Mellie

Wyżal się.

Recommended Posts

No to żem se prbeep. Ja pbeep. Pozdawałem wszystkie egzaminy, ale nie zaliczyłem kolokwium z mykologii. KOLOKWIUM!!! Z tego co słyszałem to ten wykładowca podobno JEST taki pobeep. beepśmieć!!! A to była już moja druga poprawka. Koniec - czekam na sesję poprawkową, nie obchodzi mnie, że mogę to poprawiać za tydzień, bo przez 7 dni  i tak się nie zdążę nauczyć, jestem zbyt zmęczony psychicznie . Co mi po tym, że wszyscy mi mówią, że się za bardzo przejmuje - wakacje zostały skrócone bez względu czy się będę przejmować czy nie , a jak będę się tak MOCNO NIE PRZEJMOWAĆ to skończy się na tym, że za czwartym razem też nie zaliczę. No to jest finał tego roku studiów. Pięknie się zaczyna. Nie wiem nawet już co ze sobą zrobić, ale jak patrze na te beep grzybki to mi wcale nie jest lepiej...

Edited by Sosna
post ocenzurowano, ze względu na nadmierne wulgaryzmy

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pierwszy rok, co :rainderp:? Tydzień to kupa czasu by się nauczyć na kolokwium, więc zaparz sobie od razu 3 melisy i siadaj do nauki. Dzisiaj. Najpierw sobie pograj chwilę dla relaksu, ale potem: DO NAUKI i GIT GUD!

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 minut temu, Cahan napisał:

Tydzień to kupa czasu by się nauczyć na kolokwium.

Też tak sądziłem, ale już nie uczę się tak szybko jak w liceum, POMIMO że materiału jest więcej. W zasadzie to idzie mi to co raz wolniej.

 

10 minut temu, Cahan napisał:

Więc zaparz sobie od razu 3 melisy i siadaj do nauki. Dzisiaj.

To na mnie nigdy nie działało, a zrelaksować się nie dam rady tak długo, jak tego nie napiszę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na pewno na studiach warto obniżyć pewne standardy. Traktować 3 jako dobrą ocenę i przede wszystkim robić tzw. plan minimum. Od ogółu do szczegółu. Grunt to ogarniać selekcję materiału i nie wyłożyć się na podstawach. No i nie załamywać się, że się czegoś nie zdało, bo studia to nie liceum i tu są inne progi oraz standardy. A tydzień na kolokwium to jest bardzo dużo czasu. Zwłaszcza na poprawę, bo chyba się uczyłeś do pierwszego terminu, nie? Więc to będzie taka powtórka.

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 minuty temu, Cahan napisał:

Na pewno na studiach warto obniżyć pewne standardy. Traktować 3 jako dobrą ocenę i przede wszystkim robić tzw. plan minimum. Od ogółu do szczegółu. Grunt to ogarniać selekcję materiału i nie wyłożyć się na podstawach. No i nie załamywać się, że się czegoś nie zdało, bo studia to nie liceum i tu są inne progi oraz standardy. A tydzień na kolokwium to jest bardzo dużo czasu. Zwłaszcza na poprawę, bo chyba się uczyłeś do pierwszego terminu, nie? Więc to będzie taka powtórka.

W sumie to i tak się zamierzałem uczyć w te wakacje, ale nie tego przedmiotu.. No właśnie ja jestem w stanie nauczyć się albo na 4/5 albo liczyć na szczęście. Jeszcze nigdy nie nauczyłem się na 3, choć mam wiele trój, ale to zawsze wyłącznie przez fart. Od pewnego czasu zauważyłem, że się wypalam - już nie mogę się uczyć SZYBKO jak mnie to nie interesuje - w liceum owszem mogłem robić setki kartek tygodniowo nawet jak były nudne, a zawartość stron w cale nie była dużo mniej skondensowana.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Spoiler

już nie mogę się uczyć SZYBKO jak mnie to nie interesuje -

Niestety tak to już jest. Ja już się z tym pogodziłem, że żeby się czegoś nauczyć muszę poświęcić temu o wiele więcej czasu, energii i skupienie niż kiedyś. Nie wszyscy oczywiście, ale w zdecydowanej większości. 

Co do twoich zmartwień. To są tylko studia. Na luziku bez stresiku. To nie jest praca, że zawsze musisz dawać z siebie 90%.

 Co z tego, że wakacje będą skrócone? Przyzwyczajaj się, że będą lata gdzie wakacji nie będzie w ogóle. 

Co do tego, że nie nauczysz się przez 7 dni? Posłuchaj się @Cahanbo ona już wie co robić w takich sytuacjach. Ja nie mam zbyt dużego doświadczenia w tematyce studiowania. Byłem dwa lata i wyrzucili mnie z uczelni. 

Edited by WhiteHood

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Flutterhuggerwiem coś o tym, tylko, że moją załamką była fizyka na 1 roku. Podchodziłem 6 razy i w końcu zdałem. Mój szwagier mi mówił,. że studia to de facto nie tylko nauka, ale również i wytrzymałość. Się idzie do wykładowcy się spytać co może być na egzaminie, a nuż da. Często się zadania powtórzą, może ktoś z roku wyżej podratuje pytaniami ... możliwości jest dużo tylko jak mówiłem - wytrwałość to klucz aby przeżyć i cieszyć się studiami :interesting:

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zastanów się przede wszystkim czy ten kierunek, na którym jesteś w pełni Cię satysfakcjonuje. Czy jeśli przejdziesz na kolejne etapy, gdzie dostaniesz specjalizacje to będziesz miał tylko to, co naprawdę potrzebujesz i chcesz. Czy kończąc je będziesz wiedział w jakim kierunku iść. Bo jeśli poszedłeś na studia by wydłużyć sobie dzieciństwo to lepiej sobie odpuścić. Nie każdy się nadaje do kucia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A też się powyżalam...

W obecnym miejscu (sfera budżetowa) pracy siedzę już 10 lat, niestety albo stety znajduje się ono w mojej rodzinnej miejscowości. Odkąd tam jestem u steru jest dość wredne babsko, które nie szanuje i ma śmieci wszystkich poza sobą, swoją rodzinką, proboszczem i tymi u władzy. Co jakiś czas wybuchały kolejne afery związane z mobbingiem, nieprzestrzeganiem praw pracowniczych itp. Kilka lat temu jedna kobiecina oskarżyła szefową o mobbing (dysponowała nagraniami różnych sytuacji, a także dokumentacją medyczną świadczącą o nabytej przez nią depresji). Koniec końców poszkodowana wygrała sprawę (zachowała stanowisko) i szefowa musiała wypłacić jej odszkodowanie (coś około 50 tyś zł). Po tej aferze szefostwo obrało sobie inne cele do atakowania i ustawicznie wybrane osoby dręczyło. Od niespełna 2 lat celem stałem się i ja. Zaczęło się od wydzwaniania do mnie po nocach (na ogół po 20) i zlecania zadań do wykonania na "rano", podczas gdy pracujemy 8 godzin od 8.00. Po dyskusji na ten temat z innymi pracownikami (jakiś słodki przyjemniaczek zdążył donieść), niemalże natychmiast zagrożono mi zwolnieniem z pracy jeżeli nie będę wykonywał zleconych przez nią zadań (poza godzinami pracy i do ch**** w nocy). Na dodatek rzuciła załodze tekst że wszyscy mamy być pod telefonem przez całą dobę (nie mamy telefonów służbowych). Później zaczęło się trzymanie w godzinach nadliczbowych, oczywiście niepłatnych - były przypadki że z roboty wychodziłem po 17 godzinach. Ponadto cały czas nakładane były na mnie coraz to nowe obowiązki (bez zmian w płacach), w tym przekraczające zawarty w umowie zakres obowiązków - część własnych próbowała przerzucać na mnie itd. W tym roku po świętach bożego narodzenia doszedłem do wniosku że nie ma sensu tego dalej ciągnąć i poczyniłem starania w celu wypowiedzenia umowy. Kilka dni udawała że ten dokument w ogóle nie istnieje na jej biurku, po czym perfidnie próbowała mnie wrobić w kradzież sprzętu zakładowego. Mało tego poszła nawet na policję to zgłosić ze wskazaniem bezpośrednio na mnie. Koniec końców okazało się że sprzęt ów był zabrany przez konserwatora, co ten potwierdził przed szefową i w obecności policji. Mało tego pokazał dokument w którym odnotował w danym zabranie sprzętu do naprawy. Ponadto jedna z pracownic (mająca jakby co poświadczyć że to ja coś tam ukradłem) pękła i wygadała się do innej, która wszystko wszystkim powtórzyła. Jak afera ucichła, w bezpośredniej rozmowie szefowa dała mi do zrozumienia że nie było by tego wszystkiego gdybym nie chciał odejść. :pun:

Od tego momentu nagrywam rozmowy telefoniczne i rozmowy z szefostwem. Nie wiem jak długo w takiej atmosferze jeszcze wytrzymam. Na płace nie mogę narzekać, zwłaszcza że siedzę w rodzinnej miejscowości, ponadto chciałbym mimo wszystko dalej pomagać rodzicom w doczłapywaniu się do emerytury. Jednakże ja, tak jak i inni współpracownicy, mam literalnie dość tej baby. Przede mną był gość którego załatwiła na cacy, chłop mimo że odszedł to nigdzie roboty znaleźć nie może poza łopatą na drodze. Baba ma wpływy, koneksje, władzę i wykorzystuje to perfidnie. Kiedyś był nawet pomysł założenia skrzynki wniosków i zażaleń, co szefowa skwitowała że ma wszystkich nas i nasze zdanie w dupie (dosłownie), twierdząc że z nią się liczy władza i ksiądz i to jej wystarcza.

 

Zastanawiam się czy nie zrobić delikatnej rozpierduchy (mam trochę nagrań) i nie zgłosić tego wszystkiego do sądu pracy i PIP'u.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Chip Baba musiała oddać przez mobbing 50 tys zł i to jej nie powstrzymało przed dalszymi akcjami? O.O Wydaje mi się, że ona sama jest chora, bo to jest mocno nienormalne. Współczuje Ci ogromnie, bo mobbing to naprawdę potworna, straszna rzecz. Trzymaj się chłopie, jak to trwa już dwa lata to o dwa lata za dużo. Bardzo dobrze, że nagrywasz to wszystko. Myślę, że masz już dość sporo dowodów. Ale zanim pozwiesz i zgłosisz to do PIP to bardzo, ale to bardzo pamiętaj o tym, żeby nie było tak, że Twoi koledzy z pracy nagle będą tej szefowej bronić (ze względu na strach, że stracą posadkę). Upewnij się, że w razie czego wszyscy, a przynajmniej większość będzie po Twojej stronie, bo inaczej może być naprawdę kiepsko, nawet pomimo dowodów. 

Nie bagatelizuj sprawy, zrób rozpierduchę i czekam na efekty. Babsko ma nieźle nasrane we łbie.

A skoro wszystko oprócz tej baby Ci się raczej podoba w tej pracy to tym bardziej. Walcz o swoje, bądź silny. Mam nadzieję tylko, że przez te dwa lata mobbingu nie podłamała Cię. 

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z tą sprawą o mobbing najlepsze jest to, że każdy wie jak ta sprawa się skończyła, ale ta nie; uparcie twierdzi że wygrała sprawę a pracownicy nie zwolniła bo jej wybaczyła. - schizol na całego

Problem w tym, że ze strachu przed utratą posady wszyscy nabiorą wody w usta, nikt nie będzie po mojej stronie, co najwyżej będą udawać że nic się nie dzieje. Nikt nie ma odwagi cokolwiek powiedzieć, a mimo to donosicieli nie brakuje.

Babie coraz bardziej odwala - przeczy sama sobie. Powołała zespół zadaniowy twierdząc żebyśmy robili co do nas należy (osiągnęli jakiś cel, zrealizowali konkretne zadania), to zrobiliśmy. Jak już skończone to ta z mordą, że ona tu rządzi i wszystko z nią miało być ustalane; także zamiast stwierdzić że wszystko gra, to ta nas jeszcze opier****.

Poczekam teraz do końca miesiąca; pod koniec, (jak co roku) ona musi wykonać pewne bardzo żmudne zadanie - zajebiście czasochłonne (które prawnie może tylko ona robić). Zobaczę czy będzie próbowała je na mnie zrzucić, ale coś czuję że tak, i wtedy zadziałam.

Edited by Chip

Share this post


Link to post
Share on other sites

No właśnie... Jeśli współpracownicy będą zeznawać, że nic takiego się tutaj nie dzieje to będzie niezbyt fajnie... Chociaż masz dowody w postaci nagrań.

Na pewno nie da się paru ogarniętych osób przekonać by stanęli przeciwko niej? Bo może być bardzo kiepsko jak każdy będzie po jej stronie ze strachu. Wiem z doświadczenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Chipszczerze? Zmień robotę, a jak masz niepodważalne dowody to możesz jeszcze to zgłosić. 

I nie mówię tego od tak, tylko że są ku temu powody dla których nie powinieneś się tam męczyć. Sam sobie szkodzisz, bo tak na dobrą sprawę mimo wypowiedzenia zostałeś i nadal tam pracujesz. Jeśli ci ta robota i atmosfera nie odpowiada, i czujesz się z tym źle, to trzeba od tego odejść. Sam sobie w takim momencie wyrządzasz krzywdę, że tam jesteś i robisz, mimo tego, że wiesz jak to wygląda. Odnośnie historii, to takie rzeczy nie powinny być w ogóle tolerowane w pracy, zwłaszcza jak na stanowisku szefa pracuje ktoś kto nie szanuje pracowników i widać, że ich wykorzystuje. Nie warto na to tracić energii, raz pokazać, że tak nie może być, ale jak szef to ściana to dać sobie z tym spokój, lepiej już pracować gdzie indziej, ale być zadowolonym z atmosfery i szefostwa, które nie napiera na ciebie w negatywny sposób.

Edited by The Silver Cheese

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie sądzę, że powinien się zwalniać. Chip nigdzie nie napisał, że sama robota jest zła, wręcz wyciągnęłam inne wnioski. Ma blisko, dobrze zarabia, a czynnik, który zaczyna być nieznośny to coś, czego nie powinno mieć miejsca więc moim zdaniem nie powinien uciekać i się poddać (w dodatku zostawić z nią o wiele słabsze osoby), a właśnie walczyć o swoje.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Restore formatting

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.