem. Teraz jednak okazał się na wagę złota bo jeszcze zanim Spear zdążył ją ostrzec usłyszała jak coś leci w jej kierunku. Wiedziała że najlepiej się odsunąć w lewo albo w prawo... I instynktownie wykonała unik przed nieznanym w lewo uznając to za swój lepszy kierunek. Spojrzała się w tamtą stronę i właśnie w tej chwili obok niej przeleciała masa lepkiej pajęczyny ale to nie był koniec bo pająk wystrzelił jeszcze raz z tą różnicą że teraz on był pociskiem. Nie mogła posłużyć się jednak poprzednim manewrem bo czuła jak jedno z jej kopyt mimo wszystko zostało przytwierdzone do gruntu bo sieci okazało się po prostu za dużo. Miała jednak nóż którego nie wypuściła ze swojej magii, skierowała jego długie ostrze w stronę przeciwnika i z całej swojej mocy pchnęła nim celując w żuwaczki które musiały być słabszym miejscem. ,,Wszystko albo nic'' - Pomyślała nawet nie zamykając oczu chcąc w razie czego oglądać najgorsze. 

 

Sinister

Wiedziała że ten gwardzista jest realny nawet w tej sytuacji gdy spróbował zabawić się jej kosztem i udawać że jednak nie istnieje. Po prostu czuła to gdy patrzyła mu w oczy. Ta aura... Z czymś takim się jeszcze nie spotkała i nie była pewna czy byłaby w stanie zachować zmysły na trzeźwo. Teraz jednak ośmielona i otumaniona na raz narkotykiem i niewyspaniem nie było to niewykonalne. Skoro to ten z oddziałów śmierci nie dziwiła się dłużej że White tak długo zajęło powrót do normalności po tym ataku na Canterlot. Nie miała jednak czasu o tym myśleć bo postać jednak postanowiła się odezwać. Słuchała więc poświęcając większą cześć swojej uwagi pozostając niewzruszona na swoisty komplement i przybrała lekki grymas dopiero gdy powiedział o skosztowaniu jej. Zastanawiała się czy specjalnie powiedział to tak by brzmiało to dwuznacznie. Zanim jednak przystawiła kopytko do swojego pyszczka by się zastanowić jej rozmówca wystrzelił prosto w nią swoim promieniem... I poczuła się jakby właśnie dała sobie jakiegoś dobrego stymulanta prosto w żyłę. Dobrze znała to ciepło rozpływające się po organizmie jednak ostatnio była na odwyku... I poczuła jak wracają jej zmysły, normalny stan umysłu co było kompletnym przeciwieństwem do tego czego się spodziewała. Stalker ruszył się o parę centymetrów przez tą akcje ale zrozumiał że nic złego się nie stało. Zupełnie jakby miał posiadał mocną więź ze swoją panią po której mógł ocenić czy została skrzywdzona.

 

Nagle zaczęła odczuwać rosnący lęk, strach i czarne myśli spowodowane obecnością i magiczną poświatą tej istoty. Czuła go dużo wyraźniej i poczuła jak bicie jej serca przyśpiesza przez wyrzut adrenaliny do krwi. Nie była jednak pierwszym lepszym kucykiem z ulicy który by zamarł na ten widok bez słowa. Wiele razy parała się szemraną magią która innych by doprowadziła do utraty siebie w swoim własnym umyśle. Nie była tak czysta jak White a to była jej przewaga. Zgadzała się z pewnym zdaniem które kiedyś usłyszała - Będąc skażonym złem jest się umocnionym do walki z nim. Tak samo jest z szaleństwem.... Jej osobowość była odchylona od ogólnie przyjętej normy a więc każda psychoza wydawała się bardziej normalna niż zwykle. Mimo to sierść na karku zjeżyła się jej i nie była patrzeć prosto w oczy swojemu rozmówcy jednak uciekła się do prostej sztuczki. Patrzyła za niego co sprawiało wrażenie że jednak utrzymuje kontakt wzrokowy.

 

Star biegła w tym czasie w najlepsze z chytrym uśmieszkiem. Nie musiała się obawiać o nic skoro jej tu nie było! Żadnego dźwięku gałązki, sapania czy czegokolwiek innego. Praktycznie plan idealny można by rzec, przynajmniej dopóki coś przez nią nie przeleciało. ,,Czy to był konar?'' - Zadała sobie pytanie i wyglądała jakby na chwilę straciła wątek. Otrząsnęła się i posłała urażone spojrzenie gwardziście zupełnie jakby jego obecność na jej świadomość zupełnie nie wpływała. Wskoczyła z lekkością na pień przeciętego drzewa zyskując przewagę wysokości... Ale dla niej to było po prostu podwyższenie na które po prostu zasługiwała a nie przewaga taktyczna. 

 

Sinister tymczasem odzyskała głos zwalczając drobną tremę. 

- Cieszę się że mój twór przypadł ci do gustu - Wysiliła się na drobny uśmieszek. Wyglądało na to że ceniła komplementy od kogoś silniejszego od niej. - Ale...

- Przymknij się zrozumiano? - Star ją skarciła w niezbyt miły sposób. Wyglądało na to że ktoś odebrał jej dobry humor. - To nie ładnie traktować mnie w ten sposób - Skrzywiła się w złości. - I to jeszcze za taki niewinny psikus? - Machnęła prawym kopytem w powietrzu zbywając temat. - Ale jestem gotowa to wybaczyć. - Potem wskazała tą samą kończyną na siebie. - Jestem Sinister Star a ty? - Spytała z wyraźną ciekawością. 

 

 

Edited by Shey

Share this post


Link to post
Share on other sites

NiEZNANE ZIEMIE.

 

Tymczasem pewnej bez księżycowej  nocy  do brzegu lądu przybiła tratwa, z tajemniczym przybyszem, który po wyjściu na ląd rozejrzał się  na około.

Ponieważ nie widział, gdzie się znalazł, po zniszczeniu tratwy, postanowił poszukać mejsce, gdzie mógłby przenocować.

Z uwagi na nieznajomość terenu i miejsca poszedł w głąb nadmorskego lasu wypowiadając wcześniej czar niewidzialności. Tak na wszelki wypadek. 

Po kilku minutach błądzenia znalazł w głębi  lasu zrujnowaną chatkę, do której wstąpił po niewielkiej naprawie z użyciem swojej magi, nie tylko dlatego, że chciałby być anonimowy na  razie, ale także dlatego, że nie wiedział, gdzie się znalazł. Tam też przygotował sobie prowizoryczne posłanie, ażeby po chwili wyjść na moment do  ,,domostwa."

Nie szukał na razie jakiegokolwiek jedzenia, czy picia, lecz skupił się na krótkim rozpoznaiu wzrokiem otoczenia chatki, ażeby po chwil powrócić do niej, położyć się i zasnąć, nie będąc już pod działaniem zaklęcia niewidzialności.

 

 

 

Edited by Król Etirenus

Share this post


Link to post
Share on other sites

Baltimare

Niespodziewana interwencja White z pewnością zaskoczyła wszystkich, nie tylko gwardzistów, ale i okoliczne kucyki ziemskie. Crimson zabrała kopytko od swojej nietypowej broni nim zdążyła jej użyć i skrzywiła się z niesmakiem słysząc w swoim kierunku naganę. Jej zachowanie oczywiście też było grą, bo nie mogło wyglądać, że kucyk ziemski, który chwilę temu tak się stawiał nagle od tak potulnieje. Mimo wszystko pokłoniła się przed White z wyraźnym wyrazem wstydu lekko się przy tym cofając.

Gwardziści od chwili wtrącenia White spoglądali nieco zaskoczeni to na nią, najwyraźniej dopiero zwracając uwagę na jednorożca wśród wioski ziemskich kucyków, to na kulącą się niedawno jeszcze awanturującą się klacz. Gwardzista, który do tej pory ją dręczył nie powstrzymał się zresztą żeby nie rzucić jej wrednego uśmieszku. Chwilę później zwrócił uwagę też na White.

- Proszę wybaczyć - powiedział już innym tonem. - Nie sądziłem, że tak... - przyjrzał się dokładniej Crimson. - nietypowy kucyk ziemski - widać było, że inne słowo chodziło mu wcześniej po głowie. - Może mieć tak elegancką właścicielkę. Zabłądziła panienka? To jest wioska roboli, jeśli pozwolisz odeskortujemy cię do miasta - jego ton stał się niezwykle przyjazny. - Ten motłoch nie wie jak podjąć takiego gościa

 

Okolice bazy

Żuwaczki bestii po niespodziewanym ataku bestii zaczęły wydobywać z siebie nieprzyjemnie wyglądający, a przy tym kleisty i śmierdzący niczym odór skunksa płyn. Potwór, który wyraźnie poczuł ból zaczął wymachiwać przy tym głową na wszystkie strony wydając przy tym nieprzyjemne i głośne piski. Kiedy wymachiwał tak głową substancja poleciała na grzywę i grzbiet znajdującej się blisko Batty. Stwór, który nadal jednak opierał się śmierci został niespodziewanie przebity na wylot, a jago wnętrzności posypały się znowu na klacz. Ciało najpewniej też by się na nią przewróciło gdyby nie fakt, że zostało złapane w porę w lewitacje, a chwilę później odrzucone. Spear spojrzał ponuro na Batty i się skrzywił, ale jego kolejne słowa nie wskazywały aby zrobił to złośliwie.

- Na cesarzową - jęknął wyciągając do niej kopyto. - Cuchniesz gorzej niż przepocony gwardzista po treningu - odwrócił lekko głowę. - Jesteś pewna, że chcesz w tym stanie wrócić do obozowiska?

 

Las Everfree

Niepokój, który odczuwała Sinister nie był niczym obcym dla jej rozmówczyni. Zawsze była inna, wiedziała o tym odkąd się urodziła. Miała jasny cel odkąd tylko się pojawiła, ona nie musiała szukać przeznaczenia jak każdy inny kucyk, bo jej było z góry nałożone. Mimo wszystko była całkiem zaskoczona widząc jak ta klacz porusza się po zakazanym terenie, po którym nawet gwardia nie ma ochoty chodzić. Wszystko wskazywało, że powodem tego jest fakt, że musi coś ukrywać, a obecna lokalizacja ma trzymać z dala od niej wścibskie oczy. Ryzykowne, ale jednocześnie całkiem praktyczne. Stworzenie nietypowego chowańca też ją intrygowało, niewiele jednorożców przejawiało takie talenty. Kiedy usłyszała głos dochodzący od Sinister delikatnie przechyliła głowę, próbując wychwycić emocje rozmówczyni. Zaraz jednak zmrużyła delikatnie oczy widząc, że cała sytuacja się zmieniła.

- Wybaczyć? - jej ton stał się pełen niespodziewanego rozbawienia. - Nikt jeszcze nie miał odwagi tak do mnie powiedzieć - gdyby Sinister mogła ją zobaczyć dostrzegłaby nawet łezkę rozbawienia wypływającą jej z oka. Zaraz jednak śmiech ucichł i znów zmierzyła wzrokiem rozmówczynie. - Sinister Star? Niezwykle uroczo... Nigdy o tobie nie słyszałem - zrobiła krok naprzód aby lepiej się przyjrzeć. - Moje imię? Muszę cię rozczarować, bo go nie posiadam. Powstałem tylko w jednym celu - jej ton stał się bardziej pewny. - Jestem obietnicą tego co ma wkrótce nadejść, ale faktem jest, że czasem nadają mi przydomki - chwilę milczała patrząc na Sinister. - Ostrze cienia, zmierzch śmierci - robiła kolejne kroki w kierunku Sinister bardzo powolne, ale i niezwykle pewne. - Demon pustki - ostatnie słowa trafiły prosto do ucha Sinister gdy nagle pojawiła się tuż przy niej. Sinister mogła się domyślić, że nie była to teleportacja, a raczej szybkość, tylko, że to wskazywało, że jej rozmówca jest równie szybki jak najszybsze pegazy. Stała teraz obok Sinister niemal stykając się z nią bokiem, odwrócona do niej jednak grzbietem. - I wiele innych, ale sama możesz wybrać jak chcesz się do mnie zwracać lub wybrać nowe, Sinister Star - powiedziała niemal przymilnym tonem. - Wiesz? Intrygujesz mnie... Jesteś inna niż ci, których widzę, nie pierwszy raz obcuje z mroczną magią, ale ty cała jesteś inna. Powiedz mi jak zacieśniasz relacje? Ja chociażby lubię się poruszać, rzucić kilka razy ciałem silnego oponenta, pokazać mu jak żałosny jest żeby wiedział gdzie jest jego miejsce w szeregu. Czuć przy tym jego strach i ekscytować się porażką - teraz w jej głosie brzmiało coś jak wyzwanie. - Ty jednak zapewne nie jesteś zainteresowana takim sposobem relacji. W innym wypadku już dawno byśmy się spotkały. Masz więc jakieś propozycje jak może w inny sposób rozwinąć się nasza znajomość? A może wolisz być jak inni wycofać się i z góry pokazać moją przewagę?

 

NiEZNANE ZIEMIE

Teren wokół chatki wydawał się niezwykle cichy i spokojny, a w jej pobliżu nie było widać zagrożeń. Jedynym towarzystwem zdawały się konary wysokich drzew i ptaki gnieżdżące się na nich. Najwyraźniej do tego miejsca nie zbliżał się od dawna żaden kucyk ani inne stworzenie. Ktokolwiek również tu dawniej mieszkał musiał dawno temu się wynieść. Nie było nic co mogłoby pomóc przybliżyć lokalizacje tego miejsca. Chata wewnątrz była zrujnowana i najwyraźniej w pośpiechu opuszczona, na jedzenie nie sposób było liczyć.

Dopiero nocne wycie wilków zakłóciło ciszę wokół, ciężko było powiedzieć czy są to zwykłe wilki czy może drzewne, ale po dźwięku drapieżników dało się określić, że były na tyle daleko, że nie stanowiły zagrożenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

NIEZNANE ZIEMIE

 

Ogier tymczasem musiał spać cały dzień,  ponieważ obudził się następnej nocy. 

Najwidoczniej  był bardzo zmęczony po wczorajszym wysiłku, spowodowanym  przebywaniem na tratwie, i płynięcie nią przez morze.

Na szczęście teraz czół się lepiej, dzięki czemu wyszedł z chatki i po rzuceniu na siebie czaru niewidzialności wzbił się w powietrze w celu zbadania trochę większego terenu, oraz poszukaniu czegoś do zjedzenia.

Eblementaris nie był wybredny, bowiem jadał to, co normalne kucyki, czy też inne alicorny,  jednakże z uwagi na sytuację, w jakiej był obecnie,  jagody, jeżyny, a nawet trawa konsumowana bezpośrednio, nie stanowiła da niego żadnego problemu podobnie, jak picie wody z rzeki, lub innego słodkowodnego zbiornika wodnego. Przynajmniej do czasu, gdy będzie miał możliwość do przestawienia się z pierwotnej życiowej funkcji zdobywania jadła, i picia.

Stąd tego, po kilku minutach lotu  eblementaris zlokalizował polanę otoczoną lasem. Wylądował na niej. A potem wiedzony pierwotnym instyktem zaczął skubać trawę. 

Edited by Król Etirenus

Share this post


Link to post
Share on other sites

White

Sama zastanawiała się czy to ma faktyczne szanse zadziałać. Co prawda, mogła pochwalić się wyglądem godnym arystokratki ale raz już ją to zawiodło kiedy próbowała się wprosić na pewne przyjęcie z wyższych sfer. Została odprawiona z kwitkiem przez ogiera pilnującego wejścia słowami ,,że w jej żyłach nie ma ani kropli błękitnej krwi''. W tamtej chwili ją to zatkało bo jakim cudem mógłby to wyczuć jak wszystko zrobiła w jak najlepszym porządku... ,,Oprócz jednego'' - Pomyślała w środku dostając nagłego olśnienia a na zewnątrz nadal utrzymywała się w swojej roli. ,,Reakcja była nieodpowiednia a jego słowa to był tylko test'' . Spojrzała jeszcze na Crimson by tylko skinąć delikatnie w jej kierunku głową wyrażając najprawdopodobniej aprobatę. 

Nie mógł pan o tym wiedzieć więc pańska wina zostaje umniejszona - Spojrzała znowu na niego nieco przyjaźniej ale tuż pod jej skórą aż kotłowało się od zupełnie innych emocji. ,,Szlachetne jednorożce'' - Pomyślała i mimo to że tylko grała kogoś takiego zaczynała odczuwać do siebie obrzydzenie. Musiała jednak jakoś to przełknąć, było ciężko ale robiła to dla kogoś co dodawało jej sił. - Jestem pewna że poradzę sobie w drodze powrotnej... Mam tutaj jeszcze coś do załatwienia - Miała nadzieje że gwardzista połączy fakty że Crimson była na domniemanym jednodniowym urlopie i spóźniła się z powrotem do miasta... Gdzie powinien być apartament White którego nie miała. Nie mogła więc pozwolić na odprowadzenie siebie insynuując że nie skończyła ze swoją podwładną.

 

Batty

W chwilach zagrożenia takich jak ta czas dla Batty zawsze zwalniał, czasami miała nawet wrażenie że na moment się zatrzymuje by mogła poukładać swoje myśli. Nigdy nie była jednak pewna czy powinna rozważyć kolejny ruch ze swojej strony jeśli zdarzy się coś nieoczekiwanego. szansa jedna na sto czy wprost przeciwnie - pogodzić się ze swoim losem i przeprosić śmierć że lepiej nie wykorzystała swoich dni. ,,Czemu ta robota zawsze musi być taka brudna'' - Poczuła jak jej grzywę i sierść zwilża cuchnący, zielony płyn i rozluźniła mięśnie przygotowując się na uderzenie tego masywnego pająka. Przymknęła jedno oko gdy coś do niego wpadło a drugim obserwowała... Jak truchło zostaje zatrzymane lewitacją i z dużą siłą rzucone na bok. Stała tak jeszcze chwilę w bezruchu, zupełnie jakby słowa Speara z początku do niej nie dotarły nadal trzymając przedmiot który był tak gęsto oblepiony wnętrznościami że ledwo przypominał nóż. Przetarła lewą powiekę czystą częścią kopyta i nadal ją mrużąc spojrzała na ogiera. - Moja... - Zbierała myśli po tym jak najwidoczniej pogodziła się ze swoim losem. - Idźmy zanim wyjdą kolejne... - Podniosła swoją broń i część zgromadzonego drewna. Drżała ale ciężko było rozróżnić czy ze strachu czy ze szczęścia że żyje. Spear mógł się jednak tylko domyślać a żeby poznać prawdziwy powód mógł jedynie zapytać. 

 

Sinister Spell / Sinister Star

- Nie dziwię się że jestem pierwsza - Star uśmiechnęła się widząc rozbawienie nieznajomego odnośnie tego że miała tupet mu wybaczyć. Wiedziała że ta rozmowa będzie zabawna od samego początku ale nie wyobrażała sobie takiego obrotu sprawy. ,,Nie wie że jestem tylko zjawią bez mocy?'' - Zapytała samą siebie. ,,Ten od czarnej róży od razu to rozpoznał... Chociaż ten tutaj jest dużo potężniejszy'' - Mimo że nie była tutaj ciałem potrafiła to poczuć. Tak naprawdę nie sądziła czy byłaby w stanie nawiązać równą walkę u schyłku swojego życia gdy była najsilniejsza. ,,Może padł ofiarą swojego talentu i dla niego wyglądam jak normalny kuc''. - Nikt z nowych pokoleń o mnie nie słyszał - Ucięła krótko temat wyjawiając że może mieć całkiem sporo lat na karku. Pokazała jednak swój bok ujawniając obrys czteroramiennej gwiazdy w towarzystwie fioletowego dymu. Jeśli widział uroczy znaczek tej drugiej mógł wychwycić pewne podobieństwo. Starała się zignorować niuans że został stworzony a nie urodzony jednak subtelnym uniesieniem brwi zdradziła że coś ją w tym zainteresowało. Po za tym pozostała niewzruszona gdy się do niej zbliżał, nawet w chwili w której doskoczył z szybkością pegaza. Nie miała ciała więc nie mogła zostać zraniona i dlatego nie mogła zostać przestraszona. Takie było jej rozumowanie działające w jej umyśle od długich lat. Wielokrotnie coś przez nią przelatywało i nauczyła się nie zwracać na to uwagi. Posłała mu jedynie wymowne spojrzenie zdające się mówić ,,Nie ze mną te numery dzieciaku''. - Zwykły pokaz siły jest dobry dla tłumów - Rzekła odwracając do niego głowę. - Ja wolę dłuższe zabawy. Takie w których możesz w kimś zasiać pewne ziarenko, pielęgnować je i patrzeć jak wzrasta. - Sinister Spell w tym czasie drapała Stalkera po szyi znajdując w tym najwyraźniej większy komfort niż we wpatrywaniu się w gwardzistę. - Być dla kogoś przyjacielem, jego mentorką i mówić mu że będzie najlepszy, karmić jego ambicje i mamić coraz bardziej coraz wzniosłymi obietnicami. Po jakimś czasie patrzysz jak jego irytacja i zniecierpliwienie rosną, to sprawia że forsuje siebie poza swoje granice co sprawia mu cierpienie - Szybkim rzutem oka demon pustki mógł zobaczyć jak Spell słucha tej rozmowy a jej dolna warga zaczyna drgać co było jawnym znakiem tłumienia emocji w miarę jak Star opowiadała. Wyglądało jakby tego doświadczyła. - I najlepsze jest to że robi to specjalnie dla ciebie by nie być rozczarowaniem i w tym momencie zaczyna robić się przyjemnie - Widocznie się rozmarzyła ale szybko wróciła do tematu. -  Potem odbierasz mu jakąś radość z życia, najlepiej najbliższą osobę i najlepiej tak by wyglądało to na wypadek albo żeby była w tym jego wina. Czekasz potem jeszcze trochę... Właściwie to czekasz aż żal, brak odpoczynku, ból oraz czarne zaklęcia złamią jego wole i zacznie zatracać się w sobie. Będzie zbyt zniszczony psychicznie by powiedzieć ci nie gdy poprosisz o jedną małą przysługę... By na koniec pozostawić go z niczym, nawet bez jego mocy magicznej ślepo posłusznym mojej woli - Spojrzała teraz jak reaguje na to Spell która upuściła pojedynczą łzę na trawę. Ich wzrok się spotkał na krótką chwilę ale żadna z nich nic nie dodała w tej sprawie. - Ale obawiam się że ani twoja, ani moja wizja nie wchodzi tutaj w grę - Pokręciła głową. - Mam jednak pytanie a wydajesz się w miarę kompetentny. Czego tak naprawdę chce ta Cesarzowa Crystal? Chyba czegoś więcej niż władzy? 

Edited by Shey

Share this post


Link to post
Share on other sites

NIEZNANE ZIEMIE

 

Tymczasem ogier czując, że zaspokoił głód, postanowił poszukać czegoś, co zgasiłobby jego pragnienie. 

W tym celu ponownie wzbił się w powietrze, ażeby po około paru minut ponownie wylądować w pobliżu rzeki, znajdującej się kilkanascie metrów od otoczonej lasem polany.

Eblementaris po dotarciu bliżej prawego brzegu rzeki zacząćczerpać z niej wodę, w celu ugaszenia pragnienia.

W przeciweństwie do pobierania pokaru, zażywanie wody zajęło aliconowi krócej, stąd też nie zostało mu nic innego, jak ponownie rozwinąć skrzydła, wzbić się w powietrze, i polecieć do chatki.

Po dotarciu na miejsce, wstąpił do wnętrza, i się położył z postanowieniem o kontynuowaniu podróży wraz z zastaniem kolejnego dnia.

Edited by Król Etirenus

Share this post


Link to post
Share on other sites

Baltimare

- No dobrze, skoro pani tak mówi - rzucił jeszcze wrogi wzrok Crimson. - Jeśli jednak nadal będzie robić problemy może nam ją pani oddać na jedną noc, tam zostanie odpowiednio wytresowana - teraz spojrzał na resztę kucyków ziemskich. - A wy na co się gapicie?! - ryknął w ich stronę. - Brać się za robotę i ogarnąć ten bajzel wokół, macie godzinę, a jak nadal po tym czasie będzie tu syf to będziemy po kolei karać - kiedy tylko groźba padła wszyscy wzięli się znowu do pracy. Gwardzista jeszcze raz ukłonił się White na pożegnanie, a potem odszedł wraz z resztą oddziału.

Crimson widząc, że nie ma ich blisko splunęła na bok i przetarła kopytem pysk, ale nic nie powiedziała najwyraźniej nie mając ochoty wcale do tego wracać tylko poszła wyraźnie naburmuszona pomóc innym zbierać pozostałości z przyjęcia.

- Myślisz, że powinnam z nią porozmawiać? - spytała niepewnie Pumpkin zamiatając śmieci i patrząc niepewnie w kierunku naburmuszonej Crimson.


Okolice bazy

Spear tylko kiwnął głową i zabrał drewno bez słowa idąc za Batty. Ogier zdawał się chwilę wahać czy do niej podejść, ciężko było powiedzieć czy to odór, który obecnie wydzielała Batty go odstraszał czy może to była jego niechęć do kucyków podobnychj jej. Cokolwiek to było najwyraźniej nie powstrzymało go żeby ostatecznie zrównać się z nią krokiem. Oboje szli chwilę w milczeniu jakby zastanawiał się czy powinien coś powiedzieć czy lepiej przemilczeć.

- Słuchaj... - w końcu powiedział dość niepewnie. - Tym razem poważnie nie chciałem cię urazić... Gdyby nie ty znowu bym pewnie nie żył - przewrócił oczami na bok. - Cholera... Nie jestem Pearl i nie jestem w tym dobry, ale jeśli chcesz pogadać czy coś to mogę chociaż wysłuchać, może to poprawi ci nieco nastrój


Las Evefree

Stała nieruchomo słuchają każdego słowa Star, ciężko było stwierdzić czy się zgadza czy nie. Nadal zastanawiała się co powinna jednak z nimi zrobić. Żadne nie wyglądało na buntownika i raczej wcale nie interesowali się obecną sytuacją, a przynajmniej tak myślała, aż nie padło pytanie o jej matkę. Znaczek, który pokazała jej rozmówczyni, wydawał się dziwnie znajomy... Chwilę wcześniej jednak patrzyła jak z oczu Sinister popłynęła łza i jak drży przy każdym słowie jakie mówiła ta druga. Czy jej współczuła? Być może by mogła gdyby nie fakt, że te emocje były jej zupełnie obce. Nie wiedziała czym jest współczucie i smutek, a nawet miłość, to wszystko były dziwne niezwykle przeszkadzające emocje.

- Czemu tak reagujesz? - spytała Sinister. - Czy to powiedziała nie jest prawdą? Czy nasze życie nie polega na tym, że zabiegamy o atencje najważniejszych dla nas osób? Chcemy słuchać nawet fałszywych pochwał żeby choć przez chwilę poczuć się wyjątkowo, uważasz, że jest inaczej? - jej słowa brzmiały jakby wiedziała to wszystko z własnego doświadczenia. Nie czekała na odpowiedź Sinister tylko znów spojrzała na Star i wyciągnęła w jej kierunku kopytko, ale te przez nią przeszło. - Tak jak myślałem cały ten czas... Jesteś widmem dawnych dni... Twój znaczek mi to powiedział, widziałem go w księgach dawnych lat - znów cofnęła kopytko,a potem je uniosła chwilę na nie patrząc, aż nie spowiła go mroczna energia. Kiedy znów dotknęła Star ta mogła poczuć jej dotyk. - Teraz mogę to poczuć, bo mogę chodzić między dwoma światami być fizycznym i eterycznym - nadal poruszała delikatnie po ciele Star jakby głaskała ją po sierści. - Czemu sądzisz, że ja jestem godny wiedzieć cokolwiek o planach cesarzowej? Czyż nie jestem zwykłym wasalem jakich wielu?

Share this post


Link to post
Share on other sites

White

- Wezmę to pod uwagę, nie wątpię że macie... skuteczniejsze metody - Zrobiła przerwę sugerując że chciała użyć mniej właściwego słowa jakim było barbarzyńskie ale zważając na to że rozmawia z jednorożcem wiedziała że musi dbać o dobre relacje. ,,Nie będzie jednak takiej potrzeby'' - Pomyślała nadal grając swoją rolę wywyższonej właścicielki. Miała tylko nadzieje że reszta, ci którzy poznali ją na przyjęciu nie uzna że to jej prawdziwa twarz i przez to ich zachowanie w stosunku do niej ulegnie radykalnej zmianie. Poczekała aż gwardzista wyjdzie i dopiero wtedy odepchnęła z ulgą zwieszając nieco głowę w dół by być trochę fizycznie niższa. 

- Nie wiem - Odpowiedziała patrząc na Pumpkin z bezradnością w głosie. - Krótko ją znam - Dodała trochę ciszej dając jej znać że nie miała pojęcia co dla Crimson byłoby najodpowiedniejsze w tym momencie. Czasami niektórzy muszą zostać samemu i przemyśleć, inni się wygadać i wyrzucić to z siebie a jeszcze inni... Wybrali by na przykład jakaś formę rekreacji by o tym zapomnieć. - Jednak czuje że chyba powinnaś spróbować... Mogłam ją zdenerwować swoim wtrąceniem się ale naprawdę chciałam załagodzić sytuację... - Tak jak inni zaczęła sprzątać jednak poświęcała jeszcze cześć uwagi Pumkin jakby chciała coś jeszcze dodać albo zapytać.

 

Batty 

Gdy Spear powoli zrównywał z nią swój krok wydawała się nie zwracać uwagi na niego jakby była głęboko pogrążona w swoich myślach. Nie zajmowała się nawet wyczyszczeniem noża czy przeładowaniem swojej broni zupełnie jakby chciała jak najszybciej wrócić do obozu, do reszty gdzie mogła chwilę odpocząć... Albo przynajmniej nie być w stanie ciągłej gotowości do szybkiej reakcji na potencjalne niebezpieczeństwo, to musiało męczyć psychicznie a dla Batty to był już długi dzień. Nie mówiąc już o tym że swoim zdaniem popełniła błąd co dodatkowo jej ciążyło na duchu. 

-  Tak, chce wrócić do obozu - Odparła na poprzednie pytanie gdy ogier zadał kolejne, ona sama wyraźnie była nie w sosie. - I nie chodzi o ciebie tylko nie cierpię patrzeć śmierci w oczy - Znał już ją krótką chwilę więc był w stanie zauważyć że sposób jej wypowiedzi stał się jeszcze bardziej prostszy i lakoniczny jakby nie miała już siły. Szła jednak do przodu dosyć żwawo co mogło wskazywać na to że to nie jej siły fizyczne były na wyczerpaniu.  

 

Sinister Spell

Star z uznaniem pokiwała głową w kierunku gwardzisty chcąc wyrazić swoją aprobatę że przynajmniej nieznajomy podziela jej sposób myślenia. Potem, gdy jego kopyto przez nią przeszło na wylot skrzywiła się z niesmakiem jakby oznaczało to koniec zabawy w słowne przepychanki. Skoro nie miała mocy teraz jej rozmówca wiedział że jej zdania nie mają żadnej, realnej mocy.

- Nie... - Sinister stojąca koło Stalkera spróbowała się wciąć do rozmowy.

- A więc jednak jednak ktoś o mnie napisał w księgach? No proszę... - Zadowolenie wróciło na jej twarz patrzącą jak kopyto gwardzisty nabiera pogrążonej w mroku mocy. Nadal się nie bała jednak gdy została dotknięta mocno się zdziwiła... A potem przyjemność fizycznego dotyku zwyciężyła i przysunęła się trochę bliżej by mocniej to poczuć. - Mmm - Widać że chciała odpowiedzieć na jego pytanie ale... Ciężko było jej przerywać tą chwilę. - W sumie - Wzruszyła ramionami. - Sama nie wiem, myślałam że chociaż ze swoją elita się dzieli czymkolwiek - Nie sprawiała wrażenia jakby chciała to wiedzieć za wszelką cenę a raczej kierowała się zwyczajną ciekawością która wynikała... Właściwie to nie mógł być pewny czy bała sie że ktoś chce jej pokrzyżować własne plany czy dopatrywała się w Crystal jakiejś szansy. - Jest bardziej paranoidalna ode mnie - Dodała już znacznie ciszej.

 

Spell tymczasem pokręciła głową i na pewno zastanawiała się na odpowiedzą mimo że praktycznie od razu wiedziała co chce powiedzieć. Nie forsowała jednak i nie przerwała Star chcąc najwidoczniej zachować jakikolwiek poziom tej rozmowy by nie stała się zwykłą przepychanką dzieci. Musiała już długo znać głaskaną klacz skoro mimo dzielącej ich nienawiści wyczuwalnej w powietrzu w pewien sposób potrafiły się dogadać... Albo po prostu nie miały innego wyboru.

- Problem w tym że to fałszywe szczęście nie jest tego warte - Prychnęła z dezaprobatą. Można było zauważyć że nagle stwardniała, jej oczy przestały się szklić a głos był zdecydowany i dość głośny jak na dzielącą ich odległość. - Nawet nie wiesz co mi zrobiła więc nie masz prawa się wypowiadać skoro nie znasz tej historii. Jest tak... - Podniosła głowę i splunęła na ziemie. - Nie ma na to odpowiedniego słowa ale nawet śmierć się nią brzydzi... Albo nie miała na tyle przyzwoitości by chociaż umrzeć. Prawdę mówiąc wolałabym nie mieć jej krwi i tego daru nawet jakbym miała by przeciętna - Stalker się poruszył jakby rozumiał sens tych słów. Sinister praktycznie powiedziała że Star tak zalazła jej za skórę że byłaby wstanie się zrzec swojego chowańca... Co go najwidoczniej w pewien sposób zabolało ale ciężko było zgadnąć jak skoro był w większości stworzony z magii. Nie wystąpił jednak przeciwko swojej pani ale skupił wzrok na źródle problemu... I gdyby mógł z pewnością by ją zabił. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Baltimare

Pumpkin nic nie odpowiedziała, tylko ruszyła w stronę ponurej Crimson. Inne kucyki ziemskie nie rzucały nieprzyjemnych spojrzeń White ani nie trzymały się z daleka od klaczy. Najwyraźniej fakt, że sprowadziła Pumpkin do domu i to jak się z nimi wcześniej bawiła sugerowało, że już wiedzą jaka jest naprawdę i to, że chwilę temu odegrała inną rolę nic nie zmieniało. White nie mogła usłyszeć o czym mówią obie klacze, bo te stały za daleko. Crimson jednak nie wydawała się wyżywać na drugiej klaczy, a słuchała jej w milczeniu. Kiedy Pumpkin skończyła mówić, Crimson lekko się uśmiechnęła coś jej powiedziała i na tym właściwie się skończyło. Chwilę później Pumpkin wróciła.

- Chcesz zobaczyć swój pokój? - spytała widząc, że plac wokół powoli wraca do normy. Nie powiedziała jednak nic o rozmowie z Crimson. Sama Crimson poszła w kierunku drzew i usiadła pod jednym z nich kiedy skończyła swoją część pracy.


Okolice bazy

- Sądziłem, że dla ciebie to normalka - powiedział po niedługiej chwili. - Nie powinnaś myśleć nad tym co mogło się stać, a nad tym, że przeżyłaś reszta chyba nie ma znaczenia. Tak nam przynajmniej zawsze mówią na wojnie - powiedział niemal bez emocji. - W Canterlocie będziesz często patrzeć na znacznie gorsze rzeczy, a i tak idziesz. Widać musi ci zależeć - zmarszczył lekko brwi nad czymś myśląc. - Słuchaj... Znam zaklęcie, które może pomóc wykryć dużo wody. Może niedaleko jest jakaś niewielka osada. Mogłabyś wtedy doprowadzić się trochę do porządku i nie wiem może ci to poprawi nastrój. To tak luźna myśl, bo jeśli jednak wolisz wrócić do obozu w resztkach tego czegoś to rozumiem, nie moja sprawa


Las Evefree

Dostrzegła niemal natychmiast dziwną zbieżność między tą dwójką. Czasem jednorożce odznaczające się zdolnościami w czarnej magii uczyły się nekromancji. Przyzwanie szkieletu, kukły, którego zasilała zwykła mroczna magia było niezwykle proste, trochę trudniej było jeśli chodzi o bardziej złożone zwłoki. Duch... Samo przyzwanie nie było problemem, ale robienie za kotwicę dla niego wymagało już sporo mocy. Tutaj jednak było inaczej i zaczynało ją intrygować na jakim poziomie ta dwójka jest połączona. Wiedziała, że jest tu nienawiść, ale najwyraźniej było coś jeszcze. Czemu się nie pozbyła upiora skoro go nienawidziła?

- Cesarzowa... - najpierw postanowiła wyjaśnić tę kwestie. - Wymaga od nas zaufania, wszystko co robi jest przyszłością, w której to kucyki będą dominować, wszystko robi z myślą o naszej rasie - skierowała wzrok na Sinister. Atakowała już za nie takie słowa, za nie okazywanie jej szacunku, mogłaby ją łatwo zmusić do tego, ale po co było odkrywać wszystkie karty z góry? - Chcesz być normalna? Chciałabyś być jednorożcem bez mrocznej magii i talentu? Mieć zwykłe problemy jak oni? - pokręciła głową z dezaprobatą. - Jeśli tak tego pragniesz, to mogę odebrać ci mroczną moc, sprawić, że będziesz normalna. Poczujesz jak to jest mieć zwykłe problemy, jak to jest na siłę szukać powodu do istnienia. Bo jakie to jest życie kiedy uparcie próbujemy udowodnić naszą wartość, ale tak właściwie wiemy, że się oszukujemy i stajemy się częścią nic nie wartego tła. Nigdy nie dostałem szansy na normalne życie, nie poczułem niczyjej miłości, ale wiem, że jestem więcej wart, że posiadam zdolności o jakich inni marzą. Mam więc dzięki temu obie rzeczy, nawet jeśli uczucia wobec mnie są sztuczne, to jest to warte tej mocy

Share this post


Link to post
Share on other sites

NIEZNANE ZIEMIE

 

Panowała jeszcze noc, gdy ogier obudzi się.

Był wypoczęty i gotowy do dalszej podróży, to też po zebraniu czegoś do jedzenia wzbił się powietrze, opuszczając w ten sposób chatkę, którą z powrotem zamienił do stanu, jaki miała ona  stan przed pojawnieniem się w niej.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

White

Patrzyła jak Pumkin rozmawia z Crimson, próbowała wyczytać ich emocje czy wyłapać jakikolwiek oczywisty znak że nie chodzi o jakąś dużą sprawę. Na przykład machnięcie kopytem czy przewrócenie oczami... I w tej chwili gdy to nie nadeszło zaczęło dręczyć ją poczucie winy. Gdyby nie kierowała się swoją niechęcią do czarnego rynku z gwardią by się nawet nie spotkały i mogłoby obyć się bez problemu. Tylko czy na pewno? W tamtym miejscu też się potrafi dużo dziać i nikt nie wie jak by to się potoczyło. Z drugiej strony po nocy i tak tam się skierują... Więc jeśli fatum czeka na Crimson i White i tak dostanie swoje pięć minut. Biała klacz potrząsnęła głową próbując jakoś przerwać ten krąg nie do końca miłych myśli i zobaczyła że Pumkin wraca.

- Jasne - Odpowiedziała wracając swoim duchem do teraźniejszości. Chciała spytać jak poszła jej rozmowa... Ale skoro nic nie powiedziała to raczej nie ma czym się martwić. Poza tym to był kolejny długi dzień z rzędu i chciała po prostu odpocząć. - Z Crimson będzie w porządku? - Mimo wszystko wolała się upewnić stosując dość ogólnikowe pytanie.

 

Batty

- Nie często powierzam życie kawałkowi stali - Odpowiedziała na jego pierwsze spostrzeżenie po wciągnięciu powietrza przez usta by nie czuć tego ohydnego zapachu. - I nie myślę o tym co mogło się stać a raczej co doprowadziło to tego że stało jak się stało że zaryzykowałam bardziej niż powinnam - Dodała po czym się zreflektowała się że on to może nie do końca odebrać w ten sam sposób co ona. - Znaczy, chodzi o mnie. Popełniłam gdzieś błąd - Wyglądało na to że w stosunku do siebie była surowa ale być może właśnie to utrzymało ją przy życiu wiele razy wcześniej. - Woda i tak będzie lodowata - Mruknęła wiedząc że są w górach w trakcie nocy. - Tylko cholera wie jakie ten glut ma właściwości... Prowadź jeśli będzie blisko - Zdecydowała się w końcu dając za wygraną. 

 

Sinister

- A więc Cesarzowa wydaje się dosyć szczodra w swoim celu skoro tak ciężko na niego pracuje - Skomentowała Star nie naciskając już dalej. Może nie chciała sugerować że ta wiedza jest dla niej istotna albo uznała że i tak się nie dowie od tego gwardzisty o tutaj.

- Ćpałeś kiedyś? - Spytała dosyć bezpośrednio jednak w jej głosie była ciekawość a nie to odczucie sugerujące że ma to być obelga. - Powiadają że jeśli raz spróbujesz na zawsze będziesz pamiętać to uczucie - Pośpieszyła z wyjaśnieniem. - Z tym talentem jestem pewna że jest podobnie... Na odebranie jego jest już za późno i mogę się jedynie cieszyć z tego co mam - Powiedziała twardo akceptując swój łut szczęścia w ogromie bólu i żalu. Podrapała znowu Stalkera który przymknął oczy. - Rzecz w tym że szansa na normalne życie została mi odebrana już na zawsze... Zanim jednak to się stało poznałam tą wartość. Jak sam powiedziałeś jesteś upośledzony o to doświadczenie - Star zamrugała parę razy jakby sprawdzała czy śni bo Sinister zaczynała stąpać bo naprawdę cienkim lodzie - Bo nie można czuć jak coś jest dla ciebie cenne skoro się tego nie zaznało. Samo wyobrażenie to tylko marna imitacja, iluzja tego czym chciałbyś by dana rzecz była ale gdy ją dotkniesz rozumem czy sercem sprawy stają się inne, bardziej osobiste i nie możesz zapomnieć tego uczucia - Pokręciła głową a potem się uśmiechnęła gdy przyszła jej do głowy kolejna myśl. - Można powiedzieć że chce mieć ciasto ale je zjadłam... Ale zjadłam je bo ktoś wpakował mi je do ust i zamierzam pluć jadem w stosunku do osoby która to zrobiła bo taka jest moja wola.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Baltimare

Kiedy padło pytanie White o Crimson, Pumpkin znowu skierowała wzrok na klacz, którą zostawili z tyłu. Wyglądało, że zastanawia się nad tym co powiedzieć, ale sama Crimson nie wyglądała na urażoną czy obrażoną. Siedziała pod drzewem opierając kopyta za głową i trzymając źdźbło trawy w zębach oraz mając przy tym zamknięte oczy. Wyglądała tak spokojnie jakby miała zamiar zaraz zasnąć. Wyraz pyszczka Pumpkin wskazywał jednak, że nie jest do końca przekonana co do jej pozy.

- Nie znam jej tak długo jak wy - wydusiła z siebie w końcu. - Ona twierdzi, że sobie poradzi i nie musimy się o nią martwić ja jednak... - znów skierowała na nią wzrok. - Kiedy tak z nią rozmawiałam to miałam wrażenie, że ukrywa pod tą pozą, którą wszystkim nam pokazuje prawdę. Nie rozpłacze się tu, ale... Była już chyba tyle razy poniżana w życiu i mieszana z błotem, że nie pamięta już innego życia. Każdy codzienny dzień jest dla niej tym samym, a opiera się na przetrwaniu, a przynajmniej tak mi się wydaje, nie mogę być tego pewna. Jestem natomiast przekonana, że nikomu się nie wyżali, bo woli się zamknąć na innych


Okolice bazy

- Nie znam takich co nie popełniają błędów - powiedział jeszcze nim zaczął, a jego róg otoczyła magiczna aura. - Niby trzeba uczyć się na błędach aby ich nie powtarzać, a tak przynajmniej mówią - zmarszczył lekko brwi przekręcając głową na wszystkie strony. - Chyba coś mam... Nie jest daleko i najwyraźniej to oaza - dodał powoli ją prowadząc. - Nie sądzę abyśmy kiedykolwiek się dogadali - mówił idąc dalej prowadząc ją za sobą. - Mimo to zaryzykowałaś i mi pomogłaś choć mogłaś uciec. Widać zostały ci jeszcze pewne wzorce z dawnych zachowań naszej rasy. Słyszałem też, że to ty poszłaś nas ratować kiedy byłaś z buntownikami, choć powinnaś nas była zostawić, przynajmniej każdy z nich by tak zrobił. Nie rozumiem czemu to zrobiłaś - nim Batty mogła odpowiedzieć przed nimi zaczęła rozciągać się oaza. Spear przystanął i zaczął się rozglądać. - Nie wyczuwam zagrożeń. Chyba możesz się odświeżyć w tym, a ja zaczekam tutaj żebyś miała nieco prywatności


Las Everfree

Nim mogłaby powiedzieć coś Star, dotarł do niej głos Sinister. Słuchała każdego jej słowa uważnie. Była świadoma tego, że te dwie nie wiedzą z kim rozmawiają, nie wiedzą kim tak naprawdę jest. Nikt nic o niej nie wiedział, a nawet wszyscy mieli myśleć, że jest ogierem. Ta klacz nie miała prawa wiedzieć jak z nią rozmawiać. A jednak... Fakt tego, że nikt się tak do niej nie zwracał, że wszyscy się bali kiedy tylko się pojawiła, fakt tego, że tylko jej matka i twórczyni z nią rozmawiała jak ktoś równy, a nawet lepszy musiał zacząć na nią jakoś oddziaływać. W chwili gdy Sinister zaczęła jej zarzucać upośledzenie emocjonalne jej samokontrola zaczęła pękać. Wydobyła się z niej tak mroczna aura, która nie magazynowała się tylko w rogu a całym ciele, z którego teraz wypływała. Powietrze było tak gęste, że można było ciąć je nożem, a gałęzie drzew zdawały się cofać w przerażeniu.

- Dobroć... Lojalność... Szczodrość... Śmiech... Uczciwość oraz Magia... - jej głos był teraz niezwykle zimny kiedy wymieniała każdy z dawnych elementów harmonii. - Osobiście spotkałem każdą z nich, a nawet zniszczyłem dwa z sześciu elementów harmonii. To ja zaatakowałem Crystal Empire i obaliłem tamtejszą księżniczkę i chowając ich największy skarb, a zrobiłem to wszystko dla cesarzowej, która nas prowadziła. Spotkałem każdą z emocji kucyków, które miały dawać im siłę, miały ich chronić, a ostatecznie uciekały w panice. Wyczułem każdą z tych cech na własnej sierści - nagle zamilkła, a mroczna magia zaczęła się cofać. - To było niezwykle odświeżające - powiedziała już spokojniej. - Nie potrzebuje słabych uczuć żeby wiedzieć ile warte jest moje życie. Czy jesteś w stanie udowodnić, że się mylę? Że jestem gorszy od każdego kucyka, który rozumie emocje? - w jej głosie kryło się coś jak wyzwanie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

White

- Problem w tym że poznałam znam ją dzień dłużej niż Ty - Powiedziała do Pumpkin ze wzrokiem skierowanym na Crimson. W tym momencie wyglądała jakby rzecz która mogłaby ją złamać nie istniała na tym świecie... Przynajmniej sprawiała takie wrażenie ale to nie znaczy że tak było. White zaczeła się zastanawiać czy kiedykolwiek ktoś zainteresował się tym jaka była w środku? Pod tym kamuflażem złożonym z farb i cech które pokazywała bo udawana gruboskórność działa tylko na krótki okres by potem tylko wszystko pogorszyć gdy coś zbierającego się pod skórą przekroczy pewien niewidzialny próg wytrzymałości. To mogło być prawie wszystko od gniewu po poczucie beznadziejności ale prawie niemożliwe do uchwycenia dla innych.

- Jeśli faktycznie tak jest... - Biała klacz sprawiała wrażenie że zgadzała się ze słowami Pumpkin. - Jeśli była gnębiona tak długo może uznawać że nie zasługuje na pomoc - Pokręciła delikatnie głową wiedząc że to złe podejście ale ukazanie temu komuś kto w to wierzy może być niesamowicie trudne. - Pewnie spędzę z nią pewnie trochę czasu, postaram się od niej dotrzeć... 

 

Batty 

- Ja też nie ale nie chce ich tak po prostu zbywać - Odpowiedziała krótko przeskakując do następnego tematu. - Skoro się nie dogadamy to po co w ogóle próbujemy? - Najwyraźniej przywykła do ciszy i jej nie przeszkadzała. - Pomogłam bo nie chciałam się tłumaczyć twojemu dowódcy co się stało. Wydaje się dobrym... Ogierem - Zawahała się jakby te dwa słowa jej nie pasowały. - Poza tym Pearl również tego dobrze by nie zniosła i nie chciałam na to patrzyć - Zamilkła na chwilę patrząc w stronę oazy. - A w bazie... Po prostu to był impuls, wydawało mi się to po prostu słuszne i wyszło na dobre. Nic więcej, nic mniej - Wzruszyła ramionami i skierowała się powoli w stronę wody. - Dzięki - Rzuciła jeszcze na odchodne zostawiając za sobą zebrane drewno... Ale nie broń która trzymała w pogotowiu. Nie miała złudzeń że to co robi może być średnio bezpieczne i nie zamoczyła się dalej niż do połowy wysokości swoich nóg. 

 

Sinister Spell

Gdy Spell skończyła swoją wypowiedz wiedziała że mogła przekroczyć pewną niewidzialna granicę ale nie obchodziło ją to. Powiedziała to co uważała za stosowne w słowach które uważała za właściwe i to się w tym momencie dla niej liczyło. Wielu takiego zachowania mogło nie rozumieć uznając je za głupie bo jaki jest sens w oddaniu życia za swoje słowa? Za coś, czego nie musiałeś przecież robić. Wystarczyło schować dumę, podkulić ogon i się przymknąć... Albo chociażby skłamać i problem potrafił zniknąć jakby dotknięty czarodziejską różdżką. To nie była jednak jej droga i jedyne co pozostawało to przyjęcie konsekwencji swojej decyzji. 

 

Nie patrzyła za siebie, wystarczająco mocno się bała gdy patrzyła w oczy swojego chowańca - stwora o wyglądzie wiwerny z piórami zamiast łusek. Mimo że tak naprawdę był sztucznym tworem już dawno przestał pełnić rolę sługi czy strażnika a stał się kimś więcej... Przyjacielem z którym się liczyła bardziej niż z resztą społeczeństwa. Na nim zawsze mogła polegać i nawet w tej trudnej chwili, być może ostatniej znalazła ukojenie w jego obecności. 

- Było fajnie, co nie? - Spytała cichym głosem i przytuliła się. Za jej plecami działo się coś złego, czuła to swoim zmysłem magii... I nawet powietrze zdawało się gęstnieć od tej niegodziwej aury. - Przepraszam - Dodała już prawie bezgłośnie i zamknęła oczy. Wiedziała że ani walka ani ucieczka nie należała do możliwych. Ta abominacja bez emocji, gwardzista Cesarzowej nie powinien istnieć. Znała trochę tajemnic doprowadzających innych do szaleństwa ale nigdy czegoś co byłoby absolutnie złe w całym swoim spektrum.  Dobroć... Lojalność... Szczodrość... Śmiech... Uczciwość... Magia... Usłyszała sześć słów za swoimi plecami a potem kolejne zdania. Najwyraźniej celowo to przeciągał by nacieszyć się niemocą Sinister. Najgorsze jednak nie chciało nadejść i ku jej zdziwieniu wiatry magii o sile huraganu wygasły. Nadal żyła, nadal czuła bicie swojego serca a więc wyglądało na to że dostała od losu drugą szansę.

 

- Uczucia to jednocześnie... - Zatrzymała się na dłuższą chwilę już bardziej myśląc nad doborem słów. Może zyskała do niego większy szacunek albo ogień który czuła nie dalej niż minutę temu przygasł po tym pokazie siły. - Największy skarb i utrapienie - Mimo wszystko wysiliła się na delikatny uśmiech niewidzialny dla innych,  wspominając najlepsze chwile które się jej przytrafiły. Nie zostało ich zbyt wiele ale wystarczająco by się nie załamała pod ciężarem sytuacji w której się znalazła. - Nie jestem w stanie Ci udowodnić że jesteś lepszy czy gorszy, to pojęcia zależne od tego kto na ciebie patrzy... Tak samo jest z dobrem i złem które nie istnieją bo są relatywne -  Nie zamierzała jednak dać wygrać jego ignorancji. - Ale mogę udowodnić że nawet ktoś tak doskonały jak ty może się pomylić - W magicznym błysku teleportacji pojawiły się na pozór dwa takie same owady o niebieskich skrzydłach i niemal od razu zadała proste pytanie. - Który z tych motyli ma kolor nieba? - Postawiła wszystko na jedną kartę jak to miała w zwyczaju tylko tutaj oszustwo nie wchodziło w grę więc musiała zrezygnować z powiedzenia kłamstwa by go zmylić. - Wybór barwy jest nieprzypadkowy...

Edited by Shey

Share this post


Link to post
Share on other sites

Baltimare

- Naprawdę mam nadzieje, że ci się uda, bo wszystkie jesteście dla mnie równie ważne. Gdyby nie wasza pomoc nie wiem co by dziś ze mną było - spojrzała jeszcze raz na Crimson, a potem na White. - Pamiętaj jednak, że nie warto robić nic na siłę. Jeśli ktoś tego nie chce to nie sposób pomóc komuś w ten sposób - kiedy to powiedziała na niebie zaczęło powoli się ściemniać. Pojawił się jak na razie słaby jeszcze księżyc, a niebo zmieniło barwę na bardziej pomarańczową. Pumpkin wprowadziła White do niewielkiego domku. Nie wyglądał na zbyt wygodny jeśli chodzi o miejsce do mieszania. Niewiele przestrzeni, stare meble i piec mający już swoje lata. Zimą musiało tu być bardzo nieprzyjemnie. W końcu Pumpkin wprowadziła ją do miejsca, które miało być pokojem White na noc. Okazało się, że była to niewielka izba, którą niemal całkiem zawalało łóżko nadgryzione nieco przez ząb czasu oraz stara szafka z niewielką lampką. Pościel na łóżku także wyglądała jakby była kilkukrotnie łatana. Uwagę też zwracało niewielkie okienko, z którego był widok na szopę, w której zapewne miała spać Crimson.

- Musisz nam wybaczyć, wiem, że nie do tego pewnie przywykłaś, ale nic lepszego nie mamy - powiedziała trochę przygnębiona tą sytuacją Pumpkin.

 

Okolice bazy

Spear już nic nie powiedział tylko pozwolił odejść Batty, a sam został z tyłu. Oaza wyglądała nietypowo wokół kamieni i piasku, ale nie wydawała się też na groźna. Wokół było kilka krzaków, a nawet drzewa z nietypowymi owocami, ale ciężko było stwierdzić czy jadalnymi. Woda z całą pewnością była niezwykle czysta, widać było przez nią nawet dno, ale nie wyglądało aby coś żyło w tej wodzie, a jeśli nawet to być może obecność Batty przestraszyła tutejszych mieszkańców. Klacz mogła wyczuć, że woda nie należała do ciepłych, a była nawet nieco chłodna.

Wokół panowała niezwykła cisza, nie licząc świerszczy i krzaków, którymi co jakiś czas poruszał wiatr. Zaraz jednak jeden z krzaków zaczął się mocniej poruszać, zupełnie jakby ktoś za nim był. Batty mogłaby nawet pomyśleć, że to Spear ją podgląda, bo przez chwilę nic z tego miejsca nie wychodziło. Z krzaków w końcu jednak wylazło coś co przypominało nieco przerośniętego skorpiona. Stworzenie zdawało się chwilę przyglądać Batty, ale równie szybko ją zignorowało, a zamiast niej skupiło się na owocach na drzewie. Stwór wyciągał dług ogon, a jego zakończeniem przebijał owoce, które momentalnie zaczęły się kurczyć, aż nie została pozbawiona zawartości skórka. Wyglądało, że dziwne stworzenie w ten nietypowy sposób zjadało wnętrze owoców, ale bez skórki.


Las Everfree

Wiedziała cały czas, że ma przewagę w tej rozmowie. Duch? Gdyby miał ciało mógłby sprawić problemy, dziś jednak był tylko cieniem dawnej siebie czego sam był pewnie świadomy. Istoty eteryczne nie były w stanie skrzywdzić fizycznych. Klacz? Władała czarną magią i zdawała się sporo umieć, ale nie uczyła się jej w wielkim zakresie, a przy tym nie zgłębiała wszelkich zakazanych tajemnic, nadal wiele jej brakowało do pełni potencjału. Chowaniec? Istota tego typu nie stanowiła większego problemu, zwłaszcza kiedy została stworzona przez słabszego użytkownika magii, chociaż musiała przyznać, że był dość nietypowy patrząc na inne chowańce. Gdzie byłaby tu jednak zabawa gdyby od tak ją zabiła? Wolała widzieć strach w oczach, chciała utemperować tę nieznajomą klacz, a później pomyśleć co z nią dalej zrobić. Strach jaki od niej wyczuła chwilę wcześniej był niemal jak apetyczny podwieczorek. Zaraz jednak sytuacja zmieniła się. A stało się to w momencie kiedy ta klacz znowu doszła do głosu. Słuchała uważnie jej słów, ale kiedy Sinister przywołała owady spojrzała zakłopotana w bok. Pierwszy raz nie było widać u niej dotychczasowej dominacji.

- Nie potrafię odpowiedzieć... Nie tak... - jej ton po raz pierwszy brzmiał tak niepewnie. - Mój hełm... Nie mogę przez niego dostrzec idealnie barw, ale gołym okiem... - zacisnęła zęby z powodu tej niezręcznej sytuacji. - Muszę go zdjąć, ale... Powiedzmy, że moja tożsamość to tajemnica. Możemy to rozegrać na kilka sposobów - spojrzała po całej trójce. - Zaufam wam, że żadne nie będzie patrzyć, a jeśli, któreś mnie uszka w lesie zamieszkają dwa duchy - aluzja była oczywista, bo Stalker jako sztuczna istota nie mógł się nim stać. - Mogę rzucić na was klątwę ślepoty, ale to nie działa na duchy - spojrzała na Star. - Musiałbym ją na chwilę wygnać. Ostatnią opcją jest zamaskowanie pyska odpowiednim zaklęciem, ale to też może mi rozproszyć nieco widok - powiedziała znów nieco zirytowana tym. Nie mogła uwierzyć, że ktoś podszedł ją w ten sposób, a nawet zapewne tego nie planowała, a przynajmniej nie tak.

Share this post


Link to post
Share on other sites

GOSPODA/KARCZMA - (Nieznane dla przybysza tereny inne niż NIEZNANE ZIEMIE)

 

Tymczasem Eblementaris po paru dniach lotu przelatując kilka metrów nad lasem dostrzegł budynek na jego skraju. 

Po wylądowaniu spojrzał na niego, a nastepnie wszedł do środka, ażeby podejść do lady.

Obecne tam nieliczne kuce raczej nie zwracały uwagę na tajemniczego przybysza, poza barmanką, która naglę wyszła z zaplecza, i zapytała:

- Co podać?

- Woda i skromny posiłek, z uwagi na zmęczenie, jakie mnie ogaręło po długiej wędrówce - skłamał nieco, ponieważ w reczywistości on przyleciał, a nie przywędował.

- Dobrze odpowiedziała barmanka nie pytając przybysza o to, kim jest, czy skąd pochodzi.

Sam ogier rozejrzał się do okol,a ponownie gdy tylko znalazł się przy ladzie.

Spostrzegł, że przebywają w nim kuce, które raczej są z tych niższych warstw społecznych (żeby nie powiedzieć z marginesu społecznego), jak chociażby ci którzy nadużywają różnego rodzaju napojów wyskokowych, bezdomni.

 

Przybysz ukryty pod tajemniczym ubraniem (które wyczarował natychmiast (tak na wszelki wypadek)) po wylądowaniu po podziękowaniu za posiłek i coś do picia wręczył jedną złota monetę, a następnie drugą.

 

Barmanka zwróciła się do neogo  słowami.

- Nie wiem kim jesteś, ale opłaciłeś za jedzenie i picie. jednakże dostarczając mi kolejną złotą monetę dajesz mi do zrozumienia, że żądasz czegoś więcej, niż to, co się mieści w standardowaym nazwijmy to trybie obsługi przybyłych. Ich się kręci czasami tu sporo, to też niedzwi się, że o tym sie wypowiadam.

- Spokojnie. Nie chodzi mi o zaspokojenie moich zachcianek, czy też traktowania mnie bardziej luksusowo, ale raczej o jedorazowy nocleg przed dluższą podróżą, kóry nie byłby zakłócony przez nikogo, w tym też przez klacz, która przygląda sie tak, jakby czegoś potrzebowała Ja sam nie jestem z tutaj z tego powodu.

- Tak. Jasne. wszystkie ogiery tak mówią....

- Ja jestem jednak inny, ale mniejsza z tym. - przerwał wypowedź klaczy - Co z moim noclegiem?

- Już szykuję go dla pana - odpowiedziała mu stojąca przez chwilę przy ladzie, ażeby po chwili udać  się w stronę miejsca, gdzie były widoczne schody. 

Przez ten czas ogier ponwnie skupił się na karczmie, i kucach w niej zasiadających oraz młodych dorosłych klaczy wcześniej mu się przygladała.

Jednak nie była tym razem jedyną, ponieważ swój wzrok też na niego skupiła inna obecna tym  miejscu klacz, która zesztą podeszła do tamtej, ażeby najwidoczniej porozmawiać.


Przybysz nie wiedział o  czym one mówą więc udał się na górę  w towarzystwie szefowej pęsjonatu (przybysz nie był świadomy tego, kto jest właścielem budynku, która pojawiłą się na moment po przyszykowani noclegu).

 

- O to pański pokój - oznajmiła klacz po wejściu do pomieszczenia, w którym przybysz miał przenocować. 

- Nie jest zbyt luksusowy - oznajamił, po czym dodał - nie mniej jednak to mi wystarczy, to też daje pani dodatkową złotą monetę. Przy czynię ten gest nie ze względu na stan pokoju, ale z uwagi na to aby zachować dyskrecji polegającej na tym, że oficjalnie jestem zwykłym przybyszem turystą można powiedzieć.

- Ma się rozumieć.

- To  dobrze więc dobranoc.

- Dobranoc - oznajmił przybysz barmance, która opuściła  pokój mieszczący się na drugim pietrze budynku, dzięki czemu ogier mógł się położyć 

Zanim jednak to uczynił rzucił na pomieszcznie zaklęcie echolokacji, czasowej niemocy sprawczej, czy czar czuwania na wypadek niecnych zamiarów ze strony osób mogących mu zrobić krzywdę bądź dokonać np grabierzy, czy  czegoś, co będzie wymagać jego natychmiastowej intewencji, czy też czaru wyprzedzającego na wypadek zagrożenia życia ze strony użycia czynności, bądź narzędzia mogącego przyczynić się do jego śmierci, lub też uszczerbku na zdrowiu. 

 

Gdy upewnił się, że wszystko jest dobrze położył sie i po chwili zasnął nie myśląc o klaczach, jakie się do niego uśmiechały, oraz spogladały, gdy przebywał na parterze, czy też ogierach tam zasiadujących.

 

Wobec tych wszystkich kucy nie miał jednak jakiś złych zmiarów.

Nie mniej jednak nie był stąd, stąd  też musiał się zabezpieczyć przed ewewntualnym zagrożeniem życia i zdrowia nawet jeżeli chodzi o te klacze. Nie wyglądaly one co prawda na takie, które umilają życie ogiera. Nie mniej jednak wolał trzymać dystans, chociażby dlatego, że z natury był łagodnym ogierem, przez co nawet do klaczy był zdystansowany a samo miejsce było mu jednak typowe dla takiego, gdzie raczej zapuszają się osoby z bardzo niższych sfer.

 

 

 

Edited by Król Etirenus

Share this post


Link to post
Share on other sites

White

- Miło to słyszeć - Uśmiechnęła się gdy Pumpkin powiedziała że White jest dla niej ważna. - I też mam nadzieje że mi się uda... Bo to nie sposób na życie - Popatrzyła na księżyc a potem w miejsce gdzie słońce już schowało się za horyzontem. - Może dla niej działać już dosyć długo ale nie wydaje mi się że można tak cały czas - Skrzywiła się nieco ale nie na widok swojego lokum. Mimo wszystko była w gwardii więc czasami zasmakowała bardziej spartańskich warunków i musiała je zaakceptować. Innego wyboru po prostu nie miała niezależnie od tego czy jej się to podobało czy nie bo  nikt nie pytał ją o zdanie. - To w zupełności wystarczy - Zapewniła swoją rozmówczynię. - Najważniejsze żeby było sucho i w miarę ciepło, od całej reszty nie umrę - Uśmiechnęła się z radości wypełniającej jej serce wspominając dzisiejszy wieczór poza tym drobnym incydentem. To jak inni się cieszyli się na powrót Pumpkin tylko upewniło ją że uratowała dobrego kucyka który rozświetlał życie innych.

 

Batty

Zlustrowała oazę swoimi pionowymi źrenicami od prawej do lewej, wydawała się spokojna i nieszkodliwa... Czyli dokładnie takie jakie są najgorsze bo usypiają czujność. Przez chwilę również nasłuchiwała po czym wzdychneła nieco głośniej i odłożyła delikatnie swoją broń na suche kamienie. Już jakiś czas temu miała dość dzisiejszego dnia. Za dużo się działo, za dużo rozmów i sporów co wyczerpało ją psychicznie a oprócz tego ciągle starała się być czujna na zagrożenia mogące czyhać na dosłownie każdym centymetrze. Na to ostatnie nie narzekała, pustkowia takie były ale towarzystwo po prostu zawsze ją męczyło bardziej niż powinno. Nie do końca wiedziała dlaczego tak jest ale tłumaczyła to sobie w jeden sposób: Byli za głośni. Zupełnie jakby cisza była czymś złym a Batty właśnie w niej odnajdywała spokój ducha... Który znowu ktoś zakłócił niszcząc tą magiczną i może nieco nawet romantyczną atmosferę. Trochę już poirytowana spojrzała się na krzak i podniosła kopyto w geście samoobrony gdy wyszedł z niego dość duży skorpion. Obserwowała go przez moment i dopiero sposób w jaki się pożywiał uspokoił. Roślinożerne stworzenie było naprawdę miłą odmianą od reguły. - A, koneser owoców widzę - Powiedziała szeptem wiedząc że nie będą sobie wadzić nawzajem. - Nie taka zła ta woda - Dodała zanurzając w niej prawie całe kończyny. Spodziewała się że ten chłód będzie trudniejszy do wytrzymania a był dosyć delikatny, taki w sam raz na otrzeźwienie ale nie taki by zmarznąć. Spojrzała na swoje odbicie pod sobą i pokręciła głową. Spear się nie mylił co do swoich słów i w zasadzie dobrze zrobiła w końcu przystając na jego propozycje. Nie zwlekając już dłużej bo przecież ktoś na nią czekał przystąpiła do zmywania z siebie tych cuchnących pozostałości pająka. 

 

Sinister

To nie był zwykły, pierwszy lepszy gwardzista ale ktoś więcej... Przypomniała sobie jego słowa z początku rozmowy ,,Powstałem w jednym celu''. Czy to możliwe że jest tworem magicznym który naprawdę żyje? To znaczy bez emocji ale nadal ma serce które pompuje krew w przeciwieństwie do jej chowańca. To by znaczyło że ma pewną słabość jednak z drugiej strony wykonał go ktoś niesamowicie potężny z ogromną wiedzą. ,,Crystal - Pomyślała o cesarzowej. - Czy to możliwe że ona go zrobiła?''. Wiedziała że wpakowała się w niezłe kłopoty które z każdą chwilą okazywały się coraz mniej zabawne. Z całych swoich sił kombinowała jak się wydostać z tej sytuacji bo wątpiła że po tym spotkaniu tak po prostu się rozstaną... To byłoby zbyt piękne a życie w ten sposób zdawało się nie działać. 

 

- I tak nie patrzę - Odezwała się po chwili milczenia obojętnym tonem. Obrót sprawy nieco ją zaskoczył chociaż starała się tego nie okazać. Ta zagadka miała jedynie kupić nieco czasu a okazała się niesamowicie skuteczna... Prawdę mówiąc nawet Sinister jeszcze nie wiedziała jaka jest właściwa odpowiedz ale to nie był problem na teraz. Szukała czegoś innego, czegoś co pozwoli wywrócić ten stół z kartami ale żadna z opcji nie sprawiała wrażenia wystarczająco dobrej a więc musiała grać dalej. Spojrzała na swojego chowańca i zasłoniła mu kopytem oczy jakby był dzieckiem które chciało zobaczyć coś czego nie powinno. Uśmiechnęła się wiedząc że to bez sensu... Nigdy nie zyskała całkowitej pewności w tej kwestii ale zachowywał się raczej jakby wyczuwał magię w innych istotach i rzeczach. - A tego ducha możesz wygnać, w tym momencie się nie przyznaje że to moja pra razy ileśtam moja babcia. Nie ufam jej na tyle żeby ryzykować moim życiem - Sinister często kładła je na szali, zupełnie jakby ze śmiercią chciałaby przywitać się przedwcześnie ale prawda była taka że miała parę niedokończonych spraw. Po za tym na ciekawość Star nie miała wpływu i to było najbardziej nie w porządku.

 

,,To wcale nie tak że wraz z Twoją śmiercią moje istnienie również zniknie - Pomyślała Star. Z jednej strony to dobrze że jej przeszła podopieczna o tym nie wiedziała ale z drugiej stwarzało pewne komplikacje jak w tym momencie. - Przydałoby mi się już to nowe ciało''. Wzdychneła zmęczona nieżyciem spoglądając na gwardzistę... I w jej głowie zrodził się pewien pomysł.

- Ta zagadka jest bez sensu - Zarzuciła dość ostrym tonem. - Każda z nich jest taka sama - Akurat tej nie znała ale Sinister zawsze wyciągała odgrzewanego kotleta w takich sytuacjach. - Zrobi z ciebie idiotę ujawniając jakiś fakt o którym nie mogłeś mieć pojęcia... A tak po za tym żaden z nich! - Nadal była na podwyższeniu z pnia drzewa. - Mamy noc do cholery a te motyle mają kolor błękitu królewskiego - Odwróciła się i spojrzała w ciemnoniebieskie niebo. - Ale jak tam chcesz, możesz w to grać - Nie do końca było jasnym co aż tak ją zdenerwowało żeby podnosić głos. 

 

- Sprzedasz mi potem to zaklęcie na wygnanie duchów? Próbowałam paru ale żadne z nich jeszcze nie zadziałało a twoje... Wiem że będzie odpowiednie - Sinister zignorowała Star i zadała ogierowi kolejne pytanie jeszcze mu przy tym słodząc. Można powiedzieć że toczyła się tu pewnego rodzaju walka o wpływy. - Jak widzisz, czasami ciężko z nią wytrzymać.

 

 

Edited by Shey

Share this post


Link to post
Share on other sites

Baltimare

- Tego mamy pod dostatkiem - uśmiechnęła się Pumpkin kiedy White wspomniała o cieple i żeby było sucho. - Mam pokój naprzeciw twojego, jakbyś czegoś potrzebowała daj znać. Niech księżniczka Luna czuwa nad tobą w czasie snu - powiedziała jeszcze Pumpkin przed odejściem, to mogło też sugerować, że tutejsze kucyki nie zapomniały o dawnych władczyniach. Całkowita ciemność zapadła niecałą godzinę później. Zapowiadała się piękna noc, liczne gwiazdy i księżyc pięknie świeciły jakby chciały pokazać, że nic złego się nie dzieje. Crimson zaczęła iść w kierunku szopy niedługi czas później, a White mogła ją zobaczyć ze swojego okna. Kiedy tylko weszła do zabudowania zniknęła na niewielką chwilę żeby zaraz znowu pojawić się na dachu. Położyła się tam na grzbiecie i patrzyła w niebo, najwyraźniej nie zamierzała na razie iść spać. W domu Pumpkin panowała za to niezwykła cisza, którą zakłócały tylko świerszcze za oknem.


Okolice bazy

Kiedy Batty zaczęła mówić, nietypowy skorpion zaczął poruszać nogogłaszczkami patrząc w jej kierunku jakby próbował przyswoić się do nietypowego dźwięku, który wydawała. Najwyraźniej tutejsi roślinożercy musieli walczyć każdego dnia o przetrwanie w tym okrutnym terenie, a spotkanie innego gatunku, który gustuje w podobnych przysmakach graniczyło tu z cudem. Nie mówiąc, że kucyki raczej w ogóle się tu nie pokazywały od utraty bazy przez gwardię. Stworzenie jeszcze chwilę się przyglądało, aż zamachnęło się ogonem na drzewo, a owoc, który na nim rósł poleciał w kierunku zmywającej z siebie resztki pająka Batty, co ciekawe, stwór nie poszedł po niego, a zerwał sobie inny, który znów zaczął konsumować. Ta oaza wydawała się być zupełnie innym miejscem niż wszystko dookoła.


Las Everfree

Strach... To uczucie było najbliższe ze wszystkich innych, które zna, bo wszyscy mogący zmierzyć jej potencjał magiczny ulegali tej właśnie emocji. Nawet wśród elity gwardii, tych, których wszyscy się bali, nie czuła się jedną z nich. Nawet ta przerażająca elita się jej bała. Z czasem zaczęła wykorzystywać ten strach, skoro była to jedyna emocja jaką wywoływała, kąpanie się w nim stawało się niezwykle przyjemne. Była przekonana, że ta klacz nadal się jej boi, wie co się stanie jak dojdzie do konfrontacji. Patrzyła jak zasłania oczy swojego chowańca zgodnie z jej wcześniejszą prośbą. Ona sama znów spojrzała na owady, zastanawiając się nad kolejnym ruchem, ale właśnie wtedy dotarł do niej głos upiora. Uniosła wzrok i spojrzała na oboje.

- Idiota? - rzuciła pusto, ale w jej głosie było coś niepokojącego. - Próbujesz mnie znieważyć mimo, że jeszcze nic nie zrobiłem? - pytanie wydawało się dosyć konsekwentne, a przy tym było w nim coś niepokojącego. Spojrzała teraz na Star. - A może to ty ze mną pogrywasz, bo czujesz się urażona - znów skierowała wzrok na Sinister. - Boisz się mnie? Chcesz żebym przepadł? Pragniesz znaleźć się jak najdalej stąd i w ogóle o mnie zapomnieć? - spytała robiąc krok naprzód w jej stronę.


GOSPODA/KARCZMA

Jeden z licznych patroli składający się ze zwykłych gwardzistów odzianych w zbroje, poruszał się po okolicznych terenach na wypadek gdyby gdzieś formowały się grupy buntowników. Wszyscy byli świadomi, że ci zwykle zawiązywali bazy w okolicznych motłochach byle jak najdalej od posterunków. Oddział składał się z dziesięciorga gwardzistów, w tym wypadku wyposażonych w tradycyjną broń białą zamiast palnej. W oddziale było sześcioro jednorożców z czego jeden po odznaczeniach na zbroi na pewno był porucznikiem. Towarzyszyły im dwa kucyki ziemskie noszące ciężkie toboły i dwa pegazy, które wypatrywały zagrożeń w powietrzu. Kilkudniowy patrol tej niewielkiej grupy gwardzistów nieco nadwyrężył ich zapasy, a niedaleka knajpa choć obskurna zdawała się idealnym miejscem aby je uzupełnić. Jako pierwszy wszedł do środka porucznik w towarzystwie dwojga jednorożców, a reszta oddziału została na zewnątrz. Kiedy tylko się pojawił w knajpie zapanowała cisza.

- Chwała cesarzowej, chwalmy kolejny wieczór, który nam dała - w odpowiedzi pojawiły się tylko liczne pomruki. - Szukamy wszelkich przejawów wrogości wobec porządku, który nadała temu światu nasza pani. Czy ktoś coś widział? - nie padła żadna odpowiedź, więc jednorożec poszedł napełnić toboły. Gwardziści zdawali się nie zrażeni tutejszymi klientami jak i ich niechętnymi spojrzeniami jakimi ich obrzucano. Zapewne spowodowane to było przewagą oddziału nad zwykłymi moczymordami.

Share this post


Link to post
Share on other sites

GOSPODA/KARCZMA

 

Tymczaem ogier spał spokojnie zabiezpieczony zaklęciami rzuconymi wcześniej.

Wspominiane klacze po za wcześniejszym gestem uśmiechu  nie porządyły za nim lecz raczej  po wypiciu drinka wyszły z miejca w jakim przebywały akurat przed przybyciem patrolu. 

Śpiący eblementaris nie miał jakiś zatarczków, czy złych  intencji zarówno z tymi wciąż przebywających w budynku, jak i będącymi na zewnątrz wspomnianymi przedstawicielkami koniowatych.

On zresztą o tym im wspomniał, gdy przybył do tego miejsca.

Nie mniej oni go nie znali, podobnie jak oni ich to też nie dziwne były jego zabezpieczenia na wypadek zagrożenia.

Edited by Król Etirenus

Share this post


Link to post
Share on other sites

White

- To dobrze - Odwzajemniła uśmiech. - Nad tobą również i śpij spokojnie - Pumpkin przebywając wbrew swojej woli na czarnym rynku na pewno nie mogła odpoczywać bez zmartwień a ta noc była pierwszą z wielu gdzie miała komfort bezpieczeństwa. Nie chciała jednak pytać o to ile tam spędziła wiedząc że najlepiej będzie jej o tym nie przypominać. Zamknęła drzwi i wkrótce potem położyła się na swoim łóżku, Można powiedzieć że była zmęczona ale i nadal poddenerwowana sytuacją która wydarzyła się pod koniec imprezy. Kucyki wydawały się do tego przyzwyczajone jednak gwardia pozwalała sobie na zbyt wiele. Porządek zaprowadzony prawami nie wydawał się zły, zdawał się nawet potrzebny by żyć ale ten za bardzo ograniczał swobodę... Spojrzała jeszcze na chwilę przez okno i zobaczyła Crimson na dachu szopy w której miała spać. Nie zamierzała jednak do niej iść mimo że wyglądało to na dobry moment by z nią pogadać. Nie chciała kusić losu i prosić się o kolejne problemy z gwardią. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Baltimare

Noc wydawała się niezwykle spokojna, nikt nie przeszkadzał White spać, a nie było też nocnych wizyt gwardii. Crimson najwyraźniej też nie zdecydowała się jej przeszkadzać. Jedyne na co White mogła chyba tylko narzekać podczas tej nocy to świerszcze dający za jej oknem koncert. Ledwo wzeszło słońce, a obwieściło je pianie koguta, które w tych okolicach najwyraźniej obwieszczało kolejny poranek. W domu nawet słychać było pierwsze przebudzenia, które zwiastowały liczne korki wokół. Nie trwało długo jak ktoś zapukał do drzwi izby, w której spała White, a następnie lekko uchyliły się drzwi. Jak się okazało to Pumpkin przyszła sprawdzić czy śpi.

- Wybacz, że już budzę, ale niedługo nowe obwieszczenie cesarzowej - powiedziała bardziej ponuro niż zwykle. - Zdążymy jeszcze zjeść śniadanie. Przy okazji nie wiesz gdzie może być Crimson? Nie mogłam jej znaleźć rano kiedy poszłam sprawdzić co z nią


GOSPODA/KARCZMA

- Dobrze - powiedział ponuro dowódca oddziału kiedy ich zapasy były uzupełniane. - Widzę, że wszyscy tu zapomnieli języka w pysku - powiedział ponuro, obserwując każdego klienta wokół.  - Zapomniano także o regułach gościnności

- Panie tu niczego nie ma to zadupie - powiedział ktoś wewnątrz baru, a dowódca oddziału zmarszczył lekko brwi.

- Zadupie czy nie, musimy się przyjrzeć - spojrzał na pozostałych gwardzistów, którzy z nim weszli do środka. - Wprowadzić resztę naszych niech sprawdzą kto zajmuje pokoje - klienci spojrzeli na to ponuro, ale nikt nic nie zrobił kiedy tamci zasalutowali i poszli po pozostałych. Nie trwało długo nim budynek wypełnił się gwardzistami, którzy zgodnie z rozkazem poszli sprawdzić zajęte izby. W tym do tej, którą zajmował Eblementaris zaczął dobijać się jeden z gwardzistów przez uporczywe walenie kopytem w drzwi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

GOSPODA/KARCZMA 

 

Śpiący w tym samym czasie ogier dzieki zabezpieczeniom magicznym czół się w miarę bezpiecznie, jendakże szybkie chodzenie po schodach na górę, a następnie gwałtowne pukanie do drzwi obudziło obecnego dotychczas w krainie snu alicorna, który z powodu  faktu, że się nie wybudził do końca. Z tej przyczyny czuł się on zamroczony, a jego reakcja przez chwile była spowolniona. Nie mniej po krókim czasie ograniczonej sprawności spowodowanej takim wybudzeniem się ze snu odwołał wszystkie dotychczasowe czary nie wypowiadając słów głośno, lecz bardzo cichym szeptem.

Następnie rzucił na siebie czar miniaturyzacji, oraz niewidzialności, oraz czaru za sprawą którego jego aura magiczna nie jest wyczuwana, ażeby potem doprowadzić pokój do stanu takiego, jaki pomieszczenie miało przed jego przybyciem.

Dodatkowo dokładnie upewnił się, że nikt z ewentulanych osób mających zamiary złe, lub nieznane wobec niego, czy osób prowadzących sam budynek, gdzie był ten pokój,nie zostanie źle potraktowany. 

Eblementaris postąpił tak na wszelki wypadek po przez usunięcie  wszelkich magicznych i niemagicznych skutków swojej obecności, wykonując wszystkie te czynności bezszelestnie, tak więc kuc, który otworzył drzwi nikogo nie znalazł.

Mimo to postanowił się rozejrzeć po pomieszczeniu, w jakim już był podczas gdy ogier, który wcześniej tam, znajdował się na zewnątrz, za sprawą teleportacji nie będąc przez nikogo zauważony, także dlatego, że skrył się w lesie.

Nie głeboko, ale w miarę tak, by nie zostać zauważonym, i być gotowym za zapuszenie się do niego głębiej mimo pomniejszenia swoich rozmiarów, oraz bycia niewidzialnym, oraz nierozpoznawalnym co do posiadania swoich zdolności magicznych.

 

 

 

Edited by Król Etirenus

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...