Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 10/19/2020 in all areas

  1. 7 points
    2020 nie był najlepszy... Dlatego życzę Wam, drodzy Użytkownicy, żeby obecny 2021 rok był lepszy od poprzedniego. Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku!
  2. 5 points
    KOSZMAR ZGŁADZONY, Uniwerek skończony!
  3. 5 points
    Kończący się rok 2020 był (a raczej nadal jest)... wyjątkowo upierdliwy. Z wielu różnych powodów, chociaż oczywiście na czele stoi utrudniająca życie na wiele sposobów pandemia. Dodając do tego wyczyny sceny politycznej, ogólny bajzel w kraju i na świecie, to czasami nawet lektura dobrego fanfika nie jest w stanie poprawić humoru. Na dodatek nie dostajemy ich tak wielu jak kiedyś... No ale z drugiej strony niektórzy autorzy nadal publikują, pojawiają się nawet nowe twarze, a ostatnimi czasy od komentarzy dział wręcz spuchł (wielkie podziękowania dla Cahan za organizację wiadomego eventu). Można więc powiedzieć, iż pomimo pojawiających się od lat kasandrycznych przepowiedni nasz dział nadal żyje i jest to głównie zasługą Was - czytelników, autorów, komentatorów nie zapominając również o rzeszach korektorów i prereaderów, jak również fandomowych lektorów przybliżających szerszej publiczności naszą bagraninę. I właśnie Wam wszystkim, chciałbym Wam wszystkim, oraz oczywiście każdemu użytkownikowi, oraz niezrzeszonym na nim członkom fandomu życzyć wesołych i spokojnych Świąt. Najpewniej będą inne niż te do których przywykliśmy, jednak mam nadzieję, iż nadchodzące dni dadzą Wam możliwość odetchnięcia, zrelaksowania się i pewnego uspokojenia po tym szalonym roku. Nieco uszczegółowiając życzenia, to przede wszystkim życzę (tak, wiem paskudne powtórzenie) wszystkim zdrowia, żebyście nie dali się zarówno obecnie królującej parszywej zarazie jak i wszelkiemu plugastwu współistniejącemu. Życzę Wam szczęścia, świąt spędzonych w rodzinnym gronie, wytrwałości w dążeniu do upragnionych celów no i rzecz jasna jeszcze raz pieniędzy! Mam nadzieję, iż nadal, mimo upływu lat będziecie czerpać przyjemność zarówno z czytania jak i z pisania i komentowania fanfików i jeszcze wielu z Was postanowi zaznaczyć swoją obecność w naszym dziale. Kończę ten serię życzeniami udanego (na ile to obecnie możliwe) sylwestra, oraz lepszego, spokojniejszego i normalniejszego Nowego Roku!
  4. 5 points
    Od dzisiaj można w dziale opowiadań publikować komiksy autorskie lub tłumaczenia komiksów. Dodałem punkt do regulaminu i odpowiedni tag na liście. Życzę owocnych publikacji i dużego zainteresowania.
  5. 4 points
    Film mi się podobał i jako wprowadzenie do nowej generacji był dobry. Animacja jest bardzo ładna, szczegółowa i płynna, widać że tu się postarali. Było parę braków fabularnych/niewyjaśnionych rzeczy ale wydaje mi się że to był celowy zabieg, żeby mogli wyjaśnić to w serialu. Wiadomo że rasy się rozdzieliły i mieszkały z dala od siebie raczej nie wychylając się ze swoich azylów, widać to po reakcjach Sunny, Izzy, Zipp i reszty. Zachowywali się tak jakby pierwszy raz widzieli na oczy inną rasę a po tym można wnioskować, że kucyki się raczej rozdzieliły przed narodzinami głównej piątki, więc najprawdopodobniej Izzy nigdy nie miała magii, a Zipp i Pipp nigdy nie latały. A ze względu na uprzedzenia i lek przed innymi raczej nie wychylali się ze swoich terenów, bo myśleli że tylko oni stracili magię, mimo nowoczesnej technologii zachowywali się trochę jak w średniowieczu nie opuszczając miast. Co do uprzedzeń i propagandy to widać że były na wysokim poziomie i były uprawiane od bardzo dawna. Same postacie nie wydają się tak jednotorowe i przerysowane jak w G4. Ciekawe jest to że Sunny jest kucykiem ziemskim, takim trochę buntowniczym i zapatrzonym w historię ale widać że jest otwarta na innych a nie jest jak Twilight OP jednorożcem zamkniętym w sobie. Sunny z charakteru dużo bardziej przypomina Judy ze Zwierzogrodu, nawet jej "misja" jest podobna, piosenka z resztą też kojarzy się z tą ze zwierzogrodu. Izzy na trajlerze wydawała się następczynią Pinkie ale moim zdaniem nie jest tak odrealniona i widać że ma trochę taktu i potrafi pomyśleć a u Pinkie było z tym raczej słabo. tak jak w scenie z Zipp w zamku Pinkie na pewno by wsypała a Izzy jednak pomyślała, no i ma też coś w sobie z Macgyvera. Hitch jest lubiany przez zwierzęta ale nie zrobili z niego drugiej fluttershy i jako pierwsza główna postać męska nie ma roli błazna tak jak to spotkało Spika, w końcu ma idealną grzywę, niezłe bicki i spłacony kredyt(to mnie rozbroiło) Do tego jest szeryfem miasta i widać że ma jakąś słabość do Sunny, bo zamiast ją przymknąć pomaga jej w z pozoru niemożliwej zrealizowania misji. Zipp wydaje się być dość otwarta na innych, raczej nie ma uprzedzeń co do innych i fajne jest to że nie jest kopią RD, widać że twardo stąpa po ziemi ale też nie jest tak zapatrzona w siebie. Pipp w sumie jest dość słabo przedstawiona i ciężko powiedzieć o niej coś konkretnego po za tym że jest gwiazdką/influenserką. Sprout jest w sumie dość ciekawą postacią, taki cham i gbur z bogatej rodziny ale z drugiej strony trochę przypomina Skazę z Króla Lwa, chciał być szeryfem ale został nim Mufasa tz. Hitch A jego piosenka o manipulacji tłumem też momentami przypomina "przyjdzie czas" od Skazy, nawet animacja momentami ma coś wspólnego. Czy jego przemiana tchórza w dyktatora była za szybka? Nie wydaje mi się. On już raczej od dawna tego chciał ale obecność Hitcha go hamowała, a jak Hitch ruszył za Sunny to jego przemiana ruszyła pełną parą za sprawą jego matki. No i jeszcze zostaje jego pociąg do megalomanii... przypominający trochę pewnego akwarelistę z Austrii. co do alikornizacji Sunny to wydaje mi się jest ona jest tylko czasowa. Zauważcie że skrzydła i róg Sunny były cały czas złote dokładnie jak skrzydła i róg na witrażach, wiec pewnie to miało symbolizować to, że to Sunny jest tą co połączyła ponownie wszystkie rasy kucyków. No i ciekawe o co chodziło z majonezem jako zakazanym słowem? może Jednorożce po zjedzeniu majonezu straciły magię
  6. 4 points
    Hej wszystkim, tej nocy naszła mnie taka nostalgiczna refleksja, przypomniałem sobie o tym forum i jednocześnie naszła mnie chęć odświeżenia serialu jak i całego fandomu - także chciałem się przywitać i zobaczyć jak się sprawy mają! :- ) O sobie, tak po krótce mogę napisać, że jestem muzycznym świrem, trochę grywam w gierki (często retro), czasem rysuję, lubię podnieść książkę, a w upalne lato ożywam i wskakuje na rower, deske albo podróżuje tam gdzie mnie nie było B) Tak swoją drogą, kiedy to było takie boom i szczytowe ilości osób na forum? Coś kojarzę, że okolice 2016?
  7. 4 points
  8. 4 points
    6 Kwietnia - International Asexuality Day https://internationalasexualityday.org/en/local/
  9. 4 points
    No witajcie, moi drodzy smakosze proszku do prania. Z tej strony Marudna menda, po tak długim czasie nieaktywności. Nadszedł nowy rok, co za tym idzie, nowe problemy, nowe absurdy, oraz nic nie warte, puste postanowienia noworoczne, więc weź schowaj te diety, bo i tak nie schudniesz. Zniknąłem z forum już jakiś czas temu. Powodem było to, że zwyczajnie już mi... Nie zależało i nie zależy nadal. Zwyczajnie, miałem i nadal mam dość wszystkiego. Aaaa, dlaczego piszę tego posta? Cóż, żeby oznajmić, że niestety nadal żyję i marnuję tlen, oraz po prostu powiedzieć, co u mnie. Całkiem niedawno nastąpił całkiem przełomowy moment w moich praktykach. Od jakiegoś czasu czuję, że jest po prostu lepiej. Dalej mam dość tych cholernych, stulejarskich, starych dziadów, co tylko rzucają żartami w stylu "HAHA, SEGZIK, RUCHAŃSKO, KURŁŁŁ" jednak... Ja nie o tym. Generalnie, od jakiegoś czasu klasa druga, w której jestem, jakby się... Zjednoczyła. Pracowałem z resztą uczniów razem, obijaliśmy meble na stołach obok siebie i... Cóż, wszyscy odkryliśmy, że jesteśmy naprawdę spoko ziomkami, mało tego, nareszcie udało mi się zakolegować z nimi. Możnaby rzec, nastał taki team up. Pomagamy sobie wzajemnie i nie uprzykrzamy sobie życia, ale... Cóż, czasami zdarzają się momenty, że sobie wzajemnie dogryzamy, jednak... Cóż, jesteśmy tylko chłopakami, którzy dojrzewają. A propos... Jutro moje osiemnaste urodziny, więc... Jej! Nareszcie będę mógł sobie w sklepie zakupić flaszkę wódki lub redsa malinowego, oraz zagłosować na swojego poganiacza. Niestety, przez scamdemię, osiemnastkę będę miał dopiero w czerwcu i prawdopodobnie nie pojadę w marcu do kina na film Godzilla vs Kong, na który bardzo mocno się jarałem. Also... W 2022 wychodzi Sonic 2, so... Chyba powoli nastają dobre czasy? I guess? Niedawno też poznałem pewną osóbkę, która śledziła moje posty na tym forum i... Nazwijmy ją "V", na cześć protagonisty z Cyberpunka 76 i dlatego, że... Lubi tę grę. I... Ja zresztą też, bo okazała się spoko. W każdym razie, dlaczego nie podałem jej nicku, ani nic z tych rzeczy? Powód jest bardzo prosty, nie ma na tym forum konta, jest bardzo nieśmiała i zwyczajnie mogłaby sobie nie życzyć podawania jej jakichkolwiek danych. Ale dobra, o co mi właściwie chodzi? Co chcę w końcu powiedzieć? A to, że osóbka ta pomogła mi autentycznie odżyć i... Dzięki niej poczułem się po prostu lepiej. A byłem już praktycznie na samej krawędzi i... Nie ukrywam, że do tej nowej znajomości podchodziłem dość obojętnie, może i wręcz niechętnie. Ale... Cóż, ona została i... Teraz widzę, że może to być początek czegoś naprawdę wielkiego. I jeśli to w tej chwili czytasz, gorąco cię pozdrawiam i dziękuję, za to, że po prostu jesteś Co z opowiadaniami? Cóż, prawdopodonie, niedługo odejdę z tego forum na dobre, co za tym idzie, Wybraniec najpewniej zostanie poddany archiwizacji i na MLPPolska nie będą się pojawiać jakiekolwiek aktualizacje, oraz... Cóż, żadne moje nowe rękodzieło pewnie się nie pojawi. Zresztą... Jakby kogokolwiek to obchodziło. Bo co ja stworzyłem? Niezłego, ale też nie perfekcyjnego Wybrańca, oraz niewypał, jakim było Dziecko Demona. A skoro przy Dziecku Demona już jesteśmy... Od jakiegoś czasu myślałem nad tą sytuacją, wracając do mojej porażki, oraz złośliwości Matyasa Corry. Dziecko Demona naprawdę się nie udało, miało ogrom wad, których ja nie dostrzegałem i to przez naprawdę długi czas. Obecnie, na całą tę aferę, mam zupełnie nowe, świeższe spojrzenie. Dalej uważam, że złośliwości Corry, to był zwyczajny, nic nie warty rynsztok, przez który bardzo długo miałem skrajnego doła. Ale bardziej chciałbym tu powiedzieć o krytyce Cahan. I jeśli to czytasz, droga pani moderator, to... Tak naprawdę, chciałbym ci podziękować. Bo udało mi się te wszystkie błędy dostrzec i po prostu staram się ich nie popełniać. Twoje złośliwości także mnie uderzyły, jednak... Z perspektywy czasu myślę, że mogło mi się trochę należeć. Kiedy nie wypaliło moje opowiadanie, jakim było Jej Mały Demon, byłem wkurzony, że zostałem wyśmiany, co mi nawet powiedziałaś, co... No, zabolało i kierowałem się także bardzo złą i... Wyniszczającą motywacją, którą można określić w taki sposób "Niewypał? No, to teraz wam pokażę, japy wam do pasa opadną". Zacząłem budować nową fabułę, która raczej mi się udała... Ale... Cóż, samo wykonanie, pozostawiało wiele do życzenia. Tym bardziej, że w tamtym okresie, nie ustaliłem choćby zasad uniwersum, przez co nie mogłem określić, czym właściwie była choćby Otchłań i gdzie właściwie się znajdowała, czym była. A najpewniej na lincz sobie zasłużyłem, gdyż za pierwszym razem nic do mnie nie dotarło i wielu ludzi na forum próbowało mi w pewien sposób pomóc, czego... No, nie dostrzegałem. Mocny przekaz niekiedy jest dobry, ale niestety, na mnie on wtedy nie zadziałał. Bo przez, to że zostałem niejako poniżony, kierowały mną emocje i zwyczajnie nie potrafiłem się po tym pozbierać. Stąd uważam, że jeśli coś krytykować, to z wyczuciem i świadomością, że niestety, nie wszyscy mają twardą skórę, ale... Nie ode mnie zależy, kto i jak będzie do tego podchodził. I to tyle moi drodzy. Mam nadzieję, że wasze życie też odrobinę się polepszyło i że dla was ten 2021 jest mniej gówniany, niż hatfu 2020. Trzymajcie się i do zobaczenia......... Być może.
  10. 3 points
    To i ja dodam od siebie swoje trzy grosze. Ostrzegam – dużo truizmów i oczywistych spostrzeżeń (tak mam). Generalnie cieszę się, że film jest poddawany takiej wnikliwej i szczegółowej analizie, i nie tylko tutaj, ale w całym community, equestriadaily etc. To duże wynagrodzenie dla twórców za ich ciężką jakkolwiek bądź pracę, a także, jako iż wyłapiemy przecież wszystkie smaczki, te lepsze ale i gorsze strony, niejako odpowiedź na ich mrugnięcia okiem i błędy. Dzięki krytyce, czy ją czytają czy nie, w niewielkim chociaż stopniu sprawiamy, że finalny produkt może być lepszy. Myślę, że będąc twórcą, czy to animatorem, czy scenarzystą lub innym przyczyniającym się do produkcji, miałbym niemałą satysfakcję z tego tylko faktu, że ich dzieło zostanie prześwietlone na wylot, stanie się przyczynkiem do dyskusji i snucia teorii. A ile artów z tego powstanie, ho ho! Ale przechodząc do samego filmu. Jak dla mnie najważniejsze swe zadanie spełnił. Zostawił takie ciepło na serduszku. I poprawił humor. Pokazał całkiem wiarygodny świat, do którego możemy się na chwilę przenieść. Może za mało ostatnio oglądam twórczości filmowej w ogóle, a już w szczególności bajek i animacji które moglibyśmy podciągnąć pod „familijne”, „przygodowe”, ale na ten film specjalnie zarezerwowałem sobie czas i wiedziałem mniej więcej, czego się spodziewać, z jakim uczuciem go „opuszczę”… No dobra, nie wiedziałem, bo po zajawkach i trailerach spodziewałem się, że będzie bardziej cukierkowy i przesłodzony. Ale nie był! Czym był? Netflix wskazuje mi trzy kategorie: magia, pogodny, emocjonujący. Zadanie było dosyć trudne, bo trzeba było zrobić coś niesztampowego, wgryźć się jakoś ciekawie w strukturę fabularną poprzednich odsłon, która stanowiła jej podwaliny. Do tego twórcy narzucili sobie temat dosyć wyzywający – konflikt trzech ras, który trzeba było zrealizować na przestrzeni politycznej, społecznej, psychologicznej i jednostkowej i wpleść w to, czy może zrobić to podążając za losami bohaterów odpowiednio kształtując ich charaktery, zachowując przy tym humor i klimat dla młodszych. Odwróćmy nasze postrzeganie: ten konflikt dawał takie możliwości! Iii to się całkiem nieźle udało! Nie dajcie się zwieść pierwszemu wrażeniu; po ponownej analizie wychodzi, że fabuła została poprowadzona stosunkowo dobrze w wymierzonych jej 01.31h. Chociaż są oczywiście nieścisłości które zostały już wspomniane wyżej, ale o nich później. Mamy nawiązanie do G4, wstęp i przejście do właściwej akcji. Jakoś ucieszyło mnie, że rozstanie z ojcem – jak się wydaje - zaszło w przypadku Sunny w pogodnym nastroju, nie było to buntowanie się przeciwko losowi, jaki to on okrutny i stawianie wyzwania samemu Bogu (chyba tu mi się narzuca chociażby Fullmetal Alchemist). Napisałem „ucieszyło” nie dlatego, broń Boże, że jestem okrutnikiem; po prostu w wielu utworach żal po utracie bliskich jest wyolbrzymiony, przerysowany i de facto ograny, i fajnie ukazano tutaj motyw czegoś innego, takiego ciepłego wspomnienia ojca, który zostawił swój odcisk w duszy Sunny i płynnie przeszedł w przeszłość. Kraina kucyków wcale nie jest taka pusta, chociaż pokazano tylko trzy skupiska odpowiednio do trzech ras: Zatoka Grzyw, Zefirowe Wzgórza i Różkowo. Co mam na myśli: pokazano całkiem sporo postaci drugo i trzecioplanowych, zanimowanych i biorących czynny udział w akcji. Postarano się o takie niuanse, jak strzyżenie uszami w momencie, gdy uwaga jest skierowana na inną postać. Różne zwyczaje, przeświadczenia, świadomość społeczna. Te miasta żyją i mają głębię. Niektóre postacie lepiej, inne nieco gorzej nakreślone, ale o tym już było. Phyllis Cloverleaf bardzo mi przypominała Wróżkę Chrzestną ze Shreka. Zachowaniem, pozycją i intrygami. Jednocześnie najmniej mi przypadła do gustu. Chyba mniej, niż nawet Sprout. Są złolce których się lubi i szanuje, a ta para... Po prostu ich nie lubię. Napisałem „złolce” ale to nie do końca prawda, i tutaj plus dla filmu, bo odegrali w niej nieco inną rolę, nie tych na których się zrzuca całą krzywdę, ale narzędzie do wyrażenia uwarunkowanych lęków i wahań społecznych, które wykorzystali, i pobudzenia ich do czynu. Na końcu Sprout już psychicznie odjeżdża maszyną huk-wie-co-to-jest, i cała ta jego przemiana jak dla mnie zaszła trochę za szybko… Ale zamysł był dobry! Fajne są niektóre ujęcia kamery; na przykład w 19” minucie farba z wyrzutni trafia jakby w obiektyw, kamerę, którą operator potrząsa. Są i inne przykłady, ale teraz nie pamiętam gdzie. Gdzieniegdzie zauważyłem jawny przejaw magnesu wszechprzyciągającego, które kuce mają w kopytkach. Tak poza tym transformacja postaci 2D w 3D przeszła moją afirmację i choć nie mieliśmy okazji zobaczyć niemowlaka (och, te są makabryczne w G4), źrebaki wypadają OK. Co mi się bardzo podobało, to przesłanie; wychowanie w duchu przyjaznych zasad przekłada się na późniejsze idee, do których realizacji – pierwotnie nieudolnie – z czasem z coraz większą pomyślnością dąży Sunny i hej! W końcu jej się udaje. I ta scena gdy Izzy przyznaje się, że trafiła do kucyków ziemskich po znalezieniu „listu” od Sunny… Piękne. Scena z wyzwaniem rzuconym przez Sunny temu tam barmanowi skojarzyła mi się z No Game No Life, a konkretnie motywem, według którego Sora postawił bierkę rasy w zamian za przejęcie tej oponenta. Nie wiem, czy to jawne nawiązanie, ale podobieństwo się narzuca. Na razie tyle. Jak mi się coś przypomni, to napiszę jeszcze.
  11. 3 points
    Nareszcie wyszła !!! Kolejna animacja autorstwa doubleWbrothers, uwaga poniższe wideo może zawierać zabójczą dawkę słodkości, uroku i czystej niesamowitości, bo wiadomo Rainbow Dash nie może być niczym innym.
  12. 3 points
    captainpudgemuffin oraz dashiswaifu69
  13. 3 points
    Panie i panowie, doskonała wiadomość! Obudził się jeden spóźnialski, dzięki czemu mamy 22 fanfik, do którego można pisać spin-offy. To znane i przez wielu lubiane "Trzy Strony Medalu: Extended Edition". Tym samy liczba możliwych do napisania fanfików w konkursie wzrosła do 66. Owszem, to oczywiste, ale nie mam zamiaru ryzykować. Tak wszelkie trolle nie mogą przypuszczać a wiedzą, że w razie czego spadnę na nich jak tona prostokątnych rzeczy do budowy.
  14. 3 points
  15. 2 points
    harwick Boże to jest takie wymowne
  16. 2 points
    Trochę szkoda że to się okazało fejkami ale z drugiej strony gościu zrobił tym sobie jakiś rozgłos i wcale bym się nie zdziwił jak po tym jakieś studio by go zatrudniło.
  17. 2 points
    Chyba jedna z najfajniejszych scen z filmu: I ponownie - zrzut ekranu
  18. 2 points
    Dzieje się w tej generacji i to bardzo... Tyle wypuszczonych konceptów, storyboardów i opisów niewykorzystanych scen w G4 nie było. Zacznę od panelu artystki Imalou na PonyFest Można z tego się dowiedzieć że Sunny pierwotnie miała nazywać się "June" i miała być odkrywcą z zamiłowaniem do mechaniki, Jak widać sporo tych cech zostało przypisane jej tacie. Izzy na pierwszych konceptach miała wygląd wzorowany Tree Hugger i z charakteru miała być dużo bardziej hipiską niż teraz. Sprout na początku nie był spokrewniony z Phyllis oraz był jedną z najdłużej projektowanych postaci a jego ostateczny wygląd został wysłany około dwie godziny przed ostatecznym terminem. Są też koncepty z alternatywnej wersji historii gdzie Sunny myśli że, to z jej winy kucyki ziemskie straciły magię i elektryczność. Dlatego Sunny chce sama to naprawić uciekając z miasta przez wielki mur pod osłoną nocy i chce wykraść kryształ jednorożców i dzięki temu przywrócić magię i spełnić swoje marzenia byciu popularną i akceptowaną przez innych. Do tego jeszcze jest masa konceptów postaci, miejsc i innych
  19. 2 points
  20. 2 points
    psfmer IzzyMoonbow2021 liaaqila
  21. 2 points
    Ja sam jeszcze nie obejrzałem, więc ze swoją oceną się wstrzymam jeszcze.
  22. 2 points
    Można już zamówić książkę My Little Pony. Opowieść filmowa w przedsprzedaży. Co ciekawsze są tam skany czterech stron książki z których można się dowiedzieć paru nowych rzeczy np.:
  23. 2 points
    Dzisiaj kupione
  24. 2 points
    Pora wejść do konkursu by zgarnąć ostatnie miejsce. Głupio wprawdzie dawać fanfik we własnym uniwersum, ale miałem już spory kawałek kiedy ogłoszono konkurs. Oczywiście wyszło słabo jak zawsze, albo i gorzej. Tym niemniej: Dyliżans [Anthro][Steampunk][Western] Twilight Sparkle i jej banda napadają na dyliżans. A jego pasażerowie... są z tego niezwykle zadowoleni. Ogólnie fik słaby, nieśmieszny i w ogóle. Zachęcam jednak do zerknięcia do Wrednej Szóstki na dzikim zachodzie, jeśli szukacie lepszych dzieł Stalker Equestria Girls: Najemnicy [Crossover] [Violence] [EG]Poszukiwania Taka moja mała próba w uniwersum stalkera. Jednak zamiast sięgać po którąś z mane 7 wybrałem na bohaterkę wicedyrektor Lunę, która szuka siostry, a przy okazji dzieciaków, które zwiały do Zony przeżyć przygodę. Słabe, nieśmieszne i w ogóle z kiepskim zakończeniem. Nie czytajcie. A i zapewne tego będzie więcej. O ile dam radę Jeśli coś jeszcze nasmaruję, to wrzucę
  25. 2 points
  26. 2 points
    Siemanko jestem Dominik uwielbiam głównie fanfiki z mlp ale nie podobał mi się serial mam super własnego OC i do niego własną rasę
  27. 2 points
    Hejka! Więc pisałem sobie fika i tak nagle zacząłem rozmyślać nad alikornami... No i tak jakoś wyszło, że stworzyłem trzy podstawowe wzory osób nieśmiertelnych. Myślę, że jest to całkiem logiczne, a że nigdzie czegoś takiego nie widziałem postanowiłem się podzielić. Tak to jest ten link. KLIKNIJ TU! No i oczywiście mam też zapytania co o tym myślicie? No i czy wy też macie jakieś za albo przeciw nieśmiertelności? Miłego dzionka!
  28. 2 points
  29. 2 points
  30. 2 points
    https://www.equestriadaily.com/2021/05/boulder-media-drops-likely-movie-name.html Niedawno mieliśmy plotkę o tytule filmu ze strony malezyjskiego Netflixa, a teraz z kolei otrzymaliśmy notkę na stronie twórców nadchodzącego filmu: Boulder Media. Film ma się nazywać: My Little Pony: A New Generation.
  31. 2 points
    Czasami człowiekowi przychodzą do głowy głupie pomysły. Czasami wraz z nimi przychodzi chęć by je zrealizować. I efekty tego bywają różne. Raz jest dobrze (jak w wypadku carousel sex shop), a raz nieszczególnie (Jak w przypadku kilku moich dzieł, które nie przypadły do gustu czytelnikom. Dziś po raz kolejny przedstawiam efekt takiego ,,głupiego" pomysłu, połączonego z chęcią jego zrealizowania. Otóż, król Sombra powrócił. Po raz chyba szósty. I znów Mane 6 muszą go pokonać. Więc, korzystając z okazji, Twilight postanawia sprawdzić jedną z zagadkowych rad, jakie dala jej Celestia podczas jednej z ich prywatnych rozmów. I choć wydaje się, że jest ona bez sensu, to jednak okazuje się, że księżniczka po raz kolejny miała rację i bóbr to potężne zwierzę. A może jednak nie? Jak zwyciężyć zło Pomysł średni, wykonanie również, ale i tak zachęcam do lekturki i zostawienia komentarza.
  32. 2 points
  33. 2 points
    Dobrze zobaczyć kogoś nowego, ale chwileczkę, zaraz, drogi kolego... Co robisz tutaj, tu w mojej chacie? Tu mało kto jest, a wy się witacie? Czy drogi ty aby nie pomyliłeś i aż do Everfree zabłądziłeś? Pozwól, kochany, że cię pokieruję, bo dziwnie z imprezą powitalną się czuję. Miejsca raczej mam tutaj za mało, a jak Pinkie wbije, to będzie się działo! Kwiaty, mikstury i medal z kartofla! Ostatnim razem zginęła mi chochla... Ale jeśli w przyszłości poszukasz gościny, to czuj się u mnie jak u rodziny. Chętnie poznaję nowe twarze, ciekawe kto się tu jeszcze pokaże? Przenoszę temat do działu dobrego, ale i tu czasem wpadnij, kolego
  34. 2 points
    Zacznę od tego, że pragnę podziękować @Hoffman i @Verlax za Wasze komentarze. Powiem Wam, że Wasze teorie mają sens i odkryły część prawdy, ale jednocześnie okazały się zupełnie niecelne w wielu innych miejscach. Cóż, pewne wątki będą dalej kontynuowane, więc może ktoś rozwiąże zagadkę, kiedy otrzyma po prostu więcej danych :D. Najciekawsze dla mnie, jako autorki, było poznawanie myśli czytelników, zarówno tu, jak i podczas czytania na Bronies Corner. Bo rzeczy, które wydawały mi się aż zbyt jawnie wyeksponowane... nie zostały odnalezione. Nie mówiąc o ich interpretacji. To interesująca informacja zwrotna, choć jeszcze nie wiem co z nią zrobię. Bo wiecie, czasami kusi mnie by kiedyś wyjaśnić całe lore, opowiedzieć wprost historię, ale... mam wrażenie, że to by ją zepsuło. Nie wiem ile ujawniać w rozmowach z czytelnikami, w postach na forum, w samym fanfiku oraz w jego spin offach. W sumie chętnie bym się dowiedziała jak Wy się na to zapatrujecie. I tak pewnie koniec końców zrobię, co zechcę, ale... Sama nie wiem. Tak samo jak nie wiedziałam, czy podejmuję dobre decyzje, pisząc ten rozdział. Dawno nie byłam aż tak niepewna tego, co robię, mimo że to czułam. @Verlax @Hoffman Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam^^
  35. 2 points
    Mega wielki minus dla kuriera z firmy Schenker, który miał dostarczyć mi towar zamówiony w Selgros. Mimo, że przez cały dzień, byliśmy w domu, gamoń stwierdził, że nikogo nie było i pojechał w pi... Nawet nie zadzwonił. A przy zakładaniu konta, wymagane jest żeby podać numer telefonu. Podałem dwa. Oba na pewno, były załączone (żaden nie był wyciszony, były też w takim miejscu, że na bank, byłoby je słychać). Rzecz jasna, napisałem do sklepu z zapytaniem co dalej. Zobaczymy, co odpiszą... Edycja: Selgros stanął na wysokości zadania. Pogonili kuriera i zamówienie dotarło. Przeprosili też za zaistniałą sytuację, także mega plus dla nich.
  36. 2 points
    Rozpoczynając "Po drugiej stronie lufy", przyznam że faktycznie spodziewałem się prostej i nie rozbudowanej historii. Tymczasem dostałem jedną z lepszych części całej "Wrednej Szóstki", która nie pozwoliła mi zasnąć, aż jej nie skończyłem czytać. Ponieważ faktycznie jak mówi nam nasz narrator, historia Fluttershy to jedno z najciekawszych opowiadań z tej serii. Rzecz sprawiająca, że nie można się oderwać od tego jakże wykwintnego oneshota, to wcale nie rozbudowane postacie, czy zapierająca dech fabuła. To właśnie postać Flutki pokazująca nam jak bardzo można się zmienić na przestrzeni lat. Mianowicie nie mamy tutaj jednej, zamkniętej historii jak w przypadku Pinkie Pie, albo jakiegokolwiek skoku mean six. Tutaj dostajemy właściwie trzy, można powiedzieć całkowicie oddzielne rozdziały z życia Fluttershy. Może trudno to poznać, ponieważ mimo wszystko ściśle się ze sobą wiążą, ale sam autor nam w tym pomaga wstawiając odpowiednie przerywniki w miejscach, gdzie według niego rozpoczyna się nowa historia. Opowiada nam też, w jaki dokładnie sposób nasza protagonistka zostaje z pracownicy pewnego przybytku, który oferuje swoim, gościom pewne usługi (tak clopowicze, tu jest podtekst) w zamian za pieniądze, wyborowym strzelcem potrafiącym ustrzelić najmniejszy kapelusz świata z tysiąca jardów, a następnie w poszukiwaną kryminalistkę. Każda część opowieści jest tutaj spójna i logiczna, a pomimo braku wyjaśnień dlaczego podjęła niektóre decyzje, czytelnik jest w stanie je zrozumieć. Chociaż do jednej (tej pierwszej) trzeba sobie co nieco dopowiedzieć samemu. Choć "co nieco" to trochę mało powiedziane. W każdym razie świetnie bawiłem się przy tym fiku, poznając kolejne aspekty świata wykreowanego na potrzeby fika, podziwiając umiejętności Flutki razem z innymi postaciami, a także rozczarowania, lub smutek spowodowany niektórymi wydarzeniami. Chociaż ta smutna część była pewniakiem, który musiał się w końcu wydarzyć, to i tak poczułem ukłucie w serduszku, czytając o dalszych losach żółtej klaczki. W każdym razie serdecznie każdemu polecam tą część Wrednej Szóstki. Mogę właściwie śmiało powiedzieć, że to jeden z najlepszych fików w ogóle. Więc ten... Przeczytajcie... Jeśli macie czas...
  37. 2 points
  38. 2 points
    Korzystając z chwili wolnego czasu, postanowiłem wrzucić kolejną moją pracę z... którejś tam edycji Mojego Małego Fanfika, już nawet nie pamiętam, której, cóż. W każdym razie jest to najkrótsze z opublikowanych przeze mnie do tej pory opowiadań. W sumie taka mała, lekka rzecz. OSTRZEŻENIE! TRZYMAM SIĘ SWOJEJ KONCEPCJI I UŻYWAM W OPOWIADANIU SŁOWA "ALICORNKA"! KRWAWOOCY DECYDUJĄCY SIĘ NA CZYTANIE GO PROSZENI SĄ O PRZYGOTOWANIE KROPEL DO OCZU! Tytuł: Rocznica Tagi: [One-shot], [slice of Life], [sad] Obrazek okładkowy: Link: https://docs.google.com/document/d/1_5t7kqrSBfHnq6D_d3DCzLTHmvKU2fd--eg60FIa8Nw/edit Opis: Księżniczka Cadance przygotowuje się do obchodów swojej pierwszej rocznicy. Życzę miłej lektury.
  39. 2 points
    Lyokoverse – tysiące lat historii, cały system magii, bogate światotworzenie... tylko dlaczego bardziej w ramach przewodnika, a niekoniecznie w ramach fanfików? Wiem, wiem, czepiam się, ale chcę stworzyć odpowiedni nastrój zanim przejdę do problemu ekspozycji, ale to w ramach innego fanfika. W każdym razie, może to ostatnie zmiany w moim postrzeganiu i wyczuciu, a może wrażenia po „Kole Historii” od Verlaxa, po którym zacząłem zwracać na to większą uwagę i w ogóle, odkrywać w jaki sposób można przedstawiać historię świata, budować go, potem na tym bazować itd. Powracając do Lyokoverse, w gruncie rzeczy, zawarte w tym wątku fanfiki są dla mnie nowością, do czego podszedłem dość entuzjastycznie, gdyż jakiekolwiek miewam kłopoty z Lyokoverse, w ogóle, ze stylem autora, o tyle za każdym razem potrafi mnie zaciekawić, skłonić do jakichś przemyśleń, no i kluczowe fragmenty pozostają w głowie, zaś same chęci stworzenia czegoś więcej niż kolejnego, zwykłego fanfika, same w sobie, dopingują do własnej twórczej pracy. Aha – nie jest to odosobniony przypadek, jest wiele innych dzieł, które oddziałują na mnie podobnie, ale wiecie jak to jest, im więcej, tym weselej Tym bardziej, że swego czasu zacząłem zbliżać się do momentu, w którym wszystkie dotychczasowe opowiadania Lyokoherosa zostaną przeze mnie przeczytane, co z kolei powinno rozpocząć mozolny (oceniając po obecnej częstotliwości publikowania) okres oczekiwania na nowy content. Nie przedłużając, przejdźmy do pierwszego opowiadania w ramach „Opowieści”, czyli „Ucieczki królowej Idube”, rozciągającej się na, wedle zapewnień autora, 300 słów, co czyni z fanfika taki potrójny drabbl, co wydaje mi się jak najbardziej ok, skądinąd wiem, że tyle wyrazów w zupełności wystarczy, by sklecić coś ciekawego. Z przyjemnością mogę przyznać, że w przypadku „Ucieczki” udało się osiągnąć taki właśnie efekt, chociaż czytelnik odczuwa niemały niedosyt, zważywszy na wspomnienie o królestwie Zebrici, księżniczce Unitas, Wojnie Tysiącletniej, no i osobie brata tytułowej Idube, odpowiedzialnego za zaistniałe zło. Opowiadanie okazało się na tyle klimatyczne, że chciałoby się poznać szczegóły struktury królestwa zebr, jak ono funkcjonuje, jak wygląda życie codzienne mieszkańców, co robią, jak to wygląda, może jakieś unikalne zwyczaje itp. Ale chciałoby się to przeczytać „w akcji”, niekoniecznie w stu procentach jako ekspozycję, a jeżeli już, to forma kroniki będzie odpowiedniejsza, acz tę również można wpleść w „zwykłe” opowiadanie i też będzie dobrze. Spoglądam do zapodanego przewodnika i z tego co widzę, jest szansa na odkrycie tych szczegółów, choć spodziewam się, że to Idube będzie grać pierwsze skrzypce, ale nie chcę oceniać pochopnie. Podobnie mają się sprawy z postaciami takimi jak księżniczka Unitas, czy Zan, którzy zostali zaledwie wspomnieni, a na pewno ciekawie czytało by się ich interakcje np. z poddanymi. Ciekawie byłoby poczytać jak się te postacie zachowują, jak się wyrażają, jakie mają ambicje, charaktery itd. Podobnie, Wojna Tysiącletnia brzmi interesująco, choć głównie z tego względu, że trudno mi sobie wyobrazić dwie strony znajdujące się w ciągłym (?) stanie wojny przez okrągłe tysiąc lat. Ciekawi mnie, jak autor to rozwiązał, jak zamierza to przedstawić. Wspominam o tym także dlatego, że opowiadanie to jest, z tego co widzę, pierwsze w chronologii i moim zdaniem robi robotę, jeśli mówimy o wprowadzeniu czytelnika w uniwersum, zajawienie klimatu, a także kluczowych wydarzeń, które ukształtowały ów świat, no i najzwyczajniej w świecie, zachęca do dalszego odkrywania. Owszem, nie wydaje się to jakoś specjalnie oryginalne, przełomowe, ale z drugiej strony, nie wieje sztampą i w sumie ciekawi, nie trącąc przy tym kiczem. Poza tym, jak na 300 stron, opisy okazały się całkiem satysfakcjonujące i opowiadanie czyta się dobrze, nie uświadczyłem w nim rzucających się w oczy błędów, zaś fakt, że sporo pozostawiono wyobraźni czytelnika, w tym przypadku działa na korzyść fanfika, a może to po prostu przez świadomość, że istnieją kolejne opowiadania i są już opublikowane, zatem czytelnik nie pozostanie głodny zbyt długo. Sam nie wiem. W każdym razie, powracając jeszcze do zawartej w przewodniku chronologii, mam pewne wątpliwości, czy opisanie tych konkretnych fragmentów wątku Idube w formie oneshotów wystarczy, by zaspokoić ciekawość. Chodzi mi o to, że „Ucieczka” wypada dobrze również jako prolog wielorozdziałowca, a przynajmniej czegoś, na co złożyłoby się co najmniej kilka samodzielnych części jednej historii, o ucieczce rzeczonej postaci. Serio, aż tak ciekawi mnie co będzie dalej – na jakie trudności natrafi królowa, kogo spotka, czy nikt nie będzie jej ścigał, co w tym czasie będzie robić jej brat, w jakim stanie dotrze do celu Idube i jak się to skończy, zanim ostatecznie znajdzie się na uchodźstwie. Jest to inny, charakterystyczny aspekt twórczości autora, który niestety nie napawa już tak wielkim optymizmem, a jest to łatwość, z jaką niewykorzystywane zostają potencjały zawarte w jego pomysłach, tudzież nie do końca satysfakcjonująca realizacja co ciekawszych koncepcji. Powiem wprost – masz tutaj materiał na wciągający, dłuższy fanfik przygodowy, w który z łatwością wpleciesz wątki smutniejsze, a może i fantastyczne, przy okazji ujawniając (Tylko nie zbyt wiele naraz i nie od razu!) co nieco o magii, elementach świata, historii itd. „Ucieczka” radzi sobie jako samodzielna, kompletna historia, ale również jako prolog do czegoś większego, a ponieważ lubię fanfikcję, lubię czytać, skłaniałbym się ku temu, by jednak uczynić z niego wprowadzenie i pociągnąć motyw ucieczki dalej, zahaczając o wybrane lokacje Zebrici, ukazując charaktery siostry i brata (uwypuklając różnice między nimi, ale także ich ambicje), pokazując coś o uniwersum, doprowadzić opowiadanie do czegoś. Naprawdę, szkoda nie skorzystać z takiej okazji W każdym razie, całkiem niezłe opowiadanie, które czyta się sprawnie i dobrze, czując przy tym klimat oraz coś takiego, że jest to część czegoś dużego. Po skończeniu lektury pozostaje niedosyt, ale i ciekawość wobec tego, co już jest i zostało opublikowane. „Smoczęta Fillydelfilskie” mają kilka cech wspólnych z „Ucieczką”, co z jednej strony cieszy, ale z drugiej powoduje podobne wątpliwości. Po pierwsze, opowiadanie wypada kompletnie, a ukazujące się oczom czytelnika opisy satysfakcjonują i spełniają swoje zadanie, dając wartką akcję, którą śledzi się z zaciekawieniem, natomiast zakończenie robi smaka na ciąg dalszy, w związku z czym ponownie mamy mieszankę niedosytu z zaintrygowaniem wobec tego, co mogłoby się wydarzyć później. Jednocześnie, tekst sprawdziłby się, może nie jako prolog, ale jako pierwsza z kilku części dłuższej historii, nawiązującej do – jak tytuł sam na to wskazuje – Orląt Lwowskich, co kusi, by zdradzić coś więcej o trwającym konflikcie, jego tle historycznym, nawiązać do Orląt jeszcze bardziej, może też ukazać konflikt od drugiej strony... masa możliwości, które proszą się o zrealizowanie w formie czegoś dłuższego. A to wszystko w wojennych klimatach i nieco cięższej niż zwykle atmosferze. Miło, że tym razem przez opowiadanie przewinęło się nieco więcej postaci, niż ostatnim razem, że poznaliśmy je z imion, w ogóle, że wymieniły między sobą trochę zdań. Ubarwiło to treść i pomogło w utrzymaniu odpowiedniego tempa akcji, nie wspominając już o nastroju,dzięki któremu czytało się to wartko, może zabrakło napięcia, ale nie przeszkadzało mi to zbytnio. Dlaczego zabrakło napięcia? Nie potrafiłem oprzeć się wrażeniu, że bohaterom szło zbyt łatwo, tym bardziej, że pojedynek toczył się z gryfami, o których mam dosyć silne przeświadczenie, że są większe, silniejsze, szybsze itd. Zwłaszcza, że to warunki wojenne, a my mówimy o żołnierzach, więc najlepszych z najlepszych, najpewniej dobrze doświadczonych jednostkach. Mając to na uwadze, jakoś trudno mi sobie wyobrazić małe źrebięta, pokonujące wielokrotnie większe, cięższe, lepiej wytrenowane, dorosłe gryfy i wiem, do czego nawiązuje opowiadanie, jednakże nie są to postacie ludzkie i na warunki kreskówkowe, wydaje mi się, że te różnice w warunkach fizycznych są jeszcze większe i naprawdę trudno mi w to uwierzyć, że takie kucykowe dzieciaki byłby w stanie pokonać dorosłe gryfy. Ja to jeszcze-jeszcze, ale domyślam się, jak tekst mogą odebrać zapaleni fani gryfów. Takie przedstawienie tychże istot jest dla nich dosyć... deprymujące. Sprawie nie pomaga fakt, że mamy małe pojęcie o liczebności poszczególnych stron, więc tym bardziej mam mały mętlik w głowie. Bo na jednego gryfa mogło przypadać +10 źrebaków, a może zaledwie dwóch, a może było ich tyle samo, a może mniej. Domyślam się, że znajomość historii Orląt Lwowskich oraz kontekstu nawiązania może sporo pomóc, ale zastawiam się co z czytelnikami, którzy niespecjalnie się tym interesują albo kiepsko to pamiętają? Uważam, że opowiadanie powinno sobie radzić również w takich warunkach i zawierać niezbędne informacje, coby każdy mógł sobie wyobrazić wygląd tych starć oraz ile w tym brało udział kucy i gryfów. Zaznaczam, że chodzi mi o niezbędne informacje, wplecione w tekst w sposób naturalny, nie ekspozycje zatrzymujące sztucznie akcję! Opowiadanie oceniam jako całkiem ciekawe, klimatyczne, napisane sprawnie i bez większych zarzutów, brzmiące zupełnie nieźle, przystępnie, które dobrze zajawia nowy temat i ciekawi czytelnika, jednakże brakuje mu kilku szczegółów, by uwiarygodnić opisywane wydarzenia. Nie jest to duży kłopot, laik pewnie niespecjalnie cokolwiek zauważy, ale byłoby ciekawie mieć to w fanfiku, w ogóle, dobrze by było mieć tej historii więcej. Ale jest w porządku. W ten sposób przechodzimy do „Podszeptów”, które wyróżniają się na tle pozostałych opowiadań gabarytami i... tym, że przedstawiają zamierzchłe czasy, ale jednocześnie coś, co znamy/ kojarzymy doskonale i co chyba różni twórcy niejednokrotnie brali na wątek główny do swoich opowiadań. Tym razem będziemy świadkami długiej i wyczerpującej walki Luny z samą sobą, a właściwie, z Koszmarem w jej głowie, czego rezultatem musiała być przemiana w Nightmare Moon i nieudana próba zagarnięcia Equestrii tylko dla siebie. Znajomy motyw, wykonanie... z jednej strony szału nie wzbudza, ale z drugiej, podoba się i co by nie mówić, jest przy tym sporo klimatu. Opowiadanie po raz pierwszy miałem przyjemność odsłuchać w ramach Kącika Lektorskiego, gdzie sporo kawałków tekstu (o ile nie całość, nie pamiętam już dokładnie) przypadło Grento, który odczytał je creepypastowym tonem, niekiedy brzmiąc dość agresywnie, nieprzyjaźnie, nadając historyjce prawdziwie mrocznej otoczki, co wówczas bardzo mi się spodobało i na czym owe opowiadanie wiele moim zdaniem zyskało Mając w pamięci świetne wspomnienia z czytania, gdzie treść wręcz wyziewała mrokiem, zwątpieniem czy grozą, zabrałem się za zwykłą lekturę i cóż... Grento naprawdę wiele wniósł swoim głosem i niech żałują ci, których zabrakło wtedy na czytaniu. Bo czytając tekst samodzielnie, mroczna atmosfera nie udziela się już z taką siłą, choć nadal jest i daje się poczuć, a wewnętrzna bitwa Luny wciąga i chociaż tekst trwał zaledwie 8 stron (niecałych), miało się wrażenie, jakby czasu w fabule upłynęło o wiele więcej, niż w rzeczywistości, zaś w ramach poszczególnych fragmentów przewinęło się znacznie więcej wydarzeń. Na uwagę zasługują przypisy, które rzucają więcej światła na kalendarium, co pomaga zorientować się co, kiedy i gdzie miało miejsce, i jak długo to już trwa. Jak wiadomo, świat można budować na różne sposoby i dawkować informacje także przy pomocy formy. Chociażby przypisów Powracając do wewnętrznej walki Luny, tytułowe podszepty wydały mi się dość wiarygodne z tego względu, iż przez cały czas miałem wrażenie, że uderzają one w czułe punkty Pani Księżyca. Za każdym razem, gdy ta przywołuje jakieś zdarzenie, jakąś postać, by przekonać samą siebie, że jest ważna, dostrzegana i doceniana, podszepty natychmiast przekonują ją, że jest inaczej, choć nie do końca w taki sposób, by nie dało się tego skontrować, jednak wystarczająco mocno, by osłabić poczucie własnej wartości Luny, kawałek po kawałku. Powoduje to spójny i logiczny ciąg rozmów z głosem we własnej głowie, dzięki czemu finalna przemiana zostaje należycie uwiarygodniona, przedstawiona jako długi, złożony proces, a fakt, że między wierszami możemy poznać trochę historii, ubarwia całość i składa się na całkiem dobry, klimatyczny fanfik, chyba w tym zestawieniu najlepszy, acz „Ucieczkę królowej Idube” uplasowałbym niewiele dalej, tak mi się ta zajawka spodobała. Zaciekawił mnie wątek Snowdrop, choć przyznam, że za pierwszym razem wydał mi się troszkę na doczepkę, ale potem, gdy sprawdziłem kto to jest i przypomniałem sobie tę historię, zrozumiałem, dlaczego znalazła się w fanfiku i uznałem jej motyw za nie tylko interesujące, ale również emocjonalne urozmaicenie. Aczkolwiek, jeżeli ktoś nie jest w temacie i średnio się orientuje co do wcześniejszej, ogólnoświatowej twórczości fandomu, może poczuć się deczko skołowany, gdyż sam fanfik nie dostarcza wystarczająco wiele informacji na jej temat i rozumiem, że w tym wypadku wypada samodzielnie zapoznać się ze źródłem, ale chciałbym spytać autora, czy nie zechciałby może dokonać adaptacji fanfikowej fanowskiego odcinka „Snowdrop”, na rzecz Lyokoverse? Może coś lekko zmienić, może coś od siebie dodać? Nie chodzi mi o streszczenie animacji, gdyż to byłoby bez sensu, ale może jakaś miniaturka, coś skupionego na relacjach klaczki z Luną? Jako suplement do „Podszeptów”? Co jeszcze... forma? Raczej nie mam większych zastrzeżeń, poza tym, że niektóre, ale tylko niektóre, opisy pozostawiły po sobie niedosyt i miejscami miałem wrażenie, jakby warstwa emocjonalna Luny nie została w pełni przybliżona, toteż potencjał kolejnych scen pozostał niewydobyty w całości, a szkoda. Początkowo mamy ten stłuczony wazon, ale ciekawie by było zobaczyć np. zmieniający się stosunek protagonistki do różnych rzeczy, czy służących jej kucyków, czy to poprzez czynności, czy dialogi. Wprawdzie otrzymujemy troszkę tego pod koniec, gdy okazuje się, że Luna ma wątpliwości i niechętnie opuszcza księżyc, ale szkoda, że autor nie potrwał się na więcej. Nie mam na myśli niczego spektakularnego, po prostu więcej interakcji z otoczeniem/ innymi kucykami, maksymalnie rozciągającego opowiadanie do jakichś 11 stron, nie więcej. By pokazać nowe rzeczy, ale nie zaburzyć krótkiej formy, która sprawdza się całkiem całkiem. Poszczególne kwestie, narracja, brzmienie podszeptów, wszystko to zostało dobrze pooddzielane i czytelnik nigdy nie ma wątpliwości, co kto mówi, ani co się dzieje. Całość sformatowana bez zarzutu, błędów też nie uświadczyłem, toteż tutaj opowiadanie sprawdza się na piątkę. Co cieszy, tekst się podoba i pozostaje w pamięci, natomiast znów wydaje mi się, że autor nie rozwija w pełni potencjału swoich pomysłów, ale przy „Podszeptach” nie jest to aż tak widoczne. Opowiadanie radzi sobie i generalnie rzecz ta wynika z mojej ciekawości... No właśnie – skoro została rozbudzona ciekawość, na tyle, bym zaczął wyobrażać sobie różne inne rzeczy, które mogłyby znaleźć się w fanfiku, zastanawiać się, jak autor by je przedstawił i co jeszcze ujawnił, to chyba o czymś świadczy Myślę, że „Podszepty” warto przeczytać, wprawdzie nie jest to nic świeżego, ot, kolejna historia o tym, jak Luna zmieniała się w Nightmare Moon, jednakże została ona przedstawiona w sposób krótki, zwięzły, solidny i wciągający, a przy tym wspomniana przemiana okazała się, w opozycji do gabarytów tekstu, baaardzo rozciągnięta w czasie, co daje pojęcie o tym, jak bolesny musiał to być żywot dla niedocenianej Luny. I tak długo wytrzymała. Lektura ani nie nuży, ani nie zniechęca do konsekwentnego jej odkrywania, to całkiem przyjemne, niezobowiązujące doświadczenie, w sam raz na wolną chwilę. „Sami swoi” to tekst rozpisany na 100 słów, żeby spełnić wymogi gatunkowe. Jak się udało? W sumie... trudno powiedzieć, więc zacznę od tego, że zamiast półpauz mamy dywizy, wszędzie. W dalszej kolejności, tekst jest podzielony na opis wprowadzający, później następuje dialog, który zdradza akcję i prowadzi do końcówki, wszystko w kilka sekund. Jednakże wszystko, czego uświadczymy w fanfiku, wydaje się znajome i serialowe, toteż drabbl ten można bez problemu wkomponować w kanon i w tym sensie, jest to jego rozszerzenie, aczkolwiek, osobiście odbieram go bardziej jako powielenie tego, co znamy z odcinka z rodzicami Applejack, bez ryzykowania nowościami... ale to i tak ok. Poza dywizami, forma bez zarzutów, no i historyjka jest całkiem klimatyczna, kreskówkowa. Ale tak ja jeden raz. Krótki przerywnik, nic więcej nie mogę o nim powiedzieć. Miło było poczytać o tych postaciach, szkoda, że tylko tyle. Znowu. Ale drabbl to drabbl – jaki jest, każdy widzi. To zostawia mnie z ostatnim opowiadaniem, czyli „Najgorszym dniem w życiu”, które... też jest całkiem ok, też wypada serialowo i wpisuje się w kanon, ale powiedziałbym, że jako takie, wnosi do charakterystyki Twilight nieco więcej, niż poprzednia historyjka do życiorysu Bright Maca oraz Pear Butter. Powiedziałbym też, że opisy i dialogi są lepiej zbalansowane, nie ma wyraźnej granicy między nimi, toteż i tekst wypada lepiej, i też jest przyjemniejszy w odbiorze, aczkolwiek również oceniam go jako zwykły, krótki przerywnik na jeden raz. Miła lektura, ale skądś już znam ten motyw – z autopsji xD. Chociaż nie, to nie byłem ja, ale koleżanka z klasy, ale wciąż, znajoma sytuacja, znajoma puenta. Odnośnie formy, to takie same, drobne zarzuty co ostatnio, czyli dywizy zamiast półpauz w zapisie dialogowym, reszta jak najbardziej ok. Podsumowując, „Opowieści z Lyokoverse”, już na tym etapie, sprawdzają się jako całkiem dobre dodatki do autorskiego uniwersum, choć niedosyt jest dość duży (sumarycznie) i często towarzyszyło mi wrażenie, że autor nie realizuje w pełni swoich pomysłów, że pełen potencjał nie jest osiągany, co jest bolączką nie tylko tych fanfików, ale również kilku innych, umieszczonych w oddzielnych wątkach. W każdym razie, Lyokoverse jawi się tu jako kopalnia pomysłów i można wyobrażać sobie naprawdę wiele, większość wątków oraz tekstów działa na wyobraźnię czytelnika dosyć dobrze i już samo to sprawia, że uniwersum wypada barwnie, szeroko, zachęcająco, acz po przewodniku można sądzić, że jego reguły są „sztywne”, co może ograniczać, ale z drugiej strony, nie wydaje mi się, by było to coś, w czym ktoś z zewnątrz nie byłby w stanie nic napisać i najlepszym tego dowodem jest fakt, że poszczególne fanfiki Midday Shine zostały ujęte jako część Lyokoverse Ano, przewodnik... proszę to wyjustować gdzie trzeba i dodać brakujące akapity, no co jest? Ciekawe miniaturki, myślę, że warto rzucić na nie okiem. Oczekuję kolejnych aktualizacji, no i po cichu liczę, że z czasem będzie tego coraz więcej i więcej, że poszczególne teksty zaczną się składać na coś dłuższego, że potencjał wreszcie zostanie rozwinięty w taki sposób, by nie pozostawiać niedosytu, ale zdrowe domysły i własne teorie, no i ogólnie, że uniwersum będzie rozwijane, bo dlaczego nie? ... A jednak to jeszcze nie koniec ^^ No i... mamy rozwinięcie, w postaci „Legendy Rowu Lunarnego”. Powyższe komentarze zostały sporządzone na podstawie notatek, jakie pisałem sobie bez pośpiechu podczas czytania poszczególnych opowiadań z serii, w międzyczasie do zestawu dołączyła „Legenda...”, z którą zapoznałem się stosunkowo niedawno, toteż pozwolę sobie zamieścić tutaj swego rodzaju suplement do tego, co już napisałem. Nie na podstawie notatek, ale na gorąco, po przeczytaniu najnowszego fanfika Tak jak poprzednim razem często towarzyszyło mi wrażenie niedosytu, nie wykorzystywania w pełni potencjału poszczególnych pomysłów raz niewychwycenia okazji na extra sceny, tak przy okazji „Legendy Rowu Lunarnego” czułem się usatysfakcjonowany, syty. Wprawdzie tekstu nie ma wiele, opisy z reguły są zwięzłe, ale w tym wszystkim po prostu brzmią bardzo dobrze, momentami nawet tak dźwięcznie, bez wątpienia zostały skomponowane z wysoką dbałością o detale, no i, jak mniemam, starannie przebadane przez korektorkę. Zwięzłość służy tempu akcji, które jest sprawne, ale nie za szybkie, generalnie utrzymywane jest w sposób jednostajny, nie ma zatem ani zbędnego przedłużania, ani przeskoku naprzód. Sprawie pomaga to, że nazwy własne, wymyślone przez autora, są całkiem ładne, a imiona postaci proste, ale nie banalne. Łatwo to zapamiętać, łatwo zapisać, brzmi dobrze, wpada w ucho. Dobra robota. Do jednej tylko rzeczy bym się uczepił, mianowicie, jak oni wyciągają nieprzytomnego Northern Winda z wody, to przecież bohater powinien być osłabiony, zmęczony, zdezorientowany, a tak płynnie, niemalże jednym tchem się przedstawia i opowiada, co się wydarzyło. Trochę mnie to zdziwiło Końskie zdrowie po prostu Poza tym, powtórzenie, coś za gęsto przewija się tutaj „kapitan”. „Jestem kapitan, zabierzcie mnie do kapitana” jakoś średnio brzmi. Osobiście, zrezygnowałbym z pierwszego „kapitana”. Skoro to taka szycha, powinni kojarzyć jego stopień. Chyba. Ale generalnie, tekst znakomicie się czyta, no bo całkiem sprawnie, bezstresowo, ponadto, da się odczuć klimat, no i tu i ówdzie mamy skromne światotworzenie, przeplatane z kreacjami postaci, np. wątek handlowy (dowiadujemy się o rasach, które biorą udział w wymianie towarów, a także tego, co to za towary, nie wspominając już o odkryciu Merendelle), tudzież księżniczka Unitas (która, jak się okazuje, długo miała, nazwijmy to, kłopot z czytaniem i pisaniem, obecnie chętnie poszerza swój księgozbiór). Kolejny przykład na to, jak niuanse niekiedy decydują o efekcie końcowym W ogóle, Crimson Tide, o ile mnie pamięć nie myli, to podtytuł jednego z wielu spin-offów „Fallout: Equestria”. Może stąd jakoś łatwiej imię to wpadło mi w ucho, ale Northern Wind to również ciekawa propozycja, podoba mi się. Dialogi i opisy zostały dobrze wyważone. Nie czuć dominacji jednego nad drugim (chociaż w przypadku dialogów momentami (głównie podczas narady załogi) niewiele im brakuje), toteż i pod tym kątem bez poważniejszych zarzutów. Wciągająca historyjka, acz dosyć przewidywalna. Come on, czy ktoś miał jakiekolwiek złudzenia, że oni przepłyną przez ów Rów bezpiecznie, podczas gdy wiadomo było, że NIE powinni się tam zbliżać? Cóż, ale bez tego nie mielibyśmy scenki z bestią z głębin, która klimatem przywołała na myśl kino przygodowe. No ok, może tutaj akcja rwała przed siebie troszkę zbyt szybko, może tutaj da się odczuć lekki, subtelny niedosyt, ale z drugiej strony, nie można odmówić scenie dynamizmu i za to należy się pochwała. A zakończenie? Również w porządku, w sumie, zdziwiły mnie słowa księżniczki Unitas. Ciekawi mnie, co miała na myśli. Liczę, że wątek ten będzie jeszcze podejmowany. W ogóle, fajnie, że wystąpiła Ostatecznie, całkiem przyjemne w odbiorze, lekko przygodowe, lekko tajemnicze, ale satysfakcjonujące, niedługie opowiadanie, które czytało mi się całkiem dobrze, nie mogę odmówić mu klimatu oraz pewnej nuty intrygi, jaką udaje się poczuć przy okazji zakończenia. Otwartego zakończenia, warto dodać. Z perspektywy czasu, dziwi mnie troszkę jak Northernowi udało się polecieć tak daleko i przeżyć (Czy tam nie powinien w tym czasie szaleć sztorm?), ale przymknę na to oko... tym razem Ostatecznie, uważam to za dobry kierunek. Kompletna, zwięźle napisana historia, z pomysłem i klimatem, z wpadającymi w ucho imionami oraz nazwami lokacji, z otwartym (w pewnym stopniu) zakończeniem, robiąca smaka na ciąg dalszy. Lepiej, lepiej, nie czuć już, że jakieś pomysły nie zostały w pełni zrealizowane, tekst spełnia oczekiwania odbiorcy. Jak najbardziej w porządku. Cóż więcej mogę rzec? Czekam na kolejne odsłony "Opowieści z Lyokoverse", no i życzę weny oraz powodzenia w dalszym pisaniu. Przede wszystkim pomysłów, ale nie, że pomysłów-pomysłów, tylko pomysłów na wykonywanie poszczególnych koncepcji, by wrażenia niedosytu było jak najmniej, a zamiast tego, by kolejne fanfiki zaspokajały apetyt czytelników Pozdrawiam!
  40. 2 points
  41. 2 points
    Sword Art Online: Hollow Realization Deluxe Kampania ukończona, pora na DLC To niesamowite, że pomimo tylu licznych wad, gra wciąga jak diabli. Bo co tu "nie pykło"? Mapa świata jest nieczytelna, opisy zadań głównych mylące, nie ma co robić z pieniędzmi, AI przeciwników fatalne, grafika co najwyżej przeciętna, a konstrukcja edycji DeLuxe woła o pomstę do nieba. Na szczęście ciekawa fabuła, zróżnicowane lokacje czy też znakomity system walki sprawiają, że chce się grać. Na największe brawa zasługuje wątek Premiere, czyli NPCa, który ma puste statystyki: brak imienia, przypisanej funkcji, brak cech charakteru, ograniczone słownictwo etc. Istna "tabula rasa"... Dość szybko okazuje się, że dziewczyna może być kimś bardzo ważnym. Kimś więcej, niż tylko "zepsutym NPCem", którego beta testerzy jeszcze nie "wyłapali" i nie usunęli. Niestety odkrycie prawdy nie będzie takie proste. W grze nie zabrakło zwrotów akcji. Część z nich jest dość przewidywalna, ale nie brakuje takich, które faktycznie zaskakują. Znakomicie pokazano rozwój dziewczyny, która stopniowo staje się co raz bardziej ludzka i otwarta. Uczy się przede wszystkim z doświadczenia, rozmów z innymi oraz z obserwacji otaczającego jej świata. Wystarczy powiedzieć, że początkowo nie wie co to jest "przyjaciel" czy "piknik", a pod koniec gry stwierdza, że boi się śmierci i związanej z nią utraty przyjaciół. Brawo! Jak dla mnie podstawowa wersja gry to takie 7/10. Tragedii nie ma, ale mogło być zdecydowanie lepiej. Osobiście polecam, ale tylko tym, którzy znają serial. Oby tylko dodatki nie zawiodły Szkoda, że nie ma więcej takich przerywników filmowych Wszystko zaczyna się od poznania pewnego NPCa... Początkowo Premiere nie ogarnia wielu rzeczy Nie wie też jaką ma pełnić funkcję. Nie wie dlaczego, ale chce się pomodlić w pobliżu dużego drzewa. Pod koniec gry zachowuje się jak człowiek z krwi i kości (swoją drogą, świetna scena) W pewnym momencie Premiere stwierdza, że chce być "kochanką" Kirito ponieważ to jedyna wolna "pozycja". W końcu ma już "żonę", siostrę i "córkę". Brakuje mu tylko kochanki. Ten wątek to czyste złoto! Wiem, że to raczej nierealne, ale chciałbym zobaczyć ją w ewentualnym czwartym sezonie serialu. Coś mi mówi, że modele 3D męskich postaci stworzył jakiś praktykant... Serio, wyglądają okropnie. Rodzinny screenshot Ta lokacja to koszmar Lokacje są dość mocno zróżnicowane:
  42. 2 points
  43. 2 points
  44. 2 points
    U mnie paczka doszła przedwczoraj ale brak czasu sprawił że dziś rozpakowałem. Smocze Łzy wyglądają fantastycznie, brakuje mi tylko jakiegoś elementu z tyłu. PS. równolegle zamawiałem podzespoły do komputera i dostałem lekkiego zawału jak zobaczyłem w paczkomacie opakowanie od zupełnie innej karty graficznej. Doczytanie notki zmieniło humor o 180°
  45. 2 points
    I kolejne tłumaczenie od Dolara przeczytane. I jak zwykle była to przyjemność z lektury. Ten niezręczny moment, to bardzo przyjemna, krótka komedia o tym, jak AJ idzie do biblioteki po książkę dla Pinkie. Zupełnie jakby ta nie mogła tego załatwić sama. A może po prostu ma bana na bibliotekę, za wkładanie pączka do książki o pączkach. Tak czy inaczej, AJ wchodzi do biblioteki i nie zastaje nikogo. Więc jak przystało na cywilizowanego i ogarniętego kucyka, zaczyna po niej myszkować, kierując się jednocześnie do sypialni Twilight. Bardzo rozsądne i uczciwe podejście. Znacznie lepsze niż uprzejme czekanie, czy zawołanie przyjaciółki. Tak czy inaczej, AJ wchodzi do sypialni i widzi Twilight i Rainbow w sytuacji niejednoznacznej. Cóż, sama sobie winna. I tu następuje moja jedyna wątpliwość względem fika. Applejack w tym co widzi, widzi ,,zapasy" (specjalnie w cudzysłowie). I choć to budzi w niej mieszane uczucia to się do tego przyłącza. I kiedy do tego dochodzi, dzieją się zapasy (też specjalnie bez cudzysłowu), co powinno podważyć wątpliwości AJ (no chyba, że Twi i Dash to naprawdę świetne aktorki), ALBO dzieją się ,,zapasy" i wtedy dziwne, że Twilight nie protestuje, skoro to miały być tylko zwykłe zapasy. No chyba, że AJ ma rację i one wszystkie mają ciągoty w ta stronę. Myślę, że to można było rozpisać lepiej i nieco bardziej sugestywnie. Nie mogę jednak powiedzieć żeby ten drobny brak logiki był zły. Brak mu trochę do ideału, moim zdaniem, ale mimo tego jest w zasadzie uroczy i zabawny. Dalej mamy wyjście AJ, po którym Rainbow stwierdza, że ona i Twilight mogły zostać źle odebrane. No faktycznie. Bo co sobie można pomyśleć na widok dwóch klaczy, kotłujących się w łóżku Tymczasem Applejack idzie do Pinkie i od słowa do słowa, przechodzi do cudownego i prześmiesznego zakończenia tego fika. Jedno zdanie, a tak wspaniałe zakończenie. Tu moje pełne gratulacje. Poza oczywiście pomysłem, który sam w sobie bawi niezmiernie, są tez cudowne opisy przemyśleń Applejack. Setnie się uśmiałem, czytając o wspomnieniu Rarity flirtującej z własnym odbiciem, albo o tym, że odpowiadające na pytanie kamienie to dobry powód by wrócić do wyrka. A skoro i o nim mowa, to musze przyznać, że scena budzenia AJ jest bardzo fajnie opisana i pomyślana. Można owszem pomarudzić na dość gadatliwego Big Maca, ale moim zdaniem nie ma to tu racji bytu. To po prostu jest tu konieczne by uczynić całą sytuację jeszcze zabawniejszą. Bohaterki oddane są bardzo spoko. Zapewne gdyby nie podtekst kryjący się w tym dziele, to możnaby do niego podejść, jak do shorta, albo sceny z serialu. I jeszcze słowo o stronie technicznej. Tutaj bez zarzutu. Jedyne co mi się nie podobało, to chwila kiedy Applejack zwraca się do Rainbow RD. Zwyczajnie nie podobają mi się takie skróty (poza AJ, która jest chyba kanoniczna i do tego dobrze brzmi). Aczkolwiek to pewnie pomysł autora, a nie tłumacza. O poprawności tłumaczenia jako całości nawet nie mam co mówić, bo Dolar to marka sama w sobie. Podsumowując to całkiem dobra komedia, w sam raz na jedno posiedzenie. I choć czytałem lepsze, to musze przyznać, ze ta i tak jest warta mocnego polecenia.
  46. 1 point
    Witajcie, bambaryłki! Przed wami nowy numer Equestria Times skupiony głównie na "Diunie". Ale znajdziecie tu też przepisy na naleśniki z jagodami, gołąbki, które sprawią, że Wasze babcie wylecą z bamboszy, tekst o reprezentacjach mniejszości w popkulturze, recenzje Suicide Squad, Niche i wiele innych ciekawych tekstów. https://linktr.ee/equestria.times W kwestii zmiany okładki - niestety, ale omyłkowo wykorzystaliśmy skradzioną grafikę, biorąc złodzieja za autora. Dlatego ją zdjęliśmy przynajmniej dopóki autor nie zgodzi się byśmy jej użyli.
  47. 1 point
    Plotka: https://www.equestriadaily.com/2021/05/netflix-malaysia-possibly-reveals-g5.html Malezyjski oddział Netflixa opublikował planszę z nadchodzącymi produkcjami, w tym również nowym filmem MLP. Wedle nich ma się on nazywać My Little Pony: Pony Tale.
  48. 1 point
  49. 1 point
  50. 1 point
    Co ja widzę, lista fanów Villainous? Proszę o wpisanie! Uwielbiam ten serial, uważam, że ma potencjał na stanie się nowym (i lepszym) Złem w Potrawce. Podobają mi się wszystkie postaci (nawet 5.0.5, po części przez kontrast z resztą ekipy, po części dlatego, że do tego jęczenia użycza mu głosu Markiplier, heh), ale Black Hat bezdyskusyjnie stoi na szczycie. Demencję może widziałbym nieco nad Flugiem i 5.0.5, bo gadzi motyw, no i żal mi nieco biednej Franki Foster, którą Bloo najwyraźniej doprowadził w końcu do szaleństwa. Zastanawiałem się w ogóle nad tym, kto mógłby podkładać głosy postaciom w naszej wersji językowej, jeśliby takowa kiedyś powstała - jako Black Hata obstawiałbym Przemysława Nikiela, Flug to wypisz-wymaluj typ postaci dla Jacka Kopczyńskiego, 5.0.5 może zostać Markiplierem, bo czemu nie. A jako Demencję widziałem Julię Kołakowską-Bytner, znaczy naszą Pinkie Pie (co mnie bawi, bo jak się okazuje, jej hiszpański głos to właśnie ichnia Pinkie).
This leaderboard is set to Warsaw/GMT+01:00


  • Regulamin Forum
  • Ogłoszenia
  • Ekipa Forum
  • Złóż Podanie


  • For Glorious Equestria
  • Przyjaźń to Magia WIki
  • Bronies Polska
  • Bronies na DeviantArcie
  • Ponymemes
  • 6pony
  • Klub Konesera Polskiego Fanfika
  • Sparkle Subs
  • Kącik lektorski Bronies Corner
  • Lailyren Arts


  • Newsletter

    Want to keep up to date with all our latest news and information?
    Sign Up
×
×
  • Create New...