Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Magus

Nowy świat TCB [ZAPISY]/[GRA]

Recommended Posts

White

- Widziałam spojrzenia jakie wam rzucano gdy szłyśmy przez miasto - Również na chwilę przerwała podziwianie radości Pumkpin by spojrzeć swojej towarzyszce w oczy. - Tak, zwróciłam uwagę - Dodała ciszej i nieco chłodniej jednak to nie był czas na to. - Przynajmniej tyle mogłam naprawić jeśli chodzi o mnie - Odpowiedziała klaczy jednocześnie się zastanawiając dlaczego tak naprawdę Crimson nadstawiła karku dla tej sprawy ale nie myślała o tym długo uznając że tak naprawdę to nie jest tak ważne. Zbliżyła się nieco do ogiera i na tyle na ile było to możliwe powiedziała mu na ucho: - Stare nawyki gdy czasy były bardziej pogodne... Bez ludzi i nowej władczyni - Można powiedzieć że była to wskazówka odnośnie tego czym kiedyś się zajmowała. - I chętnie coś zjem, przez tą całą magię robię się szybciej głodna niż powinnam - Powiedziała już głośniej i odwróciła się na chwilę w stronę Crimson by zobaczyć jak ona zareaguje na zasłużony posiłek. 

 

Batty

- Bezpieczniej będzie jak znikniemy... - Odpowiedziała dowódcy gwardii - Znaczy wy bo ja tam dla nich jestem obojętna bo z nimi nie walczę - Lekko się uśmiechnęła. - I poradzą sobie, może nie znają się na magii leczącej ale siniaki jeszcze wyleczą - Już miała ruszyć dalej ale słysząc głos Speara uznała że to jeszcze nie czas. - Pytanie co ciebie to obchodzi panie wścibski? - Spytała udając teatralne oburzenie po czym złagodniała. - Odrobinę troszkę szemranej waluty. Miałabym problem żeby ją opchnąć komuś bez dodatkowych pytań - Odpowiedziała kręcąc głową. - Ale możesz uznać to za kłamstwo jeśli wolisz mi nie ufać ale prawda jest taka że nie mam interesu was zabijać. Nie widziałam nagrody za wasze głowy a pieniędzy tak samo jak ja nie macie chyba za wiele? - Spytała i przyglądała się jego reakcji jakby chciała coś z niej wyczytać. - A co do szpiegostwa to jak na razie mój jedyny cel to spotkanie się z White jeśli żyje a potem... To was nie powinno interesować bo do tego czasu już się rozstaniemy - Ruszyła dalej. - Chyba że wolisz zrobić to teraz, dla mnie to nie ważne bo i tak dotrę tam gdzie chce.

 

Edited by Shey

Share this post


Link to post
Share on other sites

Baltimare

- Żarcia się nie odmawia, a skoro ona się zgadza, to ja też coś chętnie wszamię - oba kucyki rzuciły spojrzenie Crimson, które świadczyło, że nie do końca rozumieją jej język. Tylko Pumpkin, która już trochę poznała klacz lekko się uśmiechnęła, a nawet widać było, że powstrzymuje śmiech na widok reakcji swoich opiekunów.

- Szkoda, że wielu już zapomniało dawne czasy i dawną władzę - westchnął ponuro ogier na słowa White, a potem cała trójka zaczęła ich prowadzić.

- To nietypowe nie widzieć kucyka ziemskiego na polu - powiedziała klacz w kierunku Crimson. - Tym bardziej poza swoim miasteczkiem. Należysz do niej? - spojrzała na White.

- Ja? Nie należę do nikogo - nie wydawało się aby w tonie Crimson kryła się uraza za to pytanie. - Nikt by ze mną nie wytrzymał - rzuciła okiem na White oceniając ją od kopyt po głowę. - Chociaż z nią mogłabym spróbować - klacz zdawała się nie rozumieć dwuznaczności słów Crimson. Nim jednak ktoś więcej zdołał coś powiedzieć stali już po środku licznych kucyków ziemskich. White wyglądała w tym tłumie niezwykle nietypowo jako jedyny jednorożec. W przeciwieństwie jednak do jednorożców okoliczne kucyki ziemskie nie rzucały jej wrogich spojrzeń tak jak jednorożce jej towarzyszkom, a raczej patrzyły na nią z ciekawością lub ze strachem w przypadku źrebaków. Pumpkin widząc niepewność przyjaciół wyszła na środek.

- Nie martwcie się, to jest ta klacz, o której wam mówiłam - mieszkańcy nadal wyglądali na niepewnych, ale wyglądało również, że starają się przemóc lęk rzucając jej słabe uśmiechy.

- Musisz nam wybaczyć - powiedział w kierunku White ogier, który niedawno przyszedł z Pumpkin. - Gwardziści, którzy nas odwiedzają, nie są za mili, a zwykle to jednorożce i sama rozumiesz - spojrzał na długi stół i wolne miejsca wokół. - Zajmijcie sobie miejsce, a my przygotujemy posiłek

- Nie musisz mi dwa razy powtarzać - Crimson szybko zajęła pierwsze wolne miejsce będące najbliżej.

- Mam nadzieję, że nie czujesz się urażona - powiedziała cicho Pumpkin w kierunku White kiedy wciąż towarzyszała im lekka niepewność miejscowych.


Okolice bazy

- Nie bądź zła, on naprawdę najpierw mówi potem myśli - rzuciła Pearl nim Spear zdążył odpowiedzieć Batty. Widać było jednak, że ogier miał ochotę to zrobić, ale widząc potępiające spojrzenie klaczy zrezygnował wyraźnie się przy tym krzywiąc. - Naprawdę lepiej abyśmy trzymali się razem. Ty jesteś nam potrzebna tak samo jak my tobie, wiem, że to nie łatwe, ale możesz nam zaufać

- Poza tym pustynia to nie tylko harpie - powiedział ponuro Lance. - Nie wątpię, że jesteś specjalistką w przetrwaniu, ale roi się tu od pustynnych robali w ziemi. Nie mówiąc o wywernach i piaskowych golemach. Tych ostatnich na szczęście jest raczej niewiele - zarówno Lance i Pearl zrównali się z nią krokiem kiedy Spear szedł kawałek za nimi. - Tak szczerze mówiąc... Nic już nie będzie takie samo. Kiedy walczysz z kimś w ramię w ramię tworzy się między taki osobami więź, której nie sposób rozerwać. Nie wiem czy oni czują to samo, ale ja raczej bym nie potrafił zabić Fire gdybym miał taką szansę na polu walki. Może przypłaciłbym to życiem, ale nic nie poradzę

- White? - spytała bardziej siebie Pearl, ale zaraz spojrzała na Batty. - Znałam sporo klaczy o takim imieniu. Jeśli nie masz gdzie się zatrzymać w Canterlocie możesz u mnie. Może będę w stanie ci pomóc ją znaleźć

- Ściemnia się - Spear o sobie niespodziewanie przypomniał, a kiedy rzuciło się okiem na słońce można było dostrzec, że te faktycznie powoli zachodzi.

- Będziemy musieli założyć obozowisko i rozstawić warty - powiedział ponuro Lance.


Krańce pustyni

Nie doszło do kolejnych ataków dzikich bestii z okolicy. Najwyraźniej te rejony były już bezpieczne. Oba ogiery jednak mogły poczuć delikatną chłodną bryzę. Słońce, które do tej pory tak silnie ogrzewało całą okolice teraz powoli zachodziło dając powoli miejsce wolno zbliżającej się nocy. Wieczór mógł z pewnością przynieść ukojenie po skwarze słońca, ale również mógł być problematyczny. W tych rejonach, noce  tu były wyjątkowo chłodne i nigdy nie było wiadomo co czai się w ciemności.


Canterlot

Klacz słuchała wszystkiego co mówił Dawn przy okazji się rozglądając z zaciekawieniem po jego domu. Nie było dziwne, że nic nie odpowiada biorąc pod uwagę jej stan. Na nietypowe pytanie o siostrę delikatnie mrugnęła wyraźnie zaskoczona, ale raczej nie było to spowodowane myślą, że taką posiada, a raczej niezrozumieniem sedna pytania. Rzuciła na chwilę okiem na książki i znowu na bałagan wokół. Nadal wydawała się tym wszystkim zaskoczona, ale nie stawiała żadnych oporów nawet przed możliwością bycia sprzątaczką. Jakby nie patrzeć, jednorożce bez wielkich zdolności magicznych często kończyły jako służba, a praca w Canterlocie to niemal jak spełnienie marzeń. Kiedy ogier spytał ją o pytania ta znów na niego spojrzała niepewnie, aż nie podeszła do ogiera i bardzo szybko delikatnie cmoknęła go w policzek, równie szybko odsuwając głowę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sand Storm / Peace Order

 

Na wskutek zmiany pory dnia zaczęło robić się trochę zimniej. Kuce jednak szły dalej do przodu, próbując obmyślić kolejny plan.

PO: Musimy znaleźć gdzieś schronienie przed zimnem, jakaś jaskinia powinna wystarczyć. 
SS: Możemy iść dalej, w tym tempie dotrzemy do bazy gdzieś mniej więcej przy wschodzie słońca.

PO: Nie, spacerowanie w nocy, w szczególności teraz to chyba jeden z głupszych pomysłów. Może gdybyśmy byli obaj uzbrojeni, ale... kuce nie są przystosowane do chodzenia po zmroku.

SS: No dobra, ty tu jesteś szefem.

Idąc przed siebie próbowali wypatrzeć jakąś dziurę/jaskinię. W okolicy pełno było różnych pagórków, więc znalezienie takiego miejsca było tylko kwestią czasu.

 

Dawn Spark

 

Klacz była wyraźnie zaciekawiona mieszkaniem. Po chwili rozglądania się pocałowała mnie w policzek. Nie wiedziałem jak na to zareagować, wydaje mi się nawet, że się lekko zaczerwieniłem. Uśmiechnąłem się.

- Em... dziękuję. Teraz nie musisz się już niczym przejmować, może poza... tym syfem. Ale rób co chcesz, nie obrażę się, jeśli dasz sobie spokój z jego ogarnięciem, gorzej, że najprawdopodobniej mieszkanie w tych warunkach byłoby mało komfortowe. 

Cały czas się uśmiechałem, było w niej coś uroczego. Przytuliłem ją lekko.

- Będę tu zaglądał co jakiś czas, jeśli stanie się coś niepokojącego wbiegnij jak najszybciej do środka. Jeżeli ktoś będzie chciał zrobić ci krzywdę i z własnej głupoty spróbuje tu wejść... 

Odchrząknąłem.

- Cóż, powiedzmy, że trzeba to wtedy będzie posprzątać. Chciałbym, abyś miała tego świadomość, bo pewnie nie przywykłaś do takich widoków. No dobrze, ja będę się zbierać, wszystkie informacje już przekazałem. Miłego pobytu.

Ukłoniłem się lekko, po czym wyszedłem z rezydencji i udałem się w kierunku koszar, gdzie też po krótkim spacerze dotarłem. Udałem się do mojego pokoju, po czym za pomocą magii zapadłem błyskawicznie w sen.

Share this post


Link to post
Share on other sites

White

- Niestety - Odpowiedziała ogierowi na jego słowa wystarczająco głośno by każdy mógł to usłyszeć. Gdy klacz spytała Crimson o to do kogo należy odwróciła głowę w jej swojej przyjaciółki by móc zobaczyć jak zareaguje niemal dostrzegając jak ta ocenia ją od kopyt po głowę. White coraz ciężej szło zgrywanie aż tak niewinnej by nie być w stanie wyłapać tej dwuznaczności jednak nadal usiłowała jakoś to ciągnąć. Przystanęła na chwilę rzucając źrebakom przyjazny uśmiech starannie ukrywając cień zakłopotania i znowu ruszyła za Pumkin. 

 

- Tu nie ma co rozumieć bo trochę się naoglądałam ich... Powiedzmy uprzejmie ,,pracy'' - Rzuciła do ogiera z przekąsem akcentując to jedno słowo. Zajęła miejsce obok Crimson uznając że tak będzie najodpowiedniej i odprowadziła wzrokiem ogiera który poszedł zająć się posiłkiem. - Nie, nie czuje się urażona - White zapewniła Pumpkin o swoim odczuciu. - W końcu dzisiaj raczej niczego nie można być pewnym.

 

Batty

- Tylko udawałam - Rzuciła jej przyjazne spojrzenie. - Warto umieć to robić gdy nie dostaniesz zbyt mocnych kart ale wracając do niego trzeba powiedzieć że przynajmniej jest uroczy z tą swoją szczerością - Puściła mimo uszu większość dalszych słów Pearl i odpowiedziała na nie zwięźle. - Jeszcze tutaj jestem więc nie jest żle a co do przetrwania i wyvern - Poprawiła broń na swoich plecach. - Jeden celny strzał i padają ale preferuje ukrywanie bo walka z czymkolwiek rzadko jest tego warta chyba że masz zlecenie - Przymknęła się na chwilę i słuchała dalej tego co Lance ma do powiedzenia. - A więc twierdzisz że jej życie warte jest więcej niż twoje? - Spytała z lekkim zdziwieniem. - Musisz jednak pamiętać że przez większość czasu jednak walczyliście po przeciwnych stronach. Ja do nich nic nie mam jak mówiłam ale wy chyba wprost przeciwnie. Po za tym czasami jak instynkt weźmie górę to nie zdążysz zobaczyć kto do ciebie celuje zanim strzelisz... - Lekko się uśmiechnęła co było raczej dziwne w tej sytuacji. - A co do White to jestem niemal pewna że gdzieś miałam zapisany jej adres... To było dawno temu ale ona w przeciwieństwie do mnie umie wysiedzieć w jednym miejscu dosyć długo - Spojrzała na słońce gdy ktoś zauważył że się ściemnia i faktycznie było już dosyć nisko nad horyzontem. - To co, ciągniemy słomki kto pierwszy? - Spytała w kontekście wart. - Czy ustalamy? - Spojrzała na Speara mrużąc oczy. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Baltimare

- Mimo wszystko wiem, że możesz czuć się nieswojo, ale przekonają się do ciebie jak tylko lepiej cię poznają - powiedziała Pumpkin w kierunku White kiedy Crimson uniosła jedną brew w górę widząc jak White siada koło niej. Uśmiechnęła się do niej delikatnie, a potem rzuciła okiem na to co ich otaczało. Pumpkin w tym czasie chwilowo odeszła.

- Kiedy tak to widzę... - powiedziała na tyle głośno żeby White mogła ją usłyszeć, ale poza nią nikt kto stał za daleko. - Mam wrażenie, że do dupy ze mnie kucyk ziemski. Za cholerę bym tu nie wytrzymała nawet jednego dnia. Na jednorożca też się nie nadaje, a pegaz... Sama nie wiem. Może moi starzy nie byli nawet kucykami - parsknęła lekko śmiechem pod nosem. Chwilę później wróciła Pumpkin niosąc tacę z dwoma kuflami, które położyła przed Crimson i White. Ta pierwsza zbliżyła nos do kufla żeby powąchać zawartość, a potem szeroko otworzyła oczy. - Cholera to jest cydr... Dawno tego nie piłam poza Czarnym Rynkiem, a tam to zwykła podróba

- Większość zabiera nam gwardia dla dobra królestwa, ale nadal mamy kilka ukrytych beczek - uśmiechnęła się Pumpkin. - Śmiało pijcie - Crimson nie trzeba było prosić dwa razy, bo zaraz zaczęła opróżniać swój kufel. Pumpkin spojrzała znowu na White niepewnie. - Co teraz zrobisz kiedy wrócicie, spotkamy się jeszcze kiedyś? - spytała cicho.


Okolice bazy
Kiedy Batty wspomniała, że Spear jest uroczy, Pearl wyglądała na nieco zdziwioną, ale zaraz na jej pyszczku pojawił się cwany uśmiech, który rzuciła teraz gwardziście. Ten jednak widząc to zmarszczył tylko brwi i skrzywił się z niesmakiem jakby w ogóle nie chciał o tym gadać lub zupełnie o tym zapomnieć. Lance jako jedyny zdawał się zignorować ten temat.

- Nie wątpie w twoje umiejętności, ale lepiej oniżyć ryzyko biorąc pod uwagę przewagę liczebną przeciwnika, a co do Wojny... Nigdy to nie jest tak łatwe jak się wydaje - powiedział ponuro Lance. - Nie mam pojęcia co przyniesie przyszłość, ale mimo wszystko nie chce abym kiedyś musiał z nią walczyć. Zresztą nawet nie wiem czy będę mile widziany w gwardii za stratę naszej bazy

- Znam Canterlot jak własną kieszeń, na pewno ją znajdziemy jeśli będziesz chciała pomocy - kontynuowała Pearl kiedy jej Spear nagle wstał.

- Jeśli mamy założyć obóz potrzebujemy drewna - powiedział ponuro. - Poszukam czegoś w okolicy, a wy ustalcie wachty. Noce są tu zimne

- Nie powinieneś iść sam - Lance zaraz wstał.

- Jest nas tylko czworo sir. Z czego jedno nie ma nawet przeszkolenia - spojrzał na Batty. - Nie możemy jeszcze bardziej się rozdzielać. Poradzę sobie, nie mam zamiaru przecież rzucać się w wir walki, nie jestem samobójcą

- Może być jednak trudno o drewno w takim rejonie - wtrąciła Pearl.

- Coś zrobić musimy, a siedzenie i gadanie pogarsza sprawę. Jeśli zrobi się za ciemno nikt z nas nic nie zobaczy, a wtedy na pewno nie znajdziemy drewna


Krańce pustyni

Poszukiwanie schronienia przed ciemnością nie było najłatwiejsze z powodu uwarunkowania terenu. Mimo licznych pagórków nie widać było jaskiń kiedy słońce coraz bardziej zachodziło. Marsz mógł stawać się męczący, zwłaszcza, że nigdzie nie było też śladów żadnego jedzenia ani wody, a jedyne rośliny jakie otaczały dwójkę ogierów to kaktusy. W okolicach jednego z pagórków w końcu znalazła bardzo duża i najpewniej głęboka jaskinia, ale niedaleko niej widać było dwa ogromne skorpiony, które się ze sobą siłowały. Teraz można było spróbować je ominąć i wejść do niezbadanej jaskini lub spróbować najpierw zaatakować przerośnięte robale. Została jeszcze możliwość szukania innej jaskini, ale słońce zdążyło już niemal całkiem zaniknąć, a przy tym temperatura spaść jeszcze bardziej.


Koszary

Noc tym razem mimo spokojnego początku nie przebiegała tak do końca spokojnie. Nie wiadomo, która była godzina, ale najwyraźniej jeszcze panowała noc. Na korytarzu zrobiło się jakieś zamieszanie, które zdołało nawet wybudzić towarzyszy Dawna. Słychać było liczne kroki i jakieś rozmowy, które przez drzwi były niezrozumiałe. Któryś ze współlokatorów najwyraźniej kierowany ciekawością uchylił lekko drzwi, ale równie szybko je zamknął kiedy na korytarzu ktoś do niego coś krzyknął.

- Słyszałeś coś? - spytał jeden z towarzyszy Dawna, najwyraźniej tego, który otworzył drzwi

- Coś o rzezi, ale nic więcej

- Myślicie, że coś się stało?

- Wygląda jakby zbierali oddziały

- Chwilę przed Igrzyskami? Przecież za kilka dni pojawi się cesarzowa, są potrzebni tutaj

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sand Storm / Peace Order

 

Kuce dostrzegłszy walczące ze sobą skorpiony znajdujące się obok jaskini przyglądali się im, dyskutując cicho.

PO: Szukamy dalej, czy czekamy?

SS: Poczekajmy, kiedy pierwszy wykończy drugiego odstrzelę tego żywego. Nie ma sensu szukać dalej, zaraz będzie ciemno.

Sand nie czekając na odpowiedź wyjął rewolwer, ponownie przeglądając bęben.

PO: Musisz co chwilę tam zaglądać? Jest pełny, niedawno go załadowałeś.

Jednorożec uśmiechnął się lekko.

SS: To mnie uspokaja. Wolę mieć pewność, że mam się CZYM bronić, łatwiej się wtedy śpi.

Zbliżyli się do skorpionów niepostrzeżenie, następnie czekali na dalszy ciąg zdarzeń.

 

Dawn Spark

 

Długo nie pospałem z powodu hałasu na korytarzu. Chwilę dłużej zajęło mi zwleczenie się z łóżka. Kiedy z niego zszedłem zauważyłem, że mój towarzysz zaglądał na korytarz, ale po chwili się cofnął. Usłyszałem co powiedział, czym mnie nieco zaciekawił.

- Rzeź, tak?

Nie zwlekając dłużej zbliżyłem się do drzwi.

- Jak chcecie to tu siedźcie, skoro coś wywołało tutaj zamieszanie to zapewne będziemy potrzebni.

Otworzyłem drzwi, wychodząc na korytarz, po czym zacząłem podążać w tym samym kierunku, co reszta kucy.

Za kilka dni powinienem przejść się do domu, zobaczymy na co stać tę klacz. 

Skup się na zadaniu, może dzięki temu przyśpieszysz swój awans.

Możliwe. Mam nadzieję, że przy okazji natknę się na Midnight, może we dwójkę zrobimy tutaj coś ciekawego.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...