Jump to content

Wyżal się.


Mellie

Recommended Posts

Nie musisz się wstydzić ani czuć się źle z tym, że tutaj piszesz. Wiele osób to robi z mniejszymi i większymi problemami. To zdrowe, nie bój się :)

Co do Twojego problemu... Mam parę rad.

Zamierzasz studiować? Jeżeli tak to spróbuj być otwarty, na studiach często poznaje się zakręconych ludzi, często bardzo chętnie oni otwierają się na innych. Bo wiadomo że w gimnazjum czy średniej bardzo różnie to bywa, ale kolejna szansa przed Tobą :3

Możesz też popróbować spotkać się  z kimś z forum, bądź innej internetowej społeczności, jeżeli nie będziesz mieć za daleko.

Otwarty próbuję być już teraz i fakt, parę osób poznałem. Problem jest taki, że żadna z nich nie chce dopuścić mnie do siebie bliżej, traktując po prostu jak znajomego z klasy. Smuci mnie to, bo większość osób z klasy to już starzy znajomi a ja siedzę najczęściej sam cały dzień.

Studia powiadasz? Jedno z wielu rzeczy związanych z tym okresem to fakt mojej abstynencji i to, że nie jestem typem imprezowym.Chyba po prostu nie umiem się bawić, nawet bez alkoholu :dunno:

Spotkać się z kimś z forum poza forum? Trochu trudne, bo ani ja kasy na wyjazd nie mam, ani ktoś raczej nie mógłby przyjechać do mnie. Niemniej Jaskierka dzięki za poradę :discohug:

Link to comment
Share on other sites

Otwarty próbuję być już teraz i fakt, parę osób poznałem. Problem jest taki, że żadna z nich nie chce dopuścić mnie do siebie bliżej, traktując po prostu jak znajomego z klasy. Smuci mnie to, bo większość osób z klasy to już starzy znajomi a ja siedzę najczęściej sam cały dzień.

Studia powiadasz? Jedno z wielu rzeczy związanych z tym okresem to fakt mojej abstynencji i to, że nie jestem typem imprezowym.Chyba po prostu nie umiem się bawić, nawet bez alkoholu :dunno:

Spotkać się z kimś z forum poza forum? Trochu trudne, bo ani ja kasy na wyjazd nie mam, ani ktoś raczej nie mógłby przyjechać do mnie. Niemniej Jaskierka dzięki za poradę :discohug:

Nie trzeba pić alkoholu, by się dobrze bawić, serio :D U mnie są też osoby które często wyrywam na piwo mimo że mówią że nie chcą. Albo są samochodem i nie mogą, to po prostu idziemy z kumplami wszystkimi i jedni piją, inni nie ^^ Oczywiście nie tak, by się upić. Ale no, zależy jak wyjdzie to w Twojej grupie. W każdym razie trzymam kciuki ^^ Wiesz, teraz w klasie obecnej wiele osób może już mieć swoich przyjaciół i nie szuka nowych, nie wiem, równie to bywa ^^

 

A gdzie mieszkasz? Kasa na wyjazd to może być nawet dwie dychy w dwie strony, jeżeli poszczęści się miejsce zamieszkania ^^

Link to comment
Share on other sites

Wiesz, że reagowanie stresem (przyśpieszone bicie serca) i lękiem podczas relacji społecznych to objawy fobii społecznej? Powinieneś jak najszybciej powiedzieć o tym rodzinie, poważnie mówię. Tym powinien się zająć psychiatra dla Twojego dobra.

 

1. W sumie już koniec pieśni, przeżyłem załamanie nerwowe w momencie "pojadę albo nie pojadę" i pomyślałem "YOLO, jak umre to po filmie". Żyje, nic mi nie jest, o filmie napisze gdzie indziej.

 

2.Szczerze? Jak ktoś mi polecił (już zapomniałem kto) w tym temacie poczytać o tym to rzeczywiście mogę na to cierpieć. Czy che komuś o tym mówić...? Raczej nie, na pewno nie rodzicom. I to nie jest tak że mam zły kontakt z rodzicami ale...nie chcę jeszcze bardziej dobijać taty.

 

Sprawa jest taka że pewnego razu zdałem sobie sprawę "Łał, jakiego mój tata ma pecha". Dlaczego? A bo- jestem jego jedynym synem, to uno. Druga rzecz, tata jest...człowiekiem praktycznie bez problemów, w szkolę miał prawie same szóstki na świadectwach (widziałem dyplomy), został dyrektorem, a przy okazji był i jest bardzo towarzyski oraz aktywny, zwykle to on chce chodzić w góry i jeździc na rowerze. Ta sytułacja może nie byłaby taka zła gdyby nie fakt (a podejrzewam że jest to pewien problem) iż mój ojciec w dość młodym wieku stracił swojego ojca (albo mojego dziadka, mówcie jak chcecie).

 

I teraz rodzę się ja. Osoba całkowicie inna od mojego taty i...czasem myślę że on jest po prostu zawiedziony.

Link to comment
Share on other sites

MewTwo zobacz plusy, już prędzej poznasz się na ludziach, a samotność to lepsze niż być otoczonym samymi fałszywymi ludźmi... ,,nie wpada się dwa razy w tę samą anomalię" peace, JLB trzymaj się, polecam ci piosenkę hemp gru - jestem

Wysłane z mojego ST21i przy użyciu Tapatalka

Link to comment
Share on other sites

I teraz rodzę się ja. Osoba całkowicie inna od mojego taty i...czasem myślę że on jest po prostu zawiedziony.

 

Słuchaj, nie znam twojego Ojca. Wiem, że moja matka mnie nienawidzi, ale to inna historia.

 

Opowiem ci pewną historie.

W pewnym królestwie, żył sprawiedliwy król. Był najsprawiedliwszy z najsprawiedliwszych. Kochał też swoich poddanych, ale co dziwne poddani wcale go nie lubili. Pewnego razu każdy z królestwa dopuścił się przewinienia ta, że nie było w królestwie, żadnego niewinnego człowieka oprócz jego samego i księcia. Tu pojawił się problem. Król bardzo kochał swój naród, ale był też sprawiedliwy i musiał ukarać przestępców. Król długo głowił się co zrobić. Wreszcie wpadł na pomysł. Pomysł tak kosztowny, tak bolesny...

Poprosił swojego syna, by odszedł z zamku i zamieszkał wśród gminu. To nie było by takie straszne, ale plan miał też cześć drugą. Król poprosił go, żeby przyjął karę na siebie. Książę zgodził się i kiedy zamieszkał wśród ludu został zamordowany. W ten oto sposób krew zmazała winę. Od tego momentu drzwi zamku stoją otworem dla każdego. To nie wszystko król obiecał, że każdy kto zachce może dołączyć do rodziny królewskiej i stać się dziedzicem.

 

 

MewTwo nigdy nie jesteś sam. Po prostu musisz zobaczyć to czego wcześniej nie widziałeś. Edited by White Hood
Link to comment
Share on other sites


MewTwo nigdy nie jesteś sam. Po prostu musisz zobaczyć to czego wcześniej nie widziałeś.

 

WhiteHood przepraszam za wyrażenie, ale przestań pierdolić mi o tym, żebym zobaczył Boga w swoim życiu. Nie widziałem go ani kiedy umierał dziadek z którym nie zdążyłem się pożegnać, bo zatrzymaliśmy się na chwilę w kościele, ani kiedy moja babcia dostała Alzhimmera i nie pamiętała własnej córki, o mnie nie wspominając. Nie zauważyłem go kiedy moja rodzina staczała się po równi pochyłej. Powiem krótko;: każdy swój krzyż nieść musi, ale czemu mam wrażenie, ze niosę krzyż wszystkich znanych mi osób?

Link to comment
Share on other sites

WhiteHood przepraszam za wyrażenie, ale przestań pierdolić mi o tym, żebym zobaczył Boga w swoim życiu. Nie widziałem go ani kiedy umierał dziadek z którym nie zdążyłem się pożegnać, bo zatrzymaliśmy się na chwilę w kościele, ani kiedy moja babcia dostała Alzhimmera i nie pamiętała własnej córki, o mnie nie wspominając. Nie zauważyłem go kiedy moja rodzina staczała się po równi pochyłej. Powiem krótko;: każdy swój krzyż nieść musi, ale czemu mam wrażenie, ze niosę krzyż wszystkich znanych mi osób?

 

A ja widzę go nawet teraz w twoim życiu. Najlepszy znak, żyjesz. Twoja rodzina nie była torturowana, a dziadkowie jeśli dobrze czytam nie umarli bardzo się męcząc. 

 

To trochę przypomina mi "Gdzie był Bóg jak wybuchła II wojna światowa" Odpowiadam. Był w tym, że wojna trwała tylko 6 lat.

Problem jest w tym, że ludzie chcą widzieć Boga jako świętego Mikołaja.

I przypominam bardzo ważną rzecz. Bóg działa jeśli ty na to pozwolisz. O ile znam Ojca to wiem, że ma pewną zasadę. "Szanuję twoją wolność bardziej niż twoje bezpieczeństwo"

Link to comment
Share on other sites

MewTwo - właśnie kumpel, który był u mnie prawie dwa tygodnie wrócił do domu. Jak masz ochotę to mogę się któregoś dnia ruszyć z domu, gdzieś się popałętać czy coś :v Ale nie wiem czy odpowiada Ci moje towarzystwo. To tak totalnie btw. Ale pożalić się sobie wzajemnie - można. 

 

 

Żalę się, bo w sumie jest mi smutno. Nawet nie wiem czemu konkretnie. Cierpię na dziwny rodzaj braku zajęć. Nie wiem co z sobą zrobić. Siedzę pół dnia i gram w jakieś durnoty na telefonie, czasem coś nabazgram na komputerze. A potem czekam godzinami aż mi ktoś odpisze. Teraz ostatnie 2 tygodnie jakoś przeżyłem - kumpel był. Ale w sumie, zaczął mnie już męczyć, bo wcale nie rozwiązało to problemu z brakiem zajęć. Wręcz przeciwnie. Zamiast się czymś ciekawym zająć, to głównie było "nie chce mi się" z którejś ze stron. I dwa tygodnie... wegetowania. 

Poza tym, znów zatęskniłem za internatem. Niby był wkurzający, ale jednak, miałem więcej ludzi wokół siebie, z którymi dało się pogadać. A tak, wszyscy się rozjeżdżają w swoje strony. Niby odwiedzałem czasem mój plastuś przez ten ostatni rok - ale jednak to już co innego. Smutno mi z tego powodu. Studia i akademik nie są fajne. Ludzie nie tacy, klimat nie taki. Niby wakacje są, ale zajmuję się szukaniem stancji, co też mi nie idzie, bo ceny straszne, a jak coś sensownego, to po paru minutach od dodania ogłoszenia - zaklepane. Ludzie świrują.
Nie wiem co ze sobą zrobić. Uszyłbym coś. Porysował. Tak na zamówienie. Ale zainteresowanie marne. A jak szyję, czy rysuję - to chociaż mam zajęcie. I trochę pieniążków przybędzie. A pieniążki mi bardzo potrzebne. Ciągle ich brakuje. Tracę motywację do czegokolwiek. 

Link to comment
Share on other sites

 

Nie wiem co ze sobą zrobić. Uszyłbym coś. Porysował. Tak na zamówienie. Ale zainteresowanie marne. A jak szyję, czy rysuję - to chociaż mam zajęcie. I trochę pieniążków przybędzie. A pieniążki mi bardzo potrzebne. Ciągle ich brakuje. Tracę motywację do czegokolwiek.

Idź do pracy, czytaj, trenuj, rozwijaj pasje. No bo co ja ci mogę polecić?

Link to comment
Share on other sites

Idź do pracy, czytaj, trenuj, rozwijaj pasje. No bo co ja ci mogę polecić?

 

Z pracą jest taki problem, że nie każdy nadaje się do każdej pracy. A w moich okolicach to co najwyżej jakby mi się poszczęściło to by mnie do Maca wzięli. A ja bym tam zdechł, bo mam kręgosłup zwinięty w rulon niczym dywan i problemy z kolanami, więc no. Dlatego chciałbym szyć, czy tworzyć coś graficznego - ale co poradzę, że wzięcia nie ma specjalnego. 

Szyję, bazgram, czytam - niby rozwijam pasję. Ale nadal czuję hmm.. bezsens egzystencjalny. Przytłacza mnie to już. 

Link to comment
Share on other sites

Szyję, bazgram, czytam - niby rozwijam pasję

 

I dnia ci starczy?

Fakt z takim kręgosłupem, czy kolanami to na kuchni pracy nie szukaj. W hotelach czasami po 30h się pracuje (chyba zły zawód wybrałem)

Edited by White Hood
Link to comment
Share on other sites

Dzień długi, jak są wakacje. Poza tym, nie mogę ciągle szyć i rysować - siedząca pozycja, schylona - znów kręgosłup. 

W mojej okolicy jest opornie ze znalezieniem jakiejkolwiek roboty. A ja mam poza tym problem z fobią społeczną dodatkowy. Praca bezpośrednio z ludźmi - wykańczałaby mnie strasznie. Mógłbym właśnie nie wiem, siedzieć gdzieś, szyć. Chciałem iść na wolontariat do schroniska - jest problem z dojazdem, chyba, że zacząłbym kursować sobie stopem. Pomyślę nad tym niby jeszcze, ale no. 

Link to comment
Share on other sites


Wiesz, że reagowanie stresem (przyśpieszone bicie serca) i lękiem podczas relacji społecznych to objawy fobii społecznej? Powinieneś jak najszybciej powiedzieć o tym rodzinie, poważnie mówię. Tym powinien się zająć psychiatra dla Twojego dobra.

Jeśli moje obawy się potwierdzą, to niestety, ale żadne dobre rady w żaden sposób nie pomogą, bo to najzwyklejsza w świecie choroba. To jakby leczyć raka poprzez homeopatię.

 

Reagowanie stresem na mijanych drechów w ciemniej ulicy to nie jest choroba, tylko zdrowy instynkt samozachowawczy. Fobię społeczną masz, gdy reagujesz stresem na mijaną kasjerkę ze sklepu obok. Taką która zawsze przy kasie się do ciebie uśmiecha. Tak ciepło.  Czyż nie jest to przerażające?!

 

Właściwie to podejrzewałbym zespół lęku uogólnionego. Jak boisz się czegoś, ale nie jesteś do końca pewien czego.

Link to comment
Share on other sites

Chuja prawda. 

Może po prostu niektórzy wolą nie dawać sobie złudnej nadziei.

 

Also, fajnie się to czyta ^w^ Historie jak z anime :3

 

A ja widzę go nawet teraz w twoim życiu. Najlepszy znak, żyjesz.

No tak, to niezbity dowód na wszystko, co powiedziałeś.

 

czemu mam wrażenie, ze niosę krzyż wszystkich znanych mi osób?

To tylko takie mylne wrażenie. Albo wszystkie znane ci osoby stwierdziły, że jest im tak wygodniej. Rzuć ich krzyżyki w pizdu. Zdenerwuj się w momencie, kiedy masz być smutny. To pomaga. Polecam. Dlatego jeszcze żyję i trzymam się jakoś <3

Link to comment
Share on other sites


Może po prostu niektórzy wolą nie dawać sobie złudnej nadziei.

 

To nie jest złudna nadzieja, a podstawowa potrzeba każdego człowieka. Jesteśmy zwierzętami stadnymi i relacje z innymi są ważne do poprawnego funkcjonowania, nie zmienisz tego. Nawet introwertyków to dotyczy.

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

To nie jest złudna nadzieja, a podstawowa potrzeba każdego człowieka. Jesteśmy zwierzętami stadnymi i relacje z innymi są ważne do poprawnego funkcjonowania, nie zmienisz tego. Nawet introwertyków to dotyczy.

 

Ja tam ostatnio zauważam, że najlepiej funkcjonuję, gdy nie muszę nigdzie wychodzić z domu i jeszcze jak w tym domu nikogo poza mną i kotami nie ma. Relacje z innymi nie zawsze są dobre. Dwulicowość, dwulicowość wszędzie. 

Wolę siedzieć z kotem. On też jest dwulicowy dziad. Ale go kocham. 

Nie uogólniajmy wszystkich, serio niektórzy nie potrzebują stada ludzi do szczęścia. 

Link to comment
Share on other sites

Często wystarcza parę słów z mniej istotnymi osobami, pogadanki na forach, gg, smsy, gry, albo zajęcie się czymś innym. Stosowanie tych sprawdzających się w 150% zasad, mających tak szerokie widełki (cuz jedni potrzebują stałego dopływu atencji do żył, inni biorą raz na pół roku), wygląda głupawo, bo przecież można dostrzec warunki delikatnie zmieniające te zasady. Poza tym nie zdarza się zbyt często, by ktoś był w zupełności odizolowany od ludzi.

 


relacje z innymi są ważne do poprawnego funkcjonowania, nie zmienisz tego

A MOŻE ZMIENIĘ?! :<

Można funkcjonować niepoprawnie. To nie jest aż taki problem, prawda? Ludzie chyba potrafią dostosowywać się do sytuacji, więc mogą też funkcjonować mniej poprawnie.

 

Fakt, że ktoś nie chce być otoczony przez dwulicowe kupy gówna, nie oznacza też, że odcina się od jakichkolwiek kontaktów z ludźmi. Więc wciąż twierdzę, że ktoś może nie chcieć przyjmować byle czego. Chyba, że założyłeś, że wszyscy wokół są fałszywi XDXD

Link to comment
Share on other sites

Ja tam ostatnio zauważam, że najlepiej funkcjonuję, gdy nie muszę nigdzie wychodzić z domu i jeszcze jak w tym domu nikogo poza mną i kotami nie ma. Relacje z innymi nie zawsze są dobre. Dwulicowość, dwulicowość wszędzie. 

Wolę siedzieć z kotem. On też jest dwulicowy dziad. Ale go kocham. 

Nie uogólniajmy wszystkich, serio niektórzy nie potrzebują stada ludzi do szczęścia. 

 

Miałem na myśli stratę jakichkolwiek relacji z innymi, tych przez internet również. 

 

Fakt, że ktoś nie chce być otoczony przez dwulicowe kupy gówna, nie oznacza też, że odcina się od jakichkolwiek kontaktów z ludźmi. Więc wciąż twierdzę, że ktoś może nie chcieć przyjmować byle czego. Chyba, że założyłeś, że wszyscy wokół są fałszywi XDXD

 

czo? :v

Link to comment
Share on other sites

Złudna nadzieja -> HURR, KAŻDY POTRZEBUJE LUDZI, NAWET FAŁSZYWYCH BO TAKIE SĄ PRAWA DŻUNGLI -> Ale nie wszyscy są fałszywi, więc fałszywych może nie chcieć, lolz.

Tak w skrócie. Pewnie się nie zrozumieliśmy, ale oj tam oj tam ^w^

Link to comment
Share on other sites

Miałem na myśli stratę jakichkolwiek relacji z innymi, tych przez internet również. 

 

Internetowe "relacje" u mnie przechodzą z prostych przyczyn - nie męczy mnie czyjaś obecność i nie drażni każda byle pierdółka. Inaczej jest, jak się przebywa z kimś "na żywo" (na martwo?).

Może to kwestia, że mam naprawdę dużo "dziwactw".

Ale sądzę, że znajdą się i tacy, że naprawdę nikogo nie potrzebują. Da się tak funkcjonować, jeśli komuś to odpowiada.

 

 

Fakt, że ktoś nie chce być otoczony przez dwulicowe kupy gówna, nie oznacza też, że odcina się od jakichkolwiek kontaktów z ludźmi. Więc wciąż twierdzę, że ktoś może nie chcieć przyjmować byle czego. Chyba, że założyłeś, że wszyscy wokół są fałszywi XDXD

 

Bo są 

Link to comment
Share on other sites

No tak, to niezbity dowód na wszystko, co powiedziałeś.

 

To dowód? Jak mógłbym nazwać coś takiego dowodem dla was. Dla mnie fakt, to jest dowód. Jednak ja rozpatruje wszystko w innym świetle.

 

 

 

Rzuć ich krzyżyki w pizdu. Zdenerwuj się w momencie, kiedy masz być smutny. To pomaga. Polecam. Dlatego jeszcze żyję i trzymam się jakoś

Dlatego istnieje trud, bo niektórzy muszą nauczyć się jak być podporą innych.

 

Edited by White Hood
Link to comment
Share on other sites

×
×
  • Create New...