Jump to content

Wyżal się.


Mellie

Recommended Posts

Guest ChrisEggII

Przeszukałem sieć. Na początku wszystko wyglądało bardzo optymistycznie. Chciałem ci znaleźć definicje, paragrafy, doradzić co powinieneś zrobić... W teorii mógłbyś załatwić ich "na amen". Niestety, czytając wypowiedzi osób pokrzywdzonych, zderzyłem się ze ścianą rzeczywistości. Osoby, które miały o wiele gorzej niż ty, tylko pogarszały sprawę idąc do sądu. Zamiast - teoretycznie - jeden z drugim dostawać po kilka latek, dostawali... karę pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata!!! Co więcej, opieszałość sądu oraz "konfrontacja" ze sprawcami musi odbyć się za ich zgodą (jesteś niepełnoletni)... w miejscu zamieszkania :wat: A dowodów kupa. "Pomogłoby" to jak diabli. Nawet osoby, które próbowały popełnić samobójstwo musiały czekać nie wiadomo ile na rozpatrzenie sprawy!!!

 

Chyba będziesz musiał przecierpieć tych kilka lat, bo policja nic nie zrobi. Znam to z doświadczenia: "działa się jakaś krzywda, będzie spokój, jakby co to dzwonić drugi raz, nie jesteśmy od takich spraw" - no tak... spisywanie nikomu nie przeszkadzających nastolatków jest lepsze  :burned:  Co mogę doradzić? Może jakieś instytucje będą coś wiedzieć? MOPR? Trudno powiedzieć. Warto pogadać, tym bardziej, że pozostaniesz anonimowy. Chyba pozwalają ci wyjść z kumplami? To dobry pretekst.

Ot i nasza gówniana polska rzeczywistość. Oprawcy mają takie same prawa jak ich ofiary. Na papierze ładnie to wygląda, a w rzeczywistości policja gówno może robić.

Alkoholik znęca się nad rodziną i rujnuje jej budżet? Zadzwoń po policję. Przyjadą, pogrożą palcem i odjadą. A ten będzie miał kolejny powód do katowania bliskich. Przecież leczenie alkoholizmu nie jest przymusowe, a wyrzucić z domu nie mogą, bo takie jest polskie prawo. Prędzej matka z dziećmi wyląduje na ulicy, niż ich oprawca.

Rodzic leje bez opamiętania dzieciaka? Sąsiedzi będą udawali, że nic nie słyszą. No chyba że, broń Boże, będzie to się odbywało po 22. Wtedy zgłoszą zakłócanie ciszy nocnej! Co zrobi policja? Pogrozi palcem i odjedzie, a następnego dnia wszystko wróci do "normy".

Stadko dzieciaków z obdartymi ubraniami i problemem ze złożeniem zdania lata cały dzień po podwórku, podczas gdy samotna matka leży pijana gdzieś w domu? Ludzie się z dzieciaków pośmieją, ale nikt do tego nie podejdzie poważnie.

A kiedy to państwo zaczyna działać? Dopiero po tym, jak wydarzy się jakaś tragedia. W końcu "mądry Polak po szkodzie". TAKI CH*J!

Skąd to wiem? Powiedzmy, że nie miałem życia usłanego różami, a do tego jego większość spędziłem w miejscowej "dzielnicy biedy".

 

 

 

Ale na szczęście, jak będę pełnoletni to będę się mógł przeprowadzić do domu, który zostawili mi moi prawdziwi rodzice, ale będę musiał go dzielić z bratem.

Pytanie tylko ile ci do tej dorosłości pozostało i czy brat się na to zgodzi. W miarę samodzielnym od opiekunów można być nawet w wieku 16 lat. O drodze sądowej nie ma co marzyć. Chyba, że zrobisz coś, co by jakoś szczególnie zwróciło na ciebie uwagę sądu (nie, nie piszę o próbie samobójczej). Coś, co by wręcz zmusiło do odebrania im praw opieki nad tobą.

Edited by ChrisEggII
Link to comment
Share on other sites

 

Wyciągnąłem już lekcję z tych przygód. Muszę objeżdżać sporym kawałem drogi, aby nie trafić na nich. Przez swoją głupotę narażałem się na niebezpieczne sytuacje, ale z drugiej strony, kto oprócz mnie pomoże starej i chorobliwiej babci. Rodzice pracują , a wujkowie już dawno odwrócili się od rodziny.

 

OK, to ekstremalne rozwiązanie ale ja bym kupił pistolet na gaz

 

 

Faktycznie, probowac z tym walczyc droga prawna raczej nie ma sensu.

Taka glebsza rozmowa tez by nie zdzialala, tylko by przyniosla odwrotny skutek od zamierzonego.

Myslac bez wplywu emocji, chyba najrozsadniej byloby to przeczekac. Tylko, zebym mniej sie tym wszystkim przejmowal i nie bral do siebie, bo im starszy jestem tym wiecej rozumiem, a kiedys to wszystko wydawalo mi sie normalne...

Przepraszam za brak polskich znakow

 

1. Dokładnie. Walcz - nie dosłownie, ale znajdź w sobie siłę. 

2. I staraj jak najbardziej nie przejmować się sytuacją (powiedział ten, co ma dwóch alkoholików w domu :/ ) - jeśli zobaczą, że to co robią spływa po tobie jak woda po kaczce, dadzą sobie siana

 

Ot i nasza gówniana polska rzeczywistość. 

 

Oprawca ma większe prawa. Ofiara ma obowiązki. My próbowaliśmy wyrzucić z domu, ale... "załatwić lokal zastępczy". A i ubezwłasnowolnić trzeba. W innym wypadku sam musi chcieć. Oczywiście, nie można zapomnieć o lokalu zastępczym. Chwila? Dla takiej mendy? Cóż - "welcome to Poland". Leczenie alkoholizmu może być przymusowe - próbowaliśmy tego. A jak to wygląda? Każdy może zobaczyć w genialnym filmie "Pod mocnym aniołem". Jeśli dla kogoś będzie to komedia... zazdroszczę fajnego życia. Ja miałem wrażenie, że większość filmu jest o mojej rodzinie. Jest piekielnie realistyczny i dobrze zrealizowany... aż za dobrze. 

Link to comment
Share on other sites


OK, to ekstremalne rozwiązanie, ale ja bym kupił pistolet na gaz

Trist, a jeśli zdobyliby broń palną to jak mi ta "zabawka" pomoże?

Czy nie lepiej ominąć kłopoty niż pogarszać sprawę. Na początku miałem z tego rozrywkę i fun, ale robiło się coraz niebezpieczniej.

Link to comment
Share on other sites


Faktycznie, probowac z tym walczyc droga prawna raczej nie ma sensu.
Taka glebsza rozmowa tez by nie zdzialala, tylko by przyniosla odwrotny skutek od zamierzonego.
Myslac bez wplywu emocji, chyba najrozsadniej byloby to przeczekac. Tylko, zebym mniej sie tym wszystkim przejmowal i nie bral do siebie, bo im starszy jestem tym wiecej rozumiem, a kiedys to wszystko wydawalo mi sie normalne...

 

Jeszcze odniosę się do Twojej sytuacji. Nie wiem czy u Ciebie w okolicach jest coś takiego jak ośrodek interwencji kryzysowej. Jeśli sytuacja będzie zła i stale się będzie pogarszać może udaj się właśnie do takiego ośrodka (o ile jest w Twoich okolicach). Można tam porozmawiać z psychologiem i ewentualnie zostać na noc, gdybyś bał się wrócić do domu.

 

 

Garin z Khazad_dum, na Twoim miejscu zrobiłabym podobnie. Unikałabym tego miejsca, żeby nie trafić na tę bandę. Tak sobie myślę... Pewnie nie Ty jeden jesteś ofiarą ich dziwnych "zabaw", więc może niebawem znajdą się świadkowie+ dowody obciążające tę zgraję. Mam nadzieję, że niebawem dostaną za swoje :/

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

I na mnie przyszedł czas. A że nie mam do kogo gęby otworzyć, to wypiszę się tutaj. Zaśmiecając temat. Do rzeczy.

 

Po pierwsze, wczoraj straciłem pracę. Mimo, iż zapowiadała się na ciężką i nużącą, a do tego trzeba było rozmawiać z ludźmi, to mi na niej zależało. Bardzo. Była nieźle płatna, a ja potrzebuję pieniędzy. Nie żebym był specjalnie biedny, ale mam na co je wydawać. No i po 24 godzinach szkolenia był test certyfikacyjny teoretyczny i praktyczny. Starałem się, zarówno na szkoleniu, jak i w domu, korzystając z materiałów. Nauczyłem się o sprzęcie więcej, niż przez 3 lata liceum. Nie zdałem. TRZYKROTNIE. Dziś piszę cv do Tesco...

 

Dwa, mam kłopot, drobny. Nic nie potrafię zrobić raz a dobrze. Kompletnie nic. Za cokolwiek się nie zabiorę, zawsze zjawi się uczynny człowiek chętny, by mnie poprawić. Żeby to jeszcze była pomoc, przewodnictwo. Ale nie. To jest wypominanie, a ja czuję się wyśmiewany, nie pouczany. Tak jest zawsze, gdy coś robię, choćbym nie wiem jak się starał.

 

Trzy, leki już mi praktycznie nie pomagają, na terapię czekam wieczność, bo prywatnie mnie nie stać. Dziewięć miesięcy prostowania trwającej ponad 3 lata depresji, szpital i tabletki nie dały nic. Absolutnie nic. Wyjazd coś robił. Ale dałem się zmanipulować, gospodyni użyła moich uczuć i wróciłem do tego, co zostawiłem za sobą. Ja i moja rodzina tkwimy w głębokim szambie, próbujemy z niego wypełznąć, niemrawo to idzie. Pomagam jak tylko mogę. Jednak już nie widzę sensu w ciągnięciu tego dalej, w walce z życiem. Czasami trafiają się dni, gdy myślę o pójściu do monastyru. I męczę się tym, czy to już powołanie, czy jeszcze smutna desperacja. A czasem trafiają się dni, kiedy dumam o zupełnie innym rozwiązaniu problemów. To nie jest tak, że czuję się niechciany, o nie. Ja czuję się bezsilny. I niepotrzebny, wręcz skrajnie bezużyteczny, bo moje działania nie przynoszą efektów. Jestem miernotą, cokolwiek nie robię, a czasowy spokój dają mi tylko dwie rzeczy. Cerkiew oraz alkohol.

Edited by Po prostu Tomek
Link to comment
Share on other sites

Mam problem dość dużego kalibru...

Moja przyjaciółka wczoraj próbowała popełnić samobójstwo. Pocięła się i chciała się wykrwawić. Wiem to bo pisała wtedy do mnie na GG. Nie pomagały prośby, ani groźby, ani nic. Co gorsza nie miałem sposobu powiadomić o tym nikogo, bo mieszka w innym mieście daleko ode mnie, a ja nie znam jaj rodziców, ani jej znajomych. Szczęśliwie jednak jeden przypadkiem do niej poszedł nieświadom zajścia i zawiadomił pogotowie i uratowano ją.

Dziś dalej nie ma ochoty do życia i dalej chce umrzeć.

Nie wiem co robić, ale nie chcę by faktycznie się zabiła. Ma ktoś jakieś sugestie co robić?

Link to comment
Share on other sites

Tu potrzeba specjalisty. Nikt nie próbuje się zabić "ot tak". Zawsze jest jakaś przyczyna. Osoba taka, może być nieufna wobec absolutnie wszystkich, włącznie z najlepszym przyjacielem. Specjalista do niej dotrze. Dotrze do źródła problemu, a tych może być wiele. Nie wiem jak to jest, ale chyba po próbie samobójczej ktoś dostaje specjalistę "z przydziału". Swoją drogą kiedyś przez myśl, też przeszła mi myśl: "a zjem te cztery cholerne opakowania tabletek i będzie po wszystkim, koniec stresu, koniec użerania się erc" Sekundę później dotarła do mnie myśl: "stary, masz dla kogo i po co żyć... bez względu w jak głębokim szambie wylądujesz". Do tego wniosku doprowadzi twoją przyjaciółkę porządny specjalista. Nie w tydzień, nie w miesiąc, ale kilka. 

 

Od siebie mogę dodać, że ojciec przeszedł na emeryturę. Albo coś popierniczył, albo ktoś "życzliwy" mu doradził... tak czy inaczej na dniach przyjdą rachunki. ZUS rozpatruje sprawę. Mamy oszczędności na ten miesiąc, ale jeśli sprawa się przeciągnie... będziemy mieli przerąbane.

 

Ciągle mam sto zadań domowych, a jak dzisiaj wróciłam z KFC z koleżanką do domu to zaczęła się awantura o coś, że rysuje po zeszycie i itd.

1. Zadania to normalka. Lepiej przywyknij. Z każdym rokiem będzie gorzej.

2. Kup notatnik i sobie rysuj. Zeszyt to zeszyt. Nauczono mnie tego w podstawówce (nie wiem jak jest teraz, ale musiałem przepisywać cały).

Edited by Triste Cordis
Link to comment
Share on other sites

Szczerze, nic nie poradzisz i tak się zabije. :ming:

 

Kurde szalenie zabawne... dzięki Ci wielkie, wszystkie moje problemy zniknęły, a w środku czuję kojące ciepło :dry:

 

 

Uważa że nie chce jej się żyć?

 

Widać nie wytrzymuje stresu i bólu. 

 

Rodzina nic dla niej nie znaczy?

 

Może ma mamę/tatę/siostrę/brata/babcię/chłopaka/kochanka dla którego warto żyć. Trzeba znaleźć powód tej zachwianej samooceny. Nie ma drzwi bez kluczy, każdy zamek posiada klucz, trzeba tylko znaleźć ten właściwy.

 

Przyjaźń nic dla niej nie znaczy?

 

Macie jakieś dobre, wspólne chwile, wspomnij o nich.

Przypomnij jej o przyjaźni jaka was łączy.

 

Od wczoraj mówi, że już nikt o niej nie pamięta i każdy chce się jej pozbyć i nikogo nie będzie na jej pogrzebie, a zwłaszcza rodziców i temu podobne, a temu co wezwał pogotowie i mi mówi, że nas za to nienawidzi.

 

 

Tu potrzeba specjalisty. Nikt nie próbuje się zabić "ot tak". Zawsze jest jakaś przyczyna. Osoba taka, może być nieufna wobec absolutnie wszystkich, włącznie z najlepszym przyjacielem. Specjalista do niej dotrze. Dotrze do źródła problemu, a tych może być wiele. Nie wiem jak to jest, ale chyba po próbie samobójczej ktoś dostaje specjalistę "z przydziału". Swoją drogą kiedyś przez myśl, też przeszła mi myśl: "a zjem te cztery cholerne opakowania tabletek i będzie po wszystkim, koniec stresu, koniec użerania się erc" Sekundę później dotarła do mnie myśl: "stary, masz dla kogo i po co żyć... bez względu w jak głębokim szambie wylądujesz". Do tego wniosku doprowadzi twoją przyjaciółkę porządny specjalista. Nie w tydzień, nie w miesiąc, ale kilka.

 

Sama mi mówiła, że chce się zabić z powodu tego, że chłopak ją zostawił po dwóch latach związku dla innej, a ta teraz opowiada o niej niestworzone rzeczy. Ma takiego specjalistę, ale nie chce z nim rozmawiać. Twierdzi, że nie ma sensu jej ratować, że jest to bezcelowe. Tylko ze mną i dwójka znajomych utrzymuje teraz jaki taki kontakt, ale i tak jest na mnie zła, że starałem się ją odwieść od tej myśli.

Link to comment
Share on other sites

Co robić? Na Twoim miejscu postarałabym się do niej pojechać i pogadać z nią osobiście. Wyciągnąć gdzieś, by wyszła z domu. Może zorganizuj jakiś wspólny wyjazd. Wątpię by to była jedynie sprawa chłopaka. Pewnie w domu i w szkole też się jej nie układa, więc powinna stamtąd odejść.

 

Czasami dobrze robi też... zdrowy opierdol. W tym wypadku jednak bym tego nie ryzykowała, bo dziewczyna nie żartuje.

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Od tego jestem. :spike:

Lubię jeszcze bardziej dołować ludzi i  rozdrażniać, takie sobie znalazłem "hobby".

 

Po pierwsze, nie zdołowałeś mnie a bardzo wkurzyłeś :rapidash2:

Po drugie, twe słowa najzwyczajniej w świecie bolą. Gdy to przeczytałem wpadłem w złość i jednocześnie czułem się tak jakby mi przyjaciółka znowu napisała, że się pocięła, albo i jeszcze gorzej...

Moim zdaniem nie dorosłeś jeszcze do tego by w ogóle komukolwiek pomóc. Jesteś bezczelny i najzwyczajniej w świcie niewychowany. Więc zacznij się miarkować, a jeśli nie masz nic mądrego do powiedzenie, to do widzenia. Takich ludzi nie potrzebuje to forum.

 

 

Co robić? Na Twoim miejscu postarałabym się do niej pojechać i pogadać z nią osobiście. Wyciągnąć gdzieś, by wyszła z domu. Może zorganizuj jakiś wspólny wyjazd. Wątpię by to była jedynie sprawa chłopaka. Pewnie w domu i w szkole też się jej nie układa, więc powinna stamtąd odejść.

 

Czasami dobrze robi też... zdrowy opierdol. W tym wypadku jednak bym tego nie ryzykowała, bo dziewczyna nie żartuje.

 

Gdyby to było możliwe to już wczoraj bym do niej jechał. Niestety dwa czynniki mi na to nie pozwalają. Dystans i finanse. Mam do niej ponad 350km, no i nie mam funduszy na wyjazd. Najbliższy tydzień co prawda spędzi jeszcze w szpitalu, ale co potem? Jestem więc ograniczony tylko do GG przynajmniej do końca miesiąca, poza tym nie chce się ze mną widzieć. W dalszym ciągu jest na mnie zła, że nie chcę by umarła. Ostatnie czego chcę to teraz ją dodatkowo złościć.

Link to comment
Share on other sites

Mój znajomy miał inny, a zarazem podobny problem ze swoim przyjacielem, który ćpał i niszczył sobie życie. Poradziłam mu by na niego doniósł jego rodzicom i by wspólnymi siłami posłali go na odwyk. Przyjaźń się może i się skończyła, ale uratował tamtemu chłopakowi życie, i to jest najważniejsze!

 

Na tym właśnie polega prawdziwa przyjaźń, że zależy nam bezinteresownie na dobru przyjaciela, nawet kosztem zniszczenia tej przyjaźni i wnerwienie go.

 

Twój problem jest podwójnie trudny, bo mieszkasz daleko. Jeśli ona jest nieletnia, to postarałabym się dotrzeć do jej rodziny. Czy ta dziewczyna ma jakieś pasje?

Link to comment
Share on other sites

Ma jedną pasję. Fotografia. Uwielbia robić zdjęcia. Mogłaby godzinami fotografować. Czasem nawet w ten sposób sobie dorabia na różnych weselach, czy komuniach. Pisała mi nawet, że kiedyś w przyszłości moglibyśmy sobie taką sesję zdjęciową zrobić.

 

Z jej rodzicami jest problem. Powiedziała mi, że: "Dla nich liczy się tylko praca :/ nie mają czasu dla mnie a w ogóle wisi mi to przyjdą na mój pogrzeb" (jej słowa z naszej dzisiejszej rozmowy). Często ktoś w depresji wmawia sobie to co się dookoła niego dzieje. Ale muszę się tu doszukiwać ziarnka prawdy. Gdy zaszło to całe zdarzenie była godzina 19 i była sama w domu. Nawet, gdy zabrało ją pogotowie (a trochę czasu minęło), to dalej żadne z jej rodziców się nie pojawiło, więc tamten jej kolega zawiadomił ich o tym.

 

Aha, no i ma 17 lat, tak jakby co to piszę.

Link to comment
Share on other sites

Wybacz że zadam to jedno podstawowe pytanie, ale czy jesteś pewien jej tożsamości? Ja kiedyś dałem się nieźle wyrolować uczuciowo dziewczynie która nie istniała. (Potwierdziła to policja dopiero) Też pisała takie rzeczy na gg.

Wysłane z isroma

Link to comment
Share on other sites

Myślę, że jej rodzicom należałoby przemówić do rozumu. Niestety coś wiem o zimnych kapitalistach :/. Jest niepełnoletnia, więc dobrze by było zawiadomić o jej problemach nauczycieli. Dziewczyna potrzebuje wsparcia. Pech, że w tym wypadku jest to raczej nieosiągalne.

 

Uważam, iż dobrym pomysłem byłoby przypomnienie jej o jej zainteresowaniach. Niech odda im się bez reszty. Niech nie porzuca ich, odchodząc z tego świata.

 

I niech znajdzie sobie jakiś sport. Wymęczy się, to złe myśli znikną.

 

Niestety, łatwo mówić, trudniej zrobić.

 

 

EDIT: No właśnie, znasz ją osobiście czy tylko Internety?

Edited by Cahan
Link to comment
Share on other sites

Hmmm mnie osobiście od samobójstwa kiedyś odciagnęla myśl o tym jak wiele dostałem w życiu od rodziny. I nie mowie tu o rzeczach materialnych tylko o wspomnieniach z dzieciństwa. ( nie było ono kolorowe, a wręcz patologiczne, ale szczegóły zachowam dla siebie) moi bliscy pokładali we mnie nadzieje. To że jej rodzice tak pracują skutkuje tym że ma czym robic te swoje zdjęcia, ma co jeść, ma net by pisać na gg i może spać w ciepłym łóżku. Jesli nie potrafi tego docenić to powinna zaznać ciężkiej pracy choćby prze tydzień dzień w dzień. Człowiek wtedy nie ma siły na głupie myśli i docenia wartość rzeczy które go otaczają.

Wysłane z isroma

Link to comment
Share on other sites

Wybacz że zadam to jedno podstawowe pytanie, ale czy jesteś pewien jej tożsamości?

 

EDIT: No właśnie, znasz ją osobiście czy tylko Internety?

 

Ehh... nienawidzę takich pytań... Jestem pewien w 120%, że ona to ona. Osobiście także ją poznałem.

Link to comment
Share on other sites

Odnosząc się do nieuargumentowanych oskarżeń wysuniętych w moją personę:

 

 

Napisałeś, że Cię tylko zdenerwowałem, a następnie dopisujesz, że zostałeś zdołowany. Nie widzisz tutaj sprzeczności.

Dnia 4.09.2014 o 23:05, 'Kacpi01_PL napisał:

Moim zdaniem nie dorosłeś jeszcze do tego by w ogóle komukolwiek pomóc.

Zgodzę się z Twoimi słowami. Owszem, nie jestem w stanie nikomu pomóc, ale też nikt nie dorósł, by udzielić mi pomocy w przeszłości jak i teraźniejszości.

Dnia 4.09.2014 o 23:05, 'Kacpi01_PL napisał:

Jesteś bezczelny i najzwyczajniej w świecie* niewychowany.

Można mnie nazwać "hipokrytą społecznym". O moje wychowanie się nie martw.

 

 

Uważasz, że nic nie mam mądrego do powodzenia?

Musisz popracować nad hamowaniem emocji, za bardzo unosisz się przez byle co.

 

 

 

Odnosząc się do felernego posta:

 

Dlatego tak napisałem, ponieważ dla mnie w moim systemie wartości osobom, które myślą o samobójstwie, nie należy się współczucie. Są niedojrzałe emocjonalnie i nie szanują życia, które zostało im dane. Ona potrzebuje psychiatry.

 

Jeżeli czujesz się "bardzo" urażony to przepraszam, nie miałem tego na celu. Wyraziłem tylko swoją opinię.

 

 

Jeśli pozwolicie, zakończmy tą bezsensowną dyskusję w tym temacie. Chyba, że chcecie kontynuować to dalej, więc wtedy zapraszam na PW. Udowodnijcie, że mój punkt myślenia jest błędny.

Edited by Garin
A to zostawię
Link to comment
Share on other sites

Kacpi01_PL Musisz pamietać że nie zrobisz tego za nią. Rozumiem że chcesz pomóc za wszelką cenę, ale to jej życie. "I nie narzekaj że nic Ci nie dał, bo dostałeś życie no to chcesz je prze...ać"to jedyne dobitne motto które powinno według mnie dotrzeć do każdego. Jeśli dalej do niej nic nie dotrze, lub nawet nie bedzie sie starać tego zrozumieć no to cóż.... najwyraźniej selekcja naturalna.

Wysłane z isroma

Link to comment
Share on other sites

×
×
  • Create New...