Skocz do zawartości

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Cahan

Smak Arbuza [NZ][TCB][Adventure][Slice of Life]

Recommended Posts

Wincyj tego towaru, wincyj!

 

Okej, czas na parę standardowych formułek.

 

Ciekawie zapowiadająca się fabuła - checked.

Narracja napisana przyjemnym stylem, dzięki któremu łatwo się czyta - checked.

Dobrze wykonany self-insert - checked.

Błędy interpunkcyjne - nope.

Pozdrawiam i czekam na więcej - checked.

 

Ocena: 9/11

 

Oby szybko pojawiła się dalsza część.

 

 

Wysłane z mojego LG-H440n przy użyciu Tapatalka

 

 

  • +1 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Czas żebym się wypowiedział jako prereader.

 

Smak Arbuza warto przeczytać choćby ze względu na nietypowe podejście do TCB: kucyki nie są ani zbawcami świata, ani fanatykami ogarniętymi obsesją zniszczenia ludzkości, za to mają bardzo pragmatyczny cel i pragmatyczne podejście do ponyfikacji. Do tego mamy bogaty i spójny świat (chyba nie będzie to przesadny spoiler, jeśli powiem, że kuce i ludzie nie są jedynymi siłami, które próbują coś ugrać), a Autorce udało się uniknąć paru kiczowatych motywów charakterystycznych dla TCB.

Nie bójcie się self inserta, bo bohaterka nie jest tutaj wyidealizowaną wersją Autorki.

Tak więc polecam i zachęcam do komentowania.

  • +1 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Fajne xD

Spoiler

 

Co by dużo nie mówić, opowiadanie mi się podoba. Może dlatego, że praktycznie nie czuć TCB. Większość to stara, dobra Cahan opisująca rzeczy. Krótki epizod w pociągu? Bez kucy. Atak na dworcu - krótki. Drugi rozdział - bez ludzi. Czyli Autorka oddała ludziom co ludzkie, kucom co kucowe. I bardzo dobrze, mam nadzieję, że tak już zostanie.

 

Styl jest jak najbardziej w porządku, czyta się to szybko i przyjemnie. Zauważyłem raptem jedną gafę.

 

Poza tym? Jest trochę humoru, jest trochę powagi. Dobrze ze sobą współgrają i nie przytłaczają czytelnika. Ciekawi mnie też, co będzie dalej i jakie przygody czekają Cahaonozebrę (sugeruję smoki). Postacie poboczne chwilowo nie wyróżniają się specjalnie, o konstrukcji świata też za wiele jeszcze nie wiadomo. Za to tych kilka informacji, które mamy wydają się logiczne i całkiem w porządku. Nie wiem, nienawidzę TCB.

 

Tak czy inaczej, Cahan... Masz moją okejkę!

 

 

  • +1 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

No cóż, na własne życzenie wplątałem się w najnowsze dziełko Cahan, a skoro pierwsze kawałki tekstu od jakiegoś czasu znajdują się już na łamach forum, warto co nieco zdradzić, co o tymże tytule sądzę. Uprzedzam jednak, że nie jest dziś ze mną najlepiej, toteż będzie tego trochę mniej, niemniej po prostu chciałem w końcu podzielić się opinią. Jedziemy zatem...

 

Generalnie, tak jak wspomnieli moi przedmówcy jest to nieco inne podejście do tematyki TCB, co w połączeniu z założeniami opowiadania (między innymi self insert oraz swego rodzaju satyra na nasze czasy) wydaje się być strzałem w dziesiątkę. Trudno na razie powiedzieć więcej na temat wcielenia tegoż pomysłu w życie, jako iż mamy na chwilę obecną tylko trzy kawałki tekstu. Generalnie, to co już jest na pełnym luzie spełnia oczekiwania, gdyż mamy krótkie, zwięzłe i na temat wprowadzenie do realiów świata, przedstawienie naszej bohaterki (co osób znających ją nieco lepiej raczej nie powinno zaskoczyć), a także przejście do nowej, pasiastej formy ;) Zdecydowanie, autorka nie poszła w długie, obszerne do granic możliwości opisy, póki co nie mamy też żadnej sieci różnych wątków które gdzieś-tam splatają się i oddziałują na główną historię. W zasadzie, historia posiada prostą jak parasol konstrukcję co służy dynamice - nie mamy żadnych przedłużeń, nasza uwaga skupia się w pełni na bohaterce i świecie widzianym jej oczami, nic nas nie rozprasza, nic nie przyprawia o znużenie. Jest po prostu solidnie, niezbyt długo, ale właśnie zwięźle i na temat.

 

Nie ukrywam, że niezbędnym składnikiem do sekretnej receptury jak spędzić z tym tekstem miło czas, jest pewna szczypta zdroworozsądkowego dystansu. Co mnie się bardzo spodobało, wiele rzeczy jest w pewnym sensie odzwierciedleniem tego co się dzieje obecnie, np. całe to zamieszanie z ponyfikacją zostało przestawione trochę jak jakiś wariant kryzysu emigracyjnego, co naturalnie prowadzi do pewnych wojenek ideologicznych. Nasz piekny kraj jest tutaj przedstawiony trochę jak groteskowa konserwa, a postacie poboczne nie moga nam się kojarzyć z nikim innym niż typowymi Polakami. I oczywiście, jest trochę prawdy z tym, że naśmiewanie się z Januszy i Grażyn już się trochę przejadło, ale z drugiej strony jeden z Letnich Czarterów do "Skrrt" Tedego to utwór pt. "Typowy Janusz", więc... Tematyka nadal jest żywa :D

Nie ulega wątpliwości, że jest to nasz realny świat w krzywym zwierciadle, co stwarza niejedną możliwość do wyśmiania jakichś absurdów czy postaw... Chociaż wygląda na to, że dalsze losy naszej Cahan rozegrają się w innym świecie, ale... Hej, czy z taką tematyką możemy być pewni czegokolwiek?

 

Nie da się ukryć, że nie każdemu podpasuje zaimplementowany w opowiadaniu humor. Pragnę jednak zwrócić uwagę, że oceniając po doborze tagów, raczej nie będzie to główny specjał "Smaku Arbuza". Generalnie, o ile pierwszy rozdział jest dosyć luźny, o tyle drugi powiewa... Kurczę, powiewa powagą, co było trochę niespodziewane. Mamy tam szpitalną scenerię, Cahan przykutą do łóżka, raz po raz przewinie się nam kilka takich "medycznych tekstów", tak to ujmę, w ogóle informacje jakie dostajemy, o tym jak może to jej nowe życie wyglądać, jak nowe ciało funkcjonuje, czym zebry się różnią od kucyków, wszystko to nadaje temu rozdziałowi poważnej otoczki, momentami jest nawet dosyć... Szaro-buro. Zwłaszcza, kiedy bohaterka przypomina sobie, że w ludzkim świecie ma przyjaciół, rodzinę, no i jakieś swoje życie. I rysunki. W ogóle, odebrałem te scenki jako znak, że to nowe życie może okazać się trudne, czy w pewnym sensie przygnębiające, albo frustrujące. Pod względem klimatu jest to przeciwieństwo tego co mieliśmy w poprzednim kawałku.

 

Ale generalnie, potencjał jest duży, końcówka rozdziału drugiego (ciekawa scena z przeglądaniem się w nowym ciele) jest istnym przedsmakiem tego co nas czeka w kolejnym rozdziale i choć oczekiwania/ spekulacje jak to dalej może wyglądać są nieco sprzeczne, to jednak moja ciekawość została przyciągnięta. Kto wie, może z czasem urośnie to do rozmiarów długiej i porywającej opowieści przygodowej z wieloma wątkami i niewybrednymi żartami? Przekonamy się.

 

Ogółem, Cahan pisząca o Cahan w uniwersum TCB, w konwencji pewnej satyry na nasze czasy - może to być mieszanka wybuchowa z masą niewybrednych, może i odważnych żartów, nawiązań oraz zwrotów akcji, co stanowi wystarczająco wiele by dać temu tytułowi szansę. I oczywiście, osobom nie przepadającymi za sposobem bycia Cahan zapewne tekst ten nie pomoże się lepiej zapoznać, czy poprzez ujrzenie świata jej oczami jakoś się z nią utożsamić, niemniej i tak zachęcam do dania zielonego światła temu opowiadaniu, bo naprawdę wiele się może wydarzyć i... Cóż, to dopiero początek, czyż nie? A może czeka nas odkrycie zupełne nowego, nieznanego oblicza autorki?

 

Myślę, że warto poświęcić temu tekstowi nieco czasu. Zapowiada się to na coś unikalnego w materii spojrzenia na tematykę TCB, a także możliwość wejścia w skórę Cahan i lepsze przyjrzenie się jak ta zebra funkcjonuje ;)

 

Pozdrawiam!

  • +1 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Przeczytane

 

Beware the spoilers!

 

Opowiadanie z self-insertem i pierwszoosobową narracją osadzone w klimacie TCB. Normalnie taki opis sprawiłby, że podchodziłbym do niego ostrożnie i jedynie na długość wyciągniętego boska. Tym razem jest to dzieło Cahan, więc pozwoliłem sobie mieć nadzieję, że będzie lepiej. I jakby nie patrzeć w sumie to było.

 

Zacznijmy od tego, że ładnie wprowadzono Equestrię w świat. Bez zbytniego wdawania się w szczegóły wyjaśniono kilka spraw, z tego co widzę zrezygnowano z idei bariery no i oczywiście dorzucono motywy POZowskie i FOL(ey)owe :crazytwi:. Tyle prologu. Pierwszy rozdział to pokaz użalania się nad sobą chociaż autorka nazwie to zapewne zgodnym z prawdą autoportretowaniem charakterologicznym czy czymś w tym guście (i będzie się mylić, ale to już osobna kwestio-dygresja). Ogólnie - czytało się to w miarę lekko, chociaż irytowała mnie podszyta fatalizmem nonszalancją (tak, używam tego określenia drugi raz w drugiej recenzji w tym samym dniu - podoba mi się. Pozwijcie mnie.) bohaterki. No ale w końcu dostaje się pod dysze(l) z lotnym arbuzem (czyżby wpływ reklam mirindy?) i zamienia się w czworonoga. Happens.

 

Drugi rozdział o już ciekawsza sprawa - mamy opis pierwszych dni po przymusowej przemianie. I co? Bohaterka staje się zebrą (surprise, surprise). Z białym pentagramem na zadzie. Wow. Dobra, to była tylko złośliwość z mojej strony, bo ogólnie mi to nie przeszkadza. Charakter bohaterki też jakby się poprawił - widać nawet przejawy chętki na mięso, delikatnego optymizmu, wymieszanego z subtelną (to na pewno wpływ choroby) złośliwością, ochotą na mięsiwa, knuciem podstępnych planów. I chętki na mięso. Czy wspominałem o mięsie? W każdym razie ten motyw mnie rozbawił. A rozmowa z klaczą psycholożką była na dobrym poziomie.

 

Podsumowując - jak pojawi się więcej to przeczytam bo jest potencjał już owinięty w ładne opakowanie. Przyszłość pokaże czy prezent okaże się czymś wspaniałym, czy może wybuchnie czytelnikom w twarz. Osobiście obstawiam połączenie tych dwóch opcji.

  • +1 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dawna tego nie robiłem ~ nie czytałem fanfików, pisałem nic pod nimi. Widząc jednak zapomniany tag TCB, nie mogłem sobie odmówić.

 

Cahan, podoba mi się sposób myślenia postaci i jej podejście do tematu, który został przeorany już dawno do skały macierzystej, a tobie mam wrażenie  że udało się ją roztrzaskać. Sam motyw ponyfikacji daję swego rodzaju zagadkę, która nie ma rozwiązania na tle innych opowiadań. A to duży plus, że tak naprawdę nie dostaliśmy odpowiedzi kto i dlaczego. Tym daleko pociągniesz czytelnika. Jestem ciekawy jak rozwiniesz funkcję poszukiwania, ale na to przyjdzie mi poczekać z przyjemnością.

 

Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy.

  • +1 1
  • Lubię to! 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Historia powoli się rozwija, dowiadujemy się coraz więcej o owej dosyć nieszablonowej wizji Equestrii i jej mieszkańców - przyjemnie się to czyta. Główna bohaterka wygląda na ciężki (niczym KV-2, huehue) przypadek "special snowflake", ale w jej obojętności, cynizmie i egoizmie jest pewien urok. Czekam na kontynuację.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Całkiem przyjemne opowiadanko TCB, które na razie unika takich grzeszków tego gatunku jak mizantropia, nadmierne moralizatorstwo czy nieposkromiona chęć umieszczenia choćby w najbardziej niewinnym ficu jakiejś rzezi. Do tego ze względu na prezentowanie świata z punktu widzenia głównej bohaterki, niepowiązanej z Equestrią, wiedza o świecie jest umiejętnie dawkowana. Gdzieś tam nawet w tle tkwi nutka tajemnicy która, mam nadzieję, zostanie w ciekawy sposób rozwinięta. 
Liczę na szybki ciąg dalszy.

  • +1 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Stwierdziłam, że czas nadrobić ten fanfik. Co prawda za TCB nie przepadam, ale stwierdziłam, że Cahan chyba jednak mogę zaufać i warto spróbować. No i nie zawiodłam się.

W sumie nie czułam tu zbytnio TCB. Może dlatego, że ludzi zbyt wiele nie było i praktycznie nie pojawiali się razem z kucykami. Co ja osobiście uznaję za plus i liczę, że ten stan zbytnio się nie zmieni. Na całe szczęście brakuje też typowych dla tego gatunku motywów i schematów.

Podoba mi się to, że Equestria serialowa i ta, do której trafiła bohaterka, to dwie zupełnie różne rzeczy i w jaki sposób zostało to wyjaśnione. Ogółem ten świat jest ciekawy, sensowny i realistyczny, o ile można to powiedzieć o świecie kolorowych taboretów. Pojawiły się też kwestie, które chyba dość często dla wygody się pomija, jak choćby to, że kuce wyglądają inaczej niż w serialu i niekoniecznie mówią po angielsku.

Jeśli chodzi o główną bohaterkę - self insert jak najbardziej się udał. Cahan podchodzi do siebie z dystansem, nie idealizuje się(ewentualnie czasami troszkę przesadza w drugą stronę), ciekawie patrzy się na ten świat jej oczami. Pewnie nie każdemu będzie odpowiadał pojawiający się w fiku humor, mi akurat jak najbardziej pasuje. Nie jest go jednak zbyt dużo i coś czuję, że w następnych rozdziałach będzie się robić coraz poważniej, kiedy już bohaterka skończy szkolenie. Albo i nawet wcześniej.

Co mi nie do końca pasowało, to inni bohaterowie. Nie wiem, może to wpływ punktu widzenia Cahan i tak właśnie miało być, ale wszyscy ci bardziej znaczący mnie trochę irytują, mam nadzieję, że jeszcze pojawi się ktoś bardziej znośny.

Od strony technicznej jest dobrze, choć trochę błędów pozaznaczała. Głównie w prologu i dwóch pierwszych rozdziałach, w kolejnych już ich prawie nie ma.

Wspomnę jeszcze tylko, że okładka jest super, Moonlight wykonała kawał dobrej roboty.

Czekam na kolejne rozdziały.

  • +1 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

To opowiadanie zaczęłam dawno, teraz sobie przypomniałam, odświeżyłam starsze rozdziały i doczytałam wszystko, co zostało do tej pory opublikowane.
To wspaniały fanfik. Mimo, iż nie ma postaci kanonicznych na pierwszym planie, bardzo mnie wciągnął. Bohaterowie są świetni, da się ich "wyczuć". Muszę pochwalić narrację. Dosłownie widzimy świat z punktu głównej bohaterki, co czyni go jeszcze bardziej interesującym.

Jestem fanką tego opowiadania, liczę na kolejne rozdziały. Życzę dużo weny.

  • +1 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Rozdział 5 jest już gotowy. Co prawda nie wyszedł taki jak planowałam, w zasadzie, to w ogóle nie planowałam takiego obrotu wydarzeń, ale wyszło jak wyszło, poza tym... Jestem z Wrocławia, my nie wiemy co to plany i organizacja.

 

Miłej zabawy :rainderp:

https://docs.google.com/document/d/1bkoIm5-G_mr7_kuAuLJ2v_JbpluPYLW5CXDrxtnFBcE/edit?ts=5aeb0aef

 

I nie zapomnijcie o komciach!

  • +1 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Czytam „Smak Arbuza”, odkąd pojawił się jego prolog i pierwsze słowo, które przychodzi mi na myśl, gdy pragnę go opisać, to „cahanowy”. Nawet nie wiedząc, kto jest autorką opowiadania, szybko bym się tego domyśliła. Zebra Cahan jest moim zdaniem bardzo dobrze zrobionym self-insertem – potrafię uwierzyć, że tak w danych sytuacjach faktycznie zachowałaby się prawdziwa Cahan (którą znam osobiście). Ze stron opowiadania przebija nie tylko charakterystyczne podejście do życia i humor autorki, ale i jej hobby oraz zainteresowania, co bardzo mi się podoba. Pozostałe postaci są zróżnicowane i również mają własne historie, o których czytam z zainteresowaniem.

Jeśli chodzi o cahanową Equestrię i różnicę między nią a krainą serialową, to widać, że autorka włożyła sporo pracy w przemyślenie różnych jej aspektów. Nie jest to do końca kraj znany nam z serialu i przyjemnie odkrywa się kolejne różnice. Ciekawym pomysłem było uczynienie głównej bohaterki/narratorki zebrą. W ten sposób musi zmagać się ona nie tylko z losem konwertytki, ale również przedstawicielki niestandardowego gatunku. Z niektórymi rzeczami radzi sobie lepiej, z niektórymi gorzej, a o jej kolejnych perypetiach czyta się z przyjemnością.

Całość napisana jest przyjemnym, momentami dość złośliwym stylem, opowiadanie pochłania się szybko i pragnie więcej. Zdecydowanie polecam!

  • +1 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Czuję potrzebę napisania komentarza i powiem co sądzę o nowym rozdziale. 

 

Jest... hm... bardzo spokojny i niestety nie popycha fabuły do przodu. Cahan-zebra spędza w ośrodku coraz więcej czasu, a perspektywy na wydostanie się nadal są niewidoczne. I w sumie muszę przyznać, że bardzo łatwo jest się utożsamić z główną bohaterką, nawet nie trzeba do tego znać autorki. Chodzi mi o systemopieki nad przyusowi konwertytami, gdzie niektórzy faktycznie mogą się czuć jak w więzieniu, czy raczej przysłowiowej złotej klatce. Nikt nie lubi być uszczęśliwany na siłę, nasza zebra też nie. Ona jednak pozostaje spokojna i nie rozrabia. Rozrabiają inne postacie i robią sobie na złość. To była ciekawa scena, jednak muszę się przyczepić jednej rzeczy. Mianowicie fragmentu smutnej historii Purple Wind. (swoją drogą, zakładam, że ktoś kto to czyta albo ma za sobą rozdział, albo dmucha sobie na spoilery) Chodzi mi o rzekome odwrócenie się od niej znajomych po wypadku. Trochę powiewami to tymi młodzieżowymi filmami, w których młodzież absolutie wyprana jest z jakiegokolwiek rozumu i napędzana tylko chęcią zabawy, zabawy i jeszcze raz zabawy, a jak ktoś nie może się bawić to kij mu w oko. Trochę aż za abrdzo nieżyciowe.

 

To w sumie tyle. Rozdział nie wniósł do fabuły wiele, ale czytało się go przyjemnie.

  • +1 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

I oto jesteśmy, kilka rozdziałów dalej. Jak prezentuje się „Smak Arbuza”, jak daleko poczłapała historia, czego się dowiedzieliśmy, a co nasz trzyma w napięciu?

 

Ogólnie rzecz biorąc, od mojego ostatniego punktu kontrolnego autorka poświęciła dużo uwagi funkcjonowaniu biur, opisywała pieczołowicie czego muszą się uczyć konwertyci, jak wygląda ich codzienność, a także jakimi ograniczeniami są obarczeni. Jest to w pełni poprawna, solidna kreacja świata, również w ramach redefinicji tematyki biur adaptacyjnych, a także kolejne sytuacje i kolejne reakcje Cahan, której losy wciąż śledzi się z zaciekawieniem, zaś ona sama, jako protagonistka, wypada przystępnie, sympatycznie, barwnie. Co cieszy szczególnie, obserwujemy w ostatnich kawałkach jak znajduje swoje miejsce w ośrodku, jak przenosi swoje zainteresowania do tego nowego miejsca i nawiązuje znajomości, nie rezygnując jednocześnie z gier, czy, po prostu, bycia Cahan.

 

Mój przedmówca, Zodiak, podzielił się celną uwagą, a mianowicie, na ile nowy rozdział popycha fabułę do przodu, co do niej wnosi, pomijając to, że Cahan bardzo chce na zewnątrz, ale jej nie puszczajo. W mojej opinii rzeczywiście, nie wnosi on aż tak wiele jeśli mówimy o wątkach historii, jednakże wnosi co nieco, za co muszę autorkę pochwalić, do kreacji poszczególnych postaci. Jak do tej pory lubiłem głównie Cahan bo była ona protagonistką, o niej dowiadywaliśmy się najwięcej i jej reakcje obserwowaliśmy, natomiast pozostałe postacie lubiłem już nie za bardzo, gdyż nie pełniły żadnej konkretnej roli, może poza okazyjnymi gagami (Swoją droga, długo jeszcze będziemy się nabijać z przypałowych imion kucyków? It's getting old.), ale po ostatnich rozdziałach zaczynamy poznawać ich lepiej, widzimy jak się zachowują, dowiadujemy się odrobinę o ich historii itp. Wszystko to sprawia, że historia zyskuje na głębi, po prostu mamy przeświadczenie, że to nie tylko cyniczna/ specyficzna Cahan, ale dużo, dużo więcej. W tym sensie „Smak Arbuza” rozwija potencjał na coś znacznie większego niż kolejna historyjka komediowa z biurami i sebixami.

 

Wspominając o głębi, nie sposób pozbyć się wrażenia, że na rzecz [Slice of Life], na rzecz rozbudowy świata i charakterów poszczególnych postaci, smaczek komediowy traci na natężeniu, czego jednak nie odbieram za jakiś wielki minus. Wręcz przeciwnie – podoba mi się taka zmiana klimatu od czasu do czasu. Jest to moment w którym można odetchnąć, podelektować się już tymi poważnymi problemami bohaterów, poznać ich historie, związać się. No i oczywiście czytać jak reaguje bohaterka, jak wyglądają jej interakcje z otoczeniem, które coraz śmielej na nią się otwiera. Im lepsza, trwalsza więź ze światem przedstawionym, a także jego bohaterami, tym bardziej chce się do opowiadania powracać, czy też przeżywać losy protagonistów. Zresztą „Bez Przyszłości” realizuje to doskonale, dobrze wiedzieć, że najwyraźniej „Smak Arbuza” skręca w tę właśnie stronę :)

 

Styl oraz opisywanie wydarzeń nie zmieniły się od... No, od prologu, autorka działa tutaj konsekwentnie, umówmy się. Poza tym jest to ten etap jej twórczości gdzie ma już warsztat, styl wyewoluował do stabilnej, wysokiej formy, najmniej innowacji na tym polu. Ot, otrzymaliśmy więcej tego co lubimy ;)

 

Zadowala również fakt, że tu i ówdzie autorka zasiała pewne smaczki, czy motywy, które z czasem mogą wykiełkować nam w coś imponującego, może nawet zabierającego dech w piersiach. Jak wygląda Equestria poza ośrodkiem? Czy Cahan, jako zebra, faktycznie posiada jakąś unikalną moc, czego pracownicy placówki unikają, czy może nawet obawiają się? Które ze znajomości przetrwają, a które będą skazane na raczej zimne stosunki? No i wreszcie, jak zyskają na tym te nowe biura adaptacyjne?

 

Odpowiedzi na te pytania mogą nam przynieść jedynie przyszłe rozdziały. A póki co, zachęcam gorąco za zagłębienia się w „Smak Arbuza”.

  • +1 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Generalnie nie znoszę tematyki "Biur Adaptacyjnych". Po prostu dla mnie fantastyka jest po to, żeby zapomnieć o "realnym świecie", jego historii, polityce, religii i innych problemach. Podobne podejście mam przy kucykach, toteż mieszanie ludzi (ze świata realnego) z nimi jest dla mnie po prostu aberracją. Wynaturzeniem, które mogę tolerować, ale nigdy nie polubię.
I jedyny powód dla którego przeczytałem tą historię to "przygotowania" na "bitwę fików" w "KKPK".

I muszę przyznać, że historia jest bardzo przyjemna.
 

Spoiler

 

Przede wszystkim mamy tutaj udane światotworzenie, nie jest tego wiele, ale wszystko wygląda wiarygodnie i tworzy spójną całość. Szczególnie spodobał mi się pomysł, że serial MLP:FiM  jest efektem specyficznej ingerencji w sny ludzi. W efekcie "świat serialowy" jest podobny do "świata w tym fanfiku", choć nie do końca. Jest to zgrabny wytrych Cahan do dowolnej kreacji świata w swojej historii. Sposób na to, by wszystko opowiedziała po swojemu, w bardziej realistyczny sposób.
 

Właśnie ten realizm przypadł mi do gustu, wciąż mamy tutaj świat kolorowych kucyków, które mają swoją cywilizację i używają magię, ale jest to świat wiarygodny.

Sama "główna bohaterka" jest jak najbardziej na plus. Ma swoje wady, ma swoje zalety, do sytuacji w której się znalazła też podchodzi z mieszanymi uczuciami. Jednak da się ją lubić, czy właściwie jej cyniczny typ humoru, doprawiony hermetycznymi dowcipami z nauk ścisłych oraz nabijaniem się z fandomowych marzeń broniaków o przeniesieniu się do świata kucy, gdzie ich problemy w magiczny sposób znikną. Wszystko to co lubię.

Samej fabuły i postaci na razie jest niewiele. Niemniej wszystko wypada dobrze. Cahan miała zwyczajnie pecha (choć było w tym trochę szczęścia) padając ofiarą ataku gryfa i dwóch zebr, a wszystko co dalej się dzieje jest następstwem tego zdarzenia. Inne postacie są dość pobieżnie naszkicowane, ale mają swoje charakterystyczne cechy i są spójne.

 



Podsumowywując: ten fanfik znacznie polepszył mój stosunek do "gatunku TCB". Sam nie wierzę, że to piszę, ale z pewnością będę wracał do tego fanfika. ;)

 

  • +1 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się


×