Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Mellie

Wyżal się.

Recommended Posts

1 godzinę temu, W.B. napisał:

Jeśli chodzi o zawieranie znajomości to wydaje mi się że nie są one zbyt potrzebne do funkcjonowania. Ja żyję mimo że nie spotykam się z ludźmi z własnej woli, jedynie z przymusu. To bardzo trafne spostrzeżenie że w końcu wszystko przeminie, również znajomości. Miałam w podstawówce pierwszą i ostatnią przyjaciółkę, byłyśmy wtedy strasznie głupimi dzieciakami, myślałyśmy że to będzie trwać wiecznie. A skończyło się po dwóch latach. Zainteresowania się zmieniają z wiekiem, a co za tym idzie znajomości też się kończą. Nic nie może wiecznie trwać. Ona miała nowe koleżanki, a ja nie. Wykorzystywałam ludzi dla własnych korzyści i mimo najlepszych ocen byłam klasowym złem. Wciąż się łapię na tym że chcę kogoś zrobić w konia dla osiągnięcia czegoś. Ale walczę z tym. Uważam że utrzymywanie znajomości ie ma sensu i naprawdę lepiej mi się z tym żyje. Zawsze w końcu nastąpi taka niezręczna cisza, skończą się tematy do rozmowy i tak skończy się kolejna znajomość.

 

To już zależy od konkretnej osoby. Ja na przykład jestem taką słabą jednostką, że bez tych ludzi, których mam już dawno byłabym martwa na wiele sposobów. Skoro Ty nie potrzebujesz to widocznie jesteś silna. Ale każdy człowiek jest inny i ma mniejsze bądź większe zapotrzebowanie na posiadanie bliskich.

 

1 godzinę temu, W.B. napisał:

Od jakiegoś czasu mam takiego doła że nawet porzuciłam swoje pasje, uzależniłam się od chińskich zupek. Siedem razy oblałam egzamin na prawo jazdy, wszyscy są wściekli. Bycie takim szarym zerem jest smutne, ale im dłużej nim jestem to zaczynam odczuwać coraz silniej coś dziwnego, taką jakby dumę, a nawet radość z tego że jestem nikim. W końcu i tak wszyscy umrzemy.

Dude. Ja przestałam liczyć ile razy oblałam prawo za jakimś 11 razem. To, że coś nie wychodzi nie znaczy, że jesteśmy nikim. To, że umrzemy to fakt, ale za to można te życie jakoś wykorzystać, robiąc to, co lubimy. To, że coś nie ma sensu, nie znaczy, że trzeba to porzucać, póki czujemy z tego jakąś przyjemność i radość. No i to jest to co mówiłam, masochizm psychiczny, kiedy mimo że coś złego się dzieje, potrafimy się cieszyć, że jesteśmy do niczego. A to nie jest wcale prawdą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Byłem prywatnie u osoby z którą mam do czynienia dość długo, osoba ta była również moim terapeutą z dawnych już czasów. Krótko mówiąc ktoś kto mnie rozumie i zawsze umiał pomóc. No ale nie tym razem. Nie wiem jak by było z kimś innym, ale zwyczajnie nie widzę celu próbować. Co do zajęcia się czymś, brakuje mi pomysłów, albo problemy z zaczęciem. Jak już coś pójdzie, uda się, to jest z górki. Z tymi studiami to jest tak, że w sumie podobają mi się, spoko wykładowcy, przedmioty, fajne przeżycia. Ale czy to na dłuższą metę był dobry wybór, czy to chcę robić? Jak do tej pory to po prostu idę z prądem. Na wiosce nie mam perspektyw, nic się tu nie dzieje i generalnie jest nudno, natomiast w mieście czuję się jeszcze bardziej wszystkim przytłoczony, nie wiem co ze sobą zrobić, w którą stronę się udać. To takie wrażenie jakby nigdzie się nie pasowało, i nie chodzi tu tylko o lokacje, ale też na przykład grupy społeczne. Zawsze staram się o jak najlepszy outcome (zabrakło mi polskiego wyrażenia), może stąd taki ciężar w podjęciu czegokolwiek czy zdecydowaniu, bo zwyczajnie się tego nie wie póki nie wypróbuje.
Zwierzaka nie mogę mieć, bo jestem zbyt często w różnych miejscach, co na daną chwilę wyklucza mi skupienie się na jakiejś opiece. Nawet kwiaty u mnie więdną, po co ryzykować że wezmę jakieś zwierzę i będzie cierpiało? Nie ufam sobie na tyle by móc podjąć się takiej istotnej sprawy kiedy jestem cały "rozlatany", poczekałbym na spokojniejsze czasy, które pfff pewnie nigdy nie nadejdą tak na prawdę. Zawsze jest jeszcze pies w domu rodzinnym (jeszcze) i moje akwarium które się trochę niestety zaczęło zapuszczać, to jak do tej pory wystarczało.
A w temacie znajomości, to faktycznie sprawa zależna od osoby. Byłem w punkcie kiedy byłem prawie że sam, i nie chcę do tego wracać. Ciężko pracowałem by się wyrwać z tego stanu i teraz może nawet zbyt bardzo doceniam ludzi którzy ze mną trzymają w jakiś sposób. Mimo że zazwyczaj jestem typem samotnika, to wbrew sobie dobrze czuć jak ktoś Cię choć na chwilę chce z tego oderwać. Inni są dla mnie w sumie ważniejsi niż ja sam dla siebie, bez tego byłoby ciężko, może tego nie pokazuję i nie widać, ale tak jest, nie przyznaję się do tego często. Zawsze staram się być miły dla każdej osoby i dostrzegam ich pracę czy ogólne istnienie. W moim przypadku taka mieszanka jest dobra, i akurat to jedna z niewielu rzeczy z którymi mi dobrze.
Może to wszystko jest pewnym rodzajem masochizmu psychicznego, ale świadomość że takie coś się ma i tak nic nie daje, w mojej perspektywie i tak można to tylko zaakceptować, jak wiele innych rzeczy które mogłyby by być potencjalnie nie takie jak powinny. Nie można wybrać żadnego łatwiejszego wyjścia, tylko po prostu iść z tym dalej. I dlatego czasem jest to męczące.

Share this post


Link to post
Share on other sites
23 minuty temu, Lemi napisał:

tymi studiami to jest tak, że w sumie podobają mi się, spoko wykładowcy, przedmioty, fajne przeżycia. Ale czy to na dłuższą metę był dobry wybór, czy to chcę robić?

Więc skoro wszystko jest okej ze studiami, to nie porzucaj ich. Póki dają Ci jakąś satysfakcje. A co do tego co potem to różnie bywa, ale moim zdaniem nie ma co przerywać.

 

23 minuty temu, Lemi napisał:

Zawsze staram się o jak najlepszy outcome (zabrakło mi polskiego wyrażenia), może stąd taki ciężar w podjęciu czegokolwiek czy zdecydowaniu, bo zwyczajnie się tego nie wie póki nie wypróbuje.

Znam ten ból. Też zawsze staram się zrobić jak najlepsze wrażenie, chcę być zaakceptowana w nowym środowisku. Niestety w życiu często z tym miałam porażki, ale cóż...

W każdym razie Twoje przyjście na forum, pamiętam ten dzień kiedy pierwszy raz pisałam z Tobą na sb, czekając na pociąg xD Wywarłeś na mnie jak i myślę że na większości bardzo dobre wrażenie, zawsze dobrze Cię gdzieś widzieć, nigdy się nie kłóćisz, zawsze dodasz coś pozytywnego.

 

25 minut temu, Lemi napisał:

Zwierzaka nie mogę mieć, bo jestem zbyt często w różnych miejscach, co na daną chwilę wyklucza mi skupienie się na jakiejś opiece. Nawet kwiaty u mnie więdną, po co ryzykować że wezmę jakieś zwierzę i będzie cierpiało? Nie ufam sobie na tyle by móc podjąć się takiej istotnej sprawy kiedy jestem cały "rozlatany", poczekałbym na spokojniejsze czasy, które pfff pewnie nigdy nie nadejdą tak na prawdę. Zawsze jest jeszcze pies w domu rodzinnym (jeszcze) i moje akwarium które się trochę niestety zaczęło zapuszczać, to jak do tej pory wystarczało.

Zwierząt domowych jest tyle, że niemal zawsze istnieje takie, które da się do siebie dopasować. Jeśli masz mało czasu w domu to polecam coś w kierunku terrarystyki. One często jedzą raz na parę tygodni (węże), pająki też się nadadzą, albo jak Twoje akwariowe. Nie wiem jak często aksalotle jedzą, ale myślę, że też nie powinno być z tym problemu. Nie czekaj, weź sobie zwierzątko, którym się zajmiesz.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Lemi

Życie nie jest dobre. Ale też nie jest takie złe. Po prostu teraz stajesz przed wyborem, jak masz je przeżyć. Przynajmniej ja tak staram się na to patrzeć.

 

Nikt Ci nie pomoże w wyborze dalszego życia. A przynajmniej nie powinien, bo to nie jego życie - nie zna wszystkich zmiennych, wszystkich danych wejściowych. Człowiek staje przed wyborem, o którym tylko on może zadecydować. Brutalne jest to jak cholera, bo pierwszy wybór, jakiego naprawdę dokona, może być tym najważniejszym.

 

Rodzice będą Ci radzili przeżyć je tak, jak oni to zrobili. Tak samo wszyscy bliscy. Nie ma w tym nic złego czy niezwykłego, ot, zwykła ludzka natura. Błędy poznawcze, wszyscy je znamy.

Pierdolona dorosłość. Człowiek przygotowuje się do niej przez 20 lat, a ta zawsze go zaskoczy. Nie pozostaje nic innego jak podjąc decyzję - i żyć z nią.

 

Szczerze mówiąc, nie będę udawał że doskonale Cię rozumiem. Nigdy nie miałem problemu z brakiem wpływu na życie. Zawsze miałem wręcz przeciwny problem: miałem wrażenie, że jakikolwiek wpływ na świat miałem, był to wpływ negatywny. Jedyne co przynosiłem innym ludziom to zmartwienia i cierpienie. Dlatego nigdy nie miałem nic przeciwko, gdy życie po prostu toczyło się własnym torem, gdy ja z ciekawością przyglądałem się mu, słuchając przyjemnej muzyki, z dystansu, ciesząc się, że niczego tym razem nie spieprzyłem. Dlatego lubię obserwować politykę: gdyż nie mam na nią wpływu. Brak uczucia winy to wspaniałe uczucie. Gdy życie rozwija się tak, jak rozwijałoby się gdybym nie istniał. Nic, tylko puścić "The Verve" lub "Hakena", popić porterem, i radować się z tego jak świat zmienia się nie przez Ciebię. Wspaniałe, wyzwalające uczucie, wzmacniane czymś "mocniejszym". Tak, to jest pierdolony wstęp do alkoholizmu, dlatego jestem pełem obaw względem mego życia.

 

Boję się, że moje życie przyniesie co najwyżej cierpienie. Wszystko co nie jest odnaczone moją egzystencją przyciąga moją uwagę jak tony stali przyciągają pioruny. Martwię się, że to dlatego, że moje życie jest summa summarum destrukcyjne dla innych. Jeżeli zapytasz: jak może twoje życie może być złe dla innych? Odpowiem: Kurwa, mie znasz mnie. I nie chcesz, wierz mi. Jestem beznadziejnym człwiekiem. Może to tylko kompleks? Kurwa, skąd ja mam to wiedzieć?! Jestem tylko człwiekiem, nie umiem oddzielić moich własnych odczuć od rzeczywistości!

 

Żyjemy w społeczeństwie, w kulturze myśli. Większość z nas przy martwieniu się o własne życie zastanawia się przy okazji "czy mam się o co marwić? To dzieci w afryce mają się o co martwić! Nie mają co jeść, nie mają co ubrać! Nie to co Ty, masz jedzenie, masz dach nad głową!". Pierdolona cywilizacja, nie mam zielonego pojęcia co na to odpowiedzieć. To jest najgorsze. Czy nasze problemy krajów 1-go świata naprawdę są takie głupie i beznadziejne? Czasem serio chciałbym się pomartwić o dach nad głową, by zapomnieć o pierdolonym sensie egzystencji ludzkiej.

 

Życie ciągnie przed człowiekiem takie ilości problemów. Jak człowiek rozwiąże jedno zagadnienie, zaraz pojawią się trzy dylematy moralnie na jego drodze. Kiedyś człowiek nie matwił się, czy zjadanie cholernej kozy było dobre; zjadał ją, bo tego potrzebował by przeżyć - życie było proste. Przeżyj lub zgiń. Teraz... cóż, nic dziwnego że Emil Cioran jest taki popularny. Btw. chcielibyście trochę moich przemyśleń na temat jego dzieł? Chciałbym się z kimś na ten temat podzielić - ostrzegam, będzie nudno. Nie wiem co z tego wyjdzie, ale moją miłość do polemiki potraktuję jako okazję do walki z własnymi negatywnymi myślami. Może i waszymi?

 

Boję się siebie, boję się alkoholu, boję się innych - jestem socjofobem, liczba ludzi których się nie boję cały czas maleje. To jest przerażające, może niedługo wszycy ludzie będą mi obcy, nie będzie istniał człowiek, którego się nie obawiam, któremu chociaż w najmniejszym stopniu ufam.

 

@Lemi, wybacz, trochę zmieniłem próbę pocieszenia Cię w rozżalanie się nad własnym losem. Ale hej, nie jesteś sam! Na tym świecie są tysięcie (jak nie miliony) ludzi przeżywających to samo. Być może pisanie z którymś z nich Ci pomoże. Szczerze życzę Ci tego.

 

Piszę to przy "Bittersweet Symphony", więc wiem o co "ho", a alkohol jest megafonem duszy. XD

Edited by Mordoklapow

Share this post


Link to post
Share on other sites

Całka Riemanna dla słabych, całka Lebesque master race. Teoria grup jest prosta i elegancka, analiza funkcjonalna jest złożona i ekscytująca, algebra wyższa dziwna acz w pewien mistyczny sposób fascynująca, geometrii różniczkowej nigdy nie rozumiałem, toteż się nie wypowiem. Drogie dzieci, uczcie się algebry, bo jest strasznie przydatna. Dyskretna zabawna, a analiza zespolona... cóż, uczcie się jej dopiero gdy będziecie jej potrzebowali, bo jest raczej nudna - takie rozszerzenie klasycznej analizy,

Edited by Mordoklapow
  • Upvote 1
  • Like 1
  • Confused 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Spoko, u mnie w sumie też większość prób pocieszania zjeżdża na temat z autopsji.
Niby powiedzenie że sporo ludzi ma podobne zmartwienia powinno pocieszać, ale tylko po części, bo to o swoje cztery litery trzeba najbardziej się zatroszczyć, a nie że ktoś jeszcze ma ten problem, albo nawet gorsze. Wiedza o tym wystarczy, ale nie całkowite martwienie się, bo to nie ma sensu skoro jako pojedyncza jednostka i tak nic nie zdziałamy, największy wpływ mamy przecież na swoje własne życie. Ja ten wpływ widzę, prawie mógłbym dotknąć, tylko nie umiem go wykorzystać w sposób który zagwarantowałby mi dobry rozwój i jakieś bezpieczeństwo, ten życiowy wpływ znaczy. Od danego człowieka zależy czy będzie on pozytywny czy negatywny. Wystarczy by odpowiednio zależało, bo jak zależy to można góry przenosić, wady zmieniać w zalety, i tak dalej. Może i jestem beznadziejnym przypadkiem, ale potrafię to obrócić w humor, przez co jakoś idzie mnie znieść. Nastawienie na dobry wpływ na innych to też jedna z rzeczy która popycha mnie do przodu, i z tego akurat umiem korzystać, a przynajmniej tak mi się wydaje. Zajebiście ważna rzecz, przepraszam za słownictwo, ale nie wiem jak inaczej niż tym słowem podkreślić jej wagę.
Wszystko jest dla ludzi, alkohol włącznie. W swoim przypadku (tak jak mówiłem na początku, musiało na to zejść) popadnięcie w alkoholizm byłoby równoważne ze zrobieniem sobie krzywdy, czego nie potrafię zrobić (a przynajmniej tej fizycznej). Piję sobie bez obaw, jak jest wolne to czasem co dzień, ale nigdy jak mam coś ważnego do zrobienia, przed podróżą, albo kiedy siedzę w akademiku i w tygodniu mam zajęcia. Z ustawieniem zasad myślę alkoholizm nie jest nikomu groźny. Jak się nie hamujesz, to wtedy zaczyna być źle.

Mam nadzieję że nie brzmi to jak bełkot xD

PS. Ludzka egzystencja nie ma sensu, to my go sobie nadajemy. Najgorszym problemem jest ustawienie go, też tego nie potrafię. Ta lekcja dotarła do mnie cięższą drogą. Stwierdziłem że skoro i tak wszystko jest bez sensu, to przynajmniej będę robił dobrą minę do tej złej gry, może innym będzie przez to lepiej.

Edited by Lemi
  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

To brzmi jak bełkot. No i skąd masz wiedzieć co jest dobre a co złe bez spróbowania tych rzeczy? Wutka się nie liczy :rainderp: Nie dowiesz się inaczej jak sobie cokolwiek zagwarantować. Also, nie rozumiem też jak fakt, że masa obcych ludzi setki kilometrów od ciebie mają lepiej lub gorzej, miałoby wpłynąć na twój nastrój XD To tak jakby się przejmować że nie możesz sobie turlać księżyca. Stultus. :rd10:

  • Upvote 1
  • Downvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Lemi puszka pandory mocno

Czy należy troszczyć się tylko o własną dupę? Czy jeżeli jestem strasznie empatycznym człowiekiem, nie troszcząc się o dupy innych, szkodzę sobie? Po jakie licho w ogóle troszczyć się o swoją dupę? Już pisałem, mojej dupie jest najwygodniej gdy siedzi w miejscu, najlepiej w kącie gdzie jest ciemno, chłodno i leci jakaś muzyczka. Miejsce gdzie pytania są abstrakcyjne, obdarte z szarej otoczki rzeczywistości i naglącej konieczności znalezienia odpowiedzi.

 

Bycie pozytywnym? Mój jedyny jak dotąd outburst jak nienawidzę życia zakończyłem żartem. Robię coś nie tak? Chyba tak, bo nie pomaga. Jedynie powoduje narastanie swoistego muru (The Wall hehe) pomiędzy tym co człowiek czuje, a tym co okazuje. Nie można być szczerze pozytywnym w obliczu czarnych myśli, chyba na tym poziomie rozróżnia właśnie się rozpacz od chwilowego dołka. Może być tylko gorzki sarkazm lub kłamstwo.

 

Nic na innych nie zdziałamy? Większy wpływ na własne życie? Zdajesz sobie sprawę jak mógłbyś zmienić życie dziesiątek, nawet setek ludzi z krajów 3-go świata gdybyś się temu poświęcił? Nawet jeżeli chcesz ograniczyć swój wpływ do swojego życia, to w jakim kierunku je poprowadzisz? "Pozytywnym"? Chcesz coś zmienić czy spokojnie egzystować nie zmieniające niczego? Co jeżeli pójdziesz złą ścieżką i będziesz kurewsko cierpiał przez całą resztę życia? Podejrzewam, że oboje wiemy, jak bolesna może być rzeczywistość. Co więcej, może być bardziej - ryzykuję to stwierdzenie, jako że oboje jeszcze żyjemy.

 

Dobry wpływ na innych? Co to znaczy? Robić z nich optymistów? Czynić ich życie bardziej znośnym? JAK?! Skąd będziesz wiedzieć, jak uczynić? Każdy człowiek jest inny, każdy ma ukryte pragnienia i potrzeby. Nie zadowolisz każdego, a jak masz pecha, to nie zadowolisz nikogo. No dobra, te pytania to może trochę na siłę. Niemniej, nie martwi Cię, czy nie utrudnisz innym życia? Może pozbawisz się wątpliwości stwierdzając "próbowałem dobrze" - deontologizm zawsze w modzie. Ale co jeżeli właśnie brak tych wątpliwości sprawi, że będziesz szkodził innym?

 

Sens ludzkiej egzystencji padł jako przykładowy problem z jakim (przynajmniej tak podejrzewam) zmaga się typowy człowiek z krajów zbyt socjalistycznych, by martwić się o jedzenie. Mówię o tym, jak człowiek rozwinął sobie zbyt wielką świadomość, by móc spokonie żyć bez zmartwień. Zaczyna zadawać sobie wtedy pytania, na które nie umie odpowiedzieć. Co więcej, odpowiedzi tych potrzebuje, bo tak chce jego nadrozwinięta samoświadomość. Jeżeli większość ludzi nie funkcjonuje w ten sposób, proszę wyprowadźcie mnie z błędu, może będę się czuł choć trochę wyjątkowy.

 

Co do alkoholu. Cóż, gdy się nie hamujesz, to już jest za późno. Nałogi atakują z nienacka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Odpłynąłeś znacznie od tego co miałem na myśli, a mi się niezbyt chce już to tłumaczyć bo chyba słabo to robię. Za wpływ miałem na myśli sprawienie że osoby zwykle przygnebione rutyna uśmiechna sie, bycie miłym niewiele kosztuje ale za to ile daje. Można być beznadziejnym, jednak da się dawać przykład by inni tacy nie byli. Bedac takim, wiesz co najbardziej pomaga typowi człowieka którego najczęściej się spotyka, czyli zwykłego szaraka, to chyba jedyna zaleta takiego stanu. Nie chodzi mi tu o jakąś niewyobrażalną skalę przemiany jaką Ty chyba miałeś na myśli. Nie wszyscy też wolą czerwona pigułkę, stąd myślę że czasem małe kłamstwo może wyjść na dobre. A mam wrażenie że wrzuciles wszystkich w jeden garnek.

I nadal twierdzę że samemu nie zdziala się absolutnie nic, przekonanie ze jestem w stanie to zrobić, że mam jakieś przeznaczenie już dawno minęło. Nie mi twierdzić o prawdziwości takich spraw Ale zwyczajnie w to nie wierzę. Nie też próboj robić ze mnie jakiejś złej osoby czy wręcz egoisty kiedy powiedzialem że o swoje cztery litery należy dbać najbardziej. Owszem, takie mam przekonanie, bo jestem realista, ale to nie znaczy że się tego sztywno trzymam, kiedy w zasadzie czuje ze bardziej żyję dlatego że inni mnie potrzebują, aniżeli ja sam chcę.

A żyjemy jak żyjemy, po co męczyć się pytaniem co by było gdybyśmy byli na czyimś miejscu? Ludzie którzy mają gorzej nie mają wyboru, też muszą iść naprzód, niewiele się w tym różnimy, z tym że oni mają większą determinację, bo mniej do stracenia.

Lemi, out, pisane na trzeźwo więc gorszy przekaz.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Lemi Wiesz, życie to spore wyzwanie, ale jednocześnie i dar. Wiadomo, kiedyś wiele rzeczy może przeminąć, wielu z nas umrze, ale ... trzeba to zaakceptować. Taka jest rzeczywistość, ale ja kieruję się inną dewizą. Nie dać się rzeczywistości zniewolić. Widzisz swoje postępowanie, swoje myślenie. Spróbuj sobie wyobrazić, że rzeczywistość to taka upersonifikowana osoba. Teraz taka osoba każdego dnia zacznie ci męcić, że niedługo zginiesz, że dostaniesz raka, zacznie ci prawić rzeczy, które prawie nikomu by się nie uśmiechały. Chciałbyś taką osobę mieć przy sobie? Chyba nikt moim zdaniem.

 

Społeczeństwo liczy już 7 miliardów. Dużo, nie można temu zaprzeczyć. Tylko, że to niemożliwe, aby o każdego się troszczyć, zaprzątać sobie głowy losem ich, jak i ogólnie samą przyszłością. Nie mamy na to wpływu, prawda, ale jeszcze raz ... po co mamy się zniewolić temu odczuciu? Nie znamy daty, ani godziny. To tak jakbyś zaczął cierpieć za śmierć bliskiej osoby jeszcze zanim ona umrze. Po co? To nie daje nam niczego, a powiem więcej. Myślenie w ten sposób jak i sama bierność może także przybliżyć nieuniknione. Nie po to mamy życie, aby myśleć i rozważać nad rzeczami, nad którymi nie mamy wpływu. Tylko czy na pewno?

 

Wpływ ma każdy, a najlepiej to zauważyć na swoim środowisku. Pamięć o przyjaciołach, sąsiadach, ich pamięć o tobie, twojej pomocy, rozmowach, chwilach, itp.. To nie jest wpływ? Nie myśl w skali globalnej, bo nie o to chodzi w życiu, aby przejść i zostać zapamiętany jako Jan Paweł II, którego i tak pewnie większość ludzi na Ziemi może nie kojarzyć. Możesz coś zmienić, możesz swoje otoczenie zmieniać. Ja np. dobre 3 lata temu byłem zwykłym uczniem liceum, który żadnego celu właściwie nie miał. Nie doceniałem rozmów, znajomości, przyjaciół mógłbym powiedzieć w ogóle nie miałem. Teraz skończyłem jako prezes Stowarzyszenia na skalę Górnego Śląska, aby nie tylko organizować meety, ale też aby sprawiać innym radość, bo wiem teraz jak ludzie doceniają wspólne spotkania. Wróćmy jednak do ciebie. 

 

Jednocześnie mówisz, że ludzka egzystencja nie ma sensu, ale jednocześnie ma, bo my sami ją nadajemy. Sądzę, że nadal jej nie nastawiłeś tak abyś był szczęśliwy i spełniony. Tylko ... takiego sposobu nie ma. To raczej przychodzi wtedy, kiedy nie zdajemy sobie sprawy z pewnych rzeczy. Wszystko też zależy od punktu widzenia. Ja momentami uważałem, że mimo tego co osiągnąłem nadal przyjaciół nie mam, aż zacząłem się pytać kim dla moich bliskich znajomych jestem. I tu aż moje zdanie obróciło się o 180 stopni, bo nie sądziłem, że ktoś mi powie, że jest moim przyjacielem. Nie doceniamy samych siebie, ja pewnie robię to do tej pory.

 

Czy ktoś jest ci w stanie pomóc? Sądzą, że nie, bo sam wiesz w czym tkwi twój problem, a na niego nie ma jednego rozwiązania. Sam decydujesz czy będziesz walczył i kształtował ten świat, zamierzasz być częścią tego mechanizmu. Od ciebie zależy czy postępowanie, wszystkie twoje decyzje będą ci sprawiały uczucie spełnienia i nie będziesz przy okazji tych rzeczy żałował. W moim odczuciu o to chodzi w życiu, aby nie dać się zniewolić rzeczywistość, a ty @Lemi mam wrażenie, że chcesz być zniewolony tymi wszystkimi regułami i faktami, skoro nie ma życie i egzystencja sensu. Tu nie chodzi o "nastawienie" swojego życia, a o bycie przygotowanym. Przygotowanym na akceptację rzeczy, które na pewno ci się nie spodobają, które sprawią ci przykrość, smutek. Ja czasem też myślę, co to będzie jak moja mama czy tata odejdą. Tylko, że ... ja oraz oni mnie też nie jawnie przygotowują na takie ciężki sytuacje i nie jestem w tym osamotniony. Można to nazwać "nastawieniem", ale to słowo brzmi bardzo sztucznie, bo to tak jakby życie dało się nastawić niczym zegarek. A już pisałem, że się nie da przewidzieć pewnych rzeczy. Raz się jeszcze spytam dlaczego chcesz się tym przejmować? To rodzi strach i stres, a pisałem również wyżej, że twoja postawa ukazywana jawnie może zaszkodzić bardziej osobom w twoim środowisku. Możesz w tym strachu żyć dalej, albo go zaakceptujesz i nie dasz się tym uczuciom zdominować. Twoja decyzja :huhwha:.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chwila chwila, przecież ja tłumaczyłem dlaczego nie ma sensu się przejmować i wystarczy o tym mieć świadomość, a nie że się przejmuję, i twierdzę że wpływ na osoby mamy. Za to wpływ na rzeczywistość w dużej skali jako pojedyncza jednostka nie. Do złej osoby kierujesz słowa :P cała reszta chyba się zgadza

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tylko zapominasz, że twoje środowisko, twoi bliscy TO rzeczywistość. Nie myśl jak o całym świecie, a o tym co masz wokół siebie, bo nie trzeba być jakimś guru świata, aby zmieniać to co mamy blisko i daleko od siebie.  

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest

Tutaj się można wyżalić jak tak to ja chętnie się po wyżalam.

Mam olbrzymi problem jestem zbyt impulsywny, nieśmiały, nienawidzę ludzi, działam często pod wpływem emocji.

Problem polega na tym, że co poniektórzy użytkownicy forum chyba posiadają problem z tym, że w ogóle ja istnieje i nie potrafią zaakceptować mojej opinii tylko od razu naskok i mówienie źle gadasz, nie znasz się itd.

Ludziska ja już tyle przykrości w życiu przeżyłem i mam tyle wrogów, że mi następnych już nie potrzeba.

Niektórych pewnie irytuje mój sposób wypowiedzi bo komuś rozwalam życie.

Ja przez całe życie byłem gnębiony przez moją klasę, obrażany, wielokrotnie upokarzany.

Zawsze jak starałem się coś fajnego zrobić to zawsze z tego nic nie wychodziło bo mnie nigdy nie słuchali i tylko ciągle się śmiali.

Oni myślą, ze przezabawne jest to, że ja jestem nikim i w ogóle nie patrzą na moje uczucia "tylko jak już leżę to jeszcze mnie dobiją".

W mojej szkole chyba zapanowała choroba o nazwie "debilizm" bo każdy zachowuje się tam jak ostatni idiota.

I tu jest ten problem bo pewnie wiele z was nawet nie wie kim ja tak naprawdę jestem,  nie znacie mnie i nic nie wiecie o mojej historii.

Ja chciałbym zdobyć przyjaciół zawsze byłem sam przez lata jak wracałem ze szkoły to tylko co mogłem zrobić to usiąść na komputer. Moje życie jest do niczego jest głupie.

Uprzedzając pytanie samobójcą nie jestem.

Innym problemem jest mój brak odwagi nie potrafię powiedzieć rodzicą, że jestem bronym, po prostu nie umiem im się do tego przyznać.

Pomóżcie.

I proszę pamiętać, że pochodzę z mundurowej rodziny, o długiej tradycji wojskowości.

Więc tutaj  się trochę inaczej gada. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

@KeksCóż ja mogę Ci doradzić. Piszesz, że nie chcesz więcej wrogów, więc nie traktuj wszystkich jakby byli wrogami. To, że ktoś się nie zgadza z Twoją opinią nie oznacza, że od razu Cię nie lubi czy ma Cię za wroga. Piszesz, że nienawidzisz ludzi, ale zastanów się, czy chcesz żeby ten stan trwał wiecznie czy nie, bo ciężko z tej wypowiedzi to określić. Widocznie jesteś zagubiony, masz mundurową rodzinę, ale czy rodzina Ci pomaga? Skoro masz problemy w szkole ze znalezieniem przyjaźni czy nawet koleżeństwa to dostajesz miłość od rodziny? Bo jeśli nie, to wtedy już jest naprawdę źle. 

Swoimi wypowiedziami nikomu życia nie rozwalasz, jeśli ktoś ma inne zdanie albo mówi, że się nie znasz to nie dlatego, że chce Cię "zhejcić" czy też "poniżyć" tylko po prostu czasami człowiek nie zawsze ma racje. Warto spojrzeć, czy argumenty są sensowne czy nie. Ja nigdy do Ciebie wrogo nie byłam nastawiona, mimo że wydaje mi się, że ciągle to tak odbierasz. To właśnie Ty uważasz, że ja z Ciebie robię wroga, więc jest na odwrót. Przeżyłeś swoje, ok, no nie znam Twojej historii, ale Ty nie znasz mojej i uwierz mi, znęcanie w szkole to najłagodniejsza ze "złych" rzeczy, którą przeżyłam.

Nie wiem w jakiej szkole jesteś, ale kiedy nadejdzie następny etap (liceum, technikum, studia) to spróbuj na nowo. Najlepiej zapisz się tam, gdzie nie ma starych "znajomych" żeby Twój strach i Twoja nienawiść nie musiała rosnąć.

Boisz się powiedzieć rodzicom, że jesteś bronym? Hm... jakby to powiedzieć, to Twoje zainteresowanie. Ja nigdy nie stanęłam przed rodzicami i powiedziałam "mamo, oglądam kucyki" tylko po prostu to robiłam. Rodzina zauważyła, że mam jakieś kucyki, czasami je oglądam i tyle. Ogólnie to kucyki to nie jedyna bajka, którą oglądam i rodzicom nic do tego, a jestem o wiele starsza od Ciebie więc mogłoby się wydawać, że bardziej mam się czego "wstydzić". Tyle, że tu nie ma niczego do wstydu.

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest

Ja mam życie jakie mam i tu nic nie zmienię.

Ale może nazwa szkoły ci coś powie Zespół Szkolno-Przedszkolny w Baborowie.

W tym roku wybieram się do II Liceum Ogólnokształcącego im. Adama Mickiewicza w Raciborzu.

Co do bycia bronym w rodzinie to problem polega na tym, że u mnie powiedzieć oglądam nie wiem np. Gravity Falls co jeszcze Myszka Miki, Reksio to nic się nie stanie ale powiem oglądam My Little Pony to wszyscy dostaną gorączki i mnie normalnie wydziedziczą a wiem bo widzę, że coś maja do tej bajki nie wiem dlaczego chyba kucyków nienawidzą:rainbowcry: i też to rodzina bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo konserwatywna pod niektórymi względami.

Jak bajka dla dzieci to dla dzieci i koniec musisz sie podporządkować.

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, Keks napisał:

Ja mam życie jakie mam i tu nic nie zmienię.

Ale może nazwa szkoły ci coś powie Zespół Szkolno-Przedszkolny w Baborowie.

W tym roku wybieram się do II Liceum Ogólnokształcącego im. Adama Mickiewicza w Raciborzu.

Co do bycia bronym w rodzinie to problem polega na tym, że u mnie powiedzieć oglądam nie wiem np. Gravity Falls co jeszcze Myszka Miki, Reksio to nic się nie stanie ale powiem oglądam My Little Pony to wszyscy dostaną gorączki i mnie normalnie wydziedziczą a wiem bo widzę, że coś maja do tej bajki nie wiem dlaczego chyba kucyków nienawidzą:rainbowcry: i też to rodzina bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo konserwatywna pod niektórymi względami.

Jak bajka dla dzieci to dla dzieci i koniec musisz sie podporządkować.

 

Walcz o swoje prawa. Jeśli twoi rodzice myślą, że to tylko bajka dla dzieci to się mylą. Ten serial uczy o przyjaźni. To ważna rzecz w społeczeństwie. To, że twoi rodzice się z tym nie zgadzają to nie jest nowość wśród bronies. Część też tak miała lub ma. Trzeba walczyć o swoje prawa.

                              Dziękuję dobranoc.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

To tylko kreskówka jak każde inne, dlaczego miałbyś im cokolwiek mówić? Po prostu oglądaj tak jak resztę, jeśli to co mówisz o rodzinie to prawda to oszczędzisz sobie tylko kłopotu. 

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Keks napisał:

Ja mam życie jakie mam i tu nic nie zmienię.

Możesz wiele zmienić. Na przykład swoje podejście. A to da dużo w Twojej sytuacji.

Bo właściwie widząc jak moje zwyczajne posty odbierasz wrogo to skąd mam wiedzieć jak wygląda te gnębienie przez klasę? Zwyczajne zdania odbierasz jako atak. Pamiętaj, że jeśli ktoś neguje Twoje zdanie, które masz prawo mieć, to on też ma mieć prawo do swojego zdania. Więc czemu czujesz się urażony, że ktoś posiada swoje zdanie?

 

2 godziny temu, Keks napisał:

np. Gravity Falls co jeszcze Myszka Miki, Reksio to nic się nie stanie ale powiem oglądam My Little Pony to wszyscy dostaną gorączki i mnie normalnie wydziedziczą a wiem bo widzę, że coś maja do tej bajki nie wiem dlaczego chyba kucyków nienawidzą:rainbowcry: i też to rodzina bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo konserwatywna pod niektórymi względami.

Jak bajka dla dzieci to dla dzieci i koniec musisz sie podporządkować.

Gravity Falls i Myszka Miki to też są bajki dla dzieci. A skąd wiesz jakie mają podejście do MLP? Jest dość dziurawe. A bycie konserwatywnym nie znaczy, za przeproszeniem, robienie z logiki prostytutki. Skoro nie mają nic do oglądania poprzednich bajek to raczej nie powinni mieć i z MLP problem. Zawsze jakby serio byli takimi dziwakami to cóż, nie musisz się im do tego przyznawać. Oglądaj, zbieraj jak chcesz figurki, ale im tego nie pokazuj.

  • Upvote 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
19 godzin temu, PervKapitan napisał:

 

Oglądaj, zbieraj jak chcesz figurki, ale im tego nie pokazuj.

Ja mam pokój z bratem gdzie niby mam to trzymać od pół roku walczę o swój kąt i jakoś głucha cisza.

 

19 godzin temu, PervKapitan napisał:

Zawsze jakby serio byli takimi dziwakami to cóż, nie musisz się im do tego przyznawać. 

Dziwakami nie, wojskowymi o poglądach prawicowych już TAK.

 

19 godzin temu, PervKapitan napisał:

Więc czemu czujesz się urażony, że ktoś posiada swoje zdanie?

Bo mi wbija nóż w plecy. Nie no żart.:D To, że ktoś posiada własne zdanie to mi nie przeszkadza każdy ma prawo do własnego zdania tak jak ja i ty.

Drażni mnie takie usilne utrzymanie własnych racji i przekonać oraz próba ich narzucenia innym z tym mam problem.

19 godzin temu, PervKapitan napisał:

 

Bo właściwie widząc jak moje zwyczajne posty odbierasz wrogo to skąd mam wiedzieć jak wygląda te gnębienie przez klasę?

Tak, że starają się ze mnie zrobić głupka na każdym kroku i cieszą się z tego, że np. podniosę piłkę.

Ja to odbieram wtedy za brak szacunku do mojej osoby pomimo, że staram się być miłym,pomocnym,uczynnym dla wszystkich.

A jak się to kończy brak kredek,mazaków,kleju czegokolwiek to tylko wymagania do mnie w stylu "masz to zrobić"

a ja na to "czemu" ich odpowiedź  "bo tak" czy ich można traktować poważnie bo chyba nie specjalnie. 

19 godzin temu, PervKapitan napisał:

Możesz wiele zmienić. Na przykład swoje podejście. A to da dużo w Twojej sytuacji.

Co ja mam niby zmieniać. Moje podejście do życia jest jakie jest.

 

20 godzin temu, Kruczek napisał:

To tylko kreskówka jak każde inne, dlaczego miałbyś im cokolwiek mówić? Po prostu oglądaj tak jak resztę, jeśli to co mówisz o rodzinie to prawda to oszczędzisz sobie tylko kłopotu. 

To kreskówka prawda. Dlaczego o tym mam mówić, bo chętnie bym na jakiegoś meeta pojechał ale mieszkam na zadupiu i tu nic nie ma. A do Katowic nie mam jak się dostać sam.

A rodzina to kompletna mundurówka mój ojciec to plutonowy, wujek generał, a dziadek chyba starszy kapral.

Więcej pisać w tym temacie chyba nie muszę.

Miłego popołudnia.:rdblink:

Share this post


Link to post
Share on other sites
13 minut temu, Keks napisał:

Dziwakami nie, wojskowymi o poglądach prawicowych już TAK.

Ale to co opisałeś to pasuje do dziwaków, a nie do wojskowych. Też mam w rodzinie wojskowych.

 

14 minut temu, Keks napisał:

Tak, że starają się ze mnie zrobić głupka na każdym kroku i cieszą się z tego, że np. podniosę piłkę.

Ja to odbieram wtedy za brak szacunku do mojej osoby pomimo, że staram się być miłym,pomocnym,uczynnym dla wszystkich.

A jak się to kończy brak kredek,mazaków,kleju czegokolwiek to tylko wymagania do mnie w stylu "masz to zrobić"

a ja na to "czemu" ich odpowiedź  "bo tak" czy ich można traktować poważnie bo chyba nie specjalnie. 

Wait, what? Serio takie coś nazywasz gnębieniem? o_O I co znaczy, że próbują z Ciebie zrobić głupka? Nie pomyślałeś, że tylko Ty tak to odbierasz? Bo z tego co piszesz, to ogromnie wyolbrzymiasz problem i mimo że ludzie zwyczajnie się zachowują to odbierasz ich zachowanie jako wrogość.

 

16 minut temu, Keks napisał:

Co ja mam niby zmieniać. Moje podejście do życia jest jakie jest.

Więc po co się żalisz, jeśli NIE CHCESZ pomocy? :I Swoim podejściem utrudniasz sobie sam życie.

 

17 minut temu, Keks napisał:

To kreskówka prawda. Dlaczego o tym mam mówić, bo chętnie bym na jakiegoś meeta pojechał ale mieszkam na zadupiu i tu nic nie ma. A do Katowic nie mam jak się dostać sam.

A rodzina to kompletna mundurówka mój ojciec to plutonowy, wujek generał, a dziadek chyba starszy kapral.

Więcej pisać w tym temacie chyba nie muszę.

Chyba musisz, bo dalej nie rozumiem co ma to do rzeczy. Każą Ci też iść do wojska, bo inaczej zabiją kucyki?

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest

Ja już na serio nie mam co pisać.

Napisz sobie Zespół Szkolno-Przedszkolny w Baborowie i poczytaj opinie na temat tej szkoły.

2 minuty temu, PervKapitan napisał:

 

Chyba musisz, bo dalej nie rozumiem co ma to do rzeczy. Każą Ci też iść do wojska, bo inaczej zabiją kucyki?

Nie rozumiesz ich podejścia, do wojska mi nie każą iść (na razie:S).

Oni myślą stereotypem oni mają do MLP chyba coś maja ale co aha moja 4,5 letnia kuzynka to ogląda więc jak by to nazwali "nastolatkowi nie przystaje zachowywać się tak dziecinnie" oraz "to bajka dla dzieci zajmij się czymś pożyteczniejszym np. nauką" ja dostaje ze wszystkiego same 4 i 5 a z angla idzie mi słabiej to od razu przy rozmowie  słyszę " idź się uczyć" a dostaje 4 i 5.

9 minut temu, PervKapitan napisał:

Ale to co opisałeś to pasuje do dziwaków, a nie do wojskowych. Też mam w rodzinie wojskowych.

Moja rodzinka jest bardzo specyficzna. Uwierz mi.

Gnębienie było kiedyś.

Teraz ze minie robią głupka na potęgę.

Znaczy jakieś 15 osób mnie próbuje ośmieszyć bo mają zbyt wysokie ego i myślą, że to zabawne traktując mnie jak 5 latka i sami z siebie robią głupków.

Jak raz mój kolega jednego z mojej klasy pojechał to tylko było widać te jego nienawiść do niego bo się wszyscy z tego śmiali.

Jak on to powiedział i tutaj cytuję jego słowa "Nie przeładuj swego ego bo się wypie**olisz"  to na serio go przejechał walcem parowym.

Było bardzo  śmiesznie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dobra, dobra, dobra - odniosę się do rodziny, bo co do tego ze szkołą to nie znam dokładnie sytuacji i nie chcę zbyt pochopnie wygłaszać swojej opinii. Wiesz, zasadniczo jak większość była nastolatkami to wykorzystywała każdą sytuacje by się uwolnić od rodziców i poszaleć. I co na to rodzice? Nic, jak skończyły się nastoletnie lata to po prostu rodzic i dziecko śmieją się z tamtych czasów itp. 

 

Co jest z tego najważniejsze? A no to, że jeśli jesteś nastolatkiem to miej wyjebane na rodziców. Może lekko demoralizuję, ale teraz masz trochę oleju w głowie, wiesz co i jak o życiu, dobrze się uczysz i nie masz wielu obowiązków - idealny czas na szaleństwa, nietuzinkowe zachowania, bo za kilka lat będziesz miał być może tyle obowiązków, że nie będziesz miał czasu na kucyki. 

 

Wniosek? Póki nie ma jakiś konsekwencji to oglądaj kucyki, a jeśli ktoś ci zabroni to powiedz, że nie jego sprawa, albo coś w tym stylu. Jedyne co się stanie to może rodzice podniosą głos, ale co z tego?  

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
12 minut temu, Ziemowit napisał:

 

 

Co jest z tego najważniejsze? A no to, że jeśli jesteś nastolatkiem to miej wyjebane na rodziców. Może lekko demoralizuję, ale teraz masz trochę oleju w głowie, wiesz co i jak o życiu, dobrze się uczysz i nie masz wielu obowiązków - idealny czas na szaleństwa, nietuzinkowe zachowania, bo za kilka lat będziesz miał być może tyle obowiązków, że nie będziesz miał czasu na kucyki. 

 

Wniosek? Póki nie ma jakiś konsekwencji to oglądaj kucyki, a jeśli ktoś ci zabroni to powiedz, że nie jego sprawa, albo coś w tym stylu. Jedyne co się stanie to może rodzice podniosą głos, ale co z tego?  

Jesteś geniusz na serio to mówię.

Z tymi szaleństwami to lepiej nie robić bo będę mieć kompletny przerąb.

Kucyki będę oglądać bo ja chcę, jedynie co mi mogą zabronić to na meety i tyle.

Ale zastanawiam się nad rozpoczęciem pracy dla młodocianego od następnego roku, bo trochę się chcę  uniezależnić od nich. A od następnego roku bo mam urodziny 3 grudnia i będę wtedy kończyć 16 lat.

Jakieś doradztwo gdzie znajdę zatrudnienie.

Chciałbym kupić sobie wtedy motocykl nie jakiś wielki ale niech będzie motocykl. Doradzisz?

 

I jeszcze do @PervKapitan mój kolega jest bardzo specyficzny ten co mi doradza w życiu. 

W google wpisz sobie "scp secret laboratory" nie polecam tego to jest naprawdę dziwne.

Dowiesz się trochę o nim.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...