Jump to content

Wyżal się.


Mellie

Recommended Posts


Człowiek powinien robić wszystko co złe pod wpływem emocji. Jak robi to świadomie, to nazywamy go złym człowiekiem.

Albo to COŚ jest złe ale tylko z pewnego punktu widzenia? Może ta osoba godzi się z ew. konsekwencjami? A co ze złem koniecznym? Ludzie mówiący to, wcale nie są nazywani złymi. Wyobraź sobie, że masz tyle perspektyw, że możesz przekonać każdego o wszystkim, zobacz jak fajnie <3 Na tym polega zabawa.

9h1mUUB.gif

Takie rozważania są bardzo względne ale uogólniając mogło chodzić o rzecz, która jest zła według przyjętych norm społecznych, czy coś. Chociaż te normy nie powinny być dekalogiem życia.

 


Ciężko się śpi, gdy masz takiego doła, że nie możesz zasnąć.

I po to bozia dała nam wudke. I samomkontrolę. Słuszne rozwiązania są dwa, albo zaliczysz zgona i obudzisz się jutro mając bardziej przystępne problemy (turbo kac, ale jak sie wykurujesz to od razu świat stanie się piękniejszy), albo będziesz leżał na tym barłogu wiedząc, że masz teraz źle i nie wolno ci robić głupstw, więc lepiej się przespać, przeleżeć, przemyśleć alternatywy, niż iść uzupełniać niedobór żelaza wstrzykując sobie widelec w żyłę.

 


Wybacz, że zmuszam Cię do konwersacji z takim ćwierćinteligentem jak ja, jednak prosiłbym Cię o rozjaśnienie tej myśli.

Wybaczam. Wymiana poglądów w przyjemnych warunkach jest dobrą zabawą i nauką.

 


Np. uważam, że inni są zbyt mało tacy jak ja, dlatego uważam ich za nieco gorszych, aczkolwiek nie przesłania mi to innych rzeczy, na które warto zwrócić uwagę.

Od wieków, moje kosmiczne ego twierdzi, że ludzie powinni zachowywać się w sposób podobny do mnie. Wzór nie kalka. Wtedy mamy średnią ajkju na świecie nie 40, tylko 1500 i ogólnie szczęście. Można powiedzieć, że jestem herbatosamolubnym egoistą o zbyt niskim mniemaniu o innych. To też uważam za fajną zabawę, ale mimo tego, potrafię raz na jakiś czas przestać mierzyć swoją miarą, zniżam się do poziomu innych i w ogóle. Nie jestem pewien co próbuję ci przekazać, przyjacielu, bo moje myśli są abstrakcyjne i pełne niewłaściwych przykładów i przenośni, ale jestem pewien, że jak zrozumiesz, tak będzie dobrze! \(^o^)/

 

Halo halo, myślę, że problem samobójstwa reguluje się sam. To dlatego, że psycholeki decydują za ciebie. A choroba psychiczna bez żadnych zmian w musku to nie choroba tylko urojenie. Tak myślałem do tej pory, ale chyba jest wyjątek w postaci shell shockniętych ludzi. Znajdę coś i na to. Może to po prostu silne urojenia.

Link to comment
Share on other sites


Albo to COŚ jest złe ale tylko z pewnego punktu widzenia? Może ta osoba godzi się z ew. konsekwencjami? A co ze złem koniecznym? Ludzie mówiący to, wcale nie są nazywani złymi. Wyobraź sobie, że masz tyle perspektyw, że możesz przekonać każdego o wszystkim, zobacz jak fajnie <3 Na tym polega zabawa.

Mówiłem o punkcie widzenia osoby która coś popełnia. Akurat w tym przykładzie nie ma wyszczególnionych osób trzecich, więc mówienie o relatywizmie moralności jest raczej zbędne. A zło konieczne to dla mnie nie zło, tylko życie.

 


I po to bozia dała nam wudke. I samomkontrolę. Słuszne rozwiązania są dwa, albo zaliczysz zgona i obudzisz się jutro mając bardziej przystępne problemy (turbo kac, ale jak sie wykurujesz to od razu świat stanie się piękniejszy), albo będziesz leżał na tym barłogu wiedząc, że masz teraz źle i nie wolno ci robić głupstw, więc lepiej się przespać, przeleżeć, przemyśleć alternatywy, niż iść uzupełniać niedobór żelaza wstrzykując sobie widelec w żyłę.

<Wudka><samokontrola> pick one.

Jak dla mnie alkohol jest też złym sposobem rozwiązywania problemów. Ma tendencję do ich mnożenia. I też, jak samobójstwo jest formą ucieczki.

 


Od wieków, moje kosmiczne ego twierdzi, że ludzie powinni zachowywać się w sposób podobny do mnie. Wzór nie kalka. Wtedy mamy średnią ajkju na świecie nie 40, tylko 1500 i ogólnie szczęście. Można powiedzieć, że jestem herbatosamolubnym egoistą o zbyt niskim mniemaniu o innych. To też uważam za fajną zabawę, ale mimo tego, potrafię raz na jakiś czas przestać mierzyć swoją miarą, zniżam się do poziomu innych i w ogóle. Nie jestem pewien co próbuję ci przekazać, przyjacielu, bo moje myśli są abstrakcyjne i pełne niewłaściwych przykładów i przenośni, ale jestem pewien, że jak zrozumiesz, tak będzie dobrze! \(^o^)/

Nie martw się, bycie samolubnym egoistą, który uważa że ma ajkju wyższe od reszty jest bardzo popularne, i nie ma w tym nic dziwnego. Mnie z tego "wyleczyła" psychologia :). I chyba zrozumiałem o co ci chodzi, i bardzo to pochwalam.

 

@OjtamOjtam W kogo kierunku wysuwasz oskarżenia? To ja proponowałem lekcje psychologii, i to ja uważam, że próba zrozumienia samobójcy jest skazana na porażkę. Wybacz moją małostkowość, ale jako klasyczny osobnik Homo Sapiens czuję potrzebę obrony mojego honoru.

Link to comment
Share on other sites


Jak dla mnie alkohol jest też złym sposobem rozwiązywania problemów.

Po alko prędzej czy później wrócisz do żywych. I będziesz mógł przemyśleć swój błąd. Usunięcie konta nie pozwala na takie luksusy.

 


Nie martw się, bycie samolubnym egoistą, który uważa że ma ajkju wyższe od reszty jest bardzo popularne

Ale ja uważam się lepszym we wszystkim i w ogóle ja >>> all :c

 


I chyba zrozumiałem o co ci chodzi, i bardzo to pochwalam.

W takim razie chyba się cieszę. Lubię kiedy człowiek rozumie. Nie muszę wtedy udawać, że tłumaczę to co powiedziałem wcześniej ^o^

 


Wybacz moją małostkowość, ale jako klasyczny osobnik Homo Sapiens czuję potrzebę obrony mojego honoru.

Dobrze, że napisałeś 'klasyczny' a nie 'typowy', albo coś. Bo bym się czepiał XP No i to nie małostkowość! To wielkostkowość! Honor ważna sprawa! Serio. Konwertuje szkodliwe głupoty na niegroźne śmieszki, a to tylko jedna z jego zalet.

 


próba zrozumienia samobójcy jest skazana na porażkę

To dlatego, że na pierwszy rzut oka jest jak kobieta, nikogo nie obrażając. Stereotypy i ich śmieszki <3 Tzn uroi sobie coś w tej pociętej żyletkami główce i jedynym argumentem jest 'bo tak', albo rzucanie typowymi emo uogólnieniami. Rozwiązanie to surowy ojciec, albo sprawić by osoba stała się zabawką. Zabawka jest pod całkowitą kontrolą, a przynajmniej będzie do czegoś przydatna :3

Jeśli jest gdzieś prawdziwy problem, to w końcu wyjdzie, jeśli się tylko powstrzyma kogoś przed uniemożliwieniem poznania prawdy. Poza tym, w obliczu takiego incydentu uważam że należy się liczyć i brać pod uwagę stratę delikwenta. Dochodzę w myślach do ciężkich do połączenia wniosków i podoba mi się to. Pisałbym.

Link to comment
Share on other sites


Po alko prędzej czy później wrócisz do żywych. I będziesz mógł przemyśleć swój błąd. Usunięcie konta nie pozwala na takie luksusy.

Albo pod wpływem stwierdzisz że jesteś supermanem i umiesz latać, po czym wskoczysz do basenu i się utopisz. Fakt, że był to 30 cm brodzik, nie będzie dla ciebie już problemem.

Zawsze można też zostać alkoholikiem. I zmienić życie twojej przyszłej rodziny w piekło.

 


W takim razie chyba się cieszę. Lubię kiedy człowiek rozumie. Nie muszę wtedy udawać, że tłumaczę to co powiedziałem wcześniej ^o^

Właśnie dlatego lubię udawać, że rozumiem. Nie muszę wtedy udawać, że nie widzę, że ta osoba tylko udaje, że tłumaczy to co powiedziała wcześniej.

 


Pisałbym.

To pisz. Chociaż fajnie by było, gdybyś pisał trochę bardziej zrozumiale. Wtedy też mógłbym popisać.

Link to comment
Share on other sites


@OjtamOjtam W kogo kierunku wysuwasz oskarżenia? To ja proponowałem lekcje psychologii, i to ja uważam, że próba zrozumienia samobójcy jest skazana na porażkę. Wybacz moją małostkowość, ale jako klasyczny osobnik Homo Sapiens czuję potrzebę obrony mojego honoru.

Nikogo konkretnego, inaczej zacytowałbym konkretnych ludzi. Po prostu czytam tu posty i nie spodobał mi się kierunek, któy przybrała ta dyskusja i pomyślałem o twoim pomyśle doedukowania społeczeństwa z zakresu podstaw psychologii. Jeżeli  odniosłeś wrażenie, że atakuję konkretnie ciebie, z tego miejsca przepraszam - nie miałem wcale takiego zamiaru.

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Nie chcę się wtrącać w waszą dyskusję, ale proponuję Wam założyć osobny wątek na temat samobójstw i w nim tą dyskusję kontynuować. Trochę się zagalopowaliśmy - tutaj ludzie mają wyrzucać z siebie negatywne emocje, żalić się, gdy im coś nie wychodzi, szukać jakiegoś wsparcia moralnego, czy też porady na różne tematy i wypadałoby w końcu do tego wrócić. Jeśli wątek o samobójstwach powstanie, to z chęcią sam się do niego włączę. 

 

I przy okazji napiszę coś od siebie. Prośbę o radę, gdyż ostatnimi czasy powstają we mnie wątpliwości. Lecz prośbę tą kieruję do konkretnej grupy ludzi, mam nadzieję, że tacy się tu udzielają - inżynierów, czy też przyszłych inżynierów.

 

Zaczynam trochę wątpić w swoje studia. Mamy bardzo okrojony program nauczania (o takich programach jak autoCAD nie uczy się nas prawie wcale, fizyka była uczona jak zwykle na kolanie, matematyka też miała raczej żałosny poziom, na którym nawet całki, czy pochodne są po prostu łatwe). Wielu by się cieszyło, ale ja się obawiam, że negatywnie to się odbije na przyszłej karierze zawodowej, wszak rzeczy, które wymieniłem wydają mi się wiedzą raczej elementarną, czymś, co raczej powinno się wiedzieć. Niby inżynieria, na której siedzę nie jest najambitniejsza (inżynier procesu), ale... czy takie braki faktycznie mogą się odbić na mojej przyszłości? Mam się o co martwić, czy może powinienem się cieszyć, że mam "bezstresową" edukację? I jeśli mam się nie martwić to, proszę, nie chcę argumentów typu "teraz masz luzy, ciesz się". Jeśli te luzy w przyszłości zamienią się w zmarnowane pieniądze na naukę, to bynajmniej powód do radości to dla mnie nie będzie. 

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

Przede wszystkim, to studia nie są zwyczajnie do zaliczenia. A przynajmniej nie powinny być. Jeśli chcesz znaleźć dobrą pracę, to samemu też musisz być dobry. Musisz się wyróżniać. Jeśli nie zapewniają ci autoCADa, to zapisz się na dodatkowy kurs. Jeśli nie ogarniasz matematyki, to weź z niej korki. Studia rozwijają cię w danym kierunku. Jedne trochę lepiej, inne trochę gorzej, ale ostatecznie to tylko od ciebie samego zależy, ile z nich wyciągniesz.

 

Nie wiem na którym roku jesteś, ale zawsze możesz wejrzeć w swój syllabus, gdzie powinny dokładnie być opisane twoje zajęcia i co one sobą niby mają reprezentować. Może jest tak, że np. autoCAD pojawi się dopiero na 3-cim roku. No a jeśli już kończysz swój kierunek i wiesz, że więcej się na nim nie pojawi... To i tak nie ma sensu tego wszystkiego teraz przerywać.

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Przede wszystkim, to studia nie są zwyczajnie do zaliczenia. A przynajmniej nie powinny być. Jeśli chcesz znaleźć dobrą pracę, to samemu też musisz być dobry. Musisz się wyróżniać. Jeśli nie zapewniają ci autoCADa, to zapisz się na dodatkowy kurs. Jeśli nie ogarniasz matematyki, to weź z niej korki. Studia rozwijają cię w danym kierunku. Jedne trochę lepiej, inne trochę gorzej, ale ostatecznie to tylko od ciebie samego zależy, ile z nich wyciągniesz.

 

Nie wiem na którym roku jesteś, ale zawsze możesz wejrzeć w swój syllabus, gdzie powinny dokładnie być opisane twoje zajęcia i co one sobą niby mają reprezentować. Może jest tak, że np. autoCAD pojawi się dopiero na 3-cim roku. No a jeśli już kończysz swój kierunek i wiesz, że więcej się na nim nie pojawi... To i tak nie ma sensu tego wszystkiego teraz przerywać.

Z autoCAD już mamy zajęcia i nauczyliśmy się tylko skrajnych podstaw. W 7 godzin uczyliśmy się czegoś, co mnie kolega nauczył "po godzinach" w... 45 minut. Więc są dwie opcje - albo ja jestem bardziej bystry niż myślałem w tych sprawach, albo na wykładach jest narzucone bardzo wolne tempo. A ja siebie jako jednostki wyjątkowej nie postrzegam - to sprawia, że zostaje już tylko jedna opcja.

 

Z matmy nie ukrywam - słaby nie jestem, korepetycje miałem i po nich wiele rzeczy liczyłem z marszu, nierzadko także w pamięci, a same wyniki były prawidłowe. Na egzaminie z całek uratowałem skórę koledze, który pisał z matematyki maturę rozszerzoną (a sam jestem po... podstawowej). Brakowało mi pójścia poziom wyżej, wyzwania, czegoś, gdzie musiałbym się zatrzymać i głębiej zastanowić, ale masz rację - chyba pora zastanowić się nad ostrzejszą nauką "na własna rękę". Z samego autoCAD'a kolega, który w nim pracuje od lat jest skłonny mi pomóc lepiej ogarniać. Po podstawach już widać, że bardzo skomplikowany program to nie jest. Śmiem rzec, że nieszczęsny Cubase używany w sprawach muzycznych potrafi bardziej zakręcić w głowie, ale jednak wsparcie zawsze jest bardzo pomocne oraz bardzo mile widziane. 

 

Zaś na roku studiów jestem drugim. Czwarty semestr, by być bardziej konkretnym. Dodam też, że po uzyskaniu tytułu inżyniera planuję rozpocząć studia magisterskie. Jestem na prywatnej uczelni na studiach zaocznych, mówiąc wprost - opis zajęć zastałbym chyba tylko w dziekanacie. 

Link to comment
Share on other sites

Skoro i tak zaoczne, to czemu prywatna? Poszedłbyś na Kraków, Wrocław czy Warszawę i nawet jeśli kierunek sam w sobie by cię zawiódł, to i tak miałbyś miliard możliwości na jego poszerzenie (i to w ramach zajęć na tej samej uczelni)

Link to comment
Share on other sites

Skoro i tak zaoczne, to czemu prywatna? Poszedłbyś na Kraków, Wrocław czy Warszawę i nawet jeśli kierunek sam w sobie by cię zawiódł, to i tak miałbyś miliard możliwości na jego poszerzenie (i to w ramach zajęć na tej samej uczelni)

Tu już kwestia odległości od miejsca zamieszkania, w którym pracuję. Jakbym studiował zaocznie we Wrocławiu to koszty dojazdu byłyby znacznie większe, zaś Kraków i Warszawa wiązałyby się z jej rzuceniem. W takiej sytuacji równie dobrze mógłbym iść na studia dzienne, a to z kolei oznacza powrót na garnuszek rodziców, którego nie chcę. Za bardzo przywykłem do sytuacji, gdy staram się sam utrzymywać. 

Czasem żałuję, że na początku dziennych nie wybrałem, ale teraz już za bardzo przyzwyczaiłem się do aktualnego stanu rzeczy, by to zmienić. Nie mówiąc o robieniu studiów od nowa, trzeci raz z kolei :c 

Link to comment
Share on other sites


autoCAD już mamy zajęcia i nauczyliśmy się tylko skrajnych podstaw. W 7 godzin uczyliśmy się czegoś, co mnie kolega nauczył "po godzinach" w... 45 minut. Więc są dwie opcje - albo ja jestem bardziej bystry niż myślałem w tych sprawach, albo na wykładach jest narzucone bardzo wolne tempo. A ja siebie jako jednostki wyjątkowej nie postrzegam - to sprawia, że zostaje już tylko jedna opcja.

 

A na jaki programie robisz- solid age? Ja to miałem w I KL technikum Mechanicznego. :NjdaT:  Mam gdzieś podręczniki jak chcesz to mogę je odkopać i wysłać.

Link to comment
Share on other sites

No dobra, chyba to napiszę.

Cóż, już jest maj, zaraz wakacje. Jak każdy wie, chce się ładnie i dobrze wyglądać. Zaczęłam dbać o siebie i w połowie marca stwierdziłam, że schudnę. Mam 164cm wzrostu i wtedy ważyłam trochę ponad 54kg. Aktualna waga (czyli ważyłam się z kilka godzin temu) to 50,7kg. Nadal czuje się źle, nadal widzę tłuszcz i brzydkie ciało. Czasem nie jem całymi dniami, wyrzucałam jedzenie lub oddawałam. Dziś jako, że skończył się papier kuchenny, to gdzieś indziej musiałam schować jedzenie, więc wzięłam aluminium i schowała około 3/4 obiadu tam (bo 1/4 weszła jeszcze do końcówki papieru i udało mi się wywalić do kibla). Nie wiem jak, ale mama znalazła tą paczuszkę aluminiową i nawrzeszczała na mnie. Wiem, że nie powinnam, ale ja się źle czuje jak jem, ja już nie umiem po prostu. Powiedziała, że teraz będzie patrzeć jak jem obiady. Szkoda tylko (chociaż w sumie nie szkoda), że zauważyła to dość tak... późno. Takie coś trwa już z drugi miesiąc. Dodatkowo wpycha mi słodycze i inne tłuste rzeczy prawie, że na siłe, i to jeszcze o późnych godzinach (wczoraj np. po 21). Ona nie rozumie, że ja nie jestem głodna, ona wie lepiej o moim zapotrzebowaniu żywieniowym. Żeby nie było, ja ćwiczę. Chodzę tyle ile mogę, jak wracam sama (co dość rzadko się zdarza, niestety), to całą drogę ze szkoły na piechotę. Z tatą też chodzę jeśli tylko ma czas. Przez dwa miesiące robiłam przysiady i ścianki płaczu (łącznie dziennie przysiadów nawet 200 może). Ja się staram, staram ile mogę, ale nie udaje mi się schudnąć jedząc. Ja mam wyrzuty sumienia, jedzenie nie daje mi przyjemności, ja chce się dobrze czuć, a teraz nie mogę.

Smutno mi, że ona niby myśli, że przed nią się nic nie ukryje, prawda jest taka, że nic o mnie nie wie, ale też nie chce jej mówić. 

Nie wiem co robić, chce tylko czuć się dobrze w swoim ciele, czy to tak dużo?

// Wiem, że to błahy temat w porównaniu do poprzednich i w końcu jakie problemy może mieć 15-latka, no ale.

Link to comment
Share on other sites

Jedzenie może dać mega przyjemności jeśli zdasz sobie sprawę co jesz i jak to na ciebie działa. Odkąd zmieniłam nieco odżywianie mam dużo silniejsze i zdrowsze włosy, ładniejszą cerę, nie łamią mi się paznokcie, ale przede wszystkim mam dużo lepsze samopoczucie. Serio. Odpowiednio zbilansowana dieta może zdziałać cuda c;

Jedz więcej owoców i warzyw, zamiast słodyczy weź sobie suszone morele (są dosyć kaloryczne, ale zdrowe), spróbuj coś ugotować sama, poszukaj jakichś łatwych, ciekawych i "kolorowych" przepisów. Spróbuj uświadomić mamę, zróbcie coś razem. Miała prawo się zdenerwować, twoje zachowanie mogło świadczyć o zaburzeniach odżywiania, ale nie sądzę, żeby było aż tak poważnie. Po prostu spróbuj nowych rzeczy.

 

No i podziwiam cię za te przysiady ;p już teraz powinnaś być z siebie dumna. I nie dąż do perfekcji, ideały nie istnieją.

Edited by Applejuice
Link to comment
Share on other sites

Nie znam sytuacji, ale zawsze można napisać co się myśli choć i tak wszyscy będą mieli to gdzieś. 

 

Wgl, odchudzanie to coś co zostało wymyślone przez media i sądząc po tym co piszesz, to nadwaga ci nie grozi. Więc dał bym sobie raczej z tym spokój, bo robisz sobie jeszcze większą krzywdę i tyle.  Jeżeli chcesz się dobrze czuć to tylko gdy masz wolne to rób to co naprawdę lubisz , nie przymuszaj się do tego czego nie chcesz. Oczywiście sport to zdrowie (w rozsądnych ilościach), więc ćwicz, ale tyle aby dawał ci przyjemność a nie stało się męką. 

 

Nigdy nie zrozumiem tego odchudzania się u dziewczyn. 

Link to comment
Share on other sites

Po czekoladzie zawsze ma się dobry humor. Dużo cukru i świat przymusowo staje się kolorowy <3ideały istniejo :<

 

Jakkolwiek pisanie internetom, że 'ludzie mnie nie rozumio, smut smut' to nie bardzo. Lepiej jest przygotować sobie jakiś monolog, żeby mama zrozumiała o co chodzi i że ty chcesz. Nie ma tak, że wszyscy się domyślą o co chodzi, zwłaszcza kobiety powinny się tego nauczyć xD (jak zwykle - noł ofęs)

 

I pewnie źle zaczęłaś z tym odchudzaniem, nie jeść i ćwiczyć na raz. Wkrótce zostaniesz szkieletem. W ogóle to normalnie wyglądające dziewczyny powoli wracają już do łask mody, nieprawdaż?

@down

Spoko, nic się nie stało ^o^

Edited by Cahir Pauka Warmen Super
  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites


Szczerze? Wyczuwam początki anoreksji. Zmiana diety - tak, niejedzenie - nie. I radzę wizytę u psychiatry. To lekarz jak każdy inny.

Też. Polecam przestać się porównywać do innych, jeżeli masz taki nawyk. Przy okazji doradzam przestać niepochlebnie myśleć o osobach otyłych. Jak chcesz chudnąć to jedz warzywa - są mało kaloryczne ale zaspokajają głód. Ale zdecydowanie odradzam głodzenie się.

 

Ogółem całe takie nakręcanie się na niejedzenie może doprowadzić do okropnych skutków. Mówię o sytuacji w której Ty nie jesz, więc innym się to nie podoba, więc ty na złość (patrz rezystencja) im jesz jeszcze mniej. I tak dalej. Ogółem takie stany mają skłonności do narastania, więc rzeczywiście polecałbym udać się do psychologa np.szkolnego.

 

PS. Żaden normalny facet nie lubi szkieletów. Większość nienormalnych też.

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

Masz dość poważny problem, nie jest on wcale lekki, ponieważ taki wstręt do jedzenia to mogą być początku anoreksji. Prawda jest taka, że jeżeli naprawdę Ci zależy na odchudzaniu to POWINNAŚ jeść. Zdrowo i regularnie, często, ale mało. Więc jeżeli zależy Ci na wadze to powinnaś o tym pomyśleć. Jeżeli ćwiczysz to na pewno masz mięśnie i jeżeli przy tym wzroście ważysz 50kg to jest to PRAWIDŁOWA waga. (ja nawet bym dokarmiała bardziej) Złe jest to, że widzisz u siebie masę tłuszczu, bo wybacz, ale nie potrafię sobie wyobrazic kogoś kto ma 50kilo, ćwiczy regularnie i miałby mieć na sobie za dużo tłuszczu. Powinnaś skonsultować się z jakąś dietetyczką, a nawet psychologiem z tym wstrętem do jedzenia. Dodam, że ja jestem niższa od Ciebie a ważę 65 kilo bez ćwiczeń i wcale nie jestem gruba. (ktoś nie wierzy niech zajrzy do tematu ze zdjęciami) Co prawda mam trochę tłuszczyku po boczkach, ale ja go lubię i rozumiem, że nie wszyscy darzą go taką symatpią jak ja, ale do otyłości mi ohoho, bardzo daleko. Gdybyś dała zdjęcie jakieś swoje i swojej sylwetki to by było lepiej, ale mówię, słysząc ile ważysz przy ćwiczeniach to jest dobra waga. 

Takie wyrzucanie jedzenia albo oddawanie go tylko bardziej Ci szkodzi. Nie tylko organizmowi, ale też i psychice, a nawet przez takie "akcje" nie schudniesz. Jednak jeżeli nie potrafisz zjeść całego obiadu bo obrzydza Cięto musisz się skonsultować z psychologiem. Najlepiej porozmawiaj też poważnie na ten temat z matką.

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

Ja bym w sumie już mogła przestać jako tako, chciałabym dużo chodzić w wakacje, nawet po 10km dziennie. Aktualnie boję się jednego, boję się jak ognia, czy latających pająków ninja, efekt jojo. Nie chce przytyć, mogę zastopować z wagą i zostać przy tym 51kg, ale nie chce wrócić do początku. 

Matka też nie jest bez winy. Wczoraj mi wepchnęła o 21 snikersa, potem siłą czekoladki, a wcześniej mnie zgoniła do kąta pokoju, gdzie przy tym się uderzyłam dość mocno tyłem głowy o kant pułki, wcisnęła mi tą czekoladę siłą do buzi. To nie jest dobre, to okropne. Ja rozumiem jakby mi wciskała owoce, warzywa, ale nie słodycze. Ja mogę jeść obiady (czyli albo kluski z sosem, albo pierś kurczaka na parze i ziemniaki) ale błagam, nie frytki. Nie chce ich jeść, a i tak każe mi brać co najmniej 2 paczki jak jesteśmy na zakupach. Od zawsze mi tak zmuszała, nawet nie próbowała wpajać mi zdrowego żywienia. Nadal jak idzie do sklepu, to pyta mnie czy nie kupić mi pączka, albo coś. Wcześniej nawet nie pytała, tylko po prostu kupowała i kładła przede mną. Nie pamiętam dokładnie zerówki i pierwszych klas, ale na 70% jestem pewna, że miałam wtedy nadwagę, może nie dużą, ale jednak. Próbowałam jeść warzywa na parze, to najgorsze co spotkało moje kubki smakowe, już dużo chętniej wypije siemię, niż to zjem. 

Wcześniej jadłam chętnie owoce, teraz zaczynam mieć wyrzuty nawet po nich. Pije dużo zielonej herbaty, chociaż mi niezbyt smakuje. 

Znowu zacznę robić przysiady, chociaż od miesiąca co najmniej mnie cholernie bolą kolana po tym. Mówiłam o tym rodzinie, ale nic z tym nie zrobią. 

Co do czy to się podoba innym, czy nie, na razie mnie to nie interesuje. Nie chce nikogo, nie chce się podobać innym, chce się czuć dobrze i lekko. 

Nie chce iść do pedagoga szkolnego, ona jest straszna, boję się jej cholernie i nic bym jej nie powiedziała. Nie chce przytłaczać jakiś mi nie znanych, dorosłych ludzi moim brakiem akceptacji do własnej osoby, większość i tak pewnie mówi byle mówić i robi to tylko dla pieniążków.

Co do włosów, paznokci i skóry, nigdy nie narzekałam na włosy i paznokcie. Moje włosy są bardzo mocne i ładne, paznokcie mi się nie łamią. Problemy ze skórą raczej nie mają nic wspólnego z odżywianiem. Byłam i u dermatologa, i ginekologa (hormony sprawdzić), nic nie pomogli, maść jedynie mogą dać najwyżej. 

Ah, i jeszcze jedno, ale to typowe bardzo i nie chodzi nic o odżywianie (no, może trochę).

Rodzice prawie codziennie mówią jaka ja jestem okropna i nie miła. Nie rozumieją, że po prostu chce czasem pobyć sama i nie interesuje mnie to, że widzieli dziś babe z ohydnymi paznokciami, czy, że piesek koleżanki się zgubił na 5 minut. Jestem już zmęczona, teraz codziennie prawie mam kartkówki, czy sprawdziany, zaraz jak wróce do domu, to muszę iść na dodatkowe, zanim wrócę i się przebiorę, jest już 19. Mama najpierw wciska mi słodycze, a jak ja SAMA Z SIEBIE BO MIAŁAM TAKI KAPRYS o normalnej godzinie (15 może) chciałam wziąć małego snikersa - zaczęła się ze mnie śmiać. To mnie tak zraniło, jakby chciała powiedzieć "mało ci grubasie?".

Wracając do ćwiczeń, dziennie robię co najmniej od 3 do 6km (jak mam szkołę), jak wyjdę z tatą na spacer to około 6km, a w sobotę przeszłam 11km.

Edited by Mrs.Octavia
Link to comment
Share on other sites

Nie do pedagog, tylko do psycholog. To są dwie różne typy lekarzy. 

Jeżeli nie chcesz się z nikim dzielić swoimi problemami, to czemu tutaj to robisz? Tam będziesz mieć profesjonalistę który może Ci naprawdę pomóc, tutaj też masz dorosłych ludzi, więc na pewno nie chodzi o wiek.

Wiem, że może odgórnie narzucam, ale wydaje mi się, że trochę przesadzasz z pewnymi sprawami, by podkreślić, że Ci źle. Źle Ci - to wiemy już z pierwszego postu. 

"Rodzice prawie codziennie mówią jaka ja jestem okropna i nie miła. Nie rozumieją, że po prostu chce czasem pobyć sama i nie interesuje mnie to, że widzieli dziś babe z ohydnymi paznokciami, czy, że piesek koleżanki się zgubił na 5 minut."
A może po prostu czasami gdy jesteś zajęta swoimi sprawami odzywasz się do nich chamsko i niechętnie? Możesz nawet tego nie zauważać, ale to problem wielu dzieci. Sama często niestety tak odpowiadam rodzicom, ale zdaję sobie z tego sprawę i jest mi strasznie głupio. Ale nieważne. Rodzice to Twoi rodzice, możesz myśleć sobie co chcesz, ale wątpię, żeby był to skrajny przypadek, więc kochają Cię i interesują się Tobą, chcą spędzić z Tobą trochę czasu.
Jeszcze jedno pytanie. Czy w ogóle kiedykolwiek próbowałaś z rodzicami porozmawiać na ten temat poważnie?
  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

 

Jeżeli nie chcesz się z nikim dzielić swoimi problemami, to czemu tutaj to robisz? Tam będziesz mieć profesjonalistę który może Ci naprawdę pomóc, tutaj też masz dorosłych ludzi, więc na pewno nie chodzi o wiek.

 

Bo tutaj ludzie piszą z dobrego serduszka, a jak się pójdzie do psychologa to musi coś powiedzieć, bo to jego praca :octcry:

Wiem, czasem nad tym nie panuje, czasem nie widze nawet tego złego zachowania, ale chce żeby oni zrozumieli, że jestem zmęczona, że chce odpocząć i nie gadać z nimi o głupotach. Nie lubię gadać z nimi "poważnie", rzadko się zdarza, że BIORĄ to na poważnie, często się śmieją po prostu, a jak już wezmą, to jest kłótnia. Nie lubię z nimi rozmawiać.  

Link to comment
Share on other sites


Znowu zacznę robić przysiady, chociaż od miesiąca co najmniej mnie cholernie bolą kolana po tym

To dlatego że nic nie jesz. Ale jak ci matka wciska słodycze, zamiast dawać coś normalnego (nie, żeby coś, sam jem mięso i słodycze tylko XD, ale to nie jest w 100% ok) do jedzenia, co sama przytaczałaś, to samfin is no yes here. Rozpłacz się, wrzaśnij, bądź stanowcza, albo wszystko to na raz. Jedząc mało, zdrowo itd i mając trochę ruchu codziennie można trzymać formę, ale będąc napychanym słodyczami i tyle to już średnio to jest zdrowe, padniesz jak umęczony kuń zanim się obejrzycie.


Bo tutaj ludzie piszą z dobrego serduszka

Nyaiwna. To internety. Aczkolwiek czasem są i dobre serduszka i poważne rady które należałoby mocno wziąć pod uwagę. Np te nasze teraz.

 

Skoro rodzice/matka tak cię pobłażają, to może właśnie dlatego, że myślą że są fajni a tobie tylko chwilowo odbiło? Albo to dlatego, że źle, jeśli w ogóle im dajesz do zrozumienia, że chcesz pobyć sama. To ważne, żeby ludzie cię rozumieli, inaczej wychodzą takie rzeczy.

 

tl;dr postaw się rodzicom i dopilnuj żeby zrozumieli co masz na myśli.

Link to comment
Share on other sites

×
×
  • Create New...